DZIAŁANIE WITAMINY C W ŚWIETLE BADAŃ NAUKOWYCH

 

 

Wypowiedź Linusa Paulinga – dwukrotnego laureata Nagrody Nobla.

Pauling Linus Carl (1901-1994), chemik i fizyk amerykański, profesor (1931-1963) w California Institute of Technology (Pasadena), dyrektor Gates and Crellin Laboratories of Chemistry (1936-1958), profesor w University of California w Santa Barbara (1967-1969), w Stanford University (od 1974) oraz członek Center for the Study of Democratic Institutions (Santa Barbara), prezes (od 1949) Amerykańskiego Towarzystwa Chemicznego. Członek PAN (1967).

 

Witaminami i ich wpływem na zdrowie człowieka zacząłem się interesować przeszło 25 lat temu. Od tego czasu nauka poczyniła wielkie postępy. Jednym z ważniejszych odkryć w dziedzinie witamin było ustalenie, że istnieje różnica między ilością danej substancji odżywczej, jaka niezbędna jest do życia człowieka (am. RDA-Recommended Daily Dietary Allowances), a ilością optymalną. Witaminy najogólniej mówiąc, charakteryzują się toksycznością tak niewielką, że przyjmowanie ich w ilościach nawet 1000 krotnie większych niż ustalone (RDA) nie jest szkodliwe. Od przedawkowania witamin jeszcze nikt nie umarł. Lekarze i dietetycy na ogół ostrzegają przed nadmiarem witamin, wskazując groźne działania uboczne. Tymczasem nie ma dowodów na to, by zbyt duża ilość tych substancji rzeczywiście była szkodliwa.

Witamina C jest pod pewnym względem specyficzna. Otóż większość zwierząt, tj. 99,9% wytwarza ją samoistnie w obrębie komórek własnego ciała i nie musi spożywać jej w pokarmach.

Zwróćmy uwagę, że w tym, co jedzą myszy, psy lub koty nie ma witaminy C. Producenci żywności dla tych zwierząt wiedzą, że muszą dodawać do niej wiele innych witamin, oprócz tej właśnie. Wśród istot żywych, które potrzebują witaminy C, są: świnki morskie, niektóre ryby i ptaki, zwierzęta z grupy naczelnych i ludzie.
Więcej szczegółów na ten temat tutaj.

Aby obliczyć jakie ilości witaminy C potrzebne są organizmowi człowieka, ustalmy najpierw, w jakich ilościach produkowana jest ona w komórkach zwierząt, które pod tym względem są samowystarczalne. Optymalna dawka dla ludzi powinna być proporcjonalna do wagi ciała.
Zwróćmy uwagę, że pożywienie małp zawiera blisko 50 razy więcej interesującej nas substancji niż żywność człowieka. Ludzie zajmujący się hodowlą małp do celów eksperymentalnych doskonale wiedzą, że podawanie zwierzętom dużych ilości witaminy C jest niezbędne. Optymalną dawkę dla małp ustalili metoda prób i błędów. Ciekawe, że w stosunku do ludzi nie poczyniono jeszcze takich ustaleń.

Ja sam zażywam 18 g witaminy C dziennie. Najbardziej odpowiada mi wodny roztwór kwasu askorbinowego i askorbinianu sodu. Istnieje także inna forma witaminy C-palmitynin askorbinowy, który rozpuszcza się w tłuszczu. Istnieje wielu zwolenników tej postaci witaminy, gdyż działa ona antyutleniająco.
Moim zdaniem, korzystniejsze jest zażywanie witaminy E, która jest antyutleniaczem rozpuszczalnym w tłuszczach i witaminy C-rozpuszczalnej w wodzie. Działanie tych obu substancji wzajemnie się uzupełnia.

Celem prowadzonych przeze mnie blisko 25 lat badań naukowych było ustalenie optymalnych dla człowieka dawek witamin. Stan wiedzy w obecnej chwili wykuje, że im więcej spożywa się witaminy C, tym lepiej dla zdrowia. Każda dodatkowa dawka ma korzystny wpływ na stan organizmu. Jeśli codziennie przyjmiesz tabletkę witaminy, to wraz z tym, co spożywasz w pokarmach, przyjmiesz jej blisko dwa razy więcej, niż wskazuje norma.

DZIAŁANIE WITAMINY C W ŚWIETLE BADAŃ NAUKOWYCH

Brytyjskie czasopismo medyczne „The Lancet” opublikowało wyniki badań przeprowadzonych wśród ludzi starszych. Stan Zdrowia osób przyjmujących witaminę C, jest dużo lepszy niż tych, którzy jej nie zażywali. Poprawę kondycji i samopoczucie zapewnia starszym pacjentom nawet niewielka dawka, tzn. 60 mg witaminy dziennie. Moim zdaniem, jeśli zwiększy się ją dziesięciokrotnie, a nawet stukrotnie, efekty będą coraz lepsze.

Literatura fachowa na temat witaminy C i lipidów liczy obecnie już blisko 250 pozycji. W ponad 80 pracach omawia się jej relacje z cholesterolem. Wyniki tych studiów są szczególnie interesujące.
Okazuje się, że przyjmowanie witaminy C przywraca do normy poziom cholesterolu osobom, u których jest on zbyt niski, utrzymuje go bez zmian tam, gdzie jest prawidłowy i obniża wszystkim tym, którzy poziom cholesterolu mają za wysoki. Witamina C podwyższa także poziom we krwi lipoproteiny dużej gęstości (HDL), czyli „korzystnego cholesterolu”. Substancja ta ma pozytywny wpływ na stan naczyń wieńcowych, gdyż wychwytuje cząsteczki cholesterolu w naczyniach krwionośnych i przenosi je do wątroby, gdzie ulegają zniszczeniu.

W 1970 roku opublikowana została moja książka „Witamina C i przeziębienia”. Podjęto wówczas wiele badań klinicznych, które polegały na podawaniu 1g witaminy osobom w różnym wieku przez 6-12 tygodni. Z 38 opublikowanych prac aż 37 potwierdziło korzystne działanie witaminy. Osoby przyjmujące witaminę C, znacznie rzadziej zapadały na choroby grypopodobne niż ci, którzy przyjmowali placebo.

Niektóre z tych badań prowadzone były w niewłaściwy sposób. Osobom skarżącym się na przeziębienie podawano np. 3g witaminy przez 3 dni i przerywano kurację. Nie zauważono wówczas pozytywnego wpływu leku. Kurację jednak należało prowadzić dłużej.

Twierdzenie, iż duże dawki witaminy C nie mają wpływu na choroby przeziębieniowe i wiele innych jest obecnie nie do utrzymania. Podtrzymuję swoją tezę, iż wszyscy powinni regularnie przyjmować tę witaminę. W chwili zaś, gdy pojawią się pierwsze symptomy choroby, należy zażyć 1g tej substancji, a następnie ponawiać tę dawkę co godzinę, aż do ustąpienia choroby.

Dzienne dawki witamin wskazane przez dr-a Linusa Paulinga:

Witamina C: 3-18g
Witamina A ( w postaci beta-karotenu): 30 000- 40 000 jednostek
Witamina B1(tiamina): 30mg
Witamina B2(ryboflawina): 30mg
Witamina B6(pirydoksyna): 50mg
Witamina B12 (cyjanokobalamina): 75 mg
Witamina E: 800 jednostek

Prof. Linus Pauling twierdził, że przyjmowanie witamin w postaci farmakologicznej (tabletek, kropelek, zastrzyków bądź kapsułek) jest nie tylko niezbędne w zapobieganiu chorobom, ale także ekonomiczne. Koszt wskazanej przez Paulinga codziennej porcji witamin jest równy cenie szklanki coca-coli.

Laureat nagrody Nobla /dwóch nagród Nobla/ pisarz, chemik i fizyk dr hab. Linus Pauling, przez całe dziesięciolecia cierpiał pod ostrzałem niezasłużonej krytyki za swoje entuzjastyczne poglądy na temat witaminy C.
Prawdopodobnie największa pogarda spotkała jego wczesne prace poświęcone przeciwrakowemu działaniu tej witaminy c.

Na próżno publikował dowody potwierdzające swoją teorie – lekarze alopaci ani o krok nie ruszyli się z wygodnie okopanych pozycji odrzucających świadectwo o potencjale witamin jako środków leczniczych. Od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się zmieniać na korzyść zwolenników poglądów Paulinga. W 1991 roku placówka ciesząca się renomą w świecie nauk medycznych, Narodowy Instytut Rakowy, zorganizowała sympozjum poświęcone udziale witaminy C w leczeniu chorób nowotworowych. Jednak to wciąż za mało.
Fragmenty książki „Ominąć antybiotyki” (Michael A.Schmidt i wsp.)

Krótko przed śmiercią w 1994 roku, dwukrotny laureat Nagrody Nobla Linus Pauling – napisał na temat terapii dr. Ratha (jeden z czołowych badaczy i lekarzy pasjonatów witaminy C)

RAK JEST WYLECZALNY Z NATURY

 

 

 

RAK JEST ULECZALNY

 

RAK JEST WYLECZALNY Z NATURY

Dr Stanisław Rymsza
(Artykuł opublikowany w tygodniku „Ład” 27 października 1985 r.)
W związku z artykułem R. J. Baja pt. „Adwentyści wobec nowotworów” (Ład nr 33) poczuwam się do obowiązku moralnego i naukowego ukazania wyników moich badań biologicznych nad profilaktyką i autoterapią raka.
Tę wielką sprawę ogólnoludzką zapoczątkował drobny „prywatny” konflikt z medycyną, reprezentowaną przez kilku lekarzy pracujących w klinikach, którzy odmówili mi współpracy, „nie ufając nowinkom biologicznym”. Byłem więc zmuszony uciec się do testu publicznego. W styczniu i lutym 1954 r. w ramach akcji odczytowej TWP wygłosiłem cztery popularnonaukowe prelekcje otwarte o moich badaniach nad rakiem u zajęcy i królików oraz obserwacjach porównawczych chorych ludzi. Umówiłem się ze słuchaczami, aby donosili mi o każdym pozytywnym i negatywnym wyniku zastosowania przedstawionej im mojej metody sterowania samoleczeniem się organizmu w każdym przypadku (wykrytego przez specjalistyczną medycynę) raka u nich i ich bliskich. Odtąd w ciągu 25 lat otrzymałem 46 takich doniesień pozytywnych (guzki sutkowe — 32, nadżerki szyjki macicy — 8, guzy wątroby — 2, induratio penis — 2, nowotwór skóry — l, rak płuc — 1). Negatywnych zaś nie otrzymałem. A te contra factum non valet argumentum, więc nie czekając zaplanowanej początkowo setki (do bilansu procentowego), opisałem te godne uwagi owoce moich zignorowanych przez medyków „nowinek biologicznych” i rozesłałem komunikat do wszystkich uczonych parających się tą problematyką.
Był to wynik moich żmudnych badań: odkrycie nowej prawdy o specyficznej roli kwasu L-askorbinowego (C6H8O6) w tworzeniu się i funkcjonowaniu fagocytów, zdolnych do pożerania komórek rakowych. Mikrobiologicznicznie, ponad wszelką wątpliwość stwierdziłem, że ten kwas (acidum L-ascorbinicum), zwany witaminą C, przekształca bierne leukocyty, zwłaszcza neutrofilne w aktywne fagocyty, które drapieżnie bronią organizm przed wszelką infekcją zewnętrzną i przed neocytozą wewnętrzną, zakłócającą Jego genetyczny porządek rozwojowy, stabilnie zaplanowany w DNA. Pełne zaopatrzenie krwi i limfy w molekuły witaminy C tak potężnie uzbraja tworzące się pod jej wpływem fagocyty i makrofagj, że absolutnie żadne obce mikroorganizmy nie są zdolne rozwijać się w jej środowisku osmotycznym. Tu fagocyty przy pomocy witaminy C rozpuszczają (rozmiękczają) ścianki niepotrzebnych komórek egzogennych (mikroby chorobotwórcze) i endogennych (tkanki martwicowe, neocyty i neoplazy rakowe), a następnie je pożerają, same przy tym ginąc i trupami swymi wypełniając gruczoły chłonne, skąd są systematycznie wydalane do moczu jako tzw. „ciała ropne”, znane powszechnie z elementarnych analiz lekarskich.
W świetle tej prawdy o kwasie L-askorbinowym witamina C, może śmiało awansować do rangi wymarzonego przez ludzkość panaceum. Jeżeli wszyscy będą mieli zawsze swoją krew nasyconą witaminą C, to nie tylko rak, ale również inne dolegliwe cierpienia (grypa, katar, torbiel przyzębna, szkorbut etc.) zostaną wykreślone z rejestru chorób człowieka. Są tu jednak pewne bardzo istotne restrykcje, które przeoczają inni badacze (np. Pauling). Dlatego ich wyniki są połowiczne, a wnioski błędne. Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić, ze witamina C nie jest lekiem sensu stricte, lecz koniecznym składnikiem organizmu, jak woda (H2O) i sól (NaCl), których naturalne uzupełnienie należy do kulinarii — nie do terapii. Dopiero brak tych składników lub ich niedobór wywołuje stany chorobowe, wymagające ingerencji medycyny. Takim właśnie deficytowym składnikiem krwi człowieka jest dziś kwas L-askorbinowy (C6H8O6), którego ubytek powiększa się coraz bardziej w miarę postępu technizacji życia codziennego (wibracja, promieniowanie, hałas, ultradźwięki) i chemizacja pokarmów (konserwacja, dezynfekcja, dezynsekcja). Szczególnie szkodliwa tu jest pironizacja żywności, zapoczątkowana wkrótce po wynalazku ognia, a dziś doprowadzona do perfekcji. Surówki spożywa człowiek coraz rzadziej. A więc, w rezultacie deficytu witaminy C w jego krwi, rozwijają się tzw. „choroby cywilizacyjne”, pośród których rak zajmuje czołowe i najgroźniejsze miejsce pobudzając uczonych (Rosenthal, Galio) do snucia najbłędniejszych hipotez i teorii. Np. nie wiedzą oni, że modny dziś interferon jest bezwartościowym odpadkiem (askorbinofagocytozy) antagonistycznych wirusów, a więc „śmieciem” witaminy C.
Rola witaminy C w organizmie Jest dwojaka. Primo: Jest ona konieczna jako czynnik (enyzm askorbinaza) metabolizmu, bez którego proces życia (przemiana materii) byłby niemożliwy. Secundo: służy fagocytom i makrofagom jako niezbędne narzędzia obrony organizmu przed egzo- i endoinfekcją. Stosownie do tej dwoistej funkcji witaminy C, jej zapas w organizmie dzieli się niejako na dwa magazyny. Pierwszy — bazowy, konstytutywny, stały, metaboliczny, nienaruszalny (na rzecz drugiego). Drugi — obronny, niestały, ilościowo zmienny, w zależności od dopływu z zewnątrz, z pokarmów, zużywalny po zaspokojeniu zapotrzebowań pierwszego (po jego nadmiarze ilościowym).
Normalnie organizm sam wytwarza witaminę C dla obu tych „magazynów” w dostatecznej ilości. Niestety. cywilizacja techniczna permanentnie utrudnia to wytwarzanie oraz niszczy (denaturalizuje) potrzebne do tego surowce pokarmowe. Stąd wiele ludzi nie posiada dostatecznego stężenia witaminy C we krwi, wystarczającego na zaopatrzenie obu tych „magazynów” stale się opróżniających wskutek procesu życia i obrony fagocytarnej. Cywilizacja techniczna prowadzi do tego, te zapas witaminy C zabezpiecza już tylko zaspokojenie konstytutywnych potrzeb metabolizmu i to w coraz uboższym zakresie Na potrzeby obronne mamy jej coraz mniej. Wynaturzony przez technikę i starzejący się organizm wytwarza ją coraz skąpiej, a schemizowane pokarmy dostarczają coraz mniej surowca, przydatnego na to wytwarzanie. Oba te nieszczęścia idą w parze! Na ich tle powstają różne choroby zakaźne, które medycyna nauczyła, się zwalczać za pomocą osobnych szczepionek. Ale wobec neocytozy kancerogennej okazała się bezradna, wskutek niewiedzy o istotnej roli witaminy C w organizmie, gdzie ona stanowi uzbrojenie fagocytów, zabijających i pożerających wszelkie niepotrzebne komórki (neocyty, mikroby, nekroby).
Odkrycia tych niepodważalnych prawd o witaminie C dokonałem na zasadzie: necessitas mater, studiorum. W roku 1952 lekarze stwierdzili, że mój najbliższy przyjaciel jest chory na „raka wątroby z przerzutem na płuca”. Zaproponowali jako jedyny ratunek chirurgiczne usunięcie guza oraz rentgeno- i chemioterapię z gwarancją życia przez 2 lata po operacji. Odrzuciłem tę „łaskę” medycyny i jako biolog na własną rękę podjąłem walkę ze śmiercią człowieka, poświęcając badaniom ponad 400 królików, co zawdzięczam pomocy prof. Jana Dembowskiego, który uwierzył w moją hipotezę intuicyjnie. Po wielu eksperymentach stwierdziłem, że 88 proc. rakowatych królików powróciło do zdrowia po wprowadzeniu dużych dawek witaminy C do ich pożywienia. Dalsze próby, już po wyeliminowaniu dostrzeżonych błędów transplantacyjnych, wykazały 100-procentowe wyzdrowienie zwierząt, dożywianych witaminą C. Podkreślam: dożywianych! — nie leczonych! Onkolodzy bowiem pouczyli mnie, że witamina C jest lekiem za mało toksycznym, więc nie zatruje raka(!)
Równolegle z królikami i mój najbliższy przyjaciel został w ten sam sposób uratowany od niechybnej śmierci, prognozowanej przez medycynę. Już w styczniu 1954 r. był on prawie zdrowy: z płuc całkowicie zniknęły wszystkie 4 guzki wielkości fasoli, a na wątrobie guz (wielkości mandarynki) zmalał do rozmiarów orzecha laskowego. Po następnym roku rtg nie wykazał Już żadnych zmian. A niedoszły „umarlak” jest dziś uosobnieniem zdrowia i siły (mężczyzna ten liczy dziś lat 89. 180 cm. 89 kg). Przez ostatnie 25 lat, odkąd pozbył się swego raka. nie chorował ani razu, nawet na katar — wyraźnie odmłodniał. A to dzięki witaminie C, której dawkę obliczyłem mu na 9 g dziennie krystalicznego kwasu L-askorbinowego, rozpuszczonego w litrze wody z cukrem. Po wyzdrowieniu pacjenta redukowałem stopniowo tę dozę aż do 2 g. które utrzymałem, na stałe jako minimum profilaktyczne, wykluczające nawrót nowotworu — co również wybadałem na zwierzętach. A więc (uczciwie wyprodukowanych przez „Polfę”) 18 drażetek a 0,2 g witaminy C dziennie całkowicie zabezpiecza mu zdrowie przed nowotworami, ale również przed innymi chorobami i schorzeniami.
Jako wskaźnik kontrolny nasycenia organizmu kwasem L-askorbinowym przyjąłem Jego śladową obecność w urynie. Kto w moczu ma kwas askorbinowy, temu nie grozi rak ani inna choroba. Zrozumiała więc jest naiwność amerykańskich uczonych (np. Burzyńskiego), którzy z moczu wypreparowują ten nadwyżkowy odpadek witaminy C jako specyficzny „antyneoplaston”. Przecież to substancja już mało aktywna biochemicznie, „zmęczona” pracowitą wędrówką po organizmie! Ale oni tego nie rozumieją i nie wiedzą, że to odpad witaminy C.
Odkrywszy tak niezwykłe walory witaminy C, przeprowadziłem bardzo dokładne badania mikrobiologiczne i biochemiczne nad jej działaniem. Tu m. i n. okazało się, że jest ona bardzo wybredna i kapryśna pod względem „towarzyskim”. We krwi nie znosi ona obecności alkoholi, alkaloidów, glikoalkaloidów. sulfamidów etc. Pod ich wpływem struktura kwasu L-askorbinowego ulega przekształceniom izomerycznym i traci niektóre atomy, przemieniając się w kwas dihydroaskorbinowy (C6H6O6) albo w inne bezwartościowe „askorbiniaki” (kwasy: d-askorbinowy, L-izoaskorbinowy, d-izoaskorbinowy), których mieszaninę fabryczną sprzedają apteki pod nazwą „witamina C”, ale bez literki „L” przed nazwą łacińską: acidum ascorbinicum. To pociąga za sobą bezskuteczność terapeutyczną i profilaktyczną tej handlowej witaminy C. A w organizmie traci ona wszelką wartość ochronno-fizjologiczną, gdy spotyka tam różne „używki” przyjemnościowe, nie stanowiące pokarmu.
A zatem kto chce mieć w swoim organizmie prawidłową gospodarkę askorbinową, gwarantującą absolutne zdrowie pod każdym względem, ten musi zrezygnować z wielu rozkoszy „cywilizacyjnych”, jakimi codziennie zanieczyszcza swoją krew (alkohol, nikotyna, kofeina, solanina etc.). To jest warunek konieczny skuteczności działania witaminy C. którą należałoby ustawowo wprowadzić do wszystkich produktów spożywczych, poddając je askorbinizacji przemysłowej. Bo tylko w ten sposób wszyscy ludzie będą mieli krew nasyconą tą witaminą bez uciążliwej konieczności łykania drażetek. Opłaciłoby się to wielokrotnie bardziej niż budowanie
kosztownych ośrodków onkologicznych — albowiem tańsze jest zapobieganie aniżeli leczenie.
Aby uniknąć nieporozumień powtarzam, że tylko jeden kwas askorbinowy jest witaminą C, chociaż wszystkie one mają identyczny wzór ilościowy (C6H8O6), z wyjątkiem dihydroaskorbinowego (C6H6O6). Różnica polega na budowie molekuł (drobin) tych kwasów. Prawdziwa witamina C musi mieć literkę „L” przed swą nazwą: acidum L-ascorbinicum. To jest klucz do zagadki, na której załamują się badania i odkrycia wszystkich uczonych. A ich kosztowny interferon jest mało skuteczny, bo to odpad fagocytarny kwasu L-askorbinowego. powstający przy antagonizacji wirusów.
Dr STANISŁAW RYMSZA

 

* witaminę C z literką L przed nazwą łacińską acidum ascrobinicum, możesz zakupić np tutaj:

http://amigdalina-b17.otwarte24.pl/20,Nowosc-Witamina-C-1000-mg-z-czasowym-uwalnianiem-bioflavonoidy-rutyna-ROSE-HIPS

 

AMIGDALINA WITAMINA B17 – uwaga na podróbki z Chin (!)

Oryginalna Amigdalina

 

 

 

PODRÓBKI AMIGDALINY – WITAMINY B17   Z CHIN…(!)


Niestety dla niektórych ludzi, śmiertelna choroba jaką jest nowotwór, rak- okazuje się być dochodowym „interesem”…
Od jakiegoś czasu otrzymywałam od zaprzyjaźnionych osób informacje, iż na rynku pojawiła się „podróbka” Amigdaliny B17 – podróbka pochodzi lub jest produkowana w Chinach, produkt ma na celu naśladować wysoką w kosztach Amigdalinę  wit B17 produkowaną w Meksyku w Labolatorium CytoPharma.
Jak wiecie Państwo zbierane są Datki dla cieżko chorego Wojtka, który jest takze dotknięty śmiertelną chorobą nowotworową jaką jest rak płuc…
W związku z małymi kwotami do dyspozycji zakupu leku dla chorego – i ja pokierowałam się niską ceną Amigdaliny na jednej z polskich (wiodących) stron internetowych,która oferuje właśnie taki produkt – jest on sprzedawana jako Amigdalina B17 z Meksyku, jednak produkt ten nawet na jedną chwilę „nie widział na oczy” Meksyku…
Zaniepokojona „dziwnym” wyglądem hologramu oraz „innym” zapachem Amigdaliny, zleciłam prywatne badanie tabletki na jej skład i zawartosć Amigdaliny…
Z ORYGINALNĄ Amigdaliną pochodzącą naprawdę z Meksyku- miałam doczynienia i wiem jaki jest zapach tabletki i jakie jest oryginalne opakowanie pochodzące właśnie z tamtąd…
Wynik badań tabletki wcale mnie nie zdziwił, choć do końca chciałam mieć nadzieję, że jednak może się mylę i tabletki są OK…
Co sie okazało?
Otóż, badania potwierdzily moje przypuszczenia – tabletka nie zawierała 500mg Amigdaliny (tak jak te z Meksyku) – zawierała jedynie niecałe 70 mg Amigdaliny, reszta bezzapachowe i bezsmakowe dodatki…
I jak takim czymś można się wyleczyć?
Człowiek, którego dopada śmiertelna choroba łapie się ostatniego ratunku jakim jest niejednokrotnie Amigdalina B17 – i nagle okazuje się, że właśnie ta Amigdalina nic nie pomaga a człowiek jednak przegrywa z nowotworem i umiera…
Jak może być inaczej? Kiedy zamiast tego co miało być zakupione, czego oczekiwało sie po zakupie – otrzymuje się zupełnie bezwartościowy produkt…
Zapwne jak wiele innychoszukanych przez tego sprzedawcę osób i ja pokierowałam się takze ceną – 350 zł za Amigdalinę wit B17, gdzie na stronie jest napisane – PROSTO Z MEKSYKU,PRODUKT ORYGINALNY pełnowartościowy itd…
Dlatego tę informację zamieszczam tutaj na stonie, aby osoby, które zakupują lub będę zakupowały Amigdalinę B17 – nie dały zarabiać oszustom tracąc jednocześnie na swoim zdrowiu i życiu!

Żądajcie potwierdzenie oryginalności i zawartości Amigdaliny w tabletce nawet oczekując pisemne oświadzczenie (e-mail) od sprzedwacy (!) iż gwarantuje i zapewnia że sprzedawanyprodukt jest zgodny z opisem a skład mg amigdaliny odpowiada podawanym dawką w/ opisu na stronie (!)

 

PRZYJACIÓŁ POZNAJE SIE W BIEDZIE…
Poszukując pilnie (!) Amigdaliny B17 – tej „prawdziwej” w Polsce,( ponieważ nie było możliwosci czasowej aby czekać na przesyłkę z usa, odprawy celne, itd) – napisałam do kilku sprzedawców Amigdaliny B17 z zapytaniem o właśnie ten produkt oraz o inne szczegóły…
I właśnie teraz pragnę OFICJALNIE podziękować osobą które okazały Wielkie Serce, a mowa tu o stronie internetowej: amigdalina-b17.otwarte.pl – które to jako Dar Serca przekazały dla ciężko chorego Wojtka 2 opakowania Amigdaliny 500mg – tej oryginalnej naprawdę z Meksyku, tym samym umożliwiając kontynuację leczenia choremu, ponieważ jak wiadomo środki przeznaczone na zakup leku zostały wydane u kogo innego, kto w zamian przesłał produkt zupełnie bezwartościowy.

Nie wiem, być może ta osoba sama nie wie cosprzedaje…? Być może nie ma świadomosci że nie jest to ta prawdziwa Amigdalina z Meksyku, a jedynie coś co niby wyglądem przypomina w/w suplement…

Z informacji jakie otrzymuję od różnych osób wynika, iż niestety tą pseudo Amigdaliną rynej jest już „zalany”…

 

Więc raz jeszcze ogromne podziękowania za Dar Serca dla osób z Pięknym Sercem! :)
Jeśli chodzi o stronę amigdalina-b17.otwarte.pl – mogę osobiście poręczyć, że Amigdalina sprzedwana tam, jest tym czego oczekujemy – czyli pełnowartościowym produktem zawierajacym naprawdę 500mg amigdaliny -witaminy B17…
Ninhursag

KAPSAICYNA LECZY RAKA

 

 

 

 

KAPSAICYNA  LECZY  RAKA

 

Kapsaicyna dostawszy się do organizmu poszukuje komórek rakowych i znalazłszy je, zabija mitochondria, które są odpowiedzialne za podział i rozrost komórek.

Kapsaicyna niszczy każdy rodzaj nowotworu, bez względu na to, jaką część ciała zaatakował.

 

Kapsaicyna podnosi metabolizm

Kapsaicyna ma właściwości, które pobudzają uwalnianie energii poprzez spalanie większej o 3% ilości kalorii – szczególnie jeśli jest zażywana przed wysiłkiem fizycznym.

 

Kapsaicyna tłumi apetyt

Kapsaicyna radykalnie wpływa na produkcję hormonu tarczycy, który reguluje adrenalinę i dopaminę – hormony regulujące apetyt. Dlatego dodając ostre papryczki do każdego posiłku o połowę zmniejszasz swój apetyt.

 

Kapsaicyna zwiększa energię i czujność

W testach na zwierzętach zaobserwowano zwiększony poziom energii oraz czujności, ze względu na efekt termogeniczny, jaki wywołuje kapsaicyna.

 

Kapsaicyna reguluje trawienie

Od setek lat ostre papryczki znane są jako naturalne lekarstwo na problemy trawienne oraz inne zaburzenia układu pokarmowego. Poprzez zwiększenie produkcji enzymów trawiennych, kapsaicyna zwiększa również wchłanianie substancji odżywczych z pożywienia.

 

Kapsaicyna reguluje przetwarzanie węglowodanów

Dzięki kapsaicynie może wystąpić efektywniejsze zużycie kalorii i produkcja energii, ponieważ kontroluje ona przetwarzanie węglowodanów – jak wskazują badania Centrum Medycznego Uniwersytetu w Maryland.

 

Kapsaicyna poprawia utlenianie tłuszczów

Badania dowiodły, że odpowiednia ilość kapsaicyny może zatrzymać gromadzenie się tłuszczu w wątrobie poprzez przyspieszenie rozkładu lipidów i przekształcaniu ich w energię.

 

Kapsaicyna poprawia wytrzymałość

Zgodnie z wynikami badań klinicznych, spożywając produkty bogate w kapsaicynę zwiększamy swoją wytrzymałość w trakcie długich i ciężkich treningów fizycznych a jednocześnie szybciej się regenerujemy. Dzieje się tak dlatego, że kapsaicyna zwiększa pobieranie tlenu przez organizm do 7,5%, wynikiem czego wzmacnia płuca i podnosi absorpcję tlenu do krwi.

 

Kapsaicyna chroni komórki przed uszkodzeniami

Tylko kawałek ostrej papryczki zawiera przytłaczającą wręcz ilość fitozwiązków (fitoskładników) w postaci karotenoidów i flawonoidów, które są silnymi przeciwutleniaczami zwalczającymi wolne rodniki – jedną z głównych przyczyn nowotworów.

 

Kapsaicyna dostarcza witaminy

Ostra papryka jest bogatym źródłem witamin A i C, które pomagają zwalczać choroby oraz wzmacniają system immunologiczny. Jednocześnie witaminy te są silnymi antyoksydantami (przeciwutleniaczami), które walczą również z oznakami starzenia się.

Ninhursag

 

 

AMIGDALINA  WITAMINA B17 – uwaga na podróbki z Chinn (!)

Terapia metaboliczna witaminą B17

Oryginalna Amigdalina

 

 

Zastosowanie amigdaliny w metabolicznym leczeniu raka –  dr med. Francisco Contreras Oasis of Hope Hospital

 

Stosowana w prewencji i chorobach nowotworowych.  Materiał uzupełniający do książki G. Edwarda Griffina „Świat bez raka. Opowieść o witaminie B17

 

Sposób oddziaływania Amigdaliny
Metabolizm to innymi słowy praca całego organizmu. Nasze ciało działa właściwie, gdy wszystkie jego elementy (fizyczny, umysłowy i duchowy) harmonijnie ze sobą współpracują. Dlatego celem każdej terapii, w tym i metabolicznej, jest całościowe leczenie organizmu. Elementy terapii metabolicznej mają doprowadzić organizm do stanu, w którym będzie mógł on zwalczać choroby i odzyskać pełnię zdrowia.
Terapia metaboliczna jest nietoksyczną metodą leczenia raka polegającą na podawaniu organizmowi witaminy B17, proteolitycznych enzymów trzustki, immunostymulantów oraz witamin i suplementów mineralnych (patrz dalej Faza I i II). Letril (witamina B17) jest jej głównym czynnikiem przeciwnowotworowym. Jest on naturalną substancją chemioterapeutyczną występującą w ponad 1200 roślinach, zwłaszcza w nasionach powszechnie występujących owoców, takich jak morele, brzoskwinie, śliwki czy jabłka. Letril jest dwuglikozydem z rodnikiem cyjankowym, posiadającym wysoką biodostępność. Oznacza to, że przenika przez błonę komórkową i łatwo osiąga wysokie stężenia wewnątrzkomórkowe. Właśnie ów rodnik cyjanku wywołał wiele kontrowersji wokół witaminy B17, jednakże w końcu udowodniono, że amigdalina (letril) jest substancją bezpieczną i nietoksyczną. Normalne komórki naszego organizmu zawierają enzym zwany rodanazą (obecnie stosowana nazwa: tiosiarczan transulfurazy), który „neutralizuje” amigdalinę: po prostu nie pozwala on na uwolnienie rodnika cyjanowego. W ten sposób amigdalina staje się dla normalnych komórek źródłem glukozy, a co za tym idzie energii. Komórki złośliwe (nowotworowe) nie zawierają rodanazy. Przy braku obecności rodanazy amigdalina jest rozkładana przy pomocy innego enzymu – betaglukozydazy (której nota bene jest w komórce raka 3000 x więcej niż w normalnej) i uwalnia wewnątrz komórki nowotworowej rodnik cyjanowy w postaci HCN – cyjanowodoru (in. kwasu pruskiego) oraz aldehyd benzoesowy. Obie substancje są bardzo silnymi truciznami i współdziałając ze sobą niszczą komórkę. Właśnie w taki sposób urządziła to Natura – zostają zniszczone tylko komórki raka, inne zaś nie zostają naruszone. Jeżeli zaś cząsteczka aldehydu benzoesowego wydostanie się z komórki raka i przeniknie do komórek zdrowych, zostanie w nich utleniona do nieszkodliwego kwasu benzoesowego. Kwas benzoesowy przeciwdziała reumatyzmowi, ma działanie odkażające i przeciwbólowe. Po części odpowiada za jeden z efektów działania witaminy B17 – znosi ból towarzyszący rakowi w fazach terminalnych i to bez pomocy narkotyków. I choć B17 nie jest środkiem przeciwbólowym per se, to wchodząc w kontakt z komórkami nowotworowymi, powoduje pojawienie się w ich okolicy kwasu benzoesowego, który – można rzec – „kąpie” to miejsce w naturalnym środku uśmierzającym ból.
Setki badań klinicznych prowadzonych przez wielu kompetentnych lekarzy na całym świecie, włączając w to prace prowadzone przez dr. Ernesto Contrerasa Rodrigueza z Oasis of Hope Hospital w Meksyku dają nam całkowitą pewność, że stosowanie amigdaliny jest bezpieczne.
Letril i cyjanek – substancje ratujące życie dr med. Philip Binzel jr
Pewien naukowiec z amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków stwierdził kiedyś, że letril zawiera „wolny” cyjanowodór i dlatego jest trujący. To wielkie nieporozumienie, które chciałbym tu wyjaśnić:
Cząsteczka letrilu nie zawiera „wolnego” cyjanowodoru. Gdy letril w obecności wody zetknie się w komórce złośliwej z enzymem zwanym betaglukozydazą, to przy braku enzymu blokującego (rodanazy) zostaje rozłożony na dwie cząsteczki glukozy, jedną cząsteczkę aldehydu benzoesowego oraz cząsteczkę cyjanowodoru (HCN). Betaglukozydazę zawierają w wielkiej ilości jedynie komórki rakowe. W całym tym procesie chodzi o to, że cyjanowodór zostaje wyprodukowany. Związek ten nie „szybuje” sobie swobodnie w cząsteczce letrilu i jest, ot tak sobie, uwalniany. On musi zostać utworzony! Tylko enzym o nazwie betaglukozydaza – i tylko on – jest zdolny do wytworzenia cyjanowodoru z cząsteczki letrilu. Jeśli w ciele nie występują komórki nowotworowe cyjanowodór nie powstaje z letrilu.

Prawdą jest natomiast, że letril zawiera tylko resztę kwasu cyjanowodorowego (CN). Taka sama reszta / rodnik znajduje się w owocach czarnej jagody, borówek, truskawek i w wit. B12. Nikt nigdy nie słyszał o zatruciu cyjankiem po spożyciu witaminy B12 lub borówek – ponieważ nie są one trujące. Reszta kwasu cyjanowodorowego (CN) i kwas cyjanowodorowy to dwie zupełnie różne substancje chemiczne, podobnie jak czysty sód (Na+) – jedna z najbardziej trujących substancji znanych człowiekowi – oraz chlorek sodu (NaCl), czyli sól kuchenna, są dwoma zupełnie różnymi substancjami.
Skoro tak jest, to skąd wzięła się informacja, że letril zawiera „wolny” związek cyjanowodoru? Głosiła tak Agencja ds. Żywności i Leków (FDA).
Pamiętam, że pod koniec lat 60. bądź na początku 70. wpadł mi w ręce komunikat prasowy wydany przez FDA. Napisano w nim, iż istnieją propagatorzy substancji zwanej „letrilem” (wtedy jeszcze nic o nim nie wiedziałem), którzy twierdzą, że w obecności nowotworu tworzy ona cyjanowodór. Dalej komunikat podawał, że gdyby była to prawda, oznaczałoby to, iż odkryto wreszcie środek działający wyłącznie na nowotwór: a zatem środek bardzo potrzebny chorym na raka. Tyle że następnie komunikat obwieszczał, iż FDA przeprowadziła staranne badania owego „letrilu” i uznała, że nie zawiera cyjanowodoru, ani też że nie uwalnia cyjanowodoru w komórkach nowotworowych. Dlatego – głosił komunikat – letril jest bezużyteczny.
Kiedy jakiś czas po publikacji wspomnianego komunikatu potwierdzono jednak, że letril uwalnia cyjanowodór w komórkach raka, to w jaki sposób, zdaniem czytelnika, zareagowała FDA? Czy przyznała się do pomyłki? Czy przyznała, że jej testy i badania zostały wykonane niepoprawnie? Skądże! FDA stwierdziła, że letril zawiera kwas cyjanowodorowy i w związku z tym jest trujący.
Oto mamy taką sytuację: agencja amerykańskiego rządu federalnego najpierw stwierdza, że letril nie działa, ponieważ nie uwalnia kwasu pruskiego w komórkach raka. Natomiast gdy udowodniono, że jednak uwalnia, twierdzi, iż jest to związek toksyczny. Wezwana do przedstawienia przed Sądem Federalnym dowodów na toksyczność letrilu FDA przyznała, że takich dowodów nie posiada.
Witamina Bl7 w przypadku niektórych odmian raka ma ograniczone działanie, niemniej jest wyjątkowo skuteczna w walce z najczęstszymi odmianami nowotworów, np. raka płuc, piersi, prostaty, okrężnicy i chłoniakami. Amerykański Krajowy Instytut Onkologii (National Cancer Institute) w szeroko nagłośnionych eksperymentach z 1981 roku usiłował – zresztą bezskutecznie – wykazać, że letril jest nieskuteczny oraz toksyczny (patrz: Świat bez raka, G. Edward Griffin, Oficyna Wydawnicza 3.49) Dziś letril jest pierwszym środkiem walki w arsenale alternatywnego leczenia raka. Dr Contreras oznajmia: „Odkryliśmy, że letril skutecznie zwalcza nowotwory złośliwe u ludzi. Co więcej, jest on także najskuteczniejszym środkiem profilaktycznym – zapobiega powstawaniu raka i jego remisjom. Ponieważ nie jest toksyczny, można go bez ograniczeń używać w profilaktyce. Z kolei operacje, chemio i radioterapię można stosować jedynie przez czas ograniczony, zaś po tych zabiegach pacjenta nadal nic nie chroni przed nowotworem”.
Niniejsza publikacja pokaże przykładowo jak można poprowadzić terapię metaboliczną w zaciszu własnego domu.

Najczęściej stawiane pytania

1. Co to jest letril (witamina B17, amigdalina)?
Letril, powszechnie znany jako witamina B17 lub amigdalina, jest naturalnym czynnikiem chemioterapeutycznym występującym w ponad 1200 gatunkach roślin, a w szczególności w pestkach popularnych owoców, takich jak morele, brzoskwinie, śliwki i jabłka. Jest to dwuglukozyd z rodnikiem cyjanowym,który jest wysoce bioprzenikliwy. Znaczy to, że łatwo przenika przez błonę komórki i łatwo osiąga wewnątrz niej wysokie stężenie. Komórki raka, bez względu na jego rodzaj, znane są jako trofoblasty. (Patrz: rozdz. 5 w Świat bez raka, G. Edward Griffin, Oficyna Wydawnicza 3.49, 2007) Te komórki zawierają dużą ilość enzymu zwanego betaglukozydazą, nazywanego też in. enzymem odblokowującym. W reakcji z betaglukozydazą letril rozpada się na dwie cząsteczki glukozy, jedną cząsteczkę benzaldehydu oraz cząsteczka kwasu cyjanowodorowego (in. pruskiego – HCN). W organizmie tylko komórki raka – i tylko one – zawierają enzym betaglukozydazy w takim dużym stężeniu przy jednoczesnym braku enzymu blokującego – rodanazy. Największe znaczenie dla działania letrilu ma tu fakt, że kwas cyjanowodorowy musi zostać utworzony. Jego cząsteczka nie jest podczepiona do cząsteczki letrilu i uwalniana – wytwarza go dopiero betaglukozydazą; podkreślmy – tylko betaglukozydazą jest w stanie wytworzyć kwas cyjanowodorowy z letrilu, w związku z tym cyjanowodór wydziela się w komórkach raka. Jeżeli w organizmie nie ma komórek nowotworowych, takie zjawisko nie występuje. Ponadto komórki zdrowe zawierają enzym zwany rodanazą, który „neutralizuje” amigdalinę (letril, B17). Letril zostaje zredukowany do glukozy, która jest paliwem dla zdrowych komórek. Rodanaza nie występuje w komórkach rakowych. A skoro jej tam brak, to w komórkach raka z letrilu tworzony jest cyjanek oraz aldehyd benzoesowy co prowadzi do ich śmierci.
A dodatkowo dzięki rodanazie zachodzi wyeliminowanie rodnika cyjanowego w zdrowych komórkach organizmów ssaków – przy udziale związków zawierających siarkę wolny rodnik cyjankowy zmieniany jest w tiocyjanian, substancję całkowicie nieszkodliwą, usuwaną wraz z moczem.

2. Gdzie można kupić witaminę B17 ?
B17 (amigdalina, letril) tak jak i inne produkty wspomagające kurację metaboliczną, o których mowa w tej broszurze, są oferowane w wielu sklepach internetowych. Mieszkańcy USA mają trudności z zakupem witaminy B17, ze względu na ograniczenia celne i zakazy wprowadzone przez FDA.

3. Dlaczego handel amigdalina (B17)jest „nielegalny” w USA? Czy można ją legalnie kupić w Polsce?
Nie ma ogólnokrajowego przepisu federalnego, który zakazuje Ietrilu. Nie występuje on również na żadnej z oficjalnych list środków zakazanych w USA. W Kalifornii obowiązują przepisy, które zakazują używania Ietrilu do leczenia raka u ludzi, o ile chodzi o raka określanego jako „nową narośl (guz) zajmujący miejsce w organizmie”, lub jako neoplazm (nowotwór). W kilku stanach używanie Ietrilu jest „nielegalne” w sposób dość niebezpośredni – władze tych stanów umożliwiły wszelkim komisjom ds. raka ograniczanie dostępu do wszelkich środków leczniczych, również takich, których działania nie udowodniono. FDA wykorzystuje swoje przepisy – które nie są prawami federalnymi – by zakazywać handlu międzystanowego i sprzedaży Ietrilu, twierdząc iż jest on „nieatestowanym nowym lekiem” lub „fałszywym środkiem spożywczym bądź dodatkiem do żywności”. Sęk w tym, że letril nie jest żadną z tych substancji. Nie jest zabronione posiadanie Ietrilu przez osoby prywatne i używanie go we własnym zakresie. Tak naprawdę to „nielegalność” Ietrilu nie jest podparta żadnym prawem federalnym, a jedynie zakazem FDA, przepisami stanowymi Kalifornii oraz naciskami, które stanowe rady lekarzy sądowych wywierają na lekarzach – rady te bowiem przyznają i odbierają licencje lekarskie. W praktyce traktowanie witaminy B17 (Ietrilu) jako substancji nielegalnej jest w takim samym stopniu bezsensowne, co np. proponowanie delegalizacji witaminy C lub niacyny (kwasu nikotynowego). W samej Kalifornii, pomimo obowiązujących tam przepisów stanowych, sąd kilkakrotnie przyznawał lekarzom prawo do wykorzystywania witaminy B17 w leczeniu chorych terapiami metabolicznymi, o ile nie twierdzili oni, iż w ten sposób leczą raka!
Amerykański urząd celny od ponad 10 lat pozwala na wywożenie amigdaliny przez granicę z Meksykiem bez jakichkolwiek zezwoleń. Amigdalina jest ekstraktem z pestek moreli, co czyni ją po prostu dodatkiem do żywności. FDA natomiast dobrze wie, że zarządzenia i przepisy są dość przejrzyste, więc do zwalczania amigdaliny wykorzystuje typowe taktyki biurokratyczne – czyli zmianę definicji. Według zaleceń FDA KAŻDA substancja używana do leczenia chorób może być uznawana za lek! W myśl tej absurdalnej interpretacji lekiem może być nawet zwykła woda – przecież leczy się nią odwodnienie! FDA nazywa „nowym lekiem” każdą rzecz, jeżeli istnieją choćby najmniejsze sugestie co do jej dawkowania.
W Polsce witamina B 17 nie jest zakazana, lecz wiedza o niej zarówno wśród lekarzy, jak i farmaceutów jest, delikatnie mówiąc, niewielka. Żadne stosowane procedury lecznicze nie przewidują jej stosowania i jeśli lekarz zaordynuje letril jako lek na konkretne schorzenie, robi to na własną odpowiedzialność. Z kolei może zalecić konkretny sposób odżywiania, w którym uwzględnione są naturalne suplementy żywnościowe, w tym również amigdalina.
Każdy w Polsce może sobie zamówić i sprowadzić amigdalinę . Występuje ona również w postaci ekstraktu z pestek i jest naturalnym suplementem żywnościowym.
4. Jaka jest zalecana profilaktyczna dzienna dawka B17?

Nie ustalono, co prawda, minimalnej dawki dziennej chroniącej przed rakiem, lecz można ją określić, biorąc pod uwagę dwie poniższe sugestie:
Po pierwsze, według samego dr. Krebsa, owoce zawierające B17 należy spożywać w całości, także z nasionami. Nasion nie powinno się jeść więcej, aniżeli zjadłoby się ich wraz z owocem, to znaczy, że jeżeli jemy trzy jabłka dziennie, to wystarczy nam ilość nasion w trzech jabłkach. Nie powinno się zjadać ich więcej.
Po drugie, uważa się, iż przed rakiem chroni znakomicie 1 nasiono moreli lub brzoskwini na 5 kg masy ciała, aczkolwiek dokładna dawka dzienna zależy od nawyków żywieniowych i przemiany materii każdego człowieka. Osoba ważąca ok. 85 kilogramów może zjeść 17 nasion moreli lub brzoskwini dziennie, by otrzymać bezpieczną i odpowiednią dawkę Bl7. Natomiast w przypadku Bl7 dawkowanej w postaci tabletek 100 mg, wystarczą 2-3 tabletki.
Na koniec, dwie uwagi:
– nigdy nie powinno się przesadzać z ilością spożywanych pestek; zjedzenie zbyt wielkiej ich ilości może wywołać nieprzyjemne skutki uboczne;
– należy zjadać rozsądne ilości pestek (nie więcej niż 30-35 dziennie).
5. Czym różni się stosowane w profilaktyce spożywanie B17 w tabletkach od nasion moreli? Co jest lepsze? Czy powinno się zażywać jedno i drugie jednocześnie?
Dr Krebs zawsze uważał, że w przypadku zapobiegania rakowi witamina B17 w formie naturalnej (np. pestek moreli) jest lepsza od oczyszczonej. Tak przecież jest z innymi rodzajami żywności: witamina C w postaci naturalnej (w grejpfrutach czy pomarańczach) jest lepsza od tabletek. Cała różnica polega na tym, że tabletki są wygodniejsze. Pestki mają gorzkawy smak i niektórzy ludzie wolą tabletki. Jednakże większość ludzi przyjmuje B17 w obu postaciach. Jest to bezpieczne, bowiem zauważmy, że wielu chorych na raka przyjmuje do 4x więcej nasion niż zaleca się osobom zdrowym i do 50x więcej B17 w postaci oczyszczonej (np. w tabletkach). Nie trzeba brać B17 w obu postaciach na raz, lecz można tak robić i nadal zachowywać rozsądny poziom dawek.
6. Mam zdiagnozowanego raka. Czy witamina B17 jest skuteczna w każdym przypadku raka?
Dr Krebs twierdził, że tak. Komórki raka mają specyficzną charakterystykę (patrz: Świat bez raka, G. Edward Griffin) i zawierają w znacznej ilości enzym zwany betaglukozydazą, zwany także enzymem odblokowującym. Kiedy cząsteczka letrilu w obecności wody wchodzi w kontakt z tym enzymem zostaje ona rozłożona na dwie cząsteczki glukozy, jedną benzaldehydu i jedną kwasu pruskiego (HCN). Największe znaczenie dla działania letrilu ma tu fakt, że kwas cyjanowodorowy musi zostać utworzony. Jego cząsteczka nie jest podczepiona do cząsteczki letrilu i uwalniana – dopiero betaglukozydazą uruchamia mechanizm jej tworzenia. Podkreślmy – tylko betaglukozydazą jest w stanie wytworzyć kwas cyjanowodorowy z letrilu, a że występuje ona tylko w komórce raka bez obecności enzymu blokującego (rodanazy), to cyjanowodór i benzaldehyd wydzielane są jedynie w tych komórkach.

7. Mam zdiagnozowanego raka. Jaka jest zalecana dawka dzienna B17? Co powinienem przyjmować dodatkowo i jak długo?

Podane w tym punkcie dawkowanie jest tylko przykładowe i orientacyjne. Nie wolno na własną rękę ustalać dawkowania. W celu uzyskania pomocy prosze skorzystać z zakładki kontakt.

Jeśli masz raka, to najprościej będzie rozważyć przyjęcie jak największej ilości witaminy B17w możliwie jak najkrótszym czasie. ” Ernest T. Krebs jr.
Wiele osób bierze tylko i wyłącznie witaminę B17, wiele zaś przyjmuje ją jako jeden ze składników pełnej kuracji metabolicznej. Najlepszym rozwiązaniem jest potraktowanie witaminy B17 jako części wszechstronnego programu, zawierającego liczne uzupełniające się elementy, z których każdy pełni ważną rolę w skutecznej terapii.
Aby jednak odpowiedzieć wyczerpująco na pytanie, oto dawki zalecane przez dr. Contrerasa z Oasis of Hope Hospital :

FAZA I (POCZĄTKOWA):
AMIGDALINA, (witamina B17) 6 gram dożylnie, raz na dzień, powtarzać przez 21 dni. Lub: AMIGDALINA, 3 gramy (sześć tabletek po 500 mg) doustnie, przez 21 dni.
Równolegle ordynuje się enzymy proteolityczne (trzustki),naturalną witaminę C, kwas pangamowy – witaminę B15, AHCC (Active Hexose Correlated Compound), chrząstkę rekina (czysta 100%), witaminę A (w postaci emulsji), kiełki jęczmienia, antyoksydanty oraz inne odżywki. Terapia ta ma za zadanie bardzo agresywne zwalczanie raka, i nie czyniąc przy tym szkody pacjentowi jednocześnie wzmacniać jego układ odpornościowy.

FAZA II  (KONTYNUACJA):
AMIGDALINA, (witamina B17) 2 gramy (cztery tabletki 500 mg) dziennie doustnie, przez następne trzy miesiące + wszystkie pozostałe składniki fazy I.

PO FAZIE II:
Faza III terapii metabolicznej polegająca na kontynuowaniu fazy II lub, jeśli rak jest w stanie remisji, programie profilaktycznym.
Witamina B17 jest rozpuszczalna w wodzie i nie jest toksyczna. Jest równie bezpieczna jak cukier lub woda, a zarazem bezpieczniejsza od aspiryny. Bardzo mały odsetek przyjmujących pacjentów odczuwa mdłości po zażyciu dużej dawki jednorazowo – ale to samo dotyczy spożycia zbyt dużej ilości cukru, soli bądź wody na raz. W przypadku mdłości należy przyjmować mniejsze ilości witaminy B17 na raz, za to częściej. Jeśli jesteś chory na raka, to dawka dzienna wynosi od 6 do 10 tabletek 500 mg dziennie przez pierwsze 21 do 30 dni. Jeśli poczujesz mdłości, podziel tabletkę na połowę i po zażyciu pierwszej połówki poczekaj godzinę, by przyjąć drugą. Dobrze jest przyjmować tabletki po posiłku. Po fazie początkowej, która trwa od 21 do 30 dni, dawka maleje do 4-6 tabletek na dzień. Wtedy należy je łykać przez następne trzy miesiące.
8. Czy jest konieczne jednoczesne spożywanie pestek moreli i przyjmowanie witaminy B17 w trakcie kuracji metabolicznej?
Dr Contreras twierdzi, że tak – bowiem nie wszystkie składniki z pestek zawarte są w oczyszczonej postaci amigdaliny. Pestki są naturalną formą występowania witaminy B17 – zawierają wiele innych składników, których działanie łączy się z działaniem oczyszczonej postaci, pomagając organizmowi przyswoić jej aktywne składniki. Na początku kuracji pacjent powinien przyjmować 1 nasiono moreli na każde 4-5 kg wagi ciała, wraz z oczyszczoną B17, przyjmowaną doustnie lub dożylnie. Jeżeli pacjent dobrze znosi takie dawki, można je zwiększyć do 30, a nawet 35 nasion dziennie.
UWAGA: Dorosłym w zasadzie nie zaleca się spożywania więcej niż 6 nasion na godzinę lub 30 dziennie, a to dlatego, że nasiona uzyskiwane z pestek poszczególnych odmian moreli mogą dość znacznie różnić się zawartością amigdaliny.
Podkreślić należy, że pacjent powinien przyjmować wysokie dawki B17 (w tym i nasiona) na pełny żołądek. Poza tym, pacjent powinien jednocześnie zjadać rozsądne ilości owoców zawierających nitrylozydy. Są to owoce zawierające B17 (czyli morele, brzoskwinie, śliwki, nektarynki, jabłka, gruszki i wiśnie). W miąższu takich owoców znajdują się substancje, które neutralizują działanie śladowych ilości betaglukozydazy, obecnych w ślinie, żołądku i jelitach. To właśnie ona sprawia, iż niektórzy ludzie odczuwają mdłości, przyjmując duże dawki B17.
9. Czy dostępne są nasiona bez łuipin? Czy należy zjadać całą pestkę, czy też należy ją rozłupać i zjadać samo nasionko?
Należy rozłupać pestkę i zjadać znajdujące się wewnątrz nasiono. Wielu producentów i dostawców oferuje łuskane nasiona gotowe do spożycia.
10. Co powinienem przyjmować wraz z witaminą B17?
Jeśli masz raka, to zgodnie z zaleceniami dr. Contrerasa (jednego z pionierów leczenia witaminą B17 i dyrektora medycznego Oasis of Hope Hospital) powinieneś poddać się terapii, która będzie wspomagać twój układ odpornościowy do walki z nowotworem. Oasis opracował program detoksyfikacyjny, który pozwala uzyskać najlepsze wyniki w walce z chorobą. Zespół dr. Contrerasa leczy przy pomocy następującego zestawu: letril, enzymy proteolityczne (enzymy trzustki), witamina C- naturalna, chrząstka rekina (100% czysta), witamina A (w emulsji), kwas pangamowy (witamina Bl5), przeciwutleniacze, żywność zawierająca nitrylozydy (np. nasiona moreli) oraz inne składniki odżywcze. Każdy z tych składników jest bardzo ważny w skutecznej walce z rakiem. Enzymy trzustki, na przykład, występują w naturze m.in. w owocach ananasa i papai. Poza tym wytwarza je oczywiście nasza trzustka; służą one do trawienia białek zwierzęcych. Ich zadaniem jest również zniszczenie chroniącej komórkę nowotworową ujemnie elektrostatycznie naładowanej otoczki białkowej (pericellular sialomucin) – a wtedy komórka nie może się bronić przed układem odpornościowym.
Celem terapii metabolicznej jest przede wszystkim przywrócenie organizmowi chorego szczytowej kondycji. Niestety, większość pacjentów podejmuje leczenie terapiami alternatywnymi (a w tym i metaboliczną), gdy ich organizm jest już poważnie wyniszczony chemioterapią, naświetlaniem, zabiegami chirurgicznymi oraz samym nowotworem. Właśnie dlatego do terapii metabolicznej powinno się włączyć substancje odżywcze, które pomagają w przywracaniu chorego organizmu do zdrowego stanu. Szpik kostny, chrząstki wołowe i kolagen pomagają w odbudowie tkanki kostnej w przypadku raka kości. Grzyby z rodzaju maitake i shittake (najlepiej przebadane naukowo grzyby) zawierają w sobie substancję antywirusową zwaną lentinanem, która stymuluje układ immunologiczny i unieczynnia wirusy. Pod kątem wykorzystania w terapii leczenia raka bada się również inne substancje odżywcze: Essiac, AIICC, koenzym Q10, siarczan hydrazyny, ekstrakt z pestek grejpfruta (dostępny na polskim rynku), minerały koloidalne, witaminę E, multiwitaminy i minerały, imbir, betakaroten, koci pazur, echinaceę, oset mleczny, melatoninę, owoce noni (z wysp Pacyfiku) czy surową grasicę. Większość tych substancji jest dostępna w handlu.
Wśród naukowców i lekarzy holistycznych panuje przekonanie, iż łączenie kilku terapii odnosi lepszy skutek niż stosowanie wyłącznie jednej. Można zmieniać składniki terapii metabolicznej zgodnie ze swoimi potrzebami.
11. Kto może podawać mi witaminę B17 w formie zastrzyków?
Witaminę B17 może dożylnie podać lekarz lub pielęgniarka. Zastrzyki te są bezpieczne, nietoksyczne oraz nie wywołują skutków ubocznych. O zrobienie zastrzyku można poprosić lekarza, pielęgniarkę, a nawet krewnego. Zanim zakupimy sobie B17 w postaci zastrzyków, warto znaleźć najpierw kogoś, kto zgodzi się nam ją podać.
12. Czy zastrzyki z witaminy B17 są niebezpieczne? Mam wykształcenie medyczne i chciałbym je zastosować u bliskiej osoby.
Pytanie raczej powinno brzmieć: „Na jakie ryzyko narażamy chorego NIE podając mu witaminy B17″? Zastrzyki dożylne z B17 są bezpieczne i nietoksyczne. Bardziej toksyczny jest cukier bądź sól. Znacząca większość pacjentów reaguje pozytywnie na leczenie letrilem, poczynając od poprawy samopoczucia i jaśniejszego spojrzenia na świat do widocznych efektów fizycznych, takich jak: poprawa apetytu, przybieranie na wadze, odzyskanie naturalnego koloru skóry, redukcja oraz eliminacja bólów i nieprzyjemnego zapachu towarzyszącego chorobie nowotworowej.
13. Czy mogę brać witaminę B17 wraz z leczeniem naświetlaniami bądź chemioterapią, lub jeśli mam wyznaczony termin operacji chirurgicznej?
Lekarze zajmujący się kuracją metaboliczną uważają, że w przypadku leczenia ortodoksyjnego terapia metaboliczna jest wręcz niezbędna. Lekarze stosujący ortodoksyjne metody leczenia nowotworów – chemioterapię, naświetlania bądź zabiegi chirurgiczne – często wyrządzają nimi poważne szkody w organizmie i jego systemie obronnym. Rak jest chronicznym schorzeniem o podłożu metabolicznym i powinien być leczony jak schorzenie metaboliczne. Słowo „chroniczne” znaczy, że jeśli choroba już. się pojawi, to będzie trwała w sposób niekontrolowany i nienaprawialny, o ile nie zacznie się jej leczyć. „Metaboliczna” znaczy po prostu, że w zasadzie jedynym sposobem jej leczenia jest stosowanie rozpuszczalnych w wodzie lub tłuszczu składników normalnej diety. Problem z leczeniem ortodoksyjnym jest taki, że nie zwalcza się przy jego pomocy przyczyn choroby, a jedynie jej objawy. Z kolei terapia metaboliczna ma na celu uzupełnienie braków w składnikach odżywczych (braków, które uniemożliwiają organizmowi zwalczanie nowotworu), a jednocześnie wzmacnia układ odpornościowy.
Najlepiej spytać swojego lekarza jaki jest procent wyleczeń i przeżycia po chemioterapii, naświetlaniu oraz interwencji chirurgicznych dla naszej odmiany raka. Należy też poprosić go o podanie prawdziwych danych statystycznych. Można również poprosić o profesjonalne opisy leków, które mają być zastosowane w leczeniu twojego nowotworu. Warto przecież wiedzieć z góry czy leczenie ortodoksyjne może pomóc czy zaszkodzić. W wielu przypadkach raka leczenie tradycyjne jest gorsze od samej choroby. W przypadku operacji chirurgicznych, czy nawet samej biopsji, komórki raka zostaną naruszone (co, nota bene, znacznie zwiększa prawdopodobieństwo przerzutów). Właśnie dlatego bezwarunkowo należy brać witaminę B17, by zniszczyć wszelkie nieusunięte komórki nowotworowe.
14. Jestem po naświetlaniach, chemioterapii i zabiegu chirurgicznym. Czy witamina B17 może mi jeszcze pomóc?
Dr Krebs twierdził, że tak. Lecz należy pamiętać, iż metaboliczna terapia witaminą B17 pomoże zwalczyć twemu organizmowi komórki raka, jednocześnie nie szkodząc twojemu układowi obronnemu. Niemniej nie da sie przy jej pomocy odwrócić uszkodzeń narządów, wywołanych przez sam nowotwór lub chemioterapię i naświetlania. Poza tym każdy chory, w dowolnym stanie choroby, może poddać się terapii metabolicznej.

15. Po jakim czasie są widoczne efekty terapii B17? Ile czasu zajmie zlikwidowanie i usuniecie komórek rakowych z mego ciała?
Zwykle obserwuje się dwa rodzaje efektów terapii metabolicznej letrilem. Można je uznać za efekty subiektywne i obiektywne.
Efekt subiektywny obserwuje się natychmiast po rozpoczęciu leczenia – to zmniejszenie bólu, którego wskazówką jest zazwyczaj zmniejszenie dawek środków przeciwbólowych lub narkotyków; poprawa samopoczucia, zwiększenie apetytu, zniknięcie odoru, wzrost energii i wytrzymałości chorego, przyrost wagi oraz wzrost siły mięśni.
Efekt obiektywny to poprawa wyników badania krwi i moczu, zwiększona regeneracja tkanek, zmniejszenie obrzęków, spadek poziomu gonadotropiny kosmówkowej w moczu i osoczu oraz cofnięcie się wszystkich objawów choroby. Efekty te objawiają się w ciągu 3 tygodni leczenia, a najpóźniej w przeciągu czterech miesięcy. Całkowity efekt można zaobserwować w zasadzie po 4 miesiącach leczenia, maksymalnie – po roku.
Generalnie rzecz biorąc, w trakcie terapii letrilem komórki nowotworowe zostają zaatakowane natychmiast. W przypadku niektórych typów nowotworu, np. raka kości lub mózgu, witamina B17 potrzebuje więcej czasu by wniknąć do chorych tkanek. Według dr. Krebsa na leczenie B17 najszybciej reaguje rak skóry: „Już po tygodniu stosowania można dostrzec widoczną poprawę, a w wielu przypadkach całkowita regresja następuje w czasie krótszym niż trzy tygodnie. W przypadku niektórych odmian raka regresja może trwać nawet kilka miesięcy, ale odnotowano przypadki całkowitej regresji raka mózgu w czasie krótszym niż trzy tygodnie. „
16. Przeżyłem raka. Jaka jest zalecana dawka zabezpieczająca przed nawrotami?
Zgodnie z doświadczeniem dr. Krebsa ciężkie przypadki raka można wyleczyć i utrzymać pod kontrolą dzięki doustnym dawkom witaminy B17 rzędu 1 g (czyli 1000 mg) dziennie. Niemniej niektórzy pacjenci twierdzą, iż czują się lepiej lub bezpieczniej, biorąc dziennie 1,5-2 g. Dawka zależy od samopoczucia pacjenta, poprawy jego stanu psychicznego, zmniejszenia poczucia zagrożenia i nerwowości, wzrostu apetytu, wagi i wykazywanego przez niego względnie normalnego poziomu optymizmu i zainteresowania swoim otoczeniem.
U niektórych pacjentów rak może powrócić pod wpływem pewnych niezwykłych sytuacji, stresu lub innych chorób. Powinni o tym pamiętać szczególnie ci pacjenci, u których zatrzymano postęp nowotworu, lecz nie zwalczono go do końca. Profilaktyczną dawkę dzienną witaminy można zmniejszyć do minimum 500 mg, pod warunkiem że nowotwór udało się kontrolować skutecznie przez minimum 2 lata, zaś u pacjenta widać obiektywne efekty leczenia, w postaci przyrostu masy ciała, wzrostu siły fizycznej, relatywnie normalnego wigoru i aktywności, ujemnych testów moczu i krwi na HCG oraz dobrych wyników badań (zdjęć RTG, USG, itd.).
17. Jaka jest szansa powodzenia terapii w przypadku mojego typu raka?
Szansa powodzenia zależy od stadium raka oraz ewentualnych szkód poczynionych przez metody konwencjonalnego leczenia – chemioterapię, naświetlania i Chirurgię. Natomiast witamina B17 może jedynie pomóc pacjentowi, a nie zaszkodzić. Leczenie terapią metaboliczną najlepiej rozpocząć od razu po stwierdzeniu raka. Dr Krebs uważał, że szanse powodzenia wynoszą 98% dla przypadków raka w stadium początkowym, bez przerzutów, kiedy pacjent nie został poddany leczeniu chemią, naświetlaniami lub chirurgicznie. W przeciwnym razie wszystko zależy od stopnia rozsiania nowotworu po organizmie i jak bardzo ciało wyniszczyły powyższe metody leczenia. W obu przypadkach należy rozpocząć leczenie terapią metaboliczną, by uzupełnić braki w żywieniu organizmu, które pozwoliły na rozwój choroby.
Jeżeli możesz jeść, utrzymywać jedzenie w żołądku, normalnie wydalać, jeżeli twój organizm pracuje normalnie, to jesteś idealnym kandydatem do terapii metabolicznej.
18. Dlaczego onkolodzy nie używają powszechnie witaminy B17?

Aby odpowiedzieć na to pytanie w pełni, musielibyśmy napisać więcej, niż pozwala nam na to ten dział. Edward Griffin poświęcił na tę odpowiedź całą część swojej książki Świat bez raka. Wyjaśnia w niej wyczerpująco nieuczciwość i korupcję panującą w dziedzinie produkcji nowych leków. Prześledził tam również wnikliwie pierwsze badania, według których letril (wit. B17) został uznany za „bezużyteczny” oraz udowadnia, że badania te były sfałszowane. Analizuje zarządzenia FDA zakazujące używania letrilu jako środka rzekomo nieprzebadanego oraz ciekawy w swej istocie zakaz badania działania letrilu dla wszystkich, poza jego przeciwnikami.
Autor przedstawia również wczesną historię I.G. Farben – kartelu chemiczno-farmaceutycznego, jego sukcesów w USA, i „małżeństwa” z DuPontem, Stan-dart Oil oraz Ford Company. Pokazuje wpływ karteli farmaceutycznych na szkolnictwo medyczne, metody nauczania medycyny nastawione na używanie leków sztucznych oraz rolę fundacji dobroczynnych w przejęciu kontroli nad nauczaniem medycyny. Wspomniana książka jest jedną z niewielu pozycji, które opowiadają prawdziwą historię witaminy B17, pozwalając czytelnikowi odnaleźć samodzielnie prostą, skuteczną odpowiedź na raka.
19. Jeśli rak jest wynikiem zaburzonej i niewłaściwej przemiany metabolicznej, jaki wpływ ma na niego zanieczyszczenie środowiska?
Zanieczyszczenia pochodzące ze środowiska szkodzą wątrobie, a właśnie ten organ jest najważniejszym „odtruwaczem” organizmu. Jeżeli, na przykład, wątroba usuwa nadmiar estrogenu, natomiast zanieczyszczenia z zewnątrz obniżają jej wydolność, to estrogen może osiągnąć w organizmie poziom, przy którym zaistnieje możliwość powstania raka. Jedząc jabłka opryskiwane arszenikiem, po pewnym czasie może dojść do marskości wątroby, która zmniejsza jej wydolność. Wtedy nie może ona usuwać czynników rakotwórczych i dochodzi do choroby nowotworowej. Podobnie jest z produktami rolnymi zawierającymi hormony, pestycydy, nawozy i środki chwastobójcze, a także z alkoholem spożywanym regularnie w dużych ilościach. Przyjmując bardzo duże dawki witaminy B17, można zmniejszyć ryzyko wystąpienia raka, niemniej zanieczyszczenia nadal mogą krańcowo szkodzić człowiekowi poprzez wyniszczenie ważnych narządów.
20. Czy witamina B17 może zapobiegać niszczącym efektom nadmiernego napromieniowania pochodzenia środowiskowego lub medycznego?
Nie, i przyczyna tego jest zrozumiała. Natura nie przygotowała organizmu ludzkiego na tak wysokie dawki promieniowania, z jakimi można zetknąć się w naszych czasach. Nie istnieją naturalne mechanizmy mogące odwrócić śmiertelne skutki nadmiernego napromieniowania. Witamina B17 również nie jest w stanie tego zrobić. Promieniowanie radioaktywne jest dla tkanek komórkowych jednym z najbardziej zabójczych czynników. Nie dość, że może ono zniszczyć zdrowie organizmu w jednym pokoleniu, to jest w stanie uszkodzić lub wręcz niszczyć materiał genetyczny, od którego zależy istnienie całego gatunku.

21. Jeśli mamy jeść nasiona [moreli], to dlaczego nie zostaliśmy przez naturę wyposażeni w dostatecznie mocne zęby do rozgryzania łupin pestek?
Na świecie istnieją jeszcze społeczności ludzkie, których nie osłabiły skutki uboczne korzystania ze zdobyczy współczesnej technologii. Ich uzębienie jest na tyle silne, że potrafią rozgryzać łupiny pestek moreli. Nawet psy potrafią je rozgryźć, by wyjeść nasiona ze środka. Wiewiórki, pręgowce amerykańskie (wiewiórki ziemne), niedźwiedzie oraz naczelne również tak postępują. Dyrektorzy ogrodów zoologicznych stwierdzili że małpy, w tym małpy naczelne, gromadzą zapasy pestek moreli, jeżeli dostają te owoce w dużej ilości, jednocześnie gardząc ich miąższem. Małpy naczelne potrafią otwierać pestki rozłupując je o beton przy pomocy dłoni. Nasiona zawierające B17 są powszechnie jadane przez zwierzęta oraz ludy nomadyczne.

 22. Czy przyjmowanie leków na inne schorzenia (cukrzyca, wysoki poziom cholesterolu, wrzody żołądka, wysokie ciśnienie) może przeszkadzać w kuracji witaminą B17?

Lekarze stosujący kurację metaboliczną uznają raka za miejscową manifestację choroby systemowej lub metabolicznej. Znaczy to – w ich rozumieniu – że do nowotworu złośliwego doprowadzają istniejące już stany chorobowe lub niedoboru. Celem terapii metabolicznej jest nie tylko wyleczenie z raka, ale uzdrowienie całego organizmu.
Odpowiedź na powyższe pytanie brzmi: tak, można zacząć leczyć się terapią metaboliczną, nie przeszkadza ona w braniu żadnych leków. Nie odkryto żadnej substancji, która pod wpływem letrilu zaszkodziłaby pacjentowi. Pamiętajmy, że letril nie jest farmaceutykiem, a jedynie witaminą, lub, jak kto woli, suplementem diety.
Terapia metaboliczna ma poprawić stan chorego na tyle, by mógł obejść się bez powyższych leków do końca życia.
23. Jak przechowywać nasiona po rozłupaniu pestki?
Jeżeli przechowujemy je w szczelnych pojemnikach i warunkach chłodniczych, to dowolnie długo. Można trzymać nasiona moreli również w wyższych temperaturach – nie szkodzi to witaminie B17 – lecz przez czas ograniczony. A to dlatego, że zawarte w nich kwasy tłuszczowe zaczną jełczeć i w ciągu kilku miesięcy nasiona się zepsują.
24. Czy istnieją udokumentowane przypadki nieskuteczności witaminy B17? Póki co, słyszę jedynie o cudownych uzdrowieniach. Czy są przypadki, w których witamina B17 nie wystarcza?
Owszem, istnieją. Rzecz w tym, że wielu pacjentów zaczyna leczenie terapią metaboliczną dopiero po przejściu chemioterapii, naświetlania lub chirurgii. Wtedy ich organizmy są wyniszczone nie tylko samym nowotworem, ale również powyższymi metodami leczenia. Niekiedy pacjenci dowiadują się o letrilu wtedy, gdy jest już dla nich zbyt późno. Witamina B17 jest po prostu substancją, która jedynie w odpowiednich okolicznościach pomaga organizmowi zwalczyć raka, w ramach terapii żywieniowej lub metabolicznej, opartych również na podawaniu innych witamin, pewnych enzymów oraz diecie niezawierającej prawie żadnych białek zwierzęcych. Witamina B17 nie jest cudowną pigułką, która w magiczny sposób zwalczy raka i całkowicie uleczy organizm chorego.
25. Jeśli witamina B17 zabija komórki raka przy pomocy cyjanku, to czy nie będzie niszczyć również zdrowych komórek?
W ŻADNYM WYPADKU! Badania wykazują, że normalne komórki zawierają enzym zwany rodanazą, który rozkłada amigdalinę, neutralizując resztę cyjanowodorową, co uniemożliwia powstanie kwasu cyjanowodorowego. Tak rozłożona cząsteczka amigdaliny zostaje przetworzona na glukozę, czyli źródło energii dla zdrowych komórek. Rodanaza nie występuje natomiast w komórkach nowotworowych, i dlatego amigdalina wydziela w nich resztę cyjanowodorową, z której powstaje kwas pruski, niszczący komórkę.
W związku z faktem iż dobranie odpowiedniej suplementacji (odpowiednich preparatów) jest dosyć trudne polecamy konsultacje z farmaceutą. Synergizm (wzmocniona siła działania jednego składnika przez drugi) zależy od ich odpowiedniego doboru i dawkowania. Jeżeli ktoś z Państwa stosował kiedyś suplementy i nie dały one pozytywnego rezultatu, to z pewnością były one nieprawidłowo dobrane lub dawkowane. Na rynku Polskim istnieje mnóstwo preparatów, sporo z nich daje zacznie lepsze rezultaty niż pozostałe, część tych lepszych warto sprowadzić nawet z zagranicy aby posiadały jak najmniej składników syntetycznych typu substancje wiążące, wypełniające, stabilizujące.
Pod żadnym pozorem nie wolno samemu zmniejszać lub zwiększać dawkowania poszczegolnych leków przepisanych przez lekarza !!!
W momencie kiedy suplementacja zacznie działać twój lekarz może być tak zadowolony z poprawy twojego stanu zdrowia, że może ograniczyć dawki przepisywanych ci leków, a nawet całkowicie z nich zrezygnować. Wszelkie zmiany dotyczące zażywania leków musisz konsultować z lekarzem.

Żródło: Terapia metaboliczna witaminą B17

 

 

 

AMIGDALINA  WITAMINA B17 – uwaga na podróbki z Chin (!)

Ninhursag

Biznes z chorób – czyli pacjent w matrixie

Wywiad z dr Aleksandrą Niedźwiecki z Instytutu Medycyny Komórkowej w Kalifornii o firmach farmaceutycznych, chemioterapii, dyskredytowaniu naturalnych leków i drenażu budżetów.

 

 

 

Aleksandra Niedzwiecki jest doktorem biochemii. Współpracowała z dwoma laureatami Nagrody Nobla — prof. Geraldem Edelmanem i dr. Linusem Paulingiem. W Instytucie Linusa Paulinga objęła kierownictwo badań nad chorobami serca. Wspólnie z dr. Matthiasem Rathem rozpoczęła tam badania nad rolą substancji odżywczych w chorobach serca i układu krążenia. Obecnie jest przewodniczącą zarządu i dyrektorem badań Instytutu Medycyny Komórkowej Dr. Ratha w Kalifornii, wiceprezydentem Fundacji Zdrowia Dr. Ratha i prezesem Dr Rath Humanities Foundation. Opublikowała ponad 90 naukowych prac badawczych w renomowanych międzynarodowych czasopismach naukowych, jest współautorką rozdziałów książek naukowych i popularnonaukowych. Dr Niedzwiecki jest członkiem American College of Nutrition, zasiada w naukowym zarządzie wydawniczym „International Journal of Oncology”, jest współredaktorką magazynu „Cellular Health Communications” i innych, jak i członkiem wielu organizacji zawodowych: American Heart Association, American Medical Women’s Association, Council on Arteriosclerosis, American Academy for the Advancement of Science.

 

„ZNAKI CZASU”: Zespół naukowców pod kierunkiem Pani i doktora Matthiasa Ratha dokonał rewolucyjnego odkrycia — poznaliście mechanizmy przerzutów raka i umiecie je kontrolować. Opracowaliście naturalny preparat hamujący metastazę. A to znaczy, że rak został pokonany i pacjent może żyć. To godne nobla, tymczasem ani nobla, ani nawet rozgłosu w mediach. Dlaczego?

 

ALEKSANDRA NIEDZWIECKI: Szczególna waga naszych badań w dziedzinie raka polega na tym, że skoncentrowaliśmy się na badaniach metastazy — czyli procesu, który jest najniebezpieczniejszym stadium raka. Co więcej, nasze badania nad kontrolą raka ukierunkowane są na biologiczną regulację tego procesu przy pomocy naturalnych substancji. Kierunek ten okazał się właściwy i opracowaliśmy specyficzny zestaw naturalnych składników odżywczych, który jest skuteczny w kontroli głównych mechanizmów raka. To, że rozpad tkanki otaczającej komórki raka jest niezbędny do migracji komórek i inwazji do innych organów, było znane już wcześniej. Myśmy wykazali, że specyficzny zestaw mikroelementów pozwala kontrolować ten proces w sposób naturalny. Nie ma obecnie żadnej metody wykazującej tak skuteczne kompleksowe działanie.

Chyba nie jest to zaskoczenie, że prasa milczy. Gdyby podobne rezultaty mogły być osiągnięte przy pomocy leku farmaceutycznego, to sytuacja byłaby inna. Substancji naturalnych nie można opatentować i nie gwarantują one tak ogromnych zysków jak leki. A poza tym — czy firmy farmaceutyczne są rzeczywiście zainteresowane wyleczeniem raka? Zarabiają krocie na lekach chemioterapeutycznych i innych, które pacjenci muszą brać, by walczyć z dewastującym wpływem chemioterapii na organizm. Jest to zastanawiające, że chociaż metastaza jest odpowiedzialna za śmierć 9 na 10 pacjentów chorych na raka, to zainteresowanie badaniami metastazy jest znikome. Tylko pięć procent funduszy badawczych w raku jest dedykowane badaniom metastazy. Pytanie: dlaczego?

Jeśli chodzi o Nagrodę Nobla, to bardzo się ona zdewaluowała. Poza tym największą nagrodą dla każdego naukowca jest to, że wyniki badań przynoszą korzyść ludziom.

 

Medycyna naturalna, szczególnie terapie raka, bywa kojarzona z szarlatanerią. Lekarze uważają ją za nieskuteczną i przestrzegają pacjentów. W USA nawet zabronione są naturalne terapie raka. Dlaczego tak się dzieje?

Jest to wynik wpływu ogromnego i potężnego lobby farmaceutycznego, które kontroluje medycynę, polityków, media i świat finansowy. Szkoły medyczne kształcą lekarzy w dziedzinie farmakologii, a nie roli żywienia. Młodzi lekarze nie mają dostatecznej wiedzy o tym, jak ważne są mikroelementy dla zdrowia. Poza tym poddani są presji, by nie odbiegać od ustalonych standardów.  Spotkałam się ostatnio w USA z taką oto opinią lekarza zapytanego, czy mikroelementy są pomocne jako dodatkowa terapia w raku: „Nie wiem i ten temat mnie zupełnie nie interesuje”. Niestety, nie jest to odosobniona opinia. Może też przynosi psychiczny komfort, gdyż wiedząc, jak bardzo są pomocne naturalne metody, trudno byłoby rekomendować leki, szczególnie te, których działanie jest kwestionowane.

Należy również przyznać, że w dziedzinie medycyny naturalnej pojawiają się też osoby nieodpowiedzialne, promujące metody niepoparte naukowo. Jednak wraz z rozwojem tej dziedziny zostaną one wyparte przez naukowo udowodnione, skuteczne sposoby utrzymania zdrowia i walki z chorobami, bazujące na naturalnych, bezpiecznych i skutecznych związkach naturalnych.

Jakie są naukowe dowody skuteczności naturalnego podejścia do raka?

Jest ich wiele. Nasza grupa naukowców opublikowała na ten temat ponad 70 prac naukowych, wskazujących, że naturalny zestaw mikroelementów jest skuteczny w kontroli głównych mechanizmów działania raka w ponad 40 różnych rodzajach komórek raka. Publikacje te są dostępne w PubMed —  głównym źródle informacji medycznej i naukowej. Wiedza ta jest akceptowana w kręgach naukowych, jako że jesteśmy zapraszani przez redaktorów różnych książek naukowych, by publikować nasze osiągnięcia jako rozdziały w ich książkach.

Dlaczego ten naturalny kierunek nie jest promowany? 20 lat temu dr Rath pokazał światu, jak pokonać choroby serca i układu krążenia, włącznie z cofaniem zmian chorobowych — i to naturalnie! Nikt nie zakwestionował jego badań, a jednak świat medyczny nie wdrożył tych odkryć. W leczeniu nowotworów też macie naukowe dowody i też cisza…

Dr Rath jasno przedstawił to w wielu swoich wypowiedziach i szeroko na łamach Fundacji Zdrowia Dr. Ratha — jest to biznes z chorób. Naukowo udokumentowane naturalne podejście do zdrowia — skuteczne, lecz niemożliwe do opatentowania — zagraża podstawom ekonomicznym tego biznesu. Nawet firmy farmaceutyczne akceptują wartość substancji naturalnych w zwalczaniu raka — obecnie jest prowadzonych ponad 100 badań klinicznych ze związkami naturalnymi w różnych aspektach tej choroby („Journal of Clinical Oncology” 2009, tom 27, s. 2712-2725). Oczywiście pomyślne rezultaty będą stosowane w sposób korzystny dla biznesu, czyli — chemiczna modyfikacja aktywnych składników, by je opatentować i mieć wyłączność ich sprzedaży za wysoką cenę. Jednoczesne prawne zabranianie dostępu do tych samych naturalnych związków to biznes z chorób.

Czy medycyna rzeczywiście leczy raka? Czy jest jakiś postęp?

Niestety nie jest on realny, a właściwie postęp jest głównie w promowaniu i triumfalnym ogłaszaniu, że mamy nowy lek, który jest skuteczny w raku. Jednak potem zapada cisza, gdyż po jego wprowadzeniu okazuje się, że skuteczność jest niższa od oczekiwanej lub też żadna. Ale reklama pozwala ściągać nowe fundusze na dalsze badania, które idą w zasadzie w jednym kierunku: niszczenia komórek raka bronią chemiczną. Czas, by zaakceptować fakt, że rak pozostaje w dalszym ciągu drugą przyczyną śmierci i diagnoza raka stale rośnie. Nie można spodziewać się innych rezultatów, robiąc wciąż to samo. Jeśli chodzi o stosowanie chemioterapii jako udowodnionej i skutecznej metody leczenia, to statystyki mówią inaczej. Przegląd skuteczności chemioterapii w 22 rodzajach raka wykazał, że zwiększa ona szanse na pięcioletnie przeżycie tylko o 2,1 procent i w wielu rodzajach raka nie ma żadnej korzyści. Badanie to opublikowane zostało w  „Clinical Oncology” 2004, tom 16, s. 549-560. Niestety ta informacja nie trafia do pacjentów, a raczej poddawani są oni presji psychicznej, by tę metodę zaakceptować. Niewiele osób z diagnozą tej choroby ma siłę i wiedzę, by się temu przeciwstawić.

Jak medycyna tworzy statystyki uleczalności nowotworów?

Wyleczenie zastąpiono „przeżyciem pięciu lat”. Średnio tylko około 60 proc. pacjentów przeżywa pięć lat od diagnozy raka. W raku żołądka jest to 25 proc., płuc — 17 proc., trzustki — 5 proc.

Sumy wydawane na badania nad lekami rosną i statystyki nowotworów też. W Polsce w ciągu 15-20 najbliższych lat przewidywany jest wzrost o 40 procent, na świecie — według raportu „Lancet Oncology” — aż o 70 procent. Dwukrotny noblista Linus Pauling, z którym zresztą Pani współpracowała, powiedział, że większość badań nad rakiem to wielkie oszustwo…

Tak, i sam tego doświadczył, kiedy jego protokół badań klinicznych z witaminą C został zmodyfikowany i statystyczne wyniki zmanipulowane, by wykazać nieskuteczność tej metody. Trudno jest również wprowadzać zmiany metod leczenia, jeśli badania kliniczne z substancjami naturalnymi mogą być przeprowadzane na pacjentach w terminalnym stadium raka, gdy już wszystkie metody konwencjonalne zawiodły.

Jest coraz więcej leków onkologicznych na rynku, ale leczenie wcale nie stało się skuteczniejsze. Jaki jest mechanizm dopuszczania ich na rynek?

Dopuszcza się leki, które wykazują minimalne skutki pozytywne w badaniach klinicznych na wyselekcjonowanej grupie pacjentów — gdy w badaniach klinicznych powodują zmniejszenie guza nawet o 30 procent, tylko przez 28 dni i tylko u połowy pacjentów. Jednak każdy pacjent myśli: o, to jest lek, który był testowany i jest skuteczny.

Dlaczego wciąż stosuje się chemioterapię, skoro wykazano jej skuteczność na poziomie zaledwie dwóch procent? Do tego jest wysoce toksyczna, szalenie droga i ma fatalne skutki uboczne.

Przynosi ogromny profit, a do tego generuje nowe choroby (działania uboczne leków), które potrzebują nowych leków. Jest to spirala zysku — leki przepisywane na leczenie jednej choroby generują nowe, które zwiększają zapotrzebowanie na nowe leki i  procedury medyczne. Toksyczność chemioterapii uruchamia całą gamę chorób ubocznych, które leczone są wieloma środkami farmaceutycznymi i intensywnymi terapiami. Mówię o środkach przeciwbólowych łącznie z morfiną, sterydach i innych lekach przeciwzapalnych, antybiotykach, antydepresantach, transfuzjach krwi itd. Chemioterapia też generuje zmiany nowotworowe w komórkach, powodując rozwój nowych rodzajów raka. O tej epidemii i biznesie z chemioterapii piszemy szczegółowo na stronie http://www.chemo-facts.com.

Co naprawdę trafia do krwi pacjenta poddanego chemioterapii?

Najbardziej toksyczne związki chemiczne znane człowiekowi. Pierwszy specyfik stosowany w chemioterapii był pochodną gazu musztardowego, związku używanego podczas I wojny światowej jako broń chemiczna! Ciekłe pochodne tego śmiercionośnego gazu są do dzisiaj stosowane w leczeniu pacjentów chorych na raka: mechloroetamina, cyklofosfamid, chlorambucyl, ifosfamid. Istnieje także kilka innych grup wysoce toksycznych substancji aplikowanych pacjentom. Wspólnym mianownikiem wszystkich tych związków jest to, że powodują one uszkodzenia DNA, w cząsteczkach dziedziczenia w jądrze komórkowym, oraz wpływają na inne podstawowe procesy biologiczne zachodzące w komórkach naszego ciała. W chemioterapii niszczone są wszystkie komórki w ciele pacjenta, też te zdrowe, stąd podejście to przypomina stosowanie broni masowego rażenia. Nawet pracownikom służby zdrowia mającym kontakt z lekami stosowanymi w chemioterapii przypomina się w zasadach BHP o ryzyku uszkodzenia DNA, wad wrodzonych u dzieci, rozwoju nowych nowotworów, uszkodzenia organów. Osoby te muszą nosić specjalne rękawice, okulary i fartuchy ochronne. Wyjątkowo narażeni na utratę zdrowia są członkowie rodziny pacjenta, opiekunowie i wszyscy, którzy mają z nim kontakt.

Dlaczego pacjenci dobrowolnie poddają się tak toksycznym procedurom i nie szukają innych rozwiązań? Z powodu niewiedzy? Z wiary w medycynę lekową?

To wojna psychologiczna. Pacjent, który kojarzy diagnozę raka z najgorszym — ze śmiercią, automatycznie popada w stan strachu i rozpaczy. To z kolei sprawia, że staje się podatny na każdego rodzaju terapię — nawet gdy samo leczenie jest potencjalnie śmiertelne — o ile tylko oddali ona, choćby na krótki czas, perspektywę śmierci. Dopóki rak będzie traktowany jak wyrok śmierci, biznes inwestycyjny chemioterapii będzie kwitł. Jeszcze bardziej ponury jest fakt, żechemioterapia nie jest w stanie przedłużyć życia pacjentów cierpiących na pewne rodzaje nowotworów, np. raka prostaty, skóry (czerniaka), pęcherza moczowego, nerek, trzustki.

Są chyba granice absurdu. Leki na nowotwory powodują nowotwory. Ba, według amerykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia ponad 40 proc. wszystkich preparatów farmaceutycznych jest potencjalnie rakotwórczych!

Z raportów wynika, że 87 procent leków nowotworowych może powodować rozwój raka, rakotwórcze skutki uboczne może mieć 50 procent antybiotyków, składniki potencjalnie rakotwórcze zawiera 60 procent leków przepisywanych pacjentom chorym na depresję i cierpiącym na zaburzenia mentalne, prawie wszystkie immunosupresanty wspomagają rozwój raka. Wiele innych leków, jak te stosowane przy alergiach, jest zaliczanych do rakotwórczych. Źródłem tej patologii jest syntetyczne pochodzenie składników tworzonych drogą chemiczną, a nie ekstrahowanych z naturalnych substancji. Ludzki organizm nie rozpoznaje ich i nie potrafi ich skutecznie neutralizować i eliminować. Większość tych leków uszkadza DNA komórek, tym samym zapoczątkowując procesy nowotworowe.

Parę lat po wprowadzeniu leków na obniżenie cholesterolu — statyn — ukazała się publikacja w „Journalof the American Medical Association” z 2006 roku wskazująca, że wszystkie leki z tej grupy są rakotwórcze. Badania te były prowadzone na zwierzętach. Badania sponsorowane przez ich producentów starały się to zdementować. Ostatnio nawet zaczyna się promować statyny do prewencji raka, pomimo wielu badań klinicznych przeczących temu.

Czy leki estrogenowe to też przykład „synergii marketingowej”?

Leki estrogenowe oferowane są milionom młodych kobiet w formie hormonalnych środków antykoncepcyjnych, a kobietom dojrzałym — w formie hormonalnej terapii zastępczej jako zapobiegającej osteoporozie i objawom menopauzy. Od 1941 roku jest wiadomo, że estrogen zwiększa ryzyko rozwoju raka. Pobudza m.in. działanie enzymów trawiących kolagen, które wspomagają wzrost i rozwój komórek rakowych. Długookresowe przyjmowanie takich leków zwiększa ryzyko form raka zależnych od estrogenów: piersi, macicy, szyjki macicy, jajników. Potwierdziły to badania Narodowego Instytutu Zdrowia w USA (NIH) na ponad 16 tys. kobiet biorących estrogenową terapię zastępczą. W tej mierze rynek leków estrogenowych napędza rynek leków przeciwnowotworowych.

Jak udało się przemysłowi farmaceutycznemu zmonopolizować biznes raka?

Ogromna potęga finansowa i ogromne lobby. To największy i najbardziej dochodowy biznes inwestycyjny na świecie. A spośród wszystkich sprzedawanych leków farmaceutycznych leki onkologiczne są tymi, których sprzedaż przynosi największe zyski. Np. zysk ze sprzedaży tych leków za sam 2010 rok wyniósł aż 56 miliardów dolarów!

Lekceważenie naturalnych terapii nie tylko uderza w nasze zdrowie, ale i w budżety państw. Jak wygląda biznes raka w Polsce?

Leki stanowią 27 procent budżetu służby zdrowia. Szczególnie wysoki jest wzrost wydatków na leki onkologiczne — 49 procent i krwiotwórcze — 21 procent, z których wiele stosuje się właśnie u chorych na raka. Zapotrzebowanie na leki onkologiczne w ciągu sześciu lat — od 2006 do 2010 roku — wzrosło na świecie o 232 proc.

Czasem się słyszy, że wręcz brakuje chemioterapeutyków. O co tu chodzi?

Jak zwykle chodzi o zyski. Leki o wygasłych patentach są tańsze i nie przynoszą zysków, więc albo się je minimalnie modyfikuje — podnosząc ogromnie cenę — lub płaci firmom produkującym te leki o wygasłych patentach, by zaniechały ich produkcji na jakiś czas. Na przykład koszt paclitaxelu to 312 dolarów, podczas gdy podobny, ale patentowy lek abraxane kosztuje 5824 dolarów za dawkę; doxorubicin to 120 dolarów za jedną dawkę, ale liposomalny doxorubicin to już 5789 dolarów — a zmodyfikowano tu tylko sposób przenikania leku do komórki.

„International Herald Tribune” z marca 2003 roku zacytowała wypowiedź dyrektora koncernu farmaceutycznego wprowadzającego nowy lek na rynek: „Pierwsza tragedia — to jeżeli lek spowoduje śmierć. Druga tragedia — to jeżeli uzdrowi ludzi. Prawdziwie dobre leki to są te, które muszą być wciąż używane i to przez długi, długi czas”. Nawet tego się nie ukrywa…

To jest przemysł inwestycyjny napędzany zyskami udziałowców. Wyleczenie chorób to cel drugoplanowy. Rynkiem zbytu dla tego przemysłu jest nasze ciało, ale nie wtedy, kiedy jesteśmy zdrowi, tylko wtedy, kiedy jesteśmy chorzy. Dlatego około 80 procent leków działa nie na przyczyny chorób, ale na symptomy. Jak długo ludzie i pacjenci będą tolerować taki stan rzeczy i działanie przeciwko ich własnym interesom, tak długo będzie ten stan kontynuowany. Edukacja w dziedzinie zdrowia jest kluczem do zmian.

Piszecie w książce Zwycięstwo nad rakiem — Pani i dr Rath — że aby zrozumieć skutki działania biznesu z chorób, trzeba przeanalizować historię przemysłu chemiczno-farmaceutycznego związanego z obiema wojnami światowymi.

Niesławny IG Farben — kartel farmaceutyczno-chemiczny — to przykład udziału biznesu w nieetycznej, a nawet zbrodniczej działalności. Został on rozwiązany i aż 24 dyrektorów IG Farben stanęło przed Trybunałem Norymberskim. Kilku z nich skazano za zbrodnie przeciwko ludzkości. Wśród nich był Fritz Ter Meer, dyrektor jednej z firm, członek zarządu IG Farben, członek partii nazistowskiej i Ministerstwa Wojny III Rzeszy. Proszę sobie wyobrazić, że szef największej firmy farmaceutycznej, lider przemysłu, który się przedstawia jako służący ludzkości, został skazany za zbrodnie przeciw ludzkości.

Ale chyba jeszcze bardziej zaskakujące jest to, że zbrodniarz wojenny, skazany przez Trybunał,  po wyjściu na wolność został w roku 1956… prezesem tej samej firmy farmaceutycznej!

Nie tylko on jeden, historia wskazuje, że wielu aktywnych działaczy firm w ramach  IG Farben powróciło na kierownicze stanowiska w swoich macierzystych firmach. Nasze podręczniki historii informują, że śmiertelne w skutkach eksperymenty medyczne w obozach koncentracyjnych były przeprowadzane przez psychopatów. Ale dokumenty Trybunału Norymberskiego ukazują odmienny obraz. Większość eksperymentów nie stanowiła pojedynczych „doświadczeń”, lecz była częścią badań na ludziach na dużą skalę. Lekarzami przeprowadzającymi te eksperymenty nie byli wyłącznie członkowie SS, lecz także profesjonalni badacze leków farmaceutycznych, czasem nawet lekarze bezpośrednio zatrudnieni i opłacani przez niemieckie firmy farmaceutyczne. Leki były dostarczane z tych firm bezpośrednio do obozów, a wyniki często śmiertelnych w skutkach eksperymentów raportowane były bezpośrednio do zarządów tych koncernów. Zastanawiające jest, ile wysiłku włożono w to, by te fakty były pogrzebane przez ponad pół wieku. Wszystkie te informacje i dokumenty dostępne są obecnie online pod adresem: http://www.profit-over-life.org.

W tym samym 1956 roku powołano Komisję Europejską. Łączycie ją z polityką firm farmaceutycznych. Dlaczego?

Pierwszym przewodniczącym Komisji Europejskiej został Walter Hallstein, nazistowski prawnik, mianowany później głównym architektem brukselskiej Unii Europejskiej. Przez następnych 10 lat, kierując administracją składającą się z kilku tysięcy biurokratów, realizował plan utworzenia „centralnego biura kartelu”, operującego poza jakąkolwiek demokratyczną kontrolą. O ile członkowie Parlamentu Unii Europejskiej są wybierani w wyborach powszechnych przez 500 milionów Europejczyków, o tyle Komisja Europejska działa z nadania. Ma do swej dyspozycji 54 tys. zawodowych technokratów i urzędników działających w ramach brukselskiej UE bez żadnych demokratycznych wyborów. Na każdego wybranego członka Parlamentu przypada 80 biurokratów Komisji trzymających ich pod kontrolą, reprezentujących interesy korporacji. Jednym z kluczowych celów Komisji była protekcja wielomiliardowych rynków zbytu na leki farmaceutyczne poprzez zdelegalizowanie naturalnych metod kontroli zdrowia.

Polityczna ochrona patentów?

Do swojej dyspozycji Komisja ma różne ciała. Jedna z nich to Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA). Ustanawia on restrykcje dla naturalnych terapii pod pretekstem tzw. regulacji. Jak EFSA reguluje żywność? Na przykład dyrektywa suplementów diety z 2002 roku wprowadza restrykcje w dopuszczaniu składników naturalnych i ogranicza ich dawki w suplementach diety. By ukryć właściwe cele tych przepisów, utrzymuje się, że maksymalne dawki składników ustalane są w oparciu o metody naukowe w procesie tzw. naukowej ewaluacji ryzyka. Tymczasem większość tych proponowanych metod jest bezpodstawna lub całkowicie nienaukowa. Dowodzą tego m.in. statystyki w USA, gdzie suplementy nie są regulowane i są stosowane przez 68 procent społeczeństwa. Według „Annual Report Clinical Toxicology” 2008, 46, 927-1057, z powodu stosowania leków zanotowano w tym jednym roku prawie 50 tys. zgonów ­— w roku 2010 to już ponad 82 tys. zgonów ­— a  życie blisko 320 tys. osób było zagrożone. Ile osób zmarło w tym czasie z powodu stosowania suplementów? Zero. To jest problem i o tym trzeba mówić, a nie o tym, że witaminy są niebezpieczne.

Inny przykład to dyrektywa produktów tradycyjnych ziół medycznych z 2004 roku. Wymaga ona, by wszystkie produkty zielarskie przechodziły bardzo kosztowne procedury rejestracji. Oczywiście mniejsze firmy nie są w stanie tych rejestracji przeprowadzić. Zioła bez licencji będą zabronione i usunięte z rynku. A przecież są to te same związki, które były legalnie dostępne w Europie od dziesięcioleci, nie powodując żadnych niepożądanych skutków dla zdrowia całych populacji. A co firmy farmaceutyczne robią w tym czasie? Pracują nad wyizolowaniem substancji aktywnych z tych ziół i ich chemiczną modyfikacją, aby mieć na nie wyłączność patentową. W ten sposób zastępowane są skuteczne, bezpieczne i niedrogie metody ochrony zdrowia przez kosztowne, bo patentowane, i niebezpieczne leki chemiczne o skutkach ubocznych.

Kolejna regulacja — z 2006 roku dotycząca związku pomiędzy zdrowiem a pożywieniem — zabrania wszelkich sugestii lub powiązań między pożywieniem lub jego składnikami a specyficznymi korzyściami dla zdrowia, nawet jeśli istnieją naukowe dowody na taki związek. Stwierdzenia, że np. płatki owsiane pomagają obniżyć cholesterol, muszą być autoryzowane przez Komisję Europejską.

Ile razy przemysł farmaceutyczny pozywał Was do sądu? Chyba żadne odkrycie w dziedzinie naturalnej terapii raka nie było tak zwalczane jak Wasze.

Niezliczone razy — dokumentacja tych procesów zajmuje wszystkie półki w dużym pokoju u naszych adwokatów. Większość to personalne ataki na doktora Ratha, przez które opozycja stara się go zniszczyć i zmusić do milczenia. Za każdym razem dowody, jakie przedstawiliśmy, i fakty obroniły nas.

Jakie są ekonomiczne i polityczne konsekwencje epidemii raka?

Według Światowego Forum Ekonomicznego z 2011 roku roczny koszt raka i innych nieinfekcyjnych chorób osiągnie w 2030 roku 47 bilionów dolarów. To trzykrotna wartość produktu krajowego brutto całej Unii Europejskiej. Bogactwa niektórych firm są trudne do wyobrażenia — na przykład firma Pfizer może kupić Polskę.

Polityczne konsekwencje przy nakręcaniu spirali kosztów to ruina gospodarcza państw prowadząca do międzynarodowego kryzysu gospodarczego, a w konsekwencji politycznej dyktatury UE. Grecja to dopiero początek. Inne kraje czekają w kolejce: Irlandia, Włochy, Portugalia, Hiszpania. Wysysanie gospodarek trwa. Ameryka też przeżywa kryzys. Barak Obama zrozumiał, że najlepszym sposobem, by zmniejszyć deficyt, jest zmniejszenie kosztów opieki zdrowotnej, o czym powiedział w marcu 2009 roku. Kluczem do niezależności ekonomicznej społeczeństw jest koniec biznesu z chorób.

O ile można by zmniejszyć koszty opieki zdrowotnej państw, gdyby zamiast drogich opatentowanych leków refundować naturalne terapie?

Można i to znacznie. Kilka lat temu renomowana na skalę międzynarodową grupa konsultacyjno-badawcza w zakresie narodowej polityki i usług w dziedzinie zdrowia — The Lewin Group z Wielkiej Brytanii — ogłosiła wyniki badań w tej dziedzinie. Wykazały one między innymi, że w USA przez suplementację wapnia i witaminy D u seniorów można by zapobiec około 776 tys. hospitalizacji z powodu złamań stawu biodrowego, co równałoby się oszczędnościom ponad 16 miliardów dolarów w skali pięciu lat. Podobnie oszczędności związane z braniem 400 mcg kwasu foliowego przez kobiety w okresie rozrodczym wyniosłyby około 334 milionów dolarów już w pierwszym roku ich stosowania. Suplementacja kwasów omega-3 przez osoby starsze prowadziłaby do zaoszczędzenia około 43 miliardów  poprzez zmniejszenie ryzyka zawałów serca i związanych z tym kosztów. Są to duże sumy, które mogą być przekazane w budżecie państw na poprawę rynku pracy, edukacji i wiele potrzebnych celów. Stosowanie naturalnych terapii prowadzi również do znacznego zmniejszenia nowych chorób i hospitalizacji wynikających z działań ubocznych leków przepisywanych na receptę. Jest to po chorobach serca, raku i udarach mózgu czwarta przyczyna śmierci. Tej przyczynie możemy w znacznym stopniu zapobiec, jeśli jesteśmy tego faktu świadomi i zaczniemy działać, by to zmienić. Ten problem dotyka nas wszystkich, niezależnie od zajmowanego stanowiska, wieku i stanu majątkowego, dotyczy każdego podchodzącego z receptą do okienka w aptece.

Walter Last, jeden z naukowców, zwolennik naturalnych terapii, proponuje, by zakazać finansowania przez firmy farmaceutyczne szkolnictwa medycznego oraz stosowania marketingu i reklamy ukierunkowanej na pacjentów i lekarzy. Przy takiej polityce traci przecież autorytet lekarza.

Świadome tego środowisko medyczne zaczyna protestować. Dr Catherine de Angelis, która była przez wiele lat redaktorem naczelnym najbardziej znanego pisma medycznego — „Journal of the American Medical Association”, napisała: „Wpływy, jakie firmy produkujące leki, te bazujące na zyskach, mają na każdy aspekt medycyny, są tak przejrzyste, że trzeba być głuchym, ślepym lub głupim, by tego nie widzieć”. Pod presją zrezygnowała z tego stanowiska w 2011 roku, ale w dalszym ciągu pracuje w John Hopkins School of Public Health. Również była redaktorka naczelna „New England Journal of Medicine”, a obecnie wykładowca na Uniwersytecie Harvarda — dr Marcia Angel jest znana z ostrej krytyki działania przemysłu farmaceutycznego. Przedstawiła ją w znanej książce Prawda o firmach farmaceutycznych — jak nas oszukują i jak możemy temu przeciwdziałać, jak i w wielu innych publikacjach i wypowiedziach.  Jak widać, ten ruch sprzeciwu istnieje, i to również wśród prominentów medycyny.

Profesor Zygmunt Baumann powiedział, że wojna z kłamstwem jest nie do wygrania, a jako socjolog obserwuje zanik społecznych mechanizmów dochodzenia do prawdy. Czy wierzy Pani w to, że uda się przekonać społeczeństwa i rządy do naturalnych terapii?

To wszystko zależy od ludzi. My kontynuujemy nasze działania i szerzymy informacje i edukację. Strona organizacji World Health Alphabetization: http://www.wha-www.org stanowi otwarte źródło internetowe, dzięki któremu każdy może wziąć udział w zdrowotnym kursie edukacyjnym online. W języku polskim takie kursy są dostępne na stronie Koalicji Doktora Ratha w Obronie Zdrowia: http://www.dr-rath-koalicja.pl. Udostępnimy równiez w języku polskim nowy program interakcyjny BodyXQ — w internecie: http://www.bodyxq.com oraz jako aplikacje na iPada czy iPhone’a. Pozwala on w trójmiarowym formacie zajrzeć w głąb naszego serca, zobaczyć, jak naturalne składniki odżywcze pomagają w jego funkcjach, np. normalizacji ciśnienia krwi, czy też w kontroli rozwoju raka. Nasza książka Zwycięstwo nad rakiem jest impulsem i motywacją do tego, aby teraz ludzkość skorzystała z szansy realizacji prawa do życia w świecie bez raka. Gdyby nie było odważnych ludzi, Ziemia byłaby wciąż płaska i mur berliński stałby nadal.

Rozmawiała Katarzyna Lewkowicz-Siejka

 

[Określenie mikroelementy dr Niedzwiecki stosuje w szerszym znaczeniu, niż przyjęto w Polsce. Rozumie przez to wszystkie substancje, których nasz organizm potrzebuje w mniejszych ilościach: witaminy, minerały, pierwiastki śladowe, aminokwasy, polifenole i inne substancje roślinne. Za makroelementy uznaje się w tym kontekście węglowodany, białka i tłuszcze].

[Artykuł pochodzi z miesięcznika „Znaki Czasu” 2/2013].

Befungin leczy raka

BEFUNGIN – CZARNA HUBA

Hamuje procesy nowotworowe, stymuluje układ immunologiczny, wytwarzanie B i T limfocytów, odgrywających
kluczową rolę w walce z nowotworami, polepsza mikrocyrkulację w tkankach,
przeciwdziała uszkodzeniu DNA i RNA.

 

 

Befungin czarna huba -

SKŁAD:

chromatogeny ,guminopodobne kwasy występujące w hubie,związki
sterydowe i pterynowe,kwasy organiczne fenole, smoły sole
krzemu,żelaza,glinu,wapnia,magnezu,sodu,cynku,miedzi,manganu,potasu.

 

WŁAŚCIWOŚCI FARMAKOLOGICZNE:

-przeciwzapalne, bakteriostatyczne, ogólnie wzmacniające, regenerujące
, cytostatyczne (hamujące procesy nowotworowe) i znieczulające. Aktywizuje i reguluje procesy przemiany materii m.in. tkanki mózgowej, podwyższa
bioelektroaktywność kory mózgowej. Polepsza perystaltykę jelit, kurczliw ość pęcherza i dróg żółciowych, wspomagając proces trawienia i wypróżniania,
obniża poziom cholesterolu, bilirubiny, trójglicerydów, wspomaga likwidację
kamieni żółciowych.Substancje zawarte w hubie aktywizują pracę wątroby,
śledziony, serca, trzustki, poprawiając ogólny stan organizmu, znacznie
obniżają poziom cukru u chorych na cukrzycę (nawet do 15-30% w ciągu
tygodnia), dlatego doskonale sprawdza się w terapii związanej z tą chorob
ą. Wzmacnia układ nerwowy, regeneruje skórę i śluzówkę, obniża poziom
kwasów przewodu pokarmowego, powodując szybki efekt leczniczy wrzodó
w żołądka i dwunastnicy.Substancje zawarte w hubie, m. in. polifenole
wykazują wielokrotnie większą aktywność wobec wolnych rodników niż
ekstrakty z zielonej herbaty i innych znanych antyoksydantów. Befungin
stymuluje układ immunologiczny, wytwarzanie B i T limfocytów, odgrywających
kluczową rolę w walce z nowotworami, polepsza mikrocyrkulację w tkankach,
przeciwdziała uszkodzeniu DNA i RNA.

PRZECIWWSKAZANIA: indywidualna nietolerancja na preparat.

 

SPOSÓB UŻYCIA:

Wewnętrznie: wstrząsnąć przed użyciem i rozpuścić w ciepłej przegotowanej wodzie 3 łyżeczki preparatu na 150 ml wody, tak przygotowany roztwór używać przez 3-5 miesięcy po l łyżce stołowej 3 razy dziennie 30 min. przed posiłkiem.

W razie potrzeby kurację powtórzyć po 7-10 dniowej przerwie. W przypadku ciężkich stadiów chorobowych dawkę można podwoić. Zewnętrznie: sporządzić roztwór z l łyżeczki preparatu i 25 ml wody, stosować w postaci kompresów.

 

BEFUNGIN – suszony

 

1 łyżkę rozdrobnionej grzybni zalać 1-1½ szklanki letniej wody i pozostawić na noc. Rano ogrzewać do wrzenia na małym ogniu. Odstawić na 5 minut i przecedzić do termosu. Pić 1-2 łyżki kilkakrotnie w ciągu dnia przed jedzeniem jako ogólnie wzmacniający i zwiększający odporność organizmu w chorobie wyniszczającej, również objawowo w raku.

Kapsaicyna leczy raka

 

KAPSAICYNA  LECZY  RAKA

Uczeni z uniwersytetu w Nottingham (Anglia) przeprowadzili badania nad kapsaicyną podawaną wewnętrznie. Dotychczas stosowano ją zewnętrznie jako plastry przeciwbólowe w reumatyzmie i artretyzmie. Podając kapsaicynę wewnętrznie zwierzętom doświadczalnym zauważyli, że chore na nowotwory – zdrowiały. Otóż okazało się, że kapsaicyna, dostawszy się do organizmu poszukuje komórek rakowych i znalazłszy je, zabija mitochondria, które są odpowiedzialne za podział i rozrost komórek.

Kapsaicyna niszczy każdy rodzaj nowotworu, bez względu na to, jaką część ciała zaatakował.

 

Kapsaicyna (nazwa systematyczna: trans-8-metylo-N-wanilino-6-nonenamid, C18H27NO3) – organiczny związek chemiczny, alkaloid, odpowiedzialny za ostry, piekący smak papryki chili. Związek ten działa na receptory bólu (nocyreceptory) oraz błonę śluzową, powodując uczucie pieczenia i ostrości w jamie ustnej. Ilość kapsaicyny w danej potrawie, czyli jej ostrość, jest mierzona w SHU (skali Scoville’a).

Kapsaicyna została po raz pierwszy wyodrębniona i zbadana w 1846 przez amerykańskiego chemika L.T. Thresha.

Analogiczne do kapsaicyny związki, zwane kapsaicynoidami, o bardzo zbliżonej strukturze chemicznej, są odpowiedzialne za ostry smak pieprzu czarnego, papryki ostrej, kurkumy i wielu innych ostrych przypraw korzennych. Związki te to m.in.:
• 7-metylo-N-wanilino-oktamidy;
• 9-metylo-N-wanilino-dekamidy.
Wszystkie one są jednak mniej efektywne od samej kapsaicyny w sensie nadawania potrawom pikantnego smaku.

Kapsaicyna jest przede wszystkim stosowana jako dodatek nadający żywności pikantny smak. Czystej kapsaicyny nie można jednak nabyć jako przyprawy, ze względu na jej toksyczność w większych dawkach. Jest ona jednak często stosowana przez producentów sosów, przypraw oraz gotowej żywności, gdyż syntetyczna kapsaicyna jest znacznie tańsza od sproszkowanej papryki chili. Produkcja żywności z użyciem czystej kapsaicyny wymaga jednak bardzo drobiazgowej kontroli jej dozowania.

Kapsaicyna zawarta w żywności w niewielkich dawkach pobudza trawienie i „rozgrzewa” organizm, w większych dawkach może jednak powodować uszkodzenia wątroby.

Kapsaicyna i jej pochodne nie są rozpuszczalne w wodzie, lecz tylko w alkoholu i tłuszczach. Ze względu na to, że większość ostrych potraw zawdzięcza swój pikantny smak kapsaicynoidom, próby uśmierzenia uczucia pieczenia po ich spożyciu przy pomocy płynów lub płukania jamy ustnej wodą mogą przynieść zupełnie odwrotny skutek niż pożądany przenosząc kapsaicynę po dłuższym odcinku przewodu pokarmowego. Znacznie lepsze rezultaty uśmierzające można uzyskać przez płukanie ust dowolnym, ciekłym tłuszczem roślinnym lub wypicie szklanki tłustego mleka. Dobre rezultaty przynosi też lizanie lodów. Alkohol, ze względu na swoje rozpuszczające właściwości, okazuje się również skuteczny.

W 2007 firma Blair’s Death Sauces w ramach eksperymentu wypuściła na rynek czystą kapsaicynę w buteleczce o objętości 1 ml. Wyprodukowano zaledwie 999 egzemplarzy produktu Blair’s 16 Million Reserve[2] (w całości wyprzedany). Pod żadnym pozorem nie powinien być on spożywany, a nawet otwierany – jeśli już, to tylko w specjalnych rękawicach i goglach ochronnych. Może on zabić astmatyków i być bardzo niebezpieczny przy kontakcie z wrażliwymi częściami ciała. W skali Scoville’a ma ona 16 milionów SHU (dla porównania: klasyczny sos tabasco ma 2500-5000 SHU)

W medycynie kapsaicyna jest stosowana jako lek przeciwbólowy i rozgrzewający, stosowany zewnętrznie – głównie w balsamach i maściach zmniejszających ból stawów i mięśni. Zwykle jest ona dodawana do specyfików w formie ekstraktu z papryki chili.

Obecnie odkryto zastosowanie tej substancji w leczeniu nowotworów. Naukowcy z Nottingham University wykazali, że kapsaicyna pobudza komórki nowotworowe do samozniszczenia (apoptozy), atakując ich mitochondria, które odpowiadają za wytwarzanie energii. Także inne spokrewnione z kapsaicyną związki – tak zwane wanilloidy – potrafią specyficznie wiązać się z komórkami nowotworowymi, nie uszkadzając zdrowych.

W dużych stężeniach kapsaicyna jest śmiertelną trucizną. Symptomy przedawkowania to kłopoty z oddychaniem, sina skóra i konwulsje. Naturalnie występujące stężenia tego związku w ostrych przyprawach i żywności są jednak znacznie poniżej granicznej dawki śmiertelnej. Zbyt wysokie stężenie tego związku w żywności powoduje taką jego pikantność, że uniemożliwia to jej spożycie przez większość ludzi. Powoduje to, że przypadki zatruć kapsaicyną są niezmiernie rzadkie.

Dawka śmiertelna kapsaicyny, wg różnych źródeł, wynosi od 56 do 512 mg/kg. Przyjmując najniższą z tych wartości, można łatwo obliczyć, że do uśmiercenia przeciętnego, dorosłego człowieka potrzeba byłoby co najmniej 3,5 g tego związku, podczas gdy już 1-2 mg w 1 kg żywności nadaje jej intensywną pikantność.

Uczucie palenia i bólu związane ze spożywaniem kapsaicyny wynika z jej bezpośredniej interakcji z neuronami układu nerwowego. Kapsaicyna, będąca jednym z alkaloidów z grupy wanilinoidów, łączy się receptorem wanilinoidowym podtypu 1 (VR1), który pełni funkcję transmembranowego kanału jonowego neuronów. VR1, który jest zwykle stymulowany przez ciepło lub mechaniczne uszkodzenie ciała, umożliwia kationom sodu i potasu przenikanie przez błonę komórkową do wnętrza komórek. Skutkuje to tzw. depolaryzacją synaps i wysyłaniem przez układ nerwowy fali sygnałów do mózgu, które są odbierane jako wrażenie ciepła i bólu. Przyłączenie cząsteczek kapsaicyny do receptorów VR1 skutkuje podobnym ich uruchomieniem, jak ma to miejsce w czasie spożywania zbyt gorących potraw.

Kapsaicyna nie powoduje jednak żadnych trwałych uszkodzeń tkanek – pobudza tylko komórki nerwowe w dokładnie ten sam sposób, jak rzeczywiste uszkodzenia tkanek na skutek urazu mechanicznego lub poparzenia. Jej działanie toksyczne w zbyt dużych dawkach wynika tylko z nadmiernego porażania układu nerwowego i zakłócania jego normalnego funkcjonowania.

Papryka chili (chilli), papryka ostra – owoc jednej z odmian papryki rocznej (‚Chili’). pochodzi z Peru (Peruvian hot pepper), uprawiana ze względu na swoje walory smakowe. Jest używana jako przyprawa. Dojrzała ma intensywnie czerwony kolor, a także bardzo ostry smak, za, który odpowiada kapsaicyna. Jest bodźcem powodującym wytwarzanie endorfiny.

W 1912 roku została skonstruowana skala ostrości papryczek chili, skala ta nosi nazwę skali Scoville’a. Skala ta mierzy koncentrację kapsaicyny. Najostrzejszą papryką chili jest Naga Jolokia.

(Źródło: Wikipedia)

 

 

 

KAPSAICYNA

 

Kapsaicyna

Kapsaicyna, pikantny składnik papryki, niszczy komórki nowotworowe, działając na ich mitochondria – informuje pismo „Biochemical and Biophysical Research Communications”. Jak wykazali naukowcy z Nottingham University, kapsaicyna pobudza komórki nowotworowe do samozniszczenia (apoptozy), atakując ich mitochondria, które odpowiadają za wytwarzanie energii. Także inne spokrewnione z kapsaicyną związki – tak zwane wanilloidy – potrafią specyficznie wiązać się z komórkami nowotworowymi, nie uszkadzając zdrowych. Zdaniem autorów badań odmienność mitochondriów to „pięta Achillesowa” wszystkich nowotworów, a więc lek, który działałby tylko na nie, mógłby być skuteczny i uniwersalny w terapii wszystkich nowotworów. Ponieważ powszechne spożycie papryki wykazało względną nieszkodliwość kapsaicyny, badania kliniczne nad jej zastosowaniem w leczeniu nie powinny być kosztowne ani długotrwałe, ale z powodu niemożności opatentowania składników i taniości samego leku – nie będzie możliwa jego produkcja. Kapsaicyna rozpuszcza się tylko w oleju i w alkoholu. Ludzie zdrowi na początku przyjmowania silnej papryki muszą przez kilka miesięcy stopniować dawki – ale ludzie chorzy na raka nie mają czasu – dlatego należy zaczynać od jednej łyżeczki dziennie i zwiększać każdego dnia o 1 aż do 5. KAPSAICYNĄ wyleczył swoją żonę  Pan Jan Fabisiak z Łasku, którego żona żyje po kapsaicynie i guz w głowie z 6,5 przestał istnieć – a z tym glejakiem nie miała szans – była już rośliną. Po 4 miesiącach guz miał 11mm, po kolejnych 6 miesiącach – 9mm. Obecnie jest w pełni zdrowa. Ważne – ludzie, którzy w ciężkim – ale nie w terminalnym stanie raka stosują kapsaicynę – żyją bez raka – pan Fabisiak ma już udokumentowanych dużo takich przypadków!!!! Rak żołądka, rak macicy z przerzutem do płuc itp Ten lek z kapsaicyny jest już wdrażany w Stanach, ale nim dotrze do powszechnego stosowania – można go wykonać samemu w domu. Nie ma na co czekać – ten prosty preparat może kogoś uratować.

 

 

Oto proporcje dla chorych na raka :

30 dkg papryczek suszonych „Birds eye” (2 torebki) pokruszyć i zalać 1 litrem oleju lnianego. Pełna ekstrakcja kapsaicyny do oleju po 14 dniach – często potrząsać słoikiem. Potem zlać do ciemnej butelki. Przechowywać w lodówce. Kapsaicyna jak każdy lek może mieć skutki uboczne np. luźne stolce, zmniejszenie ciśnienia. Działa jak chemia i chorzy też tak się po niej mogą czuć – jak przy chemii. Sam rozpad raka jest już toksyczny. Kroić paprykę w rękawiczkach i uważać na oczy!!! Zdrowi przyjmują tylko 1- 2 małe łyżeczki dziennie przed jedzeniem. Gdy zastosujemy świeżą chili to w proporcji 1 kg na 1 litr i maceruje się przez 10 dni w lodówce, następnie zlewa i stosuje jak wyżej. Świeża papryka fermentuje wiec należy pilnować i zlać w 10 dniu. Świeże chili z ektraktu – nadaje się doskonale do kanapek – ten ekstrakt ma małe ilości kapsaicyny wiec nie działa silnie leczniczo.

Podczas przyjmowania kapsaicyny – koniecznie trzeba brać ostropest plamisty na wątrobę – albo cardumax z Finclubu, albo świeży sok wyciskany z ostu wiosną. Ostropest działa również na raka i wzmacnia wątrobę.
Chili suszone Birds Eye Natco (150g) – Rozdrabnianie suszonej chili delikatne ręczne – ciąć nożyczkami. Uwaga na ręce, oczy, usta – oddychanie pyłem z papryki – dusi i wywołuje ataki kaszlu – może spowodować niebezpieczne skurcze oskrzeli.
Kraj pochodzenia Malawi Skala (1-10): 10 Skala Scoville’a 100.000-225.000. Pić 5 x dziennie po 5ml – po łyżeczce od herbaty przed jedzeniem – gdy pali – przegryźć chlebem z masłem, lub popić łykiem mleka. Mleko niweluje uczucie palenia. Z czasem można się przyzwyczaić.

 

 

Raz jeszcze przepis:

30 dkg papryczek suszonych „Birds eye”
(2 torebki) zalać 1 litrem oleju lnianego. Pełna ekstrakcja
kapsaicyny do oleju po 14 dniach. Potem zlać do ciemnej butelki.
Przechowywać w lodówce. Papryczek można nie wurzucać.
Stosować do surówek, sałatek.

Chili suszone Birds Eye Natco (150g) bo to ma 250 tysięcy jednostek kapsaicyny – ta zwykla najostrzejsza chili węgierska czy hiszpańska ma najwyzej 5000 jednostek – to różnica w ostrości i mocy. Można dać mocniejszą habanero – ta papryka jest na „Ostrej kuchni” – ma 350 tys jednostek – ale zacząc od tej zalecanej i później w drugiej turze habanero.

 

 

Każdej Istocie Ludzkiej z całęgo serca życzę ZDROWIA

W Miłości i Błogosławieństwie

Ninhursag

Witamina B17, czyli Amigdalina to zapomniane lekarstwo na raka

 

 

Czy świat bez raka jest możliwy? Biorąc pod uwagę fakt, że chyba każdy z nas zna kogoś, kto umarł na jakąś chorobę onkologiczną może się wydawać, że jest to niemożliwe. Rak kiedyś nie występował i prawdopodobnie pojawił się, jako odpowiedź natury na zanieczyszczenie środowiska. Ta sama natura ma różne mechanizmy pozwalające na jego zwalczanie. Jednak z jakichś powodów metody te są najczęściej zupełnie zapomniane.

 

Lekiem na raka może być tak zwana witamina B17, zwana też Amigdaliną. Jest to związek chemiczny występujący głównie w pestkach roślin owocowych. Terapie z wykorzystaniem amigdaliny traktowane są przez środowisko naukowe, jako niebezpieczna szarlataneria. Liczne dowody na to, że preparaty z witaminą B17 powodują remisję raka są rugowane z mediów.

Przyczyny takiego stanu rzeczy są przynajmniej dwa. Pierwszy to groźba strat koncernów farmaceutycznym. Terapie antyrakowe są bardzo drogie i długotrwałe. Wiele osób uważa, że chemioterapia potrafi wykończyć człowieka jeszcze bardziej. Jest to jednak dochodowy biznes i chorzy na raka chętnie płacą, aby jeszcze troch ę przedłużyć sobie życie. A co jeśli mogliby się w ogóle wyleczyć?

Tu dochodzimy do kolejnego aspektu wojny z Amigdaliną, świat bez raka przeraża naszych władców, bo może to spowolnić proces depopulacji ludzkości. Skoro zatem witamina B17 jest pomocna to robi się wszystko, aby zminimalizować jej dostępność na rynku do maksimum. Aby tego dokonać, przede wszystkim, walczy się z preparatami zawierającymi amigdalinę, ale mimo, że w aptece nie kupi się suplementów opartych o B17 to dostęp do nasion ją zawierających jest nie do opanowania.

Nie da się przecież zdelegalizować moreli, migdałów, wiśni, brzoskwiń, śliwek czy jabłek. Da się jednak rozpuścić plotki jakoby spożywanie tych pestek było szkodliwe gdyż znajdują się w nich związki cyjanku. To dosyć zabawne, że ludzie, którzy dają sobie wstrzykiwać szczepionki z rtęcią i na wypadek raka pozwoliliby się faszerować chemią o nieznanym składzie jednocześnie uważają plotkę o szkodliwości pestek, jako pewną informację nawet, jeśli nikt nie umarł jeszcze od ich zjedzenia.

To prawda, że związki cyjanku znajduja się w pestkach, ale jest ich tak mało, że nie sa w stanie wywołać zatrucia. Za to zbawienny wpływ amigdaliny jest nie do przecenienia. Ludzkość spożywała kiedyś płody roślin takie jak proso i wiele innych nasion zawierajacych amigdalinę. Dieta taka była swego rodzaju antyrakową prewencją. Teraz gdy łańcuchy żywnościowe większości z nas opierają się o tanie i nafaszerowane chemią produkty z dyskontów spożywczych kłopoty rakowe są pewne w przypadku każdego z nas. To co możemy zrobić na własną rękę to minimalizowanie trujących produktów, co jest bardzo trudne w dzisiejszych czasach, albo stosowanie prewencji jaką zapewnia spożywanie witaminy B17. Lepiej o tym pamiętać zanim nie będzie dla nas jeszcze za późno.

Więcej informacji medycznych znajdziesz na portalu tylkomedycyna.pl

źródło:http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/witamina-b17-czyli-amigdalina-zapomniane-lekarstwo-raka

AMIGDALINA  WITAMINA B17 – uwaga na podróbki z Chin (!)

Ninhursag

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.