Dwunasta Planeta – Kroniki Ziemi

ZECHARIA SITCHIN

DWUNASTA PLANETA

(Księga pierwsza kronik Ziemi)

[Wydawnictwo Prokop, Warszawa 1996, Tytuł oryginału: „The 12th Planet”, 1976]

Paradoksem historii jest fakt, że im bardziej oddalamy się w czasie od zamierzchłych epok, tym więcej o nich wiemy.

Dwieście lat temu, gdy Europa odkrywała Egipt, nikt nie przypuszczał, że przed tą najstarszą, jak sądzono, cywilizacją istniała kultura wyższa, wszechstronniejsza: kultura Sumera, którego instytucje społeczne okazały się duchowo znacznie bliższe Europie niż kultura Egiptu.

Do niedawna sądzono, że Homo sapiens wyszedł z laboratorium ewolucji 40 000 lat temu. Dziś wiemy, że co najmniej 250 000 lat przed nami żyli na Ziemi ludzie wyglądający jak my. Ich pojawienie się po dziś dzień spowija mgła tajemnicy.

Wieloletnie studia genialnego amerykańskiego orientalisty zaowocowały pasjonującą choć kontrowersyjną książką. Badania cywilizacji Sumera i wszechstronna analiza zabytków piśmiennictwa najstarszych kultur Bliskiego Wschodu skłoniły autora do wysunięcia śmiałej hipotezy, że powstanie i rozwój człowieka byłyby niemożliwe bez interwencji istot wyższych. Bogowie starożytności, przez jahwistycznych i kompilatorów a później chrześcijańskich redaktorów Biblii i skazani na. niebyt, nie tylko istnieją: to właśnie oni umożliwili Ludziom wyjście ze stanu dzikości.

Dwunasta Planeta może drażnić osoby wyznające tradycyjny pogląd, że we Wszechświecie prócz Stwórcy istnieje tylko człowiek. Książka ta zgorszy również wyznawców darwinizmu, teorii pokutującej w szkołach i encyklopediach.

Dwunasta planeta Układu Słonecznego, Marduk, co 3600 lat zbliża się do Ziemi, przelatując między Marsem a Jowiszem, „badając ukrytą wiedzę […], widząc wszystkie sfery I Wszechświata”. Bo Marduk:

„Ponad wodami zakreślił orbitę;

Gdzie światło i ciemność się łączą.

Tam są najdalsze jego granice”.

Czy więc co 3600 lat możemy oczekiwać wizyt biblijnych Nefilim, „ludzi ognistych rakiet”, naszych prawdziwych stwórców i twórców ziemskiej cywilizacji?

12. STWORZENIE CZŁOWIEKA

Twierdzenie, po raz pierwszy zapisane i przekazane przez Sumerów, że „człowiek” został stworzony przez Nefilim, na pierwszy rzut oka zdaje się kolidować zarówno z teorią ewolucji, jak i z judeochrześcijańskimi dogmatami opartymi na Biblii. W gruncie rzeczy jednak informacje zawarte w tekstach sumeryjskich – i tylko te informacje – mogą potwierdzić słuszność teorii ewolucji z jednej strony, z drugiej zaś prawdę biblijnej opowieści i unaocznić, że w istocie nie ma żadnego konfliktu między nimi.

W eposie „Gdy bogowie, jak ludzie…”, a także w innych odnośnych tekstach i pojawiających się wzmiankach Sumerowie opisywali człowieka jako stworzenie boskie uczynione rozmyślnym aktem woli, a jednocześnie ogniwo w łańcuchu ewolucji zaczynającej się od niebiańskich wypadków opisanych w „Eposie o stworzeniu”. Trzymając się przekonania, że przed stworzeniem człowieka na Ziemi byli tylko Nefilim, sumeryjskie teksty utrwalały kolejne (takie jak incydent między Enlilem a Ninlil) przykłady wydarzeń, które miały miejsce w czasie, „gdy człowiek nie był jeszcze stworzony, gdy Nippur zamieszkiwali sami bogowie”. Równocześnie teksty te opisywały stworzenie Ziemi, rozwój jej flory i fauny w kategoriach, jakie odpowiadają obiegowym teoriom ewolucji.

Sumeryjskie teksty twierdzą, że kiedy Nefilim po raz pierwszy przybyli na Ziemię, sztuka uprawy zbóż, sadownictwa i hodowli bydła nie była jeszcze znana na tej planecie. Relacja biblijna również przedstawia stworzenie człowieka w szóstym „dniu”, czyli fazie ewolucyjnego procesu. Księga Genesis utrzymuje też, że we wcześniejszym etapie ewolucji:

 

„[…] jeszcze nie było żadnego krzewu polnego na ziemi

ani nie wyrosło żadne ziele polne […]

i nie było człowieka, który by uprawiał rolę”.

 

Wszystkie teksty sumeryjskie są zgodne, że bogowie stworzyli człowieka, aby wykonywał ich pracę. Wyjaśnienia tej decyzji można się doszukać w słowach, jakie według relacji „Eposu o stworzeniu” wypowiedział Marduk:

 

„Dam światu pokornego prymitywa;

Będzie się nazywał »człowiek«.

Stworzę prymitywnego robotnika;

Będzie powołany do służby bogom,

żeby mogli odetchnąć”.

 

Same terminy, jakimi Sumerowie i Akadowie określali „człowieka”, świadczą o jego statusie i przeznaczeniu: był lulu („prymitywny”), był lulu amelu („prymitywnym robotnikiem”), był awilurn („pracownikiem”). To, że człowiek został stworzony do służby dla bogów, przyjmowane było przez starożytnych jako fakt najzupełniej naturalny. W czasach biblijnych bóstwo było „panem”, „królem”, „władcą”, „mistrzem”. Termin tłumaczony powszechnie jako „kult” oznaczał tak naprawdę avod („pracę”). Starożytny i biblijny człowiek nie „czcił” swojego boga: on dla niego pracował.

Biblijne Bóstwo, jak bogowie w sumeryjskich relacjach, stworzyło człowieka, dopiero gdy zasadziło ogród i wyznaczyło tam człowiekowi miejsce pracy:

 

„I wziął Pan Bóg człowieka

i osadził go w ogrodzie Eden,

aby go uprawiał i strzegł”.

 

Dalej Biblia opisuje Bóstwo „przechadzające się po ogrodzie w powiewie dziennym”, skoro nowa istota była tam i pielęgnowała ogród Eden. Jak bardzo wersja ta odstaje od sumeryjskich tekstów, które opisują bogów domagających się krzykiem odpoczynku, wytchnienia i robotników mogących zdjąć z nich ciężar pracy?

W wersjach sumeryjskich decyzja o stworzeniu człowieka została podjęta przez bogów na zgromadzeniu. Księga Genesis celowo sławiąca dokonania jednego Bóstwa – na określenie „Boga” posługuje się liczbą mnogą – Elohim (dosłownie „bóstwa”) i przytacza zdumiewające słowa:

 

„Potem rzekł Elohim:

Uczyńmy człowieka na obraz nasz,

podobnego do nas”.

 

Do kogo to pojedyncze, lecz mnogie Bóstwo się zwracało i kto był tym „my”, na którego mnogi obraz i mnogie podobieństwo miał być stworzony człowiek? Genesis nie udziela odpowiedzi na to pytanie. Potem, kiedy Adam i Ewa spożyli owoc z drzewa poznania, Elohim wystosowało ostrzeżenie do tych samych nie nazwanych kolegów: „Oto człowiek stał się taki jak my: zna dobro i zło”.

Jako że biblijna historia stworzenia, tak jak inne opowieści o początkach w Księdze Genesis, wywodzi się z sumeryjskich oryginałów, odpowiedź jest oczywista. Kondensując wielu bogów w jednym Bóstwie Najwyższym, biblijna opowieść jest tylko odpowiednio zredagowaną wersją sumeryjskich sprawozdań ze zgromadzeń bogów.

Stary Testament dołożył wszelkich starań, by wyjaśnić, że człowiek ani nie jest bogiem, ani nie pochodzi z nieba. „Niebo jest niebem Pana, synom zaś ludzkim dał ziemię.” Nowa istota otrzymała imię „Adam”, ponieważ została stworzona z adama, prochu ziemi. Był on, innymi słowy, „śmiertelnikiem”.

Nie otrzymawszy tylko pewnej „wiedzy” i boskiej długości życia, Adam pod każdym innym względem był stworzony na obraz (selem) i podobieństwo (dmut) jego stworzyciela/li. Użycie tych dwóch terminów w tekście miało rozproszyć wszelkie wątpliwości co do podobieństwa człowieka do Boga/ów zarówno fizycznego, jak też emocjonalnego, zewnętrznego i wewnętrznego.

Na wszystkich starożytnych przedstawieniach bogów i ludzi fizyczne podobieństwo jest ewidentne. Chociaż biblijna przestroga przed oddawaniem czci pogańskim wizerunkom stała się przyczyną przekonania, że Bóg hebrajski nie ma ani obrazu, ani podobieństwa, nie tylko Księga Genesis, lecz także inne biblijne przekazy zaświadczają o czymś przeciwnym. Bóg starożytnych Hebrajczyków mógł być widziany twarzą w twarz, można się było z nim mocować, można go było słyszeć i rozmawiać z nim; miał głowę i stopy, ręce i palce, i biodra. Biblijny Bóg i jego wysłannicy wyglądali i zachowywali się jak ludzie – bo człowiek został stworzony, aby wyglądał i zachowywał się jak bogowie.

Ale w tej niezmiernej prostocie leży wielka tajemnica. Jakim cudem nowe stworzenie mogło być prawdziwą fizyczną, mentalną i emocjonalną repliką Nefilim? Jak naprawdę został stworzony człowiek?

Świat Zachodu długo przywiązany był do poglądu, że stworzony z rozmysłem człowiek został wprowadzony na Ziemię, by podporządkował sobie i zdominował wszystkie pozostałe stworzenia. Potem, w listopadzie 1859 roku, angielski przyrodnik, Charles Darwin, ogłosił traktat zatytułowany O powstawaniu gatunków przez dobór naturalny, czyli przetrwaniu lepszych ras w walce o byt. Będąca podsumowaniem blisko trzydziestu lat badań, książka ta dodawała do wcześniejszych rozważań o naturalnej ewolucji pojęcie naturalnej selekcji jako konsekwencji walki wszystkich gatunków – tak roślin, jak i zwierząt – o byt.

Świat chrześcijański poruszony został wcześniej, gdy począwszy od 1788 roku uznani geolodzy zaczęli wyrażać opinię, że Ziemia ma już bardzo wiele lat, znacznie, znacznie więcej niż przybliżone 5500 lat hebrajskiego kalendarza. Teoria ewolucji sama w sobie nie była jeszcze wybuchowa: badacze już wcześniej zauważyli taki proces, a greccy uczeni nie później niż w IV wieku prz. Chr. zbierali dane dotyczące ewolucji życia zwierzęcego i roślinnego.

Eksplodującą bombą Darwina była konkluzja, że wszystkie żyjące istoty – włącznie z człowiekiem – są produktami ewolucji. Człowiek, co było sprzeczne z wyznawaną wtedy wiarą, nie powstał w wyniku spontanicznego aktu stworzenia.

Początkowa reakcja Kościoła była gwałtowna. Ale kiedy naukowe fakty dotyczące prawdziwego wieku Ziemi, ewolucji, genetyki i innych biologicznych i antropologicznych badań ujrzały światło dzienne, krytycyzm Kościoła złagodniał. Ostatecznie wyglądało na to, że nawet słowa Starego Testamentu odbierają tej biblijnej historii szanse obrony; jak bowiem Bóg nie mający ciała mógł powiedzieć w swej uniwersalnej samotności: „Uczyńmy człowieka na obraz nasz, podobnego do nas”?

Ale czy naprawdę nie jesteśmy niczym więcej niż „nagimi małpami”? Czy małpa stoi za nami na odległość ewolucyjnego ramienia, a wiewiórecznik to po prostu człowiek, który kiedyś zgubi ogon i się wyprostuje?

Jak wspomnieliśmy na początku tej książki, współcześni naukowcy zaczynają kwestionować te proste teorie. Ewolucja może wyjaśnić ogólny przebieg wypadków, jaki spowodował rozwój życia i jego form na Ziemi od najprostszego jednokomórkowca do człowieka. Ewolucja jednak nie wytłumaczy pojawienia się Homo sapiens, co nastąpiło właściwie w ciągu jednej nocy w porównaniu z milionami lat wymaganymi przez ewolucję, bez żadnych śladów wcześniejszych form, jakie wskazywałyby na stopniową przemianę Homo erectus.

Hominidy są produktem ewolucji. Ale Homo sapiens powstał w wyniku nagłego, rewolucyjnego wydarzenia. Pojawił się w niewytłumaczalny sposób mniej więcej 300 000 lat temu, miliony lat za wcześnie.

Uczeni nie znajdują na to wyjaśnienia. My je znajdujemy. Sumeryjskie i babilońskie teksty znajdują. Stary Testament znajduje.

Homo sapiens – człowiek współczesny – został stworzony przez starożytnych bogów.

Mezopotamskie teksty wypowiadają się na szczęście jasno odnośnie czasu, kiedy człowiek został stworzony. Historia o mozole Anunnaki i ich buncie informuje nas, że „przez 40 okresów ponosili trud, dzień i noc”; długie lata ich ciężkiej pracy dramatyzują powtarzane wersety:

 

„Przez 10 okresów ponosili trud;

Przez 20 okresów ponosili trud;

Przez 30 okresów ponosili trud;

Przez 40 okresów ponosili trud”.

 

Starożytny tekst na wyrażenie „okresu” używa terminu ma iwiększość uczonych przetłumaczyło to jako „rok”. Termin ten jednak konotuje „coś, co się kończy, a potem znów zaczyna”. Dla ludzi na Ziemi jeden rok równa się jednemu całkowitemu obiegowi Ziemi wokół Słońca. Jak już wykazaliśmy, orbita planety Nefilim wyznaczała sar, czyli 3 600 lat ziemskich.

Po czterdziestu sar, czyli 144 000 latach ziemskich, jakie upłynęły od wylądowania, Anunnaki zaprotestowali: „Dość!” Jeśli, jak wywnioskowaliśmy, Nefilim wylądowali po raz pierwszy na Ziemi jakieś 450 000 lat temu, to stworzenie człowieka miało miejsce około 300 000 lat temu!

Nefilim nie stworzyli ssaków ani naczelnych, ani hominidów. „Adam” nie należał do rodziny człowiekowatych, lecz był istotą, która jest naszym przodkiem – pierwszym Homo sapiens. Nefilim stworzyli człowieka, jakiego znamy współcześnie.

Kluczem do zrozumienia tego przełomowego faktu jest opowieść o drzemiącym Enki, którego obudzono, by powiedzieć mu, że bogowie postanowili uformować adamu, a on ma znaleźć środki. Odpowiedział:

 

„Stworzenie, którego nazwę wymieniliście –

ISTNIEJE!”

 

I dodał: „Obleczcie go – stworzenie, które już istnieje – w obraz bogów”.

Mamy tutaj zatem odpowiedź na zagadkę. Nefilim nie „stworzyli” człowieka z niczego; ściśle mówiąc, wzięli istniejące stworzenie i dobrali się do niego, by je „oblec” w „obraz bogów”.

Człowiek jest produktem ewolucji; ale człowiek współczesny, Homo sapiens, to dzieło „bogów”. Ponieważ kiedyś, około 300 000 lat temu, Nefilim wzięli małpoluda (Homo erectus) i wszczepili w niego swój własny obraz i własne podobieństwo.

Teoria ewolucji i bliskowschodnie opowieści o stworzeniu człowieka bynajmniej nie kolidują ze sobą. Raczej wyjaśniają i uzupełniają się wzajemnie. Bez inwencji Nefilim człowiek współczesny byłby bowiem miliony lat w tyle na drzewie ewolucji.

Przenieśmy się wstecz i spróbujmy wyobrazić sobie okoliczności i zdarzenia, tak jak przebiegały.

Wielki interglacjał, jaki zaczął się około 435 000 lat temu przyniósł wraz z ociepleniem klimatu gwałtowny rozwój roślinności, a co za tym idzie, wielkie ożywienie świata zwierzęcego. Przyśpieszył też pojawienie się i rozprzestrzenienie rozwiniętej małpy człekokształtnej, Homo erectus.

Nefilim widzieli nie tylko dominujące ssaki, lecz także przedstawicieli naczelnych – a wśród nich małpy człekokształtne. Czy nie jest możliwe, że wędrujące grupy Homo erectus, zwabione widokiem ognistych obiektów wznoszących się w niebo, podchodziły bliżej? Czy nie jest możliwe, że Nefilim obserwowali, napotykali czy nawet chwytali te interesujące okazy naczelnych?

To, że Nefilim i małpy człekokształtne się spotykali, potwierdza kilka starożytnych tekstów. Sumeryjska opowieść traktująca o czasach pierwotnych głosi:

 

„Kiedy ludzie zostali stworzeni,

Nie znali smaku chleba,

Nie znali ubrań ni stroju;

Rwali trawę ustami jak owce;

Pili wodę z rowu”.

 

Zwierzęcy „człowiek” opisany jest też w „Gilgameszu”. Tekst opowiada, jaki był „urodzony na stepach” Enkidu, nim go ucywilizowano:

 

„Obrośnięty włosem na całym ciele,

Włosy ma na głowie bujne jak kobieta […],

Nie zna ani ludzi, ani kraju;

Odziany jest jak mieszkaniec pól zielonych;

Pasie się na trawie z gazelami;

Wśród dzikich zwierząt się rozpycha

przy wodopoju;

Wśród roju stworzeń w wodzie

raduje się jego serce”.

 

Akadyjski tekst opisuje nie tylko zwierzęcego człowieka; opisuje też spotkanie z taką istotą:

 

„Teraz myśliwy, który łapie w sidła,

spotkał go przy wodopoju.

Gdy myśliwy go ujrzał,

twarz mu stężała […],

serce zadrżało, chmura powlekła mu twarz,

bo przejął go smutek do głębi”.

 

Chodziło tu o coś więcej niż tylko reakcję lękową myśliwego na widok „dzikusa”, „barbarzyńcy z czeluści stepu”; jako że ten „dzikus” mieszał szyki myśliwemu:

 

„Zasypywał doły, które wykopałem,

wyrywał moje sidła, które zastawiłem;

sprawiał, że bestie i zwierzyna stepowa

wymykały mi się z rąk”.

 

Nie trzeba nam lepszego opisu małpoluda: owłosiony, kosmaty, wędrujący nomada, który „nie zna ani ludzi, ani kraju”, odziany w liście, „mieszkaniec pól zielonych”, żywiący się trawą i żyjący wśród zwierząt. Wykazuje jednak znaczną inteligencję, bo wie, jak niszczyć sidła i zasypywać doły-pułapki zastawione na zwierzęta. Innymi słowy, chronił swoich zwierzęcych przyjaciół przed obcymi myśliwymi. Znaleziono wiele pieczęci cylindrycznych, które przedstawiają kudłatego małpoluda wśród kompanów (il. 149).

Il. 149

Potem, odczuwając potrzebę siły roboczej i rozglądając się za prymitywnym robotnikiem mogącym tę potrzebę zaspokoić, Nefilim spostrzegli gotowe rozwiązanie: udomowić odpowiednie zwierzę.

„Zwierzę” było dostępne – ale jego natura stanowiła problem. Z jednej strony Homo erectus był zbyt inteligentny i dziki, żeby stać się posłusznym zwierzęciem pociągowym. Z drugiej, nie nadawał się do zadań, jakie miał wykonywać. Trzeba mu było zmienić budowę ciała – musiał być zdolny do posługiwania się narzędziami Nefilim, chodzić i schylać się jak oni, by zastąpić bogów na polach i w kopalniach. Musiał być bardziej „rozgarnięty” – nie jak bogowie, wystarczająco jednak, żeby rozumieć mowę, komendy i wyznaczone mu zadania. Chodziło o zręczność i pojętność, cechy konieczne do tego, by być zdyscyplinowanym i użytecznym amelu – niewolnikiem.

Jeśli, jak starożytne świadectwa i współczesna nauka zdają się potwierdzać, życie na Ziemi wykiełkowało z życia na Dwunastej Planecie, ewolucja na Ziemi powinna przebiegać tak, jak na Dwunastej Planecie. Z pewnością były mutacje, zmiany, przyśpieszenia i opóźnienia powodowane warunkami lokalnymi; ale ten sam kod genetyczny, ta sama „chemia życia” znaleziona we wszystkich żyjących roślinach i zwierzętach na Ziemi prowadziła rozwój form ożywionych na naszej planecie w tym samym kierunku, co na planecie Nefilim.

Obserwując rozmaite przejawy życia na Ziemi, Nefilim i ich główny naukowiec, Ea, nie potrzebowali wiele czasu, by zorientować się, co zaszło: podczas niebiańskiej kolizji ich planeta zasiała Ziemię swoim życiem. Dostępna istota była zatem autentycznie spokrewniona z Nefilim – chociaż mniej rozwinięta.

Stopniowy proces udomowienia przez hodowlę i selekcję pokoleń mijałby się z celem. Potrzebny był szybki proces, umożliwiający „masową produkcję” nowych robotników. Przedstawiono więc ten problem Ea, który znalazł natychmiast odpowiedź: „wszczepić” obraz bogów istocie już istniejącej.

Metodą, jaką zalecał Ea, chcąc gwałtownie przyspieszyć ewolucyjny rozwój Homo erectus, była, jak sądzimy, manipulacją genetyczna.

Wiemy obecnie, że złożony proces biologiczny, w jakim żywy organizm reprodukuje się tworząc potomstwo podobne do rodziców, umożliwia kod genetyczny. Wszystkie żywe organizmy – owsik, paproć czy człowiek – zawierają w swoich komórkach chromosomy, mikroskopijne, pałeczkowate ciałka przechowujące komplet dziedzicznych instrukcji, właściwych danemu organizmowi. Gdy komórka męska (plemnik) zapładnia komórkę żeńską, dwa zestawy chromosomów łączą się, a potem dzielą, by utworzyć nowe komórki, które mają w sobie pełny zestaw cech komórek rodziców.

Sztuczna inseminacja, nawet ludzkiego żeńskiego jaja, jest obecnie możliwa. Prawdziwym wyzwaniem jest sztuczne łączenie różnych gatunków. Nauka współczesna przeszła długą drogę od pierwszych krzyżówek zbóż czy kojarzenia psów eskimoskich z wilkami, albo „stworzenia” muła (sztuczna krzyżówka klaczy konia z ogierem osła), do zdolności manipulowania reprodukcją samego człowieka.

Metoda nazywana klonowaniem (od greckiego słowa klon – „gałązka”) stosuje wobec zwierząt tę samą regułę, jakiej podlega szczep pobrany z rośliny celem rozmnożenia setek podobnych roślin. Zastosowanie tej techniki u zwierząt zostało zademonstrowane po raz pierwszy w Anglii, kiedy dr John Gurdon zastąpił jądro zapłodnionego jaja żaby jądrem pobranym z innej komórki tej samej żaby. Ukształtowanie się normalnych kijanek dowiodło, że jajo rozwija się, dzieli i wydaje potomstwo bez względu na to, skąd otrzymuje prawidłowy zestaw dobranych chromosomów.

Institute of Society, Ethics and Life Sciences w Hastings-on-Hudson poinformował o eksperymentach, które wykazały, że istnieją już techniki klonowania istot ludzkich. Możliwe jest teraz pobranie materiału genetycznego z każdej ludzkiej komórki (niekoniecznie rozrodczej) i wszczepienie jej zestawu dwudziestu trzech chromosomów w żeńskie jajo, co spowoduje poczęcie i urodzenie „określonego z góry” osobnika. Podczas normalnego poczęcia łańcuchy chromosomów ojca i matki łączą się, aby się rozdzielić na pary dwudziestu trzech chromosomów, by stworzyć możliwość przypadkowych kombinacji. Potomstwo klonowane jest jednak dokładną repliką źródła nie rozszczepionego zespołu chromosomów. Posiedliśmy już – napisał dr W. Gaylin w „The New York Times” – „straszną wiedzę, jak tworzyć dokładne kopie istot ludzkich” – nieograniczoną liczbę Hitlerów czy Mozartów, albo Einsteinów (jeśli zachowaliśmy jądra ich komórek).

Tymczasem sztuka inżynierii genetycznej nie ogranicza się do jednej metody. Badania w wielu krajach udoskonaliły proces nazywany „fuzją komórek”, umożliwiający zlewanie materiału genetycznego różnych komórek zamiast składania chromosomów w pojedynczej komórce. W wyniku tego procesu komórki z różnych źródeł mogą być zespolone w „superkomórkę” zawierającą w sobie dwa jądra i podwójny zestaw par chromosomów. Gdy taka komórka się dzieli, rozszczepiona mieszanina chromosomów może utworzyć wzór inny od istniejącego w każdej komórce przed połączeniem. W rezultacie mogą powstać dwie nowe komórki; każda genetycznie kompletna, lecz z nowym zestawem kodów genetycznych, zupełnie innym niż komórki przodka.

Oznacza to, że jądra komórek organizmów nie dających się dotąd połączyć – powiedzmy, kury i myszy – można zlać ze sobą, żeby utworzyć komórki z nowatorską mieszanką genetyczną, dającą światu nowe zwierzęta, które nie są ani kurami, ani myszami, jakie znamy. Bardziej wysubtelniony, proces ów umożliwia nam też selekcję cech, które chcielibyśmy użyczyć jakiejś formie życia, wszczepiając je w kombinowaną, czyli „fuzjowaną” komórkę.

Doprowadziło to do otwarcia szerokiego pola „transplantacji genetycznej”. Możliwe jest teraz pobranie z jakiejś bakterii pojedynczego, specyficznego genu i wprowadzenie go do zwierzęcej czy ludzkiej komórki, co wyposaży potomstwo w daną osobliwość.

Trzeba założyć, że Nefilim – 450 000 lat temu zdolni do podróży kosmicznych – byli, jak my dziś, zaawansowani w dziedzinie nauk biologicznych. Trzeba też założyć, że byli świadomi możliwości połączenia dwóch wyselekcjonowanych zestawów chromosomów, by nastąpił żądany skutek. Czy był to proces pokrewny klonowaniu, fuzji komórek, transplantacji genetycznej, czy metody jeszcze nam nie znane – znali te procesy i mogli je przeprowadzać nie tylko w próbówkach, lecz także na żywych organizmach.

Znajdujemy wzmianki o takim mieszaniu dwóch źródeł życia w starożytnych tekstach. Według Berossusa, bóstwo Belus („pan”) – nazywane też Deus („bóg”) – wydało na świat „odrażające istoty, stworzone z dwojakiej zasady”:

 

„Pojawiali się ludzie z dwoma skrzydłami, niektórzy z czterema i z dwiema twarzami. Mieli jedno ciało, ale dwie głowy; jedną mężczyzny, drugą kobiety. Niektóre organy mieli także podwójne, męskie i żeńskie.

Widziano inne ludzkie postacie z nogami i rogami kóz. Niektórzy mieli końskie kopyta; inni mieli końskie kończyny i zady, ale z przodu byli ukształtowani jak ludzie; przypominali centaury. Wylęgały się tam również byki z głowami ludzi; i psy o czworakich ciałach z ogonami ryb. Także konie z głowami psów; ludzie też i inne zwierzęta z głowami i ciałami koni, z ogonami ryb. Krótko mówiąc, były tam stworzenia z członkami ciała każdego gatunku zwierząt […].

W świątyni Belusa w Babilonie były rysunki tych stworów”.

 

Zaskakujące szczegóły tej opowieści mogą kryć w sobie ważną prawdę. Nie można wykluczyć, że zanim uciekli się do stworzenia istoty na swój własny obraz, Nefilim próbowali opracować „sfabrykowanego posługacza” eksperymentując i szukając innych możliwości: ukształtowania jakiegoś hybrydalnego zwierza-małpoluda. Niektóre z tych sztucznych stworzeń mogły przetrwać przez pewien czas, jednakże były niewątpliwie bezpłodne. Zagadkowe byki-ludzie i lwy-ludzie (sfinksy), jakie zdobiły miejsca świątyń na starożytnym Bliskim Wschodzie, mogły wyjść nie z pracowni artystów obdarzonych wyobraźnią, lecz z biologicznych laboratoriów Nefilim – nieudane eksperymenty uwiecznione ręką malarza i rzeźbiarza (il. 150).

Il. 150

Także sumeryjskie teksty mówią o zdeformowanych ludziach stworzonych przez Enki i boginię matkę (Ninhursag) w trakcie prób ukształtowania doskonałego prymitywnego robotnika. Jeden z tekstów relacjonuje, że Ninhursag, której zadaniem było „związać z miksturą krój bogów”, upiła się i „wołała do Enki”:

 

„Jak dobre albo jak złe jest ciało człowieka?

Jak serce mi podpowiada,

Mogę uczynić jego los dobrym albo złym”.

 

Potem, według tekstu złośliwie – lecz prawdopodobnie metodą prób i błędów nie dało się tego uniknąć – Ninhursag stworzyła człowieka, który nie mógł zatrzymać moczu, kobietę, która nie mogła rodzić dzieci, istotę, która nie miała ani męskich, ani żeńskich organów. Razem wziąwszy, Ninhursag powołała na świat sześciu zdeformowanych czy ułomnych ludzi. Enki obarczono odpowiedzialnością za niedoskonałe stworzenie człowieka z chorymi oczami, drżącymi rękami, dysfunkcją wątroby i wadą serca; inny zapadał na choroby związane z wiekiem starczym i tak dalej.

Ale ostatecznie, doskonały człowiek był skutkiem wieńczącym te usiłowania – Enki nazwał go Adapą; Biblia, Adamem; nasi uczeni: Homo sapiens. Ta istota była tak bardzo spokrewniona z bogami, że jeden z tekstów zaznacza nawet, iż bogini matka dała swojemu stworzeniu, człowiekowi, „taką skórę, jaką mają bogowie” – gładkie, bezwłose ciało, zupełnie inne niż ciało obrośniętego sierścią małpoluda.

Uzyskawszy taki wynik, Nefilim byli genetycznie zgodni z córkami ludzkimi; mogli brać je za żony i mieć z nimi dzieci. Taka zgodność istniała jednak tylko dlatego, że człowiek rozwinął się z tego samego „nasienia życia” co Nefilim. Teksty starożytne to poświadczają.

Człowiek, według mezopotamskich i biblijnych pojęć, powstał w wyniku zmieszania pierwiastka boskiego – boskiej krwi, czyli „istoty” – z „mułem” Ziemi. Sam termin lulu wyrażający „człowieka”, komunikując znaczenie „prymitywny” znaczył dosłownie „ten, który został zmieszany”. Wezwana do ukształtowania człowieka, bogini matka „umyła ręce, zaczerpnęła glinę, zmieszała ją w stepie”. (Fascynująca w tym opisie jest wzmianka o sanitarnych środkach ostrożności przedsięwziętych przez boginię. „Umyła ręce.” I w innych tekstach o stworzeniu spotykamy się z takimi klinicznymi zaleceniami i procedurami.)

Użycie ziemskiej „gliny” zmieszanej z boską „krwią” w celu stworzenia prototypu człowieka jest faktem zdecydowanie ustalonym przez mezopotamskie teksty. Tekst relacjonujący, jak Enki został wezwany do „dokonania pewnego dzieła mądrości” – zużytkowania wiedzy naukowej – stwierdza, że Enki nie widział wielkiego problemu w wypełnieniu tej misji. „Ukształtować służących dla bogów”? „To się da zrobić!” oznajmił. Potem wydał instrukcje bogini matce:

 

„Domieszaj do rdzenia glinę

z fundamentu ziemi,

dokładnie nad Abzu

i nadaj jej kształt rdzenia.

Znając młodych bogów, którzy doprowadzą

tę glinę do właściwego stanu,

zrobię, co trzeba”.

 

Drugi rozdział Genesis podaje taką techniczną wersję:

 

„I Jahwe, Elohim ukształtował Adama

z prochu ziemi

i tchnął w nozdrza jego dech życia.

Wtedy Adam otrzymał żywą duszę”.

 

Hebrajskim terminem tłumaczonym powszechnie jako „dusza” jest nephesh, nieuchwytny „duch”, jaki pobudza żyjące stworzenie i najwyraźniej opuszcza je, gdy ono umiera. Nieprzypadkowo Pentateuch (pięć pierwszych ksiąg Starego Testamentu) napomina wielokrotnie, żeby nie rozlewać ludzkiej krwi i nie spożywać krwi zwierząt, „gdyż krew to nephesh”. Biblijne wersje stworzenia człowieka zrównują w ten sposób nephesh („duch”, „dusza”) z krwią.

Stary Testament podaje jeszcze inną wskazówkę co do roli krwi w stworzeniu człowieka. Termin adama (zktórego zostało ukute imię Adam) pierwotnie oznaczał nie jakąkolwiek ziemię czy glebę, lecz glebę specyficznie ciemnoczerwoną. Tak jak analogiczne akadyjskie słowo adamatu („ciemnoczerwona ziemia”), hebrajski termin adama pochodzi od słów wyrażających krew: adamu, dam. Gdy Księga Genesis nazywa istotę stworzoną przez Boga „Adamem”, posługuje się ulubioną przez Sumerów grą słów. „Adam” mógł znaczyć „ten, kto jest z ziemi” (istota ziemska-śmiertelnik), „stworzony z ciemnoczerwonej gleby” i „stworzony z krwi”.

Ten sam związek między zasadniczym pierwiastkiem żywych stworzeń a krwią istnieje w mezopotamskich relacjach o stworzeniu człowieka. Przypominający szpital dom, dokąd Ea i bogini matka udali się, by powołać na świat człowieka, nazywany był domem shimti; większość uczonych tłumaczy to jako „dom, gdzie wyznacza się losy”. Ale termin shimti wyraźnie pochodzi od sumeryjskiego SHI.IM.TI, co, sylaba po sylabie, znaczy „dech-wiatr-życie”. Bit shimti oznaczał dosłownie „dom, gdzie tchnienie życia jest zaczerpywane”. Jest to właściwie identyczne z oznajmieniem biblijnym.

Akadyjskim słowem tłumaczącym sumeryjski SHI.IM.TI było napishtu – dokładna paralela biblijnego terminu nephesh. A nephesh, czyli napishtu, było tym nieuchwytnym „czymś” we krwi.

Gdy Stary Testament udziela jedynie skąpych wskazówek, teksty mezopotamskie wypowiadają się na ten temat bez niedomówień. Nie tylko stwierdzają, że krew była potrzebna do mieszanki, z której ukształtowano człowieka; wyszczególniają, że musiała to być krew boga, boska krew.

Kiedy bogowie postanowili stworzyć człowieka, ich przywódca oświadczył: „Zgromadzę krew, powołam kości”. Sugerując, że krew ma być wzięta od określonego boga, Ea powiedział: „Niech prymitywy ukształtowane będą według jego wzoru”. Wybierając boga,

 

„Z jego krwi ukształtowali człowieka;

nałożyli nań służbę, uwolnili bogów […].

Byka to praca przechodząca ludzkie pojęcie”.

 

Według epickiej opowieści „Gdy bogowie, jak ludzie…” bogowie wezwali wtedy boginię narodzin (boginię matkę Ninhursag) i poprosili ją o wykonanie tego zadania:

 

„Skoro bogini narodzin jest obecna,

Niech bogini narodzin ukształtuje potomstwo.

Skoro matka bogów jest obecna,

Niech bogini narodzin ukształtuje lulu;

Niech robotnik poniesie trud bogów.

Niech bogini stworzy lulu amelu

Niech on dźwiga jarzmo”.

 

W analogicznym starobabilońskim tekście zatytułowanym „Stworzenie człowieka przez boginię matkę”, bogowie wzywają „położną bogów, mądrą Mami” i mówią do niej:

 

„Ty jesteś matką-łonem,

Możesz stworzyć człowieka.

A zatem stwórz lulu, niech poniesie jarzmo!”

 

W tym miejscu tekst „Gdy bogowie, jak ludzie…” i jego odpowiedniki przystępują do szczegółowego opisu rzeczywistego stworzenia człowieka. Przyjmując tę „robotę”, bogini (zwana tutaj NIN.TI – „pani, która daje życie”) stawia jakieś wymagania i łamie sobie język nad jakimiś nazwami potrzebnych jej chemikaliów („bitumy Abzu”) do „oczyszczenia”, i do „gliny Abzu”.

Czymkolwiek były te materiały, Ea nie miał kłopotu ze zrozumieniem jej potrzeb; zgadzając się, powiedział:

 

„Przygotuję kąpiel oczyszczającą.

Niech jeden bóg da krew […].

Z jego ciała i krwi

niech Ninti zmiesza glinę”.

 

By nadać człowiekowi formę ze zmieszanej gliny, potrzebne też było jakieś żeńskie wsparcie, jakaś ciąża, czyli realizacja porodu. Enki zaofiarował usługi własnej żony:

 

„Ninki, moja bogini-żona

zajmie się tą pracą.

Siedem bogiń narodzeń

będzie w pobliżu do pomocy”.

 

Następująca po zmieszaniu „krwi” z „gliną” faza porodowa miała być końcowym akordem aktu nadania boskiego „piętna” owemu stworzeniu.

 

„Nowo narodzonego los orzekniecie;

Ninki zwiąże z nim obraz bogów;

»Człowiek« jest tym, kim będzie”.

 

Wizerunki na asyryjskich pieczęciach mogły być zamierzonymi ilustracjami tych tekstów – ukazują, jak bogini matka (jej symbolem była przecinarka do pępowiny) i Ea (którego pierwotnym symbolem był półksiężyc) przygotowują mikstury recytując słowa magiczne i przynaglając się wzajemnie do pośpiechu (il. 151, 152).

Il. 151

Il. 152

Zaangażowanie żony Enki, Ninki, w stworzenie pierwszego udanego okazu człowieka przypomina nam o historii Adapy, którą omawialiśmy w poprzednim rozdziale:

 

„W tamtych dniach, w tamtych latach

Mędrzec z Eridu, Ea,

stworzył go jako wzorzec człowieka”.

 

Uczeni przypuszczają, że wzmianki o Adapie jako o „synu” Ea są echem tak wielkiej miłości boga do tego człowieka, że Enki postanowił go zaadoptować. Ale w tym samym tekście Anu odnosi się do Adapy jako do „ludzkiego potomka Enki”. Okazuje się, że wplątanie żony Enki w proces stworzenia Adapy, „wzorcowego Adama”, zaowocowało jakimś genealogicznym związkiem między nowym człowiekiem a jego bogiem: to Ninki była w ciąży z Adapą!

Ninki pobłogosławiła nowemu stworzeniu i zaprezentowała je Ea. Niektóre pieczęcie przedstawiają boginię, która trzyma przed sobą nowo narodzoną istotę, mając po jednej stronie drzewo życia, a po drugiej naczynia laboratoryjne (il. 153).

Il. 153

Istota, która została tak zrodzona, o czym często się napomyka w mezopotamskich tekstach, jako „wzorcowy człowiek”, czyli „matryca”, najwyraźniej usatysfakcjonowała bogów, bo hałaśliwie domagali się duplikatów. Ten pozornie mało ważny szczegół rzuca jednak światło nie tylko na proces, w jakim ludzkość została „stworzona”, lecz także na sprzeczne w innym ujęciu informacje zawarte w Biblii.

Według pierwszego rozdziału Genesis:

 

„I stworzył Elohim Adama na obraz swój.

Na obraz Elohim stworzył go.

Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich”.

 

W rozdziale 5, zwanym „Księgą potomków Adama”, czytamy:

 

„Kiedy Elohim stworzył Adama,

na podobieństwo Elohim uczynił go.

Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich

oraz błogosławił im i nazwał ich Adamem,

gdy zostali stworzeni”.

 

Mówi się nam jednym tchem, że Bóstwo stworzyło na swój obraz i podobieństwo tylko jedną istotę Adama w jaskrawej sprzeczności, że mężczyzna i kobieta zostali oboje stworzeni jednocześnie. Ta sprzeczność zarysowuje się jeszcze ostrzej w drugim rozdziale Genesis, który wyraźnie informuje, że Adam był sam przez jakiś czas, zanim Bóstwo zesłało na niego sen i ukształtowało z jego żebra kobietę.

Owa sprzeczność, stanowiąca zagadkę dla uczonych i teologów, znika, gdy uświadomimy sobie, że teksty biblijne są kondensacją oryginalnych, sumeryjskich źródeł. Źródła te mówią, że po próbach „zmieszania” małpoluda ze zwierzętami mających na celu stworzenie prymitywnego robotnika, bogowie doszli do wniosku, iż jedyną krzyżówką, jaka przyniesie zadowalający rezultat, będzie połączenie małpoluda z samymi Nefilim. Po kilku nieudanych doświadczeniach powstał „wzorcowy” Adapa-Adam. Na początku był tylko sam Adam.

Gdy Adapa-Adam okazał się stworzeniem właściwym, posłużył jako wzorzec genetyczny, czyli „matryca” do tworzenia duplikatów, duplikaty te zaś były nie tylko męskie, lecz męskie i żeńskie. Jak wykazaliśmy to wcześniej, biblijne „żebro”, z którego ukształtowano kobietę, było grą słów zasadzoną na sumeryjskim ti („żebro” i „życie”) – potwierdzającą, że Ewa została stworzona z „esencji życiowej” Adama.

Mezopotamskie teksty zdają nam relację naocznego świadka z wytworzenia początkowych kopii Adama.

Zastosowano się do poleceń Enki. W domu shimti – gdzie dech życia jest „wtłaczany” – zebrało się czternaście bogiń, bogini matka i Enki. Dostarczono „esencji” boga, przygotowano „kąpiel oczyszczającą”. „Enki oczyścił glinę w jej obecności; nie ustawała w recytowaniu słów magicznych.”

 

„Bóg, który oczyszcza napishtu, Ea, przemówił.

Usiadł przed nią i jej podpowiadał.

Gdy wyrecytowała słowa magiczne,

Przyłożyła swoją rękę do gliny”.

 

Jesteśmy teraz wtajemniczani w szczegółowy proces stworzenia człowieka. W obecności czternastu bogiń narodzin:

 

„Ninti oderwała czternaście kawałków gliny;

Siedem złożyła po prawej stronie,

Siedem złożyła po lewej stronie.

W środku umieściła formę.

[…] włosy […],

[…] przecinarkę do pępowiny.

 

Wyraźnie widać, że boginie narodzin podzielone zostały na dwie grupy. „Zgromadziło się dwakroć siedem bogiń narodzin, mądrych i uczonych” – wyjaśnia dalej tekst. W ich łonach bogini matka umieściła „zmieszaną glinę”. Są wzmianki o procedurze chirurgicznej – usunięciu czy zgoleniu włosów, przygotowaniu instrumentu chirurgicznego – przecinarki. Teraz pozostawało tylko czekać:

 

„Boginie narodzin trzymane były razem.

Ninti siedziała licząc miesiące.

Zbliżał się dziesiąty miesiąc rozstrzygnięcia;

Dziesiąty miesiąc nadszedł;

Czas otwarcia łona upłynął.

Zrozumienie odbiło się na jej twarzy:

Nakryła głowę, wykonała pracę akuszerki.

Opasała się w talii, pobłogosławiła.

Wyciągnęła kształt; forma była żywa”.

 

Wygląda na to, że dramatu stworzenia człowieka dopełniła ciąża przenoszona. Dziewięć miesięcy minęło i zaczął się dziesiąty miesiąc. „Czas otwarcia łona upłynął.” Rozumiejąc powagę sytuacji, bogini matka „wykonała pracę akuszerki”. To, że przystąpiła do jakiejś chirurgicznej operacji, wynika jaśniej z analogicznego tekstu (mimo jego fragmentaryczności):

 

„Ninti […] liczy miesiące […].

Przeznaczonych miesięcy wymienili dziesięć.

Przyszła pani, której ręce otwierają.

[…] otworzyła łono.

Jej twarz rozjaśniła radość.

Głowę miała nakrytą;

[…] uczyniła otwarcie.

To, co było w łonie, wyszło”

 

Przejęta radością, bogini matka wydała okrzyk.

 

„Stworzyłam!

Moje ręce to zrobiły!”

 

Jak dokonano stworzenia człowieka?

Tekst „Gdy bogowie, jak ludzie…” zawiera fragment, mający na celu wyjaśnienie, dlaczego „krew” boga musiała być zmieszana z „gliną”. Wymagany „boski” pierwiastek nie był po prostu spływającą krwią boga, lecz czymś bardziej zasadniczym i trwałym. Dowiadujemy się, że wybrany bóg miał TE.E.MA – termin, który wiodące autorytety w tym przedmiocie (W. G. Lambert i A. R. Miliard z Uniwersytetu Oksfordzkiego) tłumaczą jako „osobowość”. Ten starożytny termin jest jednak bardziej specyficzny; oznacza dosłownie „to, co jest domem tego, co wiąże pamięć”. Ten sam termin pojawia się dalej w wersji akadyjskiej jako etemu, co jest tłumaczone jako „duch”.

W obu przykładach mamy do czynienia z tym „czymś” we krwi boga, przechowującym jego indywidualność. Wszystko to, w naszym głębokim przekonaniu, zmierza okrężnymi drogami do stwierdzenia, że celem starań Ea, gdy przepuścił boską krew przez szereg „oczyszczających kąpieli”, były boskie geny.

Powiedziane jest też, dlaczego ten boski pierwiastek został całkowicie zmieszany z pierwiastkiem ziemskim:

 

„W glinie bóg i człowiek będą związani,

doprowadzeni razem do jedności;

Tak, że do końca dni

ciało i dusza,

która w bogu dojrzała,

będzie związkiem pokrewieństwa;

A jej znakiem będzie zwiastun życia.

Tak, żeby nie było zapomniane,

Niech „dusza” nosi więzy pokrewieństwa”.

 

Mocne słowa, niezbyt rozumiane przez uczonych. Tekst stwierdza, że krew boga została wmieszana w glinę tak, żeby związać genetycznie boga i człowieka „do końca dni”, żeby zarówno ciało („obraz”), jak i dusza („podobieństwo”) bogów zostały odciśnięte w człowieku pokrewieństwem, którego nigdy nie będzie można zerwać.

Epos o Gilgameszu relacjonuje, że kiedy bogowie postanowili stworzyć sobowtóra częściowo boskiego Gilgamesza, bogini matka zmieszała „glinę” z „esencją” boga Ninurty. Dalej niepospolita siła Enkidu przypisywana jest „esencji” Anu, jaką nosił w sobie, przyswoiwszy ten pierwiastek za pośrednictwem Ninurty, wnuka Anu.

Akadyjski termin kisir odnosi się do „esencji”, „koncentracji”, jaką posiadali bogowie niebios. E. Ebeling podsumował próby zrozumienia dokładnego znaczenia kisir konstatując, że jako „esencja, czy w jakimś innym odcieniu znaczeniowym, mógł się stosować równie dobrze do bóstw, jak do pocisków z nieba”. E. A. Speiser zgodził się, że ów termin oznaczał też „coś, co zeszło z nieba”. Na jego konotację „zdaje się wskazywać używanie tego terminu w kontekstach medycznych”.

Wracamy do jednego, prostego słowa tłumaczenia: gen.

Świadectwo starożytnych tekstów, mezopotamskich i biblijnych, sugeruje, że obrana metoda połączenia dwóch zestawów genów – boga i Homo erectus – wymagała zastosowania genów męskich jako pierwiastka boskiego i genów żeńskich jako pierwiastka ziemskiego.

Zapewniając raz za razem, że Bóstwo stworzyło Adama na swój obraz i swoje podobieństwo, Księga Genesis opisuje dalej narodziny syna Adama, Seta, następującymi słowami:

 

„Adam żył sto trzydzieści lat

i miał potomka

na podobieństwo swoje, na obraz swój,

i nazwał go Set”.

 

Ta sama terminologia została użyta w opisie stworzenia Adama przez Bóstwo. Ale Set z pewnością urodził się Adamowi w wyniku procesu biologicznego – zapłodnienia żeńskiego jaja męskim plemnikiem Adama, czego następstwem było poczęcie, ciąża i poród. Identyczna terminologia świadczy o identycznym procesie i jedyna możliwa konkluzja jest taka, że i Adam został powołany na świat przez Bóstwo przez zapłodnienie żeńskiego jaja męskim plemnikiem boga.

Jeżeli „glina”, w którą został wmieszany boski pierwiastek, była pierwiastkiem ziemskim – co podkreślają wszystkie teksty – wtedy nieodparcie nasuwa się wniosek, że męski plemnik boga – jego materiał genetyczny – został umieszczony w jaju żeńskiego małpoluda!

Akadyjskim terminem wyrażającym „glinę” – czy raczej „glinę formierską” – jest tit; w pisowni oryginalnej TI.IT („to, co jest z życiem”). Po hebrajsku tit znaczy „błoto”; ale jego synonimem jest bos, wyraz z tego samego źródłosłowu, co bisa („bagno”) i besa („jajo”).

W historii stworzenia na każdym kroku spotykamy grę słów. Zauważyliśmy podwójne i potrójne znaczenie słowa „Adam” – adama-adamtu-dam. Epitet określający boginię matkę, NIN.TI, znaczył zarówno „pani od życia”, jak też „pani od żebra”. Dlaczego zatem gra słów bos-bisa-bela („glina-błoto-jajo”) nie miałaby wyrażać żeńskiego jaja?

Jajo samicy Homo erectus zapłodnione genami boga zostało wszczepione w łono małżonki Ea; a kiedy otrzymano „wzorzec”, duplikaty wszczepiono w łona bogiń narodzin, by przeszły proces ciąży i porodu:

 

„Dwakroć siedem bogiń narodzin się zebrało,

Mądrych i uczonych;

Siedem urodziło męskie niemowlęta,

Siedem urodziło żeńskie niemowlęta.

Bogini narodzin przyniosła

Dech tchnienia życia.

Dobrano je w pary,

Dobrano je w pary w jej obecności.

Stworzeniami tymi byli ludzie

Stworzenia bogini matki”.

 

Homo sapiens został stworzony.

Starożytne legendy i mity, informacje biblijne i współczesną naukę można pogodzić w jeszcze jednym aspekcie. Mezopotamskie teksty, co jest zgodne z wynikami badań współczesnych archeologów – wskazujących, że człowiek ewoluował i narodził się w Afryce południowowschodniej – sugerują, iż stworzenie człowieka miało miejsce w Apsu – świecie podziemi, gdzie znajdował się kraj kopalni. W analogii do Adapy, „wzorca” mężczyzny, niektóre teksty wymieniają „świętą Amamę”, ziemską kobietę, „której siedziba była w Apsu”.

W tekście „Stworzenie człowieka”, Enki wydaje następujące polecenie bogini matce: „Domieszaj do rdzenia glinę z fundamentu ziemi, dokładnie nad Abzu”. Hymn opiewający twórcze poczynania Ea, który „Apsu zbudował jako swoje mieszkanie”, zaczyna się tak:

 

„Boski Ea w Apsu

oderwał kawałek gliny,

stworzył Kullę, by odbudował świątynie”.

 

Hymn wymienia dalej specjalistów budowlanych, a także sprawujących pieczę nad „obfitymi płodami gór i morza”, którzy zostali stworzeni przez Ea – wszyscy, jak wynika to z tekstu, z „gliny” pobranej w Abzu – kraju kopalni w świecie podziemi.

Teksty wyjaśniają, że kiedy Ea budował ceglany dom nad wodą w Eridu, w Abzu zbudował dom zdobiony drogocennymi kamieniami i srebrem. To właśnie tam narodziło się jego stworzenie, człowiek:

 

„Pan AB.ZU, król Enki […]

Zbudował swój dom ze srebra i lapis-lazuli;

Jak iskrzące światło, srebro i lapis-lazuli

Ojciec uformował odpowiednio w Abzu.

Stworzenia o jasnym obliczu,

Rodząc się z Abzu,

Stały wszystkie wokół Pana Nudimmuda”.

 

Można nawet wywnioskować z różnych tekstów, że stworzenie człowieka wywołało rozłam wśród bogów. Wyglądało na to, że przynajmniej z początku nowi prymitywni robotnicy nie opuszczali kraju kopalni. W rezultacie Anunnaki harujący w Sumerze właściwym pozbawieni byli korzyści płynących z tej siły roboczej. Zagadkowy tekst zatytułowany przez uczonych: „Mit o kilofie” jest zapisem wydarzeń, jakie doprowadziły do tego, że Anunnaki będący w Sumerze pod kontrolą Enlila otrzymali przydział czarnogłowych.

Usiłując przywrócić „normalny porządek”, Enlil podjął niebywałą akcję zerwania kontaktów między niebem (Dwunastą Planetą czy statkami kosmicznymi) a ziemią oraz przedsięwziął drastyczne środki przeciw miejscu, „gdzie pleniło się ciało”.

 

„Pan

Sprawił, że stało się to, co powinno się stać.

Pan Enlil,

Którego decyzje są niezmienne,

Zaprawdę od ręki rozłączył niebo od ziemi,

Tak że stworzeni mogli wyjść z ukrycia;

Zaprawdę od ręki rozłączył niebo od ziemi.

Przeciął »więź niebo-ziemia«,

Tak że stworzeni mogli przybyć

Z miejsca-gdzie-ciało-się-pleniło”.

 

Przeciw „krajowi kilofa i taczki” Enlil skonstruował cudowną broń AL.A.NI („topór, który wyzwala siłę”). Ta broń miała „ząb”, który, „jak jednorożny wół” niszczył grube mury. Z opisów wynika, że była to potężna wiertarka zamontowana na pojeździe przypominającym buldożer, który miażdżył wszystko na swej drodze:

 

„Dom, który buntuje się przeciw panu,

dom, który nie jest posłuszny panu,

AL.A.NI czyni posłusznym panu.

Złych […], miażdży szczyty ich roślin;

Wyrywa korzenie, rozdziera koronę”.

 

Wyposażywszy swoją broń w „rozłupywacz ziemi”, Enlil uderzył:

 

„Pan zawezwał AL.A.NI, wydał mu rozkazy.

Założył na niego rozłupywacz ziemi, jak koronę na głowę,

I skierował go do miejsca-gdzie-ciało-się-pleniło.

W dziurze ukazała się głowa człowieka;

Z ziemi przedzierali się ludzie do Enlila.

Pan patrzył na czarnogłowych niewzruszonym okiem”.

 

Pełni wdzięczności Anunnaki zgłosili zapotrzebowanie na prymitywnych robotników i nie tracąc czasu zaprzęgli ich do pracy:

 

„Anunnaki podeszli do niego,

Unieśli ręce w pozdrowieniu,

Kojąc serce Enlila prośbami.

Prosili go o czarnogłowych.

czarnogłowym wręczyli kilof”.

 

Także Genesis mówi, że „Adama” stworzono na zachodzie i przywiedziono na wschód, do Mezopotamii, do pracy w ogrodzie Eden:

 

„Potem Bóg Jahwe

zasadził ogród w Edenie, na wschodzie […].

I wziął człowieka

i osadził go w ogrodzie Eden,

aby go uprawiał i strzegł”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

AN KANA TE – LITTLE GRANDMOTHER – Kiesha Crowther

%d bloggers like this: