Matka Zwana Ewą

 

 

ZECHARIA SITCHIN – GENESIS RAZ JESZCZE

CZY WSPÓŁCZESNA NAUKA DOŚCIGA STAN WIEDZY STAROŻYTNOŚCI?
[Genesis Revisited. Is Modern Science Catching Up With Ancient Knowledge? / wyd. orygin.:1990]

MATKA ZWANA EWĄ

(rozdział 9 – fragment książki)

Prześledzenie etymologii słów hebrajskich w tekście biblijnym przez ich formy akadyjskie aż do sumeryjskiego źródła umożliwia zrozumienie prawdziwego znaczenia opowieści biblijnych, szczególnie tych, które zawiera Księga Genesis. Fakt, że tak wiele sumeryjskich terminów, pochodząc na ogół, choć nie zawsze, od wspólnego pierwotnego piktogramu, ma więcej niż jedno znaczenie, stwarza główną trudność w rozumieniu sumeryjskiego języka i wymaga uważnej lektury kontekstu. Z drugiej strony zamiłowanie pisarzy sumeryjskich do stosowania gry słów czyni z tych tekstów prawdziwą gratkę dla inteligentnego czytelnika.

Omawiając na przykład w Wojnach bogów i ludzi biblijną opowieść o zniszczeniu Sodomy i Gomory, wskazałem na to, że wyobrażenie żony Lota, która zamieniła się w „słup soli”, gdy przystanęła, by patrzeć na rozgrywającą się scenę, w oryginalnej terminologii sumeryjskiej znaczyło w istocie, iż zamieniła się w „słup pary”. Ponieważ sól otrzymywano w Sumerze z parujących bagien, pierwotny sumeryjski termin NI.MUR oznacz zarówno „sól”, jak „parę”. Nieszczęsna żona Lota nie zamieniła się w sól, lecz wyparowała w rezultacie wybuchu nuklearnego, który starł te miasta z powierzchni ziemi.

Jeśli chodzi o biblijną opowieść o Ewie, wielki sumerolog, Samuel N. Kramer, pierwszy zwrócił uwagę na to, że jej imię („ta, która ma życie”) i historia jej stworzenia z żebra Adama pochodzą według wszelkiego prawdopodobieństwa od sumeryjskiego słowa TI, które znaczyło zarówno „życie” jak „żebro”.

O kilku oryginalnych czy podwójnych znaczeniach słów w opowieściach o stworzeniu była już mowa w poprzednich rozdziałach. O „Ewie” i jej pochodzeniu więcej można wywnioskować, gdy się porówna przekazy biblijne z tekstami Sumerów i zanalizuje sumeryjską terminologię.

Enki i Ninti dokonali manipulacji genetycznej, jak widzieliśmy, w specjalnym budynku, nazywanym w wersjach akadyjskich bit szimti – „domem, gdzie tchnienie życia jest zaczerpywane”; znaczenie to przekazuje całkiem ścisłe pojęcie funkcji tego budynku-laboratorium. W tym miejscu musimy jednak uwzględnić w naszych rozważaniach sumeryjską skłonność do stosowania gry słów, przez co rzucimy nowe światło na pochodzenie żebra w historii o Adamie, rolę gliny i znaczenie tchnienia życia.

Termin akadyjski, jak była już o tym mowa, jest tłumaczeniem sumeryjskiego SHI.IM.TI, słowa złożonego, w którym każdy z trzech członów uwypuklał i rozszerzał znaczenie dwóch pozostałych. SHI wyrażało to, co Biblia nazywa nephesh i co tłumaczone jest powszechnie jako „dusza” lub bardziej dosłownie jako „dech życia”.1M miało kilka znaczeń, zależnie od kontekstu. Znaczyło „wiatr”, ale mogło też znaczyć „bok”. W tekstach astronomicznych określało satelitę, który jest „u boku” swej planety; w geometrii oznaczało bok kwadratu czy trójkąta; w anatomii znaczyło zaś „żebro”. Do dziś dnia analogiczne słowo hebrajskie Sela oznacza zarówno bok figury geometrycznej, jak żebro człowieka. Niemniej, co godne szczególnej uwagi, IM miało jeszcze czwarte, zupełnie nie związane z poprzednimi znaczenie: „glina”.

Jak gdyby nie dość było wielokrotności znaczeń IM, „wiatr”/”bok”/”żebro”/”glina”, termin TI wnosił dodatkowy wkład w lingwistyczną zabawę Sumerów. Znaczył, jak już mówiliśmy, zarówno „życie”, jak „żebro” w tym drugim znaczeniu był odpowiednikiem akadyjskiego silu, od czego pochodzi hebrajskie Sela. Zdwojone, TLTI oznaczało „brzuch” – tę jego część, w której rozwija się zarodek; w języku akadyjskim litu nabyło znaczenia „glina”, z czego przetrwał hebrajski termin tit. A więc człon TI z sumeryjskiej nazwy laboratorium przekazywał znaczenia: „życie”/”glina”/”brzuch”/”żebro”.

W braku oryginalnej, sumeryjskiej wersji, z której kompilatorzy Genesis mogli zebrać swoje dane, nie można być pewnym, czy zdecydowali się na interpretację w wersji „żebra” dlatego, że znaczenie to znaleźli zarówno w IM, jak TI, czy dlatego, że otwierało im to drogę do przekazania ważkiego społecznie komunikatu:

„Wtedy zesłał Jahwe Elohim głęboki sen
na Adama, tak że zasnął.
Potem wyjął jedno z jego żeber
i wypełnił ciałem to miejsce.
A z żebra, które wyjął z Adama,
ukształtował Jahwe Elohim kobietę
i przyprowadził ją do Adama.
Wtedy rzekł człowiek:
Ta dopiero jest kością z kości moich
i ciałem z ciała mojego.
Będzie się nazywała Isz-sza [„mężatką”],
gdyż z Isz [męża] została wzięta.
Dlatego opuści mąż ojca swego i matkę swoją
i złączy się z żoną swoją,
i staną się jednym ciałem”.

Opowieść o stworzeniu żeńskiej partnerki człowieka relacjonuje, że Adam, znajdując się już w E.DIN, aby uprawiać i pielęgnować tamtejsze ogrody, był zupełnie sam. „Potem rzekł Jahwe Elohim: niedobrze jest człowiekowi, gdy jest sam; uczynię mu pomoc:” Jest to wyraźna kontynuacja wersji, w której stworzony został tylko Adam, a nie wersji, w której rodzaj ludzki został od razu stworzony jako mężczyzna i kobieta.

Aby rozwiązać tę pozorną sprzeczność, trzeba sobie uświadomić kolejność, w jakiej przebiegało stwarzanie śmiertelników. Najpierw udoskonalono męskiego lulu, „mieszańca”; potem zapłodnione komórki jajowe żeńskich małpoludów, zanurzone w kąpieli i zmieszane z surowicą krwi oraz spermą młodego Anunnaki, podzielono na grupy i umieszczono w „formie”, gdzie rozwijały się według planu jako embriony męskie lub żeńskie. Z implantowanych w łonach Bogiń Narodzin embrionów powstało jednocześnie siedmiu chłopców i siedem dziewczynek. Lecz ci „mieszańcy” byli hybrydami, którzy nie mogli się rozmnażać (jak nie mogą się rozmnażać muły). Aby zwiększyć ich liczbę, należało ten proces za każdym razem powtarzać.

W pewnej chwili stało się jasne, że ten sposób otrzymywania niewolników nie jest zadowalający; trzeba było znaleźć metodę pomnażania ludzi nie wymagającą ciąż i porodów od żeńskich Anunnaki. Tą metodą była druga manipulacja genetyczna, dokonana przez Enki i Ninti, którzy wyposażyli Adama w zdolność samodzielnej prokreacji. Aby mieć potomstwo, Adam musiał obcować z kobietą całkowicie zgodną genetycznie. W tym kontekście pojawiła się kobieta w historii o żebrze i ogrodzie Eden.

Opowieść o żebrze brzmi niemalże jak dwudziestowieczne podsumowanie raportu w magazynie medycznym. Ścisłymi terminami opisuje poważną operację z rodzaju tych, jakie trafiają dziś na czołówki gazet. Tak się dzieje, kiedy bliski krewny (na przykład ojciec albo siostra) ofiaruje swój organ do transplantacji; współczesna medycyna, gdy walczy z rakiem lub ratuje układ odpornościowy, coraz częściej ucieka się do przeszczepianiu szpiku kostnego.

W biblijnym przypadku dawcą był Adam. Zastosowano ogólną narkozę i uśpiono go. Usunięto chirurgicznie żebro. Zeszyto ranę i pozwolono Adamowi wypocząć i wyzdrowieć.

W jakimś miejscu kontynuuje się akcję. Elohim robią użytek z kawałka kości, żeby skonstruować kobietę; nie stworzyć, lecz „skonstruować”. Ta różnica w terminologii jest znacząca; wskazuje na to, że omawiana kobieta już istniała, wymagała jednak jakiejś konstrukcyjnej przeróbki, żeby mogła być partnerką Adama. Cokolwiek było potrzebne, uzyskano to z żebra; odpowiedź, do czego było to potrzebne, leży w znaczeniach IM i TI – życie, brzuch, glina. Czy wyciąg ze szpiku kostnego Adama przeszczepiono do „gliny” prymitywnej robotnicy przez brzuch? Niestety, Biblia nie mówi, co zrobiono kobiecie (nazwanej Ewą przez Adama), a teksty sumeryjskie, które z pewnością opisywały ten szczegół, nie zostały jeszcze znalezione. O istnieniu w przeszłości takich tekstów upewnia nas fakt, że najlepiej zachowane tłumaczenie tekstu Atra Hasis na język z okresu nowoasyryjskiego (około 850 prz. Chr.) zawiera wiersze, które odpowiadają biblijnym wersetom o mężu opuszczającym dom ojca i jednoczącym się ze swoją żoną w życiu płciowym. Tabliczka z tym fragmentem jest jednak zbyt zniszczona, by można było się zorientować, co mówił na ten temat oryginał sumeryjski.

Dziś wiemy dzięki współczesnej nauce, że płciowość i zdolność do prokreacji są zakodowane w ludzkich chromosomach; każda komórka człowieka zawiera ich dwadzieścia trzy pary – u kobiet parę chromosomów X, u mężczyzn zaś jeden chromosom X i jeden Y (il. 59). Komórki rozrodcze (jajo u kobiety, plemnik u mężczyzny) mają tylko po jednym składzie chromosomów, nie pary. Zestawianie ich w pary odbywa się po zapłodnieniu komórki jajowej plemnikiem; embrion zatem wyposażony jest w dwadzieścia trzy pary chromosomów, lecz tylko połowa z nich pochodzi od matki i tylko połowa od ojca. Ponieważ matka ma dwa chromosomy X, zawsze wnosi X. Ojciec, mając X i Y, może wnieść jeden z nich; jeśli jest to chromosom X, dziecko będzie dziewczynką; jeśli Y, urodzi się chłopiec.

Dołączona grafika

Kluczem do reprodukcji jest zatem zlanie się dwóch pojedynczych składów chromosomów; jeśli ich liczba i kod genetyczny są różne, nie połączą się, co oznacza niemożność prokreacji. Prymitywni robotnicy obu płci już istnieli; ich bezpłodność wynikała z braku chromosomów X lub Y. Potrzeba kości – Biblia podkreśla, że Ewa była „kością z kości” Adama – sugeruje, że konieczne było przełamanie jakiejś bariery immunologicznej u prymitywnej robotnicy, odpowiedzialnej za odrzucanie plemników. Operacja przeprowadzona przez Elohim przezwyciężyła ten problem. Adam i Ewa odkryli swoją płciowość, przyswoili sobie „poznanie” – biblijny termin określający kontakt seksualny mający na celu płodzenie dzieci („Adam poznał żonę swoją Ewę, a ta poczęła i urodziła Kaina”.). Ewa, jak relacjonuje opowieść o nich dwojga w ogrodzie Eden, była odtąd zdolna do zachodzenia w ciążę za sprawą kontaktu z Adamem i otrzymała od bóstwa błogosławieństwo wraz z przekleństwem: „w bólach będziesz rodziła dzieci”.

Otrzymawszy to, „Adam – powiedział Elohim – stał się taki jak my”. Zyskał „poznanie”. Homo sapiens mógł się już sam rozmnażać. Lecz choć wyposażony był w dobrą miarę genetycznej struktury Anunnaki, którzy stworzyli człowieka na swój obraz i podobieństwo nawet pod względem prokreacji, jednej cechy genetycznej mu nie przekazali. Tą cechą była długość życia Anunnaki. Nie dano mu nawet posmakować owocu z „drzewa życia”; gdyby go spożył, żyłby tak długo jak oni. Jasno wyraża się w tym punkcie sumeryjska opowieść o Adapie, człowieku doskonałym stworzonym przez Enki:

„Wydoskonalił jego rozum […]
Dał mu mądrość […]
Dał mu poznanie;
Wiecznego życia mu nie dał”.

Od czasu publikacji Dwunastej Planety w 1976 roku nie zajmowałem się wyjaśnianiem pozornej „nieśmiertelności bogów”. Biorąc muchy w moim domu jako przykład, mówię zazwyczaj, że gdyby muchy mogły rozmawiać, ojciec Mucha powiedziałby do swego syna: „Wiesz, człowiek, który tu mieszka, jest nieśmiertelny; przez cały okres mojego życia w ogóle się nie zestarzał; mój ojciec powiedział mi, że jego ojciec i wszyscy przodkowie, jakich pamiętamy, widzieli tego człowieka w tym samym stanie: on nie umiera, jest nieśmiertelny!”

Moja „nieśmiertelność” (w oczach przemawiającej muchy) jest oczywiście rezultatem różnych cyklów życiowych. Człowiek żyje wiele dziesiątków lat; muchy przeliczają swoje życie na dni. Ale co te wszystkie terminy oznaczają? „Dzień” jest czasem, w jakim nasza planeta wykonuje pełny obrót wokół własnej osi; „rok” jest czasem, w jakim nasza planeta wykonuje pełny obrót wokół Słońca. Okresy działalności Anunnaki na Ziemi obliczane były w sar, a każdy z nich równał się 3600 lat ziemskich. Sar sugerowałem – był „rokiem” na Nibiru; oznaczał czas, w jakim ta planeta robi pełny obrót wokół Słońca. A więc kiedy sumeryjskie listy królów informują na przykład, że jeden z przywódców Anunnaki zarządzał jednym z ich miast przez 36 000 lat, stwierdzają w istocie, że panował przez dziesięć sar. Jeśli jedno pokolenie człowieka przypada raz na dwadzieścia lat, w jednym „roku” Anunnaki byłoby 180 ludzkich generacji co wystarczy, by w oczach ludzi Anunnaki zdawali się żyć wiecznie.

Starożytne teksty wyjaśniają, że człowieka nie obdarzono długowiecznością, dano mu jednak inteligencję. Oznacza to, że w starożytności wierzono czy wiedziano, iż te dwie cechy, inteligencja i długowieczność, mogły być przekazane lub odmówione człowiekowi przez tych, którzy stworzyli go genetycznie. Nauka współczesna – co raczej nie dziwi – zgadza się z tym. „Zebrane w okresie 60 lat dowody sugerują, że istnieje genetyczny składnik determinujący inteligencję”, doniósł w marcu 1989 roku „Scientific American”. W artykule, poza przykładami ludzi wybitnie utalentowanych w różnych dziedzinach, którzy przekazali swoje zdolności dzieciom i wnukom, przytoczono raport badaczy z Uniwersytetu w Kolorado i Uniwersytetu Pensylwańskiego (Dawida W. Fulkera, Johna C. DeFriesa i Roberta Plomina), którzy stwierdzili „ścisłą korelację biologiczną” zdolności mentalnych, jaką da się przypisać genetycznemu dziedziczeniu. „Scientific American” zamieścił na pierwszej stronie artykuł „Coraz więcej dowodów wskazuje na powiązania genów z inteligencją”. Inne badania, ustalające, molekularną strukturę pamięci”, przyczyniły się do wysunięcia sugestii, że jeśli komputery mają kiedykolwiek dorównać ludzkiej inteligencji, muszą to być „komputery molekularne”. Aktualizując rozważania snute w tym kierunku przez Forresta Cartera z Naval Research Laboratories w Waszyngtonie, John Hopfield z Caltech wraz z pracownikami AT&T’s Bell Laboratories przedstawili w 1988 roku w „Science” (t. 241) wstępny projekt „komputera biologicznego”.

Zebrano też niemało dowodów na to, że źródłem cyklów życiowych organizmów żywych są geny. Różne stadia przemiany owadów oraz długość ich życia najwyraźniej determinowane są genetycznie. Także fakt, że tak wiele gatunków zwierząt – lecz nie ssaków – ginie po akcie reprodukcji. Odkryto na przykład (Jerome Wodinsky z Uniwersytetu Brandeisa), że ośmiornice są genetycznie zaprogramowane na „autodestrukcję” po rozmnożeniu; wtedy to uaktywniają się trujące substancje w ich gruczołach wzrokowych. Odkrycia tego dokonano w ramach badań procesu starzenia się zwierząt, nie zaś w ramach studiów nad samymi ośmiornicami. Wiele innych badań wykazało, że niektóre zwierzęta mają zdolność regeneracji zniszczonych genów w swoich komórkach i w ten sposób powstrzymują lub odwracają proces starzenia się. Długość życia każdego gatunku wyznaczają wyraźnie geny tego gatunku – jeden dzień dla jętki, około sześciu lat dla żaby, około piętnastu lat dla psa. Limit ludzkiego życia przekracza nieznacznie okres stu lat, ale w bardzo dawnych czasach długość życia ludzi była o wiele większa.

Według Biblii Adam żył 930 lat, jego syn Set 912 lat, a syn Seta, Enosz, 905 lat. Jakkolwiek są powody, by przypuszczać, że redaktorzy Genesis zmniejszyli (operując współczynnikiem 60) znacznie dłuższe okresy życia, podawane w tekstach sumeryjskich, to jednak Biblia uznaje, że przed potopem ludzie żyli o wiele dłużej. Życie patriarchów stawało się coraz krótsze w miarę upływu tysiącleci. Terach, ojciec Abrahama, umarł w wieku 205 lat. Abraham żył 175 lat; jego syn Izaak umarł, gdy miał lat 180. Syn Izaaka, Jakub, dożył 147 lat, ale syn Jakuba odszedł już w wieku 110 lat.

Uważa się, że akumulacja błędów genetycznych w procesie replikacji DNA w komórkach przyczynia się do postępu starości; dowody naukowe wskazują przy tym na istnienie „zegara” biologicznego we wszystkich organizmach, wbudowanego genetycznego kontrolera, który wyznacza okres życia każdego gatunku. Jaki gen (czy grupa genów) jest za to odpowiedzialny, co sprawia, że ów zegar tyka, co wyzwala „ekspresję” starości – są to rzeczy wciąż intensywnie badane. Lecz to, że odpowiedź leży w genach, wiadomo z licznych obserwacji. Studia nad wirusami ujawniły fakt, że te organizmy zawierają fragmenty DNA, które mogą je dosłownie „unieśmiertelnić”.

Enki zapewne wiedział to wszystko, a więc gdy przystąpił do udoskonalania Adama – stwarzając prawdziwego, rozmnażającego się Homo sapiens – dał Adamowi inteligencję i „poznanie”, lecz nie długowieczność w wymiarze określonym genami Anunnaki.

Gdy ludzkość oddalała się od czasów, w których powstała jako lulu istoty „mieszane”, noszące w sobie genetyczne dziedzictwo ziemi i nieba, skracanie się przeciętnego okresu życia mogło być postrzegane jako objaw pewnej straty, potęgującej się z pokolenia na pokolenie, zaniku tego, co niektórzy uważają za pierwiastek „boski”, i coraz wyraźniejszej przewagi „zwierzęcia, które w nas mieszka”. Obecność w naszej genetycznej strukturze elementów, nazywanych czasem „nonsensem DNA” – segmentów DNA, które jak się zdaje utraciły swoją funkcję – jest wyraźną pozostałością pierwotnego „zmieszania”. Dwie niezależne, choć połączone, części mózgu – jedna prymitywniejsza, emocjonalna, druga bardziej rozwinięta i bardziej racjonalna – są następnym świadectwem zmieszania genetycznych źródeł, z których powstał człowiek.

Dowody, jakie potwierdzają starożytne opowieści o stworzeniu, są liczne, lecz nie wyczerpują się na kwestii manipulacji genetycznej. Są jeszcze inne świadectwa, a dotyczą one głównie Ewy.

Współczesna antropologia, posiłkując się skamielinami znajdowanymi przez paleontologów oraz zdobyczami innych dziedzin nauki, poczyniła znaczne postępy w poznawaniu początków człowieka. Na pytanie „skąd przybywamy?” udzieliła już wyraźnej odpowiedzi: człowiek powstał w południowo-wschodniej Afryce.

Wiemy teraz, że historia człowieka nie zaczęła się od samego człowieka; rozdział, który opowiada o grupie ssaków zwanych naczelnymi, przenosi nas wstecz o jakieś 45 mln lat, gdy wspólny przodek małpiatek, małp i człowieka pojawił się w Afryce. Dwadzieścia pięć czy trzydzieści milionów lat później – uzmysławia to, jak powoli kręcą się koła ewolucji – z linii Naczelnych wyodrębnił się prekursor małp człekokształtnych. Skamieniałe szczątki tego wczesnego antropoida, „prokonsula”, odkryto przypadkowo na wyspie na Jeziorze Wiktorii (patrz mapa) w latach dwudziestych XX wieku. Znalezisko przykuło uwagę najbardziej znanego małżeństwa paleontologów, Louisa S. B. i Mary Leakeyów, którzy ostatecznie zdecydowali się prowadzić na tym terenie ekstensywne poszukiwania. Poza skamielinami prokonsula znaleźli tam także szczątki ramapiteka, pierwszej małpy wyprostowanej, czyli człekokształtnego przedstawiciela Naczelnych; oceniono jego wiek na jakieś 14 mln lat – na drzewie ewolucji około 8 czy 10 mln lat wyżej od prokonsula.

Odkrycia te miały większą wagę niż samo znalezienie kopalnych szczątków; otworzyły drzwi do tajemnego laboratorium natury, kryjówki, w której matka natura kontynuowała ewolucyjny postęp, jaki prowadził od ssaków przez Naczelnych i małpy człekokształtne do hominidów. Miejscem tego laboratorium był rów tektoniczny, przecinający Etiopię, Kenię i Tanzanię – część sieci rozpadlin, która zaczyna się w dolinie Jordanu i w Morzu Martwym w Izraelu, obejmuje Morze Czerwone i sięga Afryki południowej (il. 60).

Dołączona grafika

Wiele szczątków kopalnych znaleziono w miejscach, które rozsławili Leakeyowie i inni paleontolodzy. Najbogatsze w skamieliny okazały się Olduvai Gorge w Tanzanii, okolice Jeziora Rudolfa (przemianowanego na Jezioro Turkana) w Kenii oraz prowincja Afar w Etiopii, aby wskazać tylko miejsca najbardziej znane. Ekipy wielu narodów dokonały tam licznych odkryć; niektórych odkrywców – wyróżniających się w naukowych dyskusjach na temat znaczenia i wieku znalezisk – trzeba jednak wymienić: syn Leakeyów, Richard (kustosz Muzeum Narodowego w Kenii), Donald C. Johanson (w czasie odkryć kustosz Muzeum Historii Naturalnej w Cleveland), Tim White i J. Desmond Clark (Uniwersytet Kalifornijski w Berkeley), Alan Walker (Uniwersytet Johna Hopkinsa), Andrew Hill i David Pilbeam z Harvardu oraz Raymond Dart i Phillip Tobias z Południowej Afryki.

Odkładając na bok problemy, jakie wynikają z ambicji odkrywców, z różnych interpretacji znalezisk i ze skłonności do szczegółowego dzielenia gatunków i rodzajów, można bez ryzyka błędu powiedzieć, że linia prowadząca do człowieka oddzieliła się od małp czworonożnych jakieś 14 mln lat temu, po czym minęło mniej więcej 9 mln lat, zanim pojawiły się pierwsze małpy o cechach hominidów, zwane australopitekami – wszędzie tam, gdzie natura wybrała miejsce na swoje „laboratorium antropogenezy”.

Mimo że szczątków kopalnych z tego przejściowego okresu 10 mln lat właściwie nie odnaleziono, paleoantropologowie (jak zaczęto nazywać tę nową grupę naukowców) okazali się bardzo pomysłowi w swych wysiłkach składania w całość skamielin pochodzących z ostatnich 4 mln lat. Dysponując czasem tylko szczęką, fragmentem czaszki, kością miednicy, szczątkami palców czy, gdy szczęście dopisało, nawet częściami szkieletu, zdołali zrekonstruować istoty reprezentowane przez te skamieliny. Z pomocą innych znalezisk, takich jak kości zwierząt czy lekko obrobione kamienie, mające służyć za narzędzia, ustalili stadium rozwojowe oraz zwyczaje tych istot; datując zaś pokłady geologiczne, w których znaleziono szczątki, byli w stanie określić wiek samych szczątków.

Do kamieni milowych w tym względzie należą takie znaleziska, jak części szkieletu samicy przezwanej „Lucy” (mogła wyglądać jak ów hominid z i1. 61) – uważanej za przedstawicielkę australopiteka rozwiniętego, który żył jakieś 3,5 mln lat temu; dalej, skamielina znana ze swego numeru katalogowego jako „czaszka 1470”, należąca do samca, uważanego przez odkrywców za żyjącego może 2 miliony lat temu „prawie człowieka”, czyli Homo habilis („człowiek zręczny”) – wielu badaczy neguje możliwe implikacje tego terminu; a także skatalogowane pod numerem WT.15000 szczątki szkieletu „mocno zbudowanego młodego samca”, przedstawiciela Homo erectus sprzed 1,5 mln lat, prawdopodobnie pierwszego prawdziwego hominida. On właśnie zapoczątkował starszą epokę kamienia; zaczął używać kamieni jako narzędzi i migrował przez półwysep Synaj, spełniający rolę pomostu między Afryką a Azją, do Azji południowo-wschodniej w jednym kierunku i do Europy południowej w drugim.

Dołączona grafika

Ślad rodzaju Homo tu się urywa; brakuje rozdziału obejmującego okres od około 1,5 mln lat do około 300 000 lat temu, z wyjątkiem drobnych szczątków Homo erectus na peryferiach migracji tego hominida. Potem, mniej więcej 300 000 lat temu, bez żadnej oznaki stopniowej przemiany, pojawia się Homo sapiens. Uważano z początku, że przodkiem człowieka z Cro-Magnon, Homo sapiens sapiens, był Homo sapiens neanderthtalis, człowiek neandertalski (nazwany tak od miejsca pierwszego odkrycia jego szczątków w Niemczech), który dominował w Europie i w części Azji jakieś 125 000 lat temu. Na tych obszarach, około 35 000 lat temu, panował już kromaniończyk. Potem utrzymywano, że bardziej „zwierzęcy”, a zatem „prymitywniejszy” neandertalczyk pochodził z innej linii Homo sapiens, a człowiek z Cro-Magnon rozwinął się niezależnie od niego. Obecnie wiadomo, że ten drugi pogląd jest bardziej prawidłowy, choć niezupełnie. Spokrewnione, lecz nie w sensie potomków, te dwie linie żyły obok siebie już 90 000, a nawet 100 000 lat temu.

Dowody na to znaleziono w dwóch jaskiniach: w jednej na górze Karmel i drugiej pod Nazaretem w Izraelu; na tych terenach w wielu grotach gnieździł się człowiek prehistoryczny. Pierwsze znaleziska (lata trzydzieste XX wieku) oceniono na jakieś 70 000 lat; były to szczątki samych neandertalczyków, co pasowało do wyznawanych wówczas teorii. W latach sześćdziesiątych zespół izraelsko-francuski powtórnie przebadał jaskinię w Qafzeh, tę w pobliżu Nazaretu, i odkrył, że są tam szczątki nie tylko neandetalczyków, lecz również typu Cro-Magnon. Warstwy wskazywały, przedstawiciele rasy kromanioidalnej używali tej jaskini przed neandertalczykami – fakt, który przesunął datę pojawienia się człowieka z CroMagnon z domniemanych 35 000 do około 70 000 lat temu.

Nie dowierzając temu, naukowcy z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie zwrócili się z prośbą o weryfikację szczątków gryzoni, znalezionych w tych samych warstwach. Badanie wskazało na tę samą datę: człowiek z Cro-Magnon, Homo sapiens sapiens, o którym nie sądzono, żeby istniał wcześniej niż 35 000 lat temu, dotarł na Bliski Wschód i osiedlił się na terenach dzisiejszego Izraela już przed 70 000 lat. Co więcej, przez długi czas zamieszkiwał ten obszar wspólnie z neandertalczykami.

W końcu 1987 roku wiek znalezisk z Qafzeh i Kebara, jaskini na górze Karmel, zbadano nowymi metodami, posługując się przy tym techniką termoluminescencji, pozwalającą na datowanie przedmiotów starszych niż 40 000-50 000 lat, co stanowi limit datowania radiowęglowego. Jak poinformowała w dwóch wydaniach „Nature” (t. 330 i 340) szefowa francuskiego zespołu, Helene Vallades z Narodowego Centrum Badań Naukowych w Gif sur Yvette, badania te wykazały ponad wszelką wątpliwość, że zarówno neandertalczycy, jak kromaniończycy zamieszkiwali ten teren w czasie między 90 000 a 100 000 lat temu (jako średnią datę naukowcy wymieniają teraz 92 000 lat). Sygnały te zostały potwierdzone później w innym miejscu w Galilei.

Poświęcając tym odkryciom artykuł wstępny w „Nature”, Christopher Stringer z British Museum przyznał, że konwencjonalny pogląd, według którego neandertalczycy poprzedzali kromaniończyków, należy odrzucić. Wydaje się, że wspólnym przodkiem obu tych linii była jakaś wcześniejsza forma Homo sapiens. „Czymkolwiek mógł być pierwotny ťEdenŤ dla człowieka współczesnego – stwierdził autor artykułu – okazuje się teraz, że z jakiegaś powodu neandertalczycy ruszyli pierwsi na północ jakieś 125 000 lat temu”. Razem ze swymi kolegami, Peterem Andrewsem i Oferem Bar-Yosefem z Uniwersytetu Hebrajskiego i z Harvardu, opowiedział się stanowczo za interpretacją „afrykańską” tych znalezisk. Migrację z rodzinnej Afryki w kierunku północnym tych pierwszych Homo sapiens potwierdziło odkrycie (dokonane przez Freda Wendorfa z Southern Methodist University w Dallas) czaszki neandertalczyka w pobliżu Nilu w Egipcie, która miała 80 000 lat.

„Czy to wszystko znaczy, że człowiek pojawił się wcześniej?” – padło pytanie w nagłówku „Science”. Gdy do badań przyłączyli się naukowcy z innych dyscyplin, stało się jasne, że tak. Ustalono, że neandertalczycy nie byli tylko gośćmi na Bliskim Wschodzie, lecz mieszkali tam przez długi czas. I nie byli prymitywnymi bestiami, jak sądzono o nich wcześniej. Grzebali swoich zmarłych według rytuałów, które świadczą o praktykach religijnych, a „przynajmniej o pewnego rodzaju duchowo motywowanej obyczajowości, jaka spokrewnia ich z człowiekiem współczesnym” (Jared M. Diamond ze Szkoły Medycznej Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles). Niektórzy, jak odkrywca szczątków neandertalczyków w jaskini Szanidar, Ralph S. Solecki z Uniwersytetu Columbia, uważają, że neandertalczycy wiedzieli, jak leczyć się ziołami – 60 000 lat temu. Szkielety znalezione w izraelskich jaskiniach przekonały anatomów (wbrew poprzednim teoriom), że neandertalczycy posługiwali się mową: „Odlewy mózgu wskazują na dobrze rozwinięty ośrodek mowy” – stwierdził Dean Falk z Uniwersytetu Stanu Nowy Jork w Albany. „Neandertalczycy mieli mózg większy od naszego […], nie były to istoty tępe, potrafiły wyrażać swoje myśli” – wnioskował neuroanatom Terrence Deacon z Harvardu.

Wszystkie te ostatnie odkrycia nie pozostawiają wątpliwości, że człowiek neandertalski zaliczał się do Homo sapiens – nie był przodkiem człowieka z Cro-Magnon, lecz formą wcześniejszą z tego samego pnia hominiedów.

W marcu 1987 Christopher Stringer z British Museum wraz z kolegą, Paulem Mellarsem, zorganizowali konferencję na Uniwersytecie Cambridge, mającą na celu uaktualnienie i przemyślenie najnowszych odkryć dotyczących „pochodzenia i rozprzestrzenienia się człowieka współczesnego”. Jak poinformował J. A. J. Gowlett w „Antiquity” (7/1987), na konferencji wzięto pod uwagę przede wszystkim świadectwo skamielin. Uczestnicy doszli do wniosku, że po luce obejmującej mniej więcej 1,2-1,5 mln lat, jaka występuje po Homo erectus, 300 000 lat temu (o czym świadczą kopalne szczątki w Etiopii, Kenii i Południowej Afryce) pojawił się nagle Homo sapiens („człowiek rozumny”). Neandertalczycy „wydzielili się” z tych wczesnych Homo sapiens około 230 000 lat temu i mogli zacząć swoje migracje na północ 100 000 lat później, co zbiegało się być może z pojawieniem się Homo sapiens sapiens.

Na konferencji rozważano także inne dowody, włącznie z danymi nowej generacji, jakich dostarczyła biochemia. Najbardziej intrygujące były wnioski badań opartych na genetyce. Przydatność genetyki w ustalaniu pochodzenia biologicznego przez porównywanie „zdań” DNA udowodniono w przypadkach sądowego dochodzenia ojcostwa. Ta nowa technika umożliwia nie tylko ustalanie związku między dziećmi a rodzicami, lecz także badanie pod tym kątem całych linii gatunkowych. Nowa nauka genetyki molekularnej pozwoliła Allanowi C. Wilsonowi i Vincentowi M. Sarichowi (obaj z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley) ustalić z wielką dokładnością, że hominidy oddzieliły się od małp mniej więcej 5 mln, nie zaś 15 mln lat temu i że najbliższymi „krewnymi” hominidów były szympansy i goryle.

Jako że DNA osobnika nie przestaje się mieszać w procesie reprodukcji, metoda porównywania DNA w jądrach komórek (które pochodzą w połowie od matki, w połowie od ojca) traci na dokładności w miarę zwiększania się liczby generacji. Odkryto jednak, że oprócz DNA zawartego w jądrze komórki, pewna ilość DNA występuje w komórkach matki poza jądrem, w ciałkach zwanych „mitochondriami” (il. 62). DNA w mitochondriach nie miesza się z DNA ojca, jest natomiast przekazywany przez pokolenia „w stanie nie zmienionym” od matki przez córkę do wnuczki i tak dalej. Odkrycie to, dokonane przez Douglasa Wallace’a z Uniwersytetu Emory’ego umożliwiło mu porównanie „mtDNA” u około 800 kobiet. Zaskakująca konkluzja, którą przedstawił na konferencji naukowej w lipcu 1986, była taka, że stopień podobieństwa mtDNA u wszystkich badanych kobiet wskazuje na wspólne pochodzenie tych kobiet od jednego żeńskiego przodka.

Dołączona grafika

Badania te podjął Wesley Brown z Uniwersytetu w Michigan; zasugerował, że ustalając współczynnik naturalnej mutacji DNA, można wyliczyć, ile czasu upłynęło od śmierci tego wspólnego przodka. Porównując mtDNA dwudziestu jeden kobiet z różnych ras i stref geograficznych, doszedł do wniosku, że zawdzięczają one swoje pochodzenie „jednej mitochondrialnej Ewie”, która żyła w Afryce 300 000-180 000 lat temu.

Do tych intrygujących badań przyłączyli się inni uczeni, którzy wyruszyli na poszukiwanie „Ewy”. Wyróżniła się wśród nich Rebecca Cann z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley (później na Uniwersytecie Hawajskim). Zebrała 147 łożysk kobiet z różnych ras i środowisk geograficznych, które rodziły w szpitalach San Francisco, i porównała ich mtDNA. Według wyników, jakie uzyskała, wszystkie te kobiety miały wspólnego żeńskiego przodka, który żył w mniej więcej 300 000-150 000 lat temu (zależnie, czy współczynnik mutacji wynosił 2%, czy 4% na milion lat), „Przyjmujemy zwykle 250 000 lat” – stwierdziła Cann.

Górna granica 300 000 lat, zauważyli paleoantropologowie, zbiega się z wiekiem skamielin wskazujących na pojawienie się Homo sapiens. „Cóż takiego mogło się wydarzyć 300 000 lat temu, co wywołało tę zmianę?” – pytali Cann i Allan Wilson, lecz nie znaleźli odpowiedzi.

Następnym testem, który nazwano „hipotezą Ewy”, było zbadanie przez Cann i jej kolegów, Wilsona i Marka Stonekinga, łożysk około 150 kobiet amerykańskich, których przodkowie pochodzili z Europy, Afryki, Bliskiego Wschodu i Azji, a także łożysk aborygenek w Australii i Nowej Gwinei. Badania wykazały, że afrykański mtDNA jest najstarszy i że te wszystkie różne kobiety z różnych ras i najróżniejszych środowisk geograficznych i kulturowych miały tego samego, jednego żeńskiego przodka, który żył w Afryce w pewnym okresie między 290 000 a 140 000 lat temu.
W artykule wstępnym w „Science” (11.09.1987), w którym zaprezentowano wyniki tych badań, stwierdzono, że niezaprzeczalne dowody świadczą o tym, iż „Afryka była kolebką człowieka współczesnego […]. Biologia molekularna mówi nam, że człowiek współczesny rozwinął się w Afryce około 200 000 lat temu”.

Te sensacyjne odkrycia – potwierdzone od tamtej pory innymi badaniami – wypełniły nagłówki gazet na całym świecie. „Na pytanie, skąd przybywamy, pada odpowiedź – ogłosił ťNational GeographicŤ (10/1988) – z Afryki pohzdniowo-wschodniej”. „Matka nas wszystkich” została odnaleziona, donosił w nagłówku „San Francisco Chronicle”. „Człowiek wyruszył na podbój świata z Afryki”, głosił londyński „Observer”. „Newsweek” w najlepiej sprzedanym, jak do tej pory, wydaniu z 11 stycznia 1988 przedstawił na okładce „Adama” i „Ewę” z wężem i opatrzył nagłówkiem: „Poszukiwanie Adama i Ewy”.

Nagłówek był stosowny, bo jak zauważył Allan Wilson – „rzecz jasna, tam gdzie była matka, musiał być ojciec”.

Wszystkie te najświeższej daty odkrycia w znacznym stopniu potwierdzają biblijną wypowiedź na temat pierwszej pary Homo sapiens:

„I nazwał Adam żonę swoją Chava,
[„Ta od życia” – „Eve” po angielsku]
gdyż ona była matką wszystkich żyjących”.

Pewne wnioski wypływają z danych sumeryjskich. Po pierwsze, stworzenie lulu było następstwem buntu Anunnaki około 300 000 lat temu. Tadata, jako górna granica pierwszego pojawienia się Homo sapiens, została potwierdzona przez naukę współczesną.

Po drugie, uformowanie lulu miało miejsce „nad Abzu”, na północ od rejonu kopalni. Potwierdza to lokalizacja najstarszych szczątków człowieka w Tanzanii, Kenii i Etiopii – na północ od terenów kopalni w Afryce południowej.

Po trzecie, nie ma w ogóle sprzeczności między uzyskanymi ostatnio danymi a datą 300 000 lat temu, wyznaczającą bunt Anunnaki. Biorąc pod uwagę, że są to lata ziemskie, podczas gdy dla Anunnaki 3600 lat ziemskich obejmowało tylko jeden rok w ich kalendarzu, trzeba przypomnieć, że okres prób i błędów nastąpił po decyzji „stworzenia Adama” i trwał do czasu, aż osiągnięto „model doskonały”. Potem, nawet po zrodzeniu pierwszych prymitywnych robotników, siedmiu męskich i siedmiu żeńskich jednocześnie, potrzebne były ciąże Bogiń Narodzin, jako że nowa hybryda nie mogła się rozmnażać.

Oczywiście, śledzenie mtDNA odnosi się do „Ewy”, która mogła rodzić dzieci, a nie do żeńskiego lulu, niezdolnego do prokreacji. Ludzkość otrzymała tę zdolność, jak była już o tym mowa, w rezultacie drugiej manipulacji genetycznej Enki i Ninti, co znalazło odbicie w biblijnej historii o Adamie, Ewie i wężu w ogrodzie Eden.

Czy tej drugiej manipulacji genetycznej dokonano około 250 000 lat temu, w czasie sugerowanym przez Rebeccę Cann, czy 200 000 lat temu, jak podaje to artykuł w „Science”?

Według Księgi Genesis Adam i Ewa zaczęli płodzić dzieci dopiero po wydaleniu ich z „Edenu”. Nie wiemy, czy Abel, ich drugi syn, którego zabił jego starszy brat Kain, miał jakieś potomstwo, ale czytamy, że Kain i jego potomkowie otrzymali rozkaz przeniesienia się do odległych krain. Czy ci potomkowie „przeklętej linii Kaina” byli migrującymi neandertalczykami? Ta intrygująca możliwość pozostaje jedynie w sferze domysłów.

Wydaje się jednak pewne, że Biblia odnotowuje ostateczne wyłonienie się Homo sapiens sapiens, człowieka współczesnego. Mówi nam, że trzeci syn Adama i Ewy, Set, miał syna o imieniu Enosz, od którego pochodzi cała ludzkość. A Enosz po hebrajsku znaczy „człowiek, istota ludzka” – ty i ja. To właśnie w czasach Enosza, twierdzi Biblia, „zaczęto wzywać imienia Jahwe”. Innymi słowy, właśnie wtedy człowiek ucywilizował się w pełni i ustanowił kult religijny.

Wszystkie aspekty starożytnej opowieści znajdują przez to potwierdzenie.

SYMBOL SPLECIONYCH WĘŻY

W biblijnej opowieści o Adamie i Ewie w ogrodzie Eden antagonistą Pana Boga, nakłaniającym ich do przyswojenia sobie „poznania” (zdolności do prokreacji) jest Wąż, Nahasz po hebrajsku.

Termin ów ma dwa inne znaczenia: „ten, który zna tajemnice” oraz „ten, który zna miedź”. Te inne znaczenia odnajdujemy w grze słów sumeryjskiego epitetu BUZUR („ten, który odsłania tajemnice” i „ten z kopalni metali”), stosowanego do Enki. W poprzednich książkach sugerowałem z tego powodu, że według wersji sumeryjskiej „Wężem” był Enki. Jego symbolem były splecione węże; było to godło jego „centrum kultowego” Eridu (a), jego posiadłości afrykańskich ogólnie (B), a szczególnie piramid Š; pojawia się też na sumeryjskich pieczęciach cylindrycznych ilustrujących wydarzenia opisane w Biblii.

Co reprezentowało to godło splecionych węży (do dziś dnia symbol medycyny i lecznictwa)? Odkrycie przez współczesną naukę spiralnie skręconych łańcuchów DNA podsuwa odpowiedź: splecione węże były graficzną reprezentacją struktury kodu genetycznego, tajemnej wiedzy, która pozwoliła Enki stworzyć Adama, a potem obdarzyć Adama i Ewę zdolnością do rozmnażania się.

To godło Enki jako symbol lecznictwa przywołał Mojżesz, gdy uczynił nahasz nehoszeth – „miedzianego węża” – aby powstrzymać epidemię szerzącą się wśród Izraelitów. Czy wciągnięcie miedzi w potrójne znaczenie tego terminu oraz wykonanie miedzianego węża przez Mojżesza wynikało z jakiejś nieznanej roli miedzi w genetyce i lecznictwie?

Przeprowadzone niedawno na uniwersytetach w Minnesocie i St. Louis eksperymenty sugerują, że miedź rzeczywiście nie jest dla tych dziedzin obojętna. Okazuje się, że radionuklid miedź-62 jest czymś w rodzaju „emitera elektronów dodatnich”, przydatnym w obserwacjach przepływu krwi, niektóre zaś związki miedzi mogą wprowadzać farmaceutyki do żywych komórek, włącznie z komórkami mózgu.

Dołączona grafika

1 komentarz (+add yours?)

  1. What Is Abra 100
    Wrz 21, 2013 @ 04:07:52

    Really nice post. I simply discovered your current weblog plus wished to point out that I’ve seriously adored looking your site articles. Naturally I am signing up your current rss i hope you create one more time shortly!

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

AN KANA TE – LITTLE GRANDMOTHER – Kiesha Crowther

%d bloggers like this: