AGHARTA

Więcej publikacji nt    AGHARTY   /    SZAMBALI    /    ASGARD    znajduje się w działe Agharta:

https://ninhursag2012.wordpress.com/category/agharta-asgard/

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania agharta

Znalezione obrazy dla zapytania agharta

Znalezione obrazy dla zapytania agharta

Podobny obraz

 

 

 

 

Z dziennika Admirała Byrd’a część I
od tego wszystko się zaczęło…

 

Admirał Richar Byrd – dziennik (luty, marzec 1947 rok)
Lot badawczy ponad biegunem północnym

Muszę napisać ten pamiętnik w sekrecie i potajemnie. Dotyczy on mojego arktycznego lotu 19 dnia lutego w roku 1947.

Przyszedł czas, kiedy racjonalność mężczyzny musi zamienić się w nicość a ten musi zaakceptować konieczną prawdę.

Dokumentacja ta… prawdopodobnie nigdy nie ujrzy światła dziennego, ale muszę spełnić swoją powinność i zarejestrować tu coś dla wszystkich, do przeczytania pewnego dnia.

W świecie zachłannośći i wyzysku rodzaju ludzkiego nie można nadal tłumić tego co jest prawdą…


DZIENNIK LOTU: BAZA – OBÓZ ARKTYCZNY 2/19/1947

0600 h

Wszystkie przygotowania do naszego lotu na północ zakończone. Zabieramy się z pełnymi zbiornikami paliwa o 0610 h

0620 h

mieszanka paliwowa w głównym silniku wygląda na zbyt „bogatą”, zostały wprowadzone poprawki i teraz Pratt Whittneys pracuje gładko

0730 h

Testowanie radia z bazą naziemną. Wszystko w porządku i odbiór radiowy normalny.

0740 h

Zanotowano mały wyciek oleju z silnika, jakkolwiek ciśnienie oleju w normie według odczytów wskaźnika.

0800 h

Mała turbulencja zanotowana na wysokości 2321 stóp, nadeszła ze wschodu. Korekcja lotu na 1700 stóp, brak dalszych turbulencji ale wzmaga się tylny wiatr, drobne dostosowanie przepustnicy i samolot zachowuje się teraz bardzo przyzwoicie.

0815 h

Test połączenia radiowego z bazą. Wszystko w normie.

0830 h

Kolejne turbulencje, zwiększam wysokość do 2900 stóp, znów wszystko wydaje się być w porządku.

0910 h

Rozległy obszar lodu i śniegu pod spodem. Żółtawe zabarwienie natury, przechodzące w liniowy wzór widoczny w dole. Obieram nieprzyjazny kurs, aby tylko przyjrzeć się tym wzorom poniżej. Zanotowałem czerwony i purpurowy kolor. Okrążyłem obszar dwa razy i powróciłem na dawny kurs według odczytów kompasu. Zgłaszam pozycję do bazy i przekazuję informacje o zabarwieniu lodu i śniegu pod spodem.

0910 h

Oba kompasy – magnetyczny i żyrokompas zaczynają wirować, nie jesteśmy w stanie utrzymać aktualnego kursu według instrumentów. Kierujemy się według słońca, jak na razie wszystko w porządku. Przyrządy stały się ociężałe, ciężko reagują ale nie mamy informacji o oblodzeniu ze wskaźnika!

0915 h

W oddali widać coś co wygląda na góry

0949 h

29 minut minęło od momentu kiedy zaobserowałem góry, to nie iluzja. Są tam góry.

0955 h

Wysokość lotu 2950 stóp, silne turbulencje odczuwalne znowu.

1000 h

Przekraczamy małe pasmo góskie i ciągle kierujemy się na północ najlepiej jak tylko umiemy się zorientować. Poza pasmem górskim widać coś co wygląda jak dolina z małą rzeką lub strumieniem. Nie powinno tam na dole być zielonej doliny! Coś bez wątpienia jest nie tak, coś nienormalnego się tutaj dzieje! Powinniśmy być ponad lodem i śniegiem! Z przodu widać wielkie lasy porastające zbocza górskie. Nasze instrumenty nawigacyjne ciągle wirują. Żyroskop oscyluje do tyłu i do przodu bez ustanku.

1005 h

Zchodze na wysokość 1400 stóp i wykonuję ostry skręt w lewo, aby lepiej przyjrzeć się dolinie poniżej. Jest zielona, pokryta bądź to mechem bądź niską trawą. Światło tu jest zupełnie inne. Nie widać słońca. Wykonuje kolejny zwrot w lewo i widzę coś co wydaje się być wielkim zwierzęciem, to… słoń! NIE!!! wygląda bardziej jak mamut! To jest niesamowite! Teraz, jest tam! Zmniejszam wysokość do 1000 stóp i biorę lornetkę aby lepiej ocenić to zwierzę. Potwierdzam – to bez wątpienia mamut! Zgłaszam to do bazy.

1030 h

Coraz większe połacia zielonych wzgórz. Wskaźnik zewnętrznej temperatury pokazuje 74 stopnie Fahrenheita (23 st. celsjusza). Ciągle zmierzam na wprost, instrumenty nawigacyjne wydają się już działać normalnie. Jestem tym wszystkim rozbity. Próbuje skontaktować się z bazą. Radio nie działa!

1130 h

Krajobraz pod spodem wydaje się być już bardziej płaski. Na wprost widzimy coś co zdaje się być miastem!!! To jest niemożliwe! Samolot zaczyna się jakby świecić i dziwnie zachowywać. Wskaźniki kontrolne nie odpowiadają!! Mój BOŻE!!! Widzę dziwny typ samolotu. Kilka. Zbliżają się szybko. Są w kształcie dysków. Są na tyle blisko, że widzę na tych samolotach znaki. To rodzaj swastyki. Fantastyczne!!! Gdzie my jesteśmy!? Co się stało. Spoglądam na wskaźniki kontrolne, nie odpowiadają!!!! Zostaliśmy złapani w jakiś niewidzialny uchwyt!

1135 h

Nasze radio zatrzeszczało i wydobył się głos, mówiący po Angielsku z Nordyckim lub Niemieckim akcentem! Wiadomość brzmi: „Widaj, Admirale na naszej posiadłości. spodziewamy się Ciebie dokładnie za siedem minut! Zrelaksuj się Admirale, jesteś w dobrych rękach.” Zanotowałem, że silniki naszego samolotu przestały pracować! samolot jest pod wpływem jakiejś dziwnej siły, kontrolki są bezużyteczne.

1140 h

Kolejna wiadomość radiowa. Zaczynamy lądować i za moment samolot zadrży delikatnie i rozpocznie schodzenie. Ruch w dół jest nieodczuwalny, jakby samolot był przyczepiony do jakiegoś niewidzialnego dźwigu.

1145 h

Wykonuję pośpiesznie ostani wpis w dzienniku lotu. Kilkunastu mężczyzn podąża na piechotę w kierunku samolotu. są wysocy z bląd włosami. W oddali jest iskrzące pulsujące kolorami tęczy miasto. Nie wiem co teraz się wydarzy. Słysze głos rozkazujący mi abym otworzył właz ładunkowy. Przystaję na to polecenie.

koniec dziennika pokładowego

 

 

Z dziennika Admirała Byrd’a część II
od tego wszystko się zaczęło…

c.d

od tego miejsca napisałem wszystkie kolejne wydarzenia z mojej pamięci. Wspomnienia nie są wynikiem mojego obłędu. Radiowiec (obsługujący radio) i ja zostaliśmy zabrani z samolotu i odebraliśmy bardzo życzliwe powitanie. Zostaliśmy potem posadzeni na małej platformie – coś w rodzaju środka transportu ale bez kół! Zawiozła nas z wielką prędkością prosto do lśniącego miasta. Kiedy byliśmy na miejscu, miasto wyglądało tak jakby zrobione było z kryształu. Wkrótce przybyliśmy do dużego budynku, rodzaju jakiego nigdy nie widziałem. Wyglądał jak wyjęty z pod deski kreślarskiej Franka Lloyda Wrighta (przyp. admina – wielki projektant modernistyczny). Dostaliśmy coś w rodzaju ciepłej strawy, która smakowała jak nic co kiedykolwiek jadłem wcześnie. To jest pyszne.

Po około 10 minutach, dwaj gospodarze przyszli do naszych pokoi poinformowali abym im towarzyszył. Nie miałem wyboru i zgodziłem się. Zostawiłem swojego radiowego i poszliśmy przez krótki korytarz do czegoś co wyglądało jak winda. Zjeżdzaliśmy w dół przez pewien moment, maszyny zatrzymały się a drzwi bezgłośnie otworzyły się do góry! Potem schodziliśmy lekko w dół długim holem wypełnionym przez różowe światło co wyglądało tak jakby ściany nim emanowały! Jeden z gospodarzy poprosił nas abyśmy się zatrzymali przed wielkimi drzwiami. Ponad nimi była jakaś inskrypcja której nie mogłem przeczytać. Wielkie drzwi rozsunęły się i mogłem wejść do środka. Jeden z gospodarzy powiedział „Nie miej strachu, Admirale, jesteś tu na audiencji u Mistrza…”

Wszedłem do środka a moje oczy przykuło przepiękne zabarwienie wypełniające cały pokój. Wtedy zacząłem rozglądać się dookoła. To co przykuło mój wzrok było najpiękniejszym widokiem w całej mojej egzystencji. W samej rzeczy było to zbyt piękne aby to opisać. To jest doskonałe, subtelne. Myślę, że nie ma takiego terminu który mógłby to opisać w jakimkolwiek szczególe, lecz to było prawdą! Moje myśli zostały przerwane w bardzo życzliwy sposób przez ciepły głęboki głos o melodycznym brzmieniu „Witam serdecznie w naszym dziedzictwie, Admirale”.

Widzę mężczyznę o subtelnych kształtach z oznakami upływu czasu na jego twarzy. Siedzi przy długim stole. Prosi abym usiadł na jednym z krzeseł. Po tym jak usiadłem złączył on swoje palce razem i uśmiechnął się. Znów mówi w uprzejmy sposób i przekazuje mi co następujące.

„Pozwoliliśmy Ci wejść tutaj bo jesteś szlachetną postacią i dobrze znaną w świecie na powierzchnii, admirale”

Zewnętrzny świat, zaparło mi dech w piersiach!

„Tak”, odpowiedział „Mistrz” z uśmiechem na twarzy. „Jesteś w dziedzictwie Aryjczyków (Arianni), w wewnętrznym świecie Ziemi. Nie będziemy dłużej przedłużać Twojej misji i zostaniesz bezpiecznie eskortowany z powrotem na powierzchnię i daleko poza nią. Ale teraz Admirale, powinienem powiedzieć Ci, dlaczego zostałeś tutaj przywołany.

Nasze interesy wobec was rozpoczęły się zaraz po tym jak wasza rasa wywołała eksplozję bomby atomowej nad Hiroshimą i Nagasaki w Japonii. W tym czasie wysłaliśmy nasze latające pojazdy zwane „Flugelrads” (przp. admina. termin niemiecki), na powierzchnię aby zbadać co zrobiła wasza rasa. To jest oczywiście przeszła historia drogi Admirale ale muszę kontynuować. Widzisz… nigdy nie interesowaliśmy się wcześniej waszymi rasowymi wojnami, barbarzyństwem ale teraz musimy. Ta energia nie jest dla ludzi, mówię tu o energii atomowej. Nasi emisarjusze dostarczyli wiadomości do największych z Twojego świata i wciąż nie zwróciło to ich uwagi. Teraz ty zostałeś wybrany aby zaświadczyć, że nasz świat istnieje. Widzisz… nasza kultura i nauka jest wiele tysięcy lat poza waszą rasą Admirale”

Przerwałem: „Ale dlaczego akurat ja, sir?”

Oczy „Mistrza” wydawały się penetrować głeboko mój umysł, by po chwili odpowiedział „Twoja rasa osiągnęła teraz punkt bez powrotu, są tacy wśród was, którzy mogliby zniszczyć twój prawdziwy świat zamiast zrezygnować ze swojej władzy jaką mają”

c.d.n

tłumaczenie: Eurycide
źródło: http://www.angelfire.com

 

 

Z dziennika Admirała Byrd’a część III
od tego wszystko się zaczęło…

c.d

Skinąłem głową, a on ciągnął dalej:

„W 1945 roku i w latach późniejszych próbowaliśmy skontaktować się z waszą rasą, ale nasze starania spotkały się z wrogością. Nasze Flugelrady były ostrzeliwane, a nawet złośliwie tropione przez wasze myśliwce. Muszę ci to oznajmić, mój synu: w twoim świecie zbiera się na wielką burzę, czarną wściekłość, która nie ustanie przez wiele lat. Nie pomogą wam wasze armie, wasza nauka nie zapewni wam bezpieczeństwa. Może się srożyć dopóki nie zniknie nawet najmniejszy ślad waszej kultury i dopóki wszyscy ludzie nie zginą we wszechogarniającym chaosie. Wasza ostatnia wojna była jedynie preludium tego, co spadnie na waszą rasę. Z każdą godziną coraz bardziej zdajemy sobie z tego sprawę… czyżbyś uważał, że się mylę?”

-Nie – odpowiedziałem – to już się zdarzyło, gdy nadeszły Ciemne Wieki, trwające ponad 500 lat.

„Tak, mój synu – odpowiedział Mistrz – Ciemne Wieki, które teraz nadejdą dla waszej rasy, przykryją Ziemię niczym całun, ale wierzę, że część z was przeżyje tę burzę. W oddali widzimy nowy świat powstający ze szczątek waszej rasy, poszukujący zaginionych i legendarnych skarbów, które będą, mój synu, strzeżone przez nas w bezpiecznym miejscu. Gdy nadejdzie ten czas, pojawimy się, aby pomóc w odrodzeniu waszej kultury i waszej rasy. Być może do tej chwili zdołacie się nauczyć o bezsensie wojen i konfliktów… a potem kultura i nauka zostanie wam zwrócona, abyście mogłi na nowo rozpocząć swój rozwój. Twoją misją, mój synu, jest powrócić na Powierzchnię z tym przesłaniem…”

Wyglądało, iż jest to koniec naszego spotkania. Przez chwilę stałem oszołomiony, jak we śnie… ale zdawałem sobie sprawę, że to rzeczywistość i z jakiegoś dziwnego powodu pokłoniłem się, nie wiem, czy dla wyrażenia szacunku, czy pokory.

Nagle ponownie zdałem sobie sprawę, iż dwójka gospodarzy, którzy przyprowadzili mnie w to miejsce, pojawiła się przy mnie. -Tędy, Admirale – powiedział jeden z nich. Przed wyjściem odwróciłem się jeszcze raz, aby spojrzeć na Mistrza. Po jego delikatnej, starożytnej twarzy błąkał się łagodny uśmiech. – Żegnaj, mój synu – powiedział, po czym ułożył piękną, wiotką dłoń w geście pokoju. Taki był koniec naszego spotkania.

Prędko przeszliśmy przez wielkie drzwi komnaty Mistrza i ponownie weszliśmy do windy. Drzwi w ciszy przesunęły się w dół. Podczas jazdy w górę jeden z przewodników przemówił raz jeszcze:

„Musimy się spieszyć, Admirale, gdyż Mistrz pragnie, abyśmy ciebie więcej nie opóźniali w twoich planach. Musisz wrócić z jego przesłaniem do twojej rasy.”

c.d.n

tłumaczenie:
Jaro

 

 

Z dziennika Admirała Byrd’a część IV ostatnia
od tego wszystko się zaczęło…

c.d

Nic nie mówiłem… wszystko to było nie do uwierzenia i raz jeszcze moje myśli zostały przerwane jak tylko się zatrzymaliśmy. Wszedłem do pokoju i znów byłem razem ze swoim radiooperatorem. Miał niespokojny wyraz twarzy. Gdy do niego wróciłem powiedziałem „Wszystko w porządku Howie, wszystko jest w porządku”. Dwiaj gospodarze poprosili abyśmy udali się do czekającego transportu. Wsiedliśmy i wkrótce byliśmy już w samolocie. Silniki były w gotowości.

Kiedy drzwi ładowni zamknęły się samolot został nagle wyniesiony przez niewidzialną siłę na wysokość 2700 stóp. Dwa z dziwnych pojazdów towarzyszyły nam przez jakiś czas podczas naszej podróży powrotnej. Muszę tutaj zaznaczyć, że wskaźnik prędkości nie działał, choć my poruszaliśmy się z dużą prędkością.

0215 h

Nadchodzi komunikat radiowy „Opuszczamy Cię teraz Admirale, twoje systemy kontroli lotu są już sprawne. Auf Wiedersehen!!!” Patrzyliśmy przez chwilę jak flugelrads znikają w błękicie nieba. Samolot nagle zachował się jakby wpadł w ostre nurkowanie. Szybko jednak odzyskaliśmy kontrolę. Nie rozmawialiśmy przez pewien czas, każdy z nas miał swoje myśli…

0220 h

Znów byliśmy ponad obszarem śniegu i lodu, około 27 minut od naszego obozu. Za pomocą radia wywołaliśmy baze; odpowiedzieli. Zgłosiliśmy, że wszystko jest w porządku…. w porządku. Baza odpowiedziała, że czują ulgę, że znów nawiązaliśmy kontakt.

0300 h

Wylądowaliśmy bezproblemowo w obozie. Mam misję…

KONIEC DZIENNIKA

11 marca, 1947r.

Przed momentem spotkałem się z zarzadem w Pentagonie. Zdałem relację w całości z mojego doświadczenia i przekazałem wiadomość od „Mistrza”. Wszystko jest nagrywane. Prezydent został powiadomiony. Zostałem zatrzymany na kilka godzin (sześć godzin, trzydzieści dziewięć minut – dokładnie). Jestem dokładnie przesłuchiwany przez ściśle tajne służby i zespół medyków.

To było jak sąd boży!!! Zostałem umieszczony pod ścisłą kontrolą przez stróżów bezpieczeńśtwa narodowego Stanów Zjednoczonych Ameryki… Jestem…

ZMUSZANY DO SIEDZENIA CICHO W ODNIESIENIU DO WSZYSTKIEGO CZEGO SIĘ DOWIEDZIAŁEM, W IMIENIU LUDZKOŚCI !!!

Niesamowite! Przypomiano mi, że jestem żołnierzem i muszę wykonywać rozkazy…

30 grudnia 1956r
OSTATNI WPIS:

Ostanie kilka lat, które upłynęły od 1947 roku nie były życzliwe… Czynię teraz mój ostatni wpis w tym pamiętniku, a na zakończenie, muszę ogłosić, że dokładnie zachowałem znaczenie tego sekretu. Był kompletnie poza moimi wartościami praw moralnych, choć teraz, wydaje się że jest sens aby nadeszła długa noc, a sekret ten nie zginie razem ze mną, ale jak cała prawda powinien… Będzie! tryumfował.

To może być jedyna nadzieja dla ludzkości. Widziałem prawdę która ożywiła mojego ducha i uwolniła mnie. Spełniłem swój obowiązek postawiony na przeciw potwornych militarnych kompleksów. Teraz długa noc zaczyna nadchodzić, jednak nie powinno być złego jej końca. Tak jak kończą się długie noce na krańcach Arktyki, przepiękny wschód słońca – wschód prawdy powinien znowu nadejść… i Ci, którzy są ciemnością powinni upaść w tym świetle…

ZA TO CO ZOBACZYŁEM NA LĄDACH POZA BIEGUNEM, CENTRUM WIELKIEGO NIEZNANEGO

Admirał Richard E. Byrd
Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych
24 grudnia 1956

-koniec-
tłumaczenie: Eurycide
źródło: http://www.angelfire.com

 

 

 

 

 

 

 

 

AGHARTA

 

 

 

 

Admirał Richard Eretyn Byrd wywodził się z jednej z najlepszych rodzin w Wirginii. Jeden z członków jego rodziny założył w 1737 roku Richmond, stolicę Wirginii.

Urodził się 24 października 1888 roku w Winchester (Wirginia) Uczęszczał najpierw do szkół w swoim mieście rodzinnym. Wkrótce okazało się, że płynie w nim krew poszukiwacza przygód. Już w wieku 12 lat przedsięwziął podróż dookoła świata. Ostatecznie ukończył szkołę wojskową w Wirginii i wstąpił do akademii morskiej, gdzie w 1912 roku otrzymał dyplom. Trzy lata później jako 27 letni oficer marynarki ożenił się z dziewczyną z dystyngowanej rodziny z Nowej Anglii, gzie wówczas wraz ze swoją rodziną mieszkał.

 W czasie II wojny światowej Byrd dowodził amerykańską marynarką na kanadyjskich wodach. W 1922 roku został mianowany na stopień komandora-porucznika w stanie spoczynku. Zdecydował się wówczas całkowicie poświęcić badaniom nad biegunami polarnymi.

W roku 1926 przeleciał pierwszy raz nad biegunem północnym, a w czerwcu następnego roku przedsięwziął dramatyczny lot transatlantycki z Nowego Jorku do Ver-sur-Mer w Normandii. 6000 kilometrów przebył w 46 godzin. Byrd przewodził tez wyprawom na Arktykę, a w roku 1929 za swoje zasługi został awansowany na stopień kontradmirała. Jednak swoje największe odkrycia miał dopiero przed sobą. W 1947 roku wleciał 2700 kilometrów w otwór ziemi na biegunie północnym. Dziewięć lat później, 13 stycznia 1956 roku uczynił to samo na biegunie południowym. Tym razem jednak wleciał 3700 kilometrów do wnętrza ziemi. Zmarł 2 marca 1957roku nie doczekawszy się oficjalnej publikacji swoich dzienników.

Zamieszkujaca wewnetrzna Ziemie rasa istot ludzkich zwanych jako;

AGHARIANS – (or Aghartians)
A group of Asiatic or Nordic humans who, sources claim, discovered a vast system of caverns below the region of the Gobi desert and surrounding areas thousands of years ago, and have since established a thriving kingdom within, one which has been interacting with other – planetary systems up until current times.

Rodzaje kodow DNA ras ludzkich i hybryd ludzkich na planecie Ziemia , opis od A do Z – Types of Aliens

Przedmowa Admirała Byrda

Ten dziennik piszę w tajemnicy, zawiera on moje notatki na temat lotu nad Arktyką, który miał miejsc 19 lutego 1947 roku. Jestem pewien, że nadejdzie taki czas, kiedy wszystkie domysły i rozważania ludzi przemienią się w błahostki i że nie zbitość oczywistej prawdy wygra w tej walce. Wolność słowa jest mi zabrana, nie mogę opublikować swoich notatek i być może nigdy nie ujrzą one światła dziennego. Lecz wypełniłem swoje zadanie i to, co przeżyłem przeczytasz w moich notatkach. Jestem dobrej myśli, mam nadzieję, że nadejdzie taki czas, kiedy żądza i władza pewnej grupy ludzi nie będzie w stanie powstrzymać prawdy.

Z dziennika pokładowego

Mamy poważne turbulencje powietrzne. Wznosimy się na wysokość 2.900 stóp (około 885 metrów). Warunki lotu są dobre. Pod nami widzimy ogromne masy śniegu i lodu. Spostrzegamy, że śnieg pod nami jest zabarwiony na żółto. Zabarwienie to ma prosty wzór. Schodzimy niżej, aby lepiej się temu zjawisku przyjrzeć. Teraz możemy rozpoznać także inne kolory jak czerwony oraz lila wzory. Przelatujemy nad tym obszarem jeszcze dwa razy,

Żeby potem znowu wrócić na nasz dotychczasowy kurs. Łączymy się z naszą bazą przekazując wszystkie informacje dotyczące wzorów i zabarwienia śniegu i lodu. Nasze kompasy wariują. Zarówno kompas magnetyczny jak i żyrokompas kręcą się wokół i wibrują. Nie możemy za pomocą naszych przyrządów sprawdzić miejsca lokalizacji i kierunku. Pozostaje nam tylko kompas słoneczny. Dzięki niemu możemy utrzymać kierunek. Wszystkie przyrządy działają bardzo wolno. Możemy stwierdzić oblodzenie. Przed sobą widzimy góry.

—oooOooo—

Wznosimy się na wysokość 2.950 stóp (ok. 900 m.). Znowu wchodzimy w turbulencje.

—oooOooo—

Przed 29 minutami widzieliśmy po raz pierwszy góry. Nie pomyliliśmy się. Mamy przed sobą całe pasmo górskie. Nie jest zbyt duże. Nigdy przedtem go nie widziałem.

—oooOooo—

Przelatujemy bezpośrednio nad pasmem gór. Lecimy prosto, ciągle w kierunku północnym.

—oooOooo—

Za pasmem górskim znajduje się mała dolina. Przez dolinkę tą przepływa rzeka. Jesteśmy zdziwieni: przecież tu nie może być żadnej tego typu doliny tym bardziej zielonej. Nic z tego nie rozumiemy. Pod nami muszą być masy śniegu i lodu a tu po lewej stronie widać zieleń drzew, które porastają góry. Nasze przyrządy nawigacyjne w ogóle nie działają.

—oooOooo—

Schodzę 1550 stóp (ok. 470 m.) w dół.

—oooOooo—

Obracam samolot ostro na lewo. Tylko w taki sposób mogę lepiej zobaczyć dolinę pod nami. Ta zieleń nie ma prawa tu być . Cała dolina i zbocza gór pokryte są drzewami i mchem. Jest tu inne oświetlenie, nie widać już tu słońca,.

—oooOooo—

Znowu skręcamy w lewo. Spostrzegamy ogromne zwierzę pod nami. To mógłby być słoń. Nie ! To nieprawdopodobne, ale on wygląda jak mamut .

—oooOooo—

Schodzę jeszcze niżej. Jesteśmy na wysokości 1000 stóp (ok. 305m.).

—oooOooo—

Patrzymy na to zwierzę przez lornetkę: to mamut lub bardzo podobne do niego zwierzę. Informujemy o tym bazę, opisuję to co widzimy.

—oooOooo—

 Tymczasem przelatujemy nad resztą małych, porośniętych drzewami i mchem gór.

Znowu jestem zdziwiony, nic nie rozumiem. Wszystkie przyrządy działają. Zrobiło się ciepło jest 74 stopnie Fahrenheita ( 23 st. C. ) na termometrze. Trzymamy kurs. Po paru minutach kontakt drogą radiową z bazą został zerwany , sprzęt łącznościowy przestał działać.

Teren pod nami staje się coraz bardziej płaski. Nie wiem , czy dobrze się wyrażę , ale wszystko dzieje się zupełnie normalnie – przed nami wyłania się miasto !!! TO NIE MOŻLIWE . Wszystkie przyrządy przestają działać. Tracimy kontrolę nad samolotem. Mój boże co tu się dzieje, co będzie z nami.

—oooOooo—

Widzimy jakieś latające obiekty. Są one bardzo szybkie i lecą równolegle do toru naszego samolotu. Są tak blisko, że mogę dokładnie zobaczyć ich oznaczenia. Jest na nich pewien ciekawy symbol przypomina swastykę. Nie mam pojęcia gdzie trafiliśmy nie wiem gdzie jesteśmy ani co się z nami stało. Sprawdzam nasze przyrządy, nadal nie działają.

—oooOooo—

Zostajemy otoczeni przez pojazdy w kształcie talerza. Mamy poczucie osaczenia, pułapki. Latające obiekty promieniują własnym światem.

—oooOooo—

Coś zawarkotało w naszym radiu* Jakiś głos zaczął mówić do nas po angielsku z niemieckim akcentem:

„WITAMY NA NASZYM TEYTORIUM, ADMIRALE!!! Dokładnie za siedem minut pozwolimy wam lądować. Proszę się odprężyć Admirale nic złego się wam nie stanie.”

Od tego moment nasze silniki przestały działać. Kontrola nad naszym samolotem jest w obcych rękach.

—oooOooo—

Otrzymujemy właśnie kolejną informację, po czym niezwłocznie zaczynamy lądować. Przez cały nasz samolot przechodzi ledwo zauważalne, lekkie drżenie. Samolot opada ku ziemi. Odnosimy wrażenie jak byśmy znajdowali się w jakiejś ogromnej, przezroczystej windzie. Unosimy się lekko nad ziemią, dotykanie ziemi jest ledwo odczuwalne. Jednocześnie czujemy krótkie, lekkie uderzenie.

—oooOooo—

W pośpiechu robię mój ostatni pokładowy zapis.

—oooOooo—

Grupa kilku mężczyzn podchodzi do naszego samolotu. Są wysocy i mają blond włosy. Dalej, wgłębi widzę oświetlone miasto. Wydaje się ono promieniować kolorami tęczy. Mężczyźni są chyba nieuzbrojeni. Nie wiem, co nas jeszcze czeka. Jakiś głos wzywa wyraźnie moje imię i wydaje mi rozkaz – „Otwierać!” Jestem posłuszny i wykonuję ten rozkaz.

—oooOooo—

Tutaj kończą się moje zapiski w dzienniku.

—oooOooo—

Wszystko co dalej następuje, piszę z mojej pamięci.

—oooOooo—

To jest nieprawdopodobne, nie potrafię tego opisać i gdybym sam tego nie przeżył, uznałbym to za całkowite szaleństwo.

Obydwaj, mój radiooperator i ja zostajemy wyprowadzeni z samolotu i nad wyraz serdecznie powitani. Następnie jesteśmy prowadzeni do ruchomego krążka, który służy tu jako środek poruszania się. Nie ma on żadnych kół. Z ogromną prędkością zbliżamy się do świecącego miasta. Bogactwo barw miasta tworzy jakiś materiał podobny kryształowi, z którego zresztą jest ono zbudowane. Wkrótce zatrzymujemy się przed imponującym budynkiem. Takiej architektury jeszcze nigdy dotąd nie widziałem. Nie da się jej z niczym porównać. Dostajemy ciepły napój, który smakuje inaczej niż wszystko, co do tej pory spożywałem w życiu.. Żaden napój i żadna potrawa nie ma porównywalnego smaku. Smakuje po prostu inaczej, smakuje wspaniale.

Po upływie ok.10 min. ,zjawiło się dwóch z naszych gospodarzy. Przemawiają do mnie i oznajmiają, że mam z nimi iść. Nie widzę innego wyboru jak tylko wykonać ich rozkaz. Rozdzielamy się więc. Zostawiłem mojego radiooperatora i ruszyłem z nimi we wskazanym kierunku.

Następnie wchodzimy do windy. Poruszamy się w dół. Gdy się zatrzymujemy, drzwi otwierają się cicho do góry. Idziemy przez długie przejście w rodzaju tunelu, które jest oświetlone jasnoczerwonym światłem, które wydaje się promieniować przez ściany. Podchodzimy do dużych drzwi. Nad nimi znajduje się napis, o którym nie wolno mi mówić. Drzwi otwierają się bez najmniejszego szelestu. Jakiś głos nakazuje mi wejść do środka.

„Niech się pan nie boi, Admirale” uspokaja mnie głos jednego z moich towarzyszy. „Zostanie pan przyjęty przez mistrza.”

A więc wchodzę. Oślepia mnie różnorodność barw, światło, które wypełnia pomieszczenie, moje oczy, nie wiem co się dzieje, muszą przyzwyczaić się do tego stanu. Dopiero po chwili mogę cokolwiek rozpoznać, z wszystkiego, co mnie otacza.

To co teraz widzę, jest czymś najpiękniejszym, cokolwiek w życiu widziałem. Nie jestem w stanie opisać tego co widzę. To jest wspaniałe, piękne, cudowne. Myślę, że nie istnieje taki język na Ziemi, za pomocą, którego można by to opowiedzieć-zabrakłoby słów.

Moje rozważania zostają przerwane przez melodyjny, ciepły, serdeczny głos: „Czuję się zaszczycony, iż mogę pana powitać w naszej krainie, Admirale.” Przede mną znajduje się mężczyzna o szlachetnej budowie ciała, pogodnej twarzy, na której widać znamiona czasu. Siedzi na imponującym stole i ruchem ręki daje mi do zrozumienia, że mam zająć miejsce na jednym z przygotowanych wcześniej krzeseł. Wykonuję ten rozkaz. Następnie układa swoje dłonie tak, że koniuszki jego palców zostają scalone. Uśmiecha się do mnie.

„Przywołaliśmy pana do nas, bo ma pan na górze, w świecie duże znajomości”

„Na górze w świecie?”, z trudem łapałem oddech. „Tak”, i w ten sposób mistrz rozwiał moje wątpliwości, „Jest pan teraz w królestwie Aranni, we wnętrzu świata. Wkrótce pana misja tutaj zostanie zakończona, wkrótce wróci pan na powierzchnię ziemi. Ale najpierw muszę panu powiedzieć, dlaczego pana tu wezwałem, Admirale. Śledzimy wydarzenia na górze na ziemi. Nasze zainteresowanie wzrosło, gdy zrzuciliście pierwsze bomby atomowe na Hieroszimę i Nagasaki. W każdym tak strasznym momencie wkraczamy naszymi pojazdami w Wasz świat. Musimy ujrzeć na własne oczy to, co czyni Wasza rasa. Wy tymczasem powiecie: to było dawno temu, to przecież już HISTORIA. Ale dla nas to ma duże znaczenie. Nigdy nie mieszaliśmy się w wasze wojny – Wasze barbarzyństwo, zezwalaliśmy Wam na to. Tym czasem Wy zaczęliście eksperymentować z siłami wokół, których poznanie nie miało być dane człowiekowi. To znaczy atom.

Już próbowaliśmy kilka razy sprawującym władzę na świecie przekazać wiadomość – ale oni nie chcą nas słuchać. Z tego powodu zostali wybrani. Powinni dać świadectwo na to, że my i nasz świat we wnętrzu ziemi egzystujemy. Niech się pan rozejrzy a wówczas szybko pan stwierdzi, że nasza nauka i kultura o wiele tysięcy lat wyprzedza Waszą. Niech się pan rozejrzy, Admirale.”

„Ale”, przerwałem mistrzowi, „co ja mam z tym wspólnego, Sir?”

Mistrz zmierzył mnie wzrokiem i odpowiedział: „Wasza rasa osiągnęła ‘Point of no return’. Są wśród Was ludzie którzy są gotowi zniszczyć cały świat niż żeby oddać władzę, o której rzek0omo wiedzą wszystko.”

Znów skinąłem głową na znak tego że rozumiem jego wywód. Mistrz mówił dalej:

„Już od dwóch lat próbujemy się z Wami skontaktować. Jednak na wszystkie nasze próby odpowiadacie agresją. Nasze pojazdy są przez Wasze samoloty wojskowe śledzone, namierzane i zestrzeliwane. Teraz muszę panu powiedzieć, że na Ziemię nastąpi ogromny atak. To szaleństwo będzie trwało bardzo długo. Wasi naukowcy i Wasze armie stanowią mu naprzeciw, lecz nikt nie znajdzie rozwiązania. Ten atak mógłby zniszczyć wszelkie życie, całą cywilizację, każdą kulturę na Ziemi. Zapanowałby wówczas chaos. Wojna, która właśnie się skończyła jest tylko przykrywką do tego, co może Was spotkać. Dla nas tutaj staje się z każdym dniem i z każdą godziną coraz bardziej oczywiste. Roczne czasy na Waszej Ziemi zostaną przykryte całunem. Jednak myślę, że kilkoro z Waszej rasy przeżyje ten pożar. Co wówczas się wydarzy, o tym nie mogę nic powiedzieć. Jednak spoglądając daleko w przyszłość wiem, że powstanie nowa Ziemia zbudowana z ruin Waszego dawnego świata i każdy będzie ten świat wspominał i szukał jego legendarnych skarbów. A one będą znajdować się u nas. Gdy nadejdzie ten czas pomożemy ludziom swoją kulturę i rasę zbudować on nowa. Być może wówczas zrozumiecie, że wojna i przemoc nie prowadzi w przyszłość. Wówczas zostanie Wam przez nas dana wiedza, która już wcześniej znaliście. Od pana, mój synu, oczekuję tego, że wraz z tymi informacjami wróci pan na powierzchnię ziemi.”

Tym apelem mistrz zakończył rozmowę i pozostawił mnie bardzo zmieszanego, lecz tak naprawdę wiedziałem, że mistrz ma rację. Z wielkiego szacunku lub też z pokory, sam tego nie wiem, żegnając się z mistrzem lekko się ukłoniłem.

Zanim się spostrzegłem, przybyli moi towarzysze, którzy wcześniej mnie tu przyprowadzili. Wskazali mi drogę. Jednak ja jeszcze raz odwróciłem się w kierunku mistrza. Na jego twarzy gościł ciepły, przyjazny uśmiech. „Życzę panu miłej podróży, mój synu.” Na drogę otrzymałem od mistrza znak pokoju i wówczas nasze spotkanie nieodwołalnie dobiegło do końca.

Wróciliśmy szybko do naszego pojazdu. Wznieśliśmy się ku górze. Gdy wróciłem do mojego radiooperatora, zauważyłem strach w jego oczach. „Wszystko w porządku, nie martw się wszystko jest O.K.” – próbowałem go uspokoić.

Wraz z naszymi towarzyszami poszliśmy do szybującego krążka, który zawiózł nas szybko do samolotu. Silniki już działały, więc niezwłocznie wsiedliśmy na pokład. Gdy zamknęliśmy właz*, nasz samolot został zniesiony przez niewytłumaczalną siłę na wysokość 2.700 stóp (około 825 metrów) Towarzyszyły nam dwa ich pojazdy. Trzymały się one jednak w pewnej odległości od nas. Tachometr nie pokazywał żądnej prędkości, chociaż lecieliśmy z imponującą szybkością.

Nasze radio* znów działało i tak otrzymaliśmy ostatnią wiadomość od towarzyszących nam obiektów latających „Za chwilę wszystkie pańskie przyrządy zaczną działać, Admirale. Teraz musimy już pana opuścić. Do widzenia!”

Śledziliśmy wzrokiem obiekty latające do momentu, gdy znikły na niebieskim, bladym niebie. Nie rozmawialiśmy ze sobą, ponieważ każdy z nas był zajęty swoimi myślami.

—oooOooo—

Końcowe zapiski w dzienniku pokładowym:

Znów znajdujemy się nad ogromnym terenie pokrytym śniegiem i lodem. Jesteśmy oddaleni od bazy o 27 minut lotu. Możemy porozumieć się z bazą, której o niczym nie informowaliśmy. Mamy miękkie lądowanie.

Mam polecenie.

Koniec zapisków w dzienniku pokładowym.

Marzec 1947:

Byłem na posiedzeniu w Pentagonie. Poinformowałem wszystkich o moich odkryciach wiadomościach mistrza. Wszystko zostało spisane. Prezydent również został poinformowany. Byłem tu wiele godzin przesłuchiwany. Byłem wypytywany o wszystko przez lekarzy. To było piekło! Otrzymałem rozkaz: Dla dobra ludzkości muszę wszystko, co przeczytałem utrzymać w tajemnicy. Powiedziano mi, że jestem oficerem i dlatego muszę słuchać rozkazów.

Grudzień 1956

Ostatni zapis:

Kolejne lata po roku 1947 nie były dla mnie przyjemne. Robię ostatni zapis w tym szczególnym dzienniku. Muszę jeszcze wspomnieć, że moje odkrycia zatrzymałem dla siebie tak jak mi rozkazano. mam nadzieję, że ludzkość dowie się o tej tajemnicy, bo tylko wtedy istnieje dla niej jakaś nadzieja. Widziałem prawdę, lecz nie mogę jej wyjawić. Wierzę głęboko w to, że nadejdzie taki moment, kiedy władzom nie uda się już ukryć dłużej prawdy… Widziałem świat po tamtej stronie Bieguna,… centrum Obcych!

R.E.B. USNAVY

Tłumaczenie : IRG Toruń, maj 2004 r.

zrodlo Operacja Ziemia

AN KANA TE – LITTLE GRANDMOTHER – Kiesha Crowther

%d bloggers like this: