Jak zechcą przekonać Cię do oddawania czci kosmitom, czyli demonom

Jak zechcą przekonać Cię do oddawania czci kosmitom, czyli demonom!?

 

MISTERIA IZYDY

 

Misteria Izydy są pozostałością oryginalnych misteriów Bogini, które były sprowadzone na Atlantydę setki tysięcy lat temu przez Centralną Rasę.

Te misteria były praktykowane nieprzerwalnie przez niezliczone tysiąclecia na powierzchni planety w świętych świątyniach zadedykowanych dla Bogini.   Kontakt z obecnością Bogini, czystym archetypem świętej żeńskości, pochodzi bezpośrednio ze Źródła i był podstawą stabilności i harmonii w społeczeństwie.

 Po tym jak ingerencje sił ciemności zaczęły się na planecie, a zwłaszcza po inwazji archontów 26.000 lat temu, to idealne połączenie z żeńskim aspektem Źródła zostało zakłócone.

Astara była istotą z systemu gwiezdnego, Syriusz, która wzięła na siebie zadanie zachowanie obecności Bogini na powierzchni Ziemi w ostatnim cyklu 26.000 lat.

Była ona znana w Egipcie jako Aset,  w Grecji jako Izis. I to imię jest obecnie najpowszechniej używane.

Egipskie szkoły misteriów starały się zachować dziedzictwo atlantydzkich szkól misteryjnych tak czysto, jak to tylko możliwe.  Misteria Izydy, jak nauczano w egipskich a później grecko-rzymskich szkołach misteryjnych, zawierały to co następuje:

Istnienie boskiej płaszczyzny stworzenia czystej Miłości i Światła, gdzie nie może istnieć  ciemność i technik do uzyskania dostępu do tej płaszczyzny w waszej świadomości.

Nieśmiertelność Duszy i droga, aby stać się tą Duszą

Protokół jak uniknąć archontów i dotrzeć po śmierci do królestwa Światła.

Protokół jak ucieleśnić obecność Bogini i stać się żywym ucieleśnieniem tej obecności Bogini we wszystkich codziennych czynnościach.

 Misteria podziemnego królestwa.
.
Misteria świętej unii (hieros gamos).
.
Te misteria uczono tylko wtajemniczonych, natomiast masy czciły Izydę jako uosobienie bóstwa i protektorki, która może pomóc w trudnych czasach:

https://en.wikipedia.org/wiki/Mysteries_of_Isis

W starożytnym świecie, dwa tysiące lat temu, kult Izydy był najbardziej popularną i najbardziej rozpowszechnioną religią w całym rejonie śródziemnomorskim:

http://www.ancient-origins.net/ancient-places-europe/isis-egyptian-goddess-who-spread-her-wings-across-europe-006377?nopaging=1

Ze względu na jego ogromny wpływ na rozpuszczanie Zasłony w tamtych czasach, archonci opracowali plan, aby przejąć rozwijające się chrześcijaństwo i  przekształcić go w kult programowania umysłów, aby stłumić wszelkie kulty Bogini i egzekwować nicejskie credo:

 

 

 

http://www.oneworldofnations.com/2015/03/the-council-of-nicea-council-that.html

Misteria Izydy musiały stać sie tajne (sub rosa).

Alchemicy Różokrzyżowców próbowali je ożywić więcej niż 1000 lat później, ale ich prawdziwy powrót nastąpił dopiero w 18. wieku, gdy  Hrabia Saint Germain zainicjował Cagliostro w misteria i dał mu za zadanie rozprzestrzeniać je w całej Europie:

.

Cagliostro wtajemniczył wiele kobiet z francuskich wysokich sfer według instrukcji Saint Germaina, aby reformować i oświecać społeczeństwo od wewnątrz.  Kobiety te przesyłały kodowane wiadomości w języku migowym, jak zauważycie na poniższych ilustracjach (zwróćcie uwagę na  mudry rąk):

http: //madameisistoilette.blogspot.com2013_12_01_archive.html

.

Księżna de Lamballe była w tym czasie kapłanką Izydy, zainicjowaną przez Cagliostro i często kontaktowała się z Saint Germainem.

Mozart był uczniem Cagliostro i rozprzestrzeniał misteria Izydy poprzez swoją muzykę, zwłaszcza przez jego słynną operę, Czarodziejski Flet:

http://www.occult-mysteries.org/symbolism.html

.

.

Christian Jacq napisał serię książek o Mozarcie i jego powiązaniami z misteriami Izydy, które są  bliżej prawdy, niż mogłoby się wydawać:

https://www.amazon.com/Son-Enlightenment-Mozart-Christian-Jacq/dp/0743295218

Teraz nadszedł czas, aby ponownie ożywić misteria Izydy.

Możecie to zrobić poprzez słuchanie muzyki:

https://mihaildoman.com/

Poprzez pielęgnację waszej energii seksualnej:

http://recreatingbalance1.blogspot.com/2015/06/language-of-love-meditation.html

Poprzez łączenie się ze sztuką Bogini z przeszłości:

http://mini-girlz.tumblr.com/

Poprzez łączenie się z naturalnymi rytmami czasu przez kalendarz 13 księżyców.

http://mikephilbin.blogspot.com/2017/01/free-planet-timings-of-new-millennium.html

I przez przygotowywanie się do Wydarzenia poprzez łączenie się z Galaktyczną Boginią:

https://www.youtube.com/watch?v=v7xECRiZGaU&feature=share&list=PL0NrT0O8GyQhF5KeJUf0VmT-gSdY9mHKX&index=4

 

Zwycięstwo Światła!

 
Przetłumaczyła Krystal
 .
http://2012portal.blogspot.com/2017/01/mysteries-of-isis.html

 

Źródło:

Nowa Ziemia Enkiego

 

 

 

“… Ci, co naprawdę przybyli z Kosmosu, niczym się nie wyróżniają, wręcz przeciwnie. Są to bardzo skromni ludzie, nie rzucający się w oczy, wręcz odpychani od innych, bo nie trzymają się tego samego poziomu, co ludzie. A oni są właśnie z Kosmosu i ich rola, ich zadanie dopiero się rozpocznie…”

Enki

NOWA   ZIEMIA   ENKIEGO

Apokalipsa św. Jana Rozdział: 21

I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma.  I Miasto Święte – Jeruzalem Nowe ujrzałem zstępujące z nieba od Boga, przystrojone jak oblubienica zdobna w klejnoty dla swego męża.  I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu: „Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni Jego ludem, a On będzie „BOGIEM Z NIMI”.  I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już odtąd nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły”.  I rzekł Zasiadający na tronie: „Oto czynię wszystko nowe”. I mówi: „Napisz: Słowa te wiarygodne są i prawdziwe”.  I rzekł mi: „Stało się. Jam Alfa i Omega, Początek i Koniec. Ja pragnącemu dam darmo pić ze źródła wody życia.  Zwycięzca to odziedziczy i będę Bogiem dla niego, a on dla mnie będzie synem.  A dla tchórzów, niewiernych, obmierzłych, zabójców, rozpustników, guślarzy, bałwochwalców i wszelkich kłamców: udział w jeziorze gorejącym ogniem i siarką. To jest śmierć druga”.

SIEDMIU   MĘDRCÓW   ENKIEGO

 I przyszedł jeden z siedmiu aniołów, co trzymają siedem czasz pełnych siedmiu plag ostatecznych, i tak się do mnie odezwał: „Chodź, ukażę ci Oblubienicę, Małżonkę Baranka”.  I uniósł mnie w zachwyceniu na górę wielką i wyniosłą, i ukazał mi Miasto Święte – Jeruzalem, zstępujące z nieba od Boga,  mające chwałę Boga. Źródło jego światła podobne do kamienia drogocennego, jakby do jaspisu o przejrzystości kryształu:  Miało ono mur wielki a wysoki, miało dwanaście bram, a na bramach – dwunastu aniołów i wypisane imiona, które są imionami dwunastu pokoleń synów Izraela.  Od wschodu trzy bramy i od północy trzy bramy, i od południa trzy bramy, i od zachodu trzy bramy.  A mur Miasta ma dwanaście warstw fundamentu, a na nich dwanaście imion dwunastu Apostołów Baranka.  A ten, który mówił ze mną, miał złotą trzcinę jako miarę, by zmierzyć Miasto i jego bramy, i jego mur.  A Miasto układa się w czworobok i długość jego tak wielka jest, jak i szerokość. I zmierzył Miasto trzciną poprzez dwanaście tysięcy stadiów: długość, szerokość i wysokość jego są równe.  I zmierzył jego mur – sto czterdzieści cztery łokcie: miara, którą ma anioł, jest miarą człowieka.  A mur jego jest zbudowany z jaspisu, a Miasto – to czyste złoto do szkła czystego podobne.  A warstwy fundamentu pod murem Miasta zdobne są wszelakim drogim kamieniem. Warstwa pierwsza – jaspis, druga – szafir, trzecia – chalcedon, czwarta – szmaragd,  piąta – sardoniks, szósta – krwawnik, siódma – chryzolit, ósma – beryl, dziewiąta – topaz, dziesiąta – chryzopraz, jedenasta – hiacynt, dwunasta – ametyst.  A dwanaście bram to dwanaście pereł: każda z bram była z jednej perły. I rynek Miasta to czyste złoto jak szkło przeźroczyste.  A świątyni w nim nie dojrzałem: bo jego świątynią jest Pan Bóg wszechmogący oraz Baranek.  I Miastu nie trzeba słońca ni księżyca, by mu świeciły, bo chwała Boga je oświetliła, a jego lampą – Baranek.  I w jego świetle będą chodziły narody, i wniosą do niego królowie ziemi swój przepych.  I za dnia bramy jego nie będą zamknięte: bo już nie będzie tam nocy.  I wniosą do niego przepych i skarby narodów.  A nic nieczystego do niego nie wejdzie ani ten, co popełnia ohydę i kłamstwo, lecz tylko zapisani w księdze życia Baranka.

ENKI o Nowej Ziemi – sesje P. Lucyny Łobos-Brown

Nowa Ziemia kochani, to będzie tutaj, tak było mówione. Próbuję odliczyć czas w waszym ziemskim czasie – Rada Bogów odbyła się 8 i pół tysiąca lat od Ery Wodnika, a od przyjścia Wielkiego Wodza – 6 tysięcy i pół. Na posiedzeniu tej Rady było powiedziane – Ziemia będzie „Nową Ziemią”, wzorem dla innych cywilizacji.
Ale zanim to nastąpi – musi przejść oczyszczenie. Ziemię będą zamieszkiwać ludzie o czystych sercach, czystych umysłach. Zmieni się kod genetyczny. Tak samo i w waszych umysłach nastąpi tak zwane przebiegunowanie, czyli wasze umysły będą dostrojone do nowego czasu. Od roku 2012 zostanie wyzerowany Zegar Czasu i wszystko rozpocznie się od zera. Będziecie świadkami i uczestnikami w tym ogromnym wydarzeniu – włączenia nowego czasu. Wy, ludzie, nazwaliście to „precesją”, my mówimy: wyzerowanie czasu kosmicznego. Czyli nowy czas zaczyna się od roku 2012. Po roku 012 będą jeszcze przychodzić na Ziemię istoty, które żyły wcześniej, czyli prorocy i ci, którzy będą nauczać i jeszcze próbować ratować istoty ludzkie, bo całe oczyszczanie potrwa „jeden Kosmiczny Dzień”, czyli ziemskie tysiąc lat. Teraz jeszcze jesteście pod obserwacją innych planet i innych istot duchowych. Patrzą, jak sobie ludzie poradzą oraz istoty duchowe z tym wszystkim. Także, istoty ludzkie są zdane na opiekę Boga i jego synów oraz innych, którzy mają tę pracę zleconą względem Ziemi. Chodziło tylko o to, żeby wprowadzić nauki Jezusa w życie, ale to zostało odrzucone. My, oraz Niebiańska Armia jesteśmy już gotowi do akcji oczyszczania wraz z Jezusem. Czekamy tylko na znak dany nam od Stwórcy. Już żyją pomiędzy wami istoty zarówno z Drugiej Ziemi, jak i z Syriusza B. Jedni i drudzy są nie do rozpoznania. Przybyli z dawnych czasów, z czasów budowania Znaku Czasu, aby teraz uczestniczyć w ratowaniu Ziemi. Ważne jest aby zdać sobie sprawę z powagi sytuacji, gdyż nawet, jeśli ktoś zginie w tym oczyszczaniu, a posiada „znak życia”, na Ziemię powróci – ale biada tym, którzy otrzymają „znak śmierci”.

 

No cóż – jesteście dzisiaj światłymi ludźmi, i gdyby teraz wszyscy zaczęli wysyłać do siedziby bogów dobrą energię, energię miłości, to nie trzeba byłoby tyle zachodu, nie trzeba by było tak wielkiego oczyszczania. Na Ziemi zaczęłaby być wszechobecna energia miłości i Faraon nie byłby potrzebny. Ale tak nie jest. Więc uruchomienie osłony jest potrzebne, bo oczyszczanie Ziemi i tak być musi, ale byłoby już o wiele łagodniejsze, aniżeli tak, jak się rozpoczęło.
Gdybyście mogli zobaczyć, jaką brudną energią jest otoczona teraz wasza planeta? Ile brudu, zła i nienawiści kłębi się wokół Ziemi? Dlatego musi nastąpić to Oczyszczenie. Nie po to dostaliście wolą wolę, żeby tak było. I dopiero po tym oczyszczeniu, ta Ziemia będzie odbiciem Drugiej Ziemi. Będzie rajską planetą, bo takie było założenie właściciela Ziemi – Boga Wszechrzeczy. Macie napisane w Apokalipsie Jana, jak będzie wyglądać Nowa Ziemia – i tak się niebawem stanie. „Chorób nie będzie, bólu nie będzie, itd. – znacie…” Dlatego jest takie wołanie o otwarcie umysłów, gdyż już niebawem wiązki energii kosmicznej Słońca będą uderzać w Ziemię z wielką mocą energii i jeśli kanały energetyczne umysłów ludzkich nie będą otwarte, to może zakończyć się tragicznie, bo takiej mocy energii się nie wytrzyma. Grozi to paraliżem, wylewem, zawałem – to, czego organizm nie może wytrzymać. Może być udar, wiązki energii będą trafiać w to miejsce, gdzie w danym momencie organizm jest osłabiony. Dlatego nie odrzucajcie szkolenia pracy z energiami. Ci, którzy wykpią nasze wołanie – niechaj zaczekają, nie wytrzymają. Po roku 012 przybędą na Ziemię nauczyciele z Aszun i będą uczyć, czym jest naprawdę życie – bo to co jest dzisiaj, nie można nazwać życiem. I zobaczycie, że nawet ci, którzy dzisiaj uważacie, że są źli, też zaczną się zmieniać. Bo nie ma ludzi tylko złych, w każdym człowieku jest ta iskierka dobra – tylko trzeba umieć dotrzeć do serca drugiego człowieka.
Będziecie uczeni, czym naprawdę jest miłość, bo to co dzisiaj ludzie nazywają miłością jest nieporozumieniem.
Miłość tak naprawdę jest tym, żeby w drugim człowieku zobaczyć siebie i chcieć otrzymać od drugiego człowieka to, co najlepsze – i to co najlepsze, dać drugiemu człowiekowi.

Miłość jest wtedy, kiedy masz poczucie bezpieczeństwa. To jest miłość. Założeniem istot-bytów z Drugiej Ziemi jest, abyście po oczyszczaniu zostali doprowadzeni do takiej otwartości umysłów, abyśmy mogli odblokować wam następne pokłady w waszych mózgach i dać wam, nie tak jak teraz, że korzystacie z około 15 procent, ale dać 30, a potem 50 procent. Aby to się mogło stać, istoty ludzkie muszą się nauczyć wybierać dobro, rozróżniać co jest dobre, a co nie. I do tego posłuży przebiegunowanie waszych umysłów. Takiego przefiltrowania nie da się dokonać zbyt szybko, bo wasze umysły, mózgi by tego nie wytrzymały – dlatego ten proces będzie następował stopniowo.
I po to też potrzebna jest ta osłona wokół Ziemi, bo wasze systemy nerwowe mogą nie wytrzymać bombardowania tej negatywnej energii z planety, która się zbliża w waszym kierunku.

Nową Ziemię, mają zasiedlić nowi ludzie – oczyszczeni, istoty o czystych umysłach. Ci, którzy mają umysły skażone, nie chcą się leczyć, odejdą; taka jest prawda.

Na Ziemi zostaną ludzie, którzy szanują życie w całym wszechświecie, nie tylko na Ziemi, ale i inne cywilizacje. Nowa Ziemia, nowy porządek świata, nowe myślenie ludzkie. Umysły wasze oczyszczone. Będzie dużo pracy, bo będzie trzeba uporządkować wszystko to, co zostało zniszczone. Na koniec zacytuję słowa naszego wspólnego Wielkiego Ojca: „Ziemia – klejnot Wszechświata. Ziemia – wzorem dla innych cywilizacji. Ziemia – planetą szczęścia i miłości.” A biblijna „Wielka Nierządnica” będzie miała ukręcony i zdeptany łeb. Tak będzie – bo taka jest wola nasza.

Kiedy RYBA rozpoczynała swoje panowanie – z centralnego punktu osi Ziemi – to znaczy z miejsca, gdzie stoi Piramida – wyruszył pociąg w roku 33. Pociąg miał objechać całą kulę ziemską i miał na to 2000 lat. Pociąg ciągle jeszcze zbiera ludzi, którzy mają czyste serca. Pociąg wyruszył jedną z dróg. Dróg do centralnego punktu osi Ziemi jest wiele. Pociąg zabiera jeszcze ludzi, którzy chcieli uwierzyć w nasze istnienie. Ludzie wsiadali i wysiadali –
pociąg miał przystanki bardzo długie.

Z chwilą kiedy nastąpiła zmiana i RYBA oddała władzę WODNIKOWI, czyli Zegar Czasu Został wyzerowany – pociąg już jedzie po linii prostej do Piramidy, czyli do tego punktu zerowego. Jak wspomniałem, pociągiem kieruje maszynista, tym maszynistą jest Wielki Wódz – Książę – czyli Enlil, a wasz ziemski Jezus. On pozwala wsiadać i wysiadać. Ja natomiast, jestem na każdym przystanku. Ile mogę, tyle tłumaczę tym ludziom wysiadającym, żeby się jeszcze opamiętali i nawrócili dopóki pociąg stoi na stacji. Bo kiedy pociąg ruszy, już nie będzie wracał. Obecnie pociąg stoi na ostatnim przystanku w kierunku Wielkiej Piramidy – w 012 roku już nikogo nie zabierze.” Zależy nam na tym, żeby to nasze Przesłanie dotarło do wszystkich zakątków świata. Nieważne jest, czy to jest kolor skóry- czarny, biały, czerwony czy żółty. Dla nas każdy człowiek jest jednakowo ważny. Nieważne jest to, czy dany człowiek jest wyznania takiego, czy innego religijnego. Nie jest to dla nas ważne w co dany człowiek wierzy. Patrzymy na serce –
odbieramy jego energię serca. A to, czy dana osoba jest wyznania chrześcijańskiego, czy innej religii, to naprawdę nie ma znaczenia. Pan Bóg – wasz ziemski Bóg, stwarzając istoty ludzkie, dał wam jedno prawo, jedną miłość – i dlatego szanujemy was wszystkich, dokładnie wszystkich.

Wszystko ma swój wyznaczony czas i jest wyznaczona godzina Na wszystkie sprawy pod Niebem. Jest czas rodzenia i czas umierania, Czas sadzenia i czas wyrywania tego co zasadzono, Czas zabijania i czas leczenia, Czas burzenia i czas budowania. To co jest, już było, A to co ma być kiedyś, jest już teraz. Bóg przywraca to, co przeminęło.

Dzieci moje – sami nie wiecie, dlatego tak często spoglądacie w niebo i serce się wam ściska, bo tęsknicie do tego co jest w górze. Otóż powiem dlaczego. Przybyliśmy z nieba i zaaszczepiliśmy wam, lub żeby ladniej to brzmiało – przekazaliśmy wam nasz pierwiastek, pierwiastek boski. I każdy z was ten pierwiastek posiada. Bo tutaj też wyjaśniam, że ja też jestem tylko synem Boga. Otrzymałem Ziemię pod opiekę i zarządzanie w zespół z moim bratem i innymi moimi braćmi i siostrami – i teraz jesteśmy na Ziemi po to, żeby to co stworzył nasz Ojciec, wielki Niebiański Ojciec – ratować. Jestem więc Opiekunem Ziemi i nikt bardziej was nie zna jak ja.

Przecież byłem przy waszym tworzeniu, rozwoju, i byłem też, kiedy były te kataklizmy – i uwierzcie mi, że z ogromną rozpaczą patrzy się jak dzieło, które się tworzy, ma zginąć. A byliście tworzeni z wielkim trudem, dlatego kocham was istoty ludzkie. Uczyńcie najwyższy wysiłek własnej woli, a wówczas przed wami, przed waszymi oczami powstanie inny, cudowny, większy i o wiele ciekawszy świat, a którego dzisiaj naprawdę nie widzicie. Na ostatniej wielkiej Radzie Bogów, otrzymałem Ziemię w zarządzanie i doprowadznie do doskonałości umysłów ludzkich. Zadaniem moim jest rzucić garść myśli, które mogą pobudzić do zdrowego poglądu na świat, do myślenia waszego. A zdrową, nazywam taką świadomość, która widzi racje istnienia i utwierdza w przekonaniu, że warto żyć, padać i wznosić się – bo taka droga wiedzie do pokonania chaosu.

Chcę wzmocnić w każdym z was siłę woli w szamotaniu się ze złem- to tak ważne. Sam wiele cierpiałem, dlatego bliski mi jest każdy kto szuka pomocy. Do takich właśnie ludzi usiłujących odświeżyć nastrój dzisiejszej skołatanej duszy, przygniecionej walką o byt – pragnę i ja należeć, skromny Duch, Syn i
sługa Ojca Najwyższego.

Duchowy Opiekun Ziemi  ENKI

***

AN KANE TE, Ninhursag

Bractwo Węża

 

W historii Adama i Ewy odnotowaliśmy ukazanie się węża. Powszechnie uważa się, że był on nieprzyjacielem „Boga” – Szatanem, który przemienił się w gada. Biblia sugeruje, że ludzie do dzisiaj nie lubią węży, a nawet boją się ich z powodu owej rzekomej transformacji Szatana w Ogrodzie Edenu. Nie zapominajmy jednak, że historia Adama i Ewy ma wyłącznie charakter symboliczny. Zatem wąż jest w niej również tylko symbolem, a nie rzeczywistym stworzeniem.

 

Aby określić, kogo symbolizuje wąż, musimy ponownie wrócić do starszych, przedbiblijnych źródeł. Wynika z nich, że wąż miał w świecie starożytnym podwójne znaczenie symboliczne: jedno z nich dotyczyło „boga”-Nadzorcy Ea, stworzyciela i obrońcy rodzaju ludzkiego, drugie zaś reprezentowało wpływową organizację, z którą był on związany.

 

Z wszystkich zwierząt czczonych przez starożytnych żadne nie było tak poważane jak wąż. Stało się tak dlatego, iż był on godłem grupy, która posiadała duże wpływy na obu półkulach w społeczeństwach prehistorycznych. Tą grupą było zdyscyplinowane Bractwo, którego członkowie upowszechniali wiedzę duchową i dążyli do osiągnięcia duchowej wolności.Bractwo węża przeciwstawiało się sprowadzaniu ludzi do roli niewolników i zgodnie z egipskimi zapiskami usiłowało wyzwolić człowieka z więzów nałożonych nań przez Nadzorców. Bractwo upowszechniało również wiedzę naukową i wspierało wybitnych artystów, którzy istnieli w wielu starożytnych społeczeństwach. Dlatego wąż stał się symbolem czczonym przez ludzi a znienawidzonym przez Nadzorców.

 

Mezopotamskie teksty wskazują, że założycielem Bractwa był buntowniczy „bóg” Ea. Ea i jego ojciec Anu posiedli dogłębną duchową i etyczną wiedzę. Jej symbolem były drzewa z biblijnej opowieści o Adamie i Ewie. Tak naprawdę biblijne symbole w postaci drzew zostały wzięte z wcześniejszych wyobrażeń mezopotamskich. Występujący w nich owinięty wokół pnia drzewa wąż był identyczny z tym, którego przedstawiano później w Edenie.

 

Tak więc widzimy, że to Ea jest tym domniemanym oskarżonym, który usiłował wskazać jednemu z pierwszych ludzi (Adamowi) drogę do duchowej wolności. Jeśli Ea był prawdziwą postacią historyczną, jak uważali Sumerowie, to był najprawdopodobniej założycielem Bractwa Węża, którego zadaniem było zachowanie całej wiedzy, którą posiadał on i jego ojciec. Być może Bractwo przyjęło węża za swój symbol dlatego, że pierwszy dom Ea na Ziemi został zbudowany na mokradłach, w których żyło dużo węży, zwanych przez Ea Wężowym Bagnem.

 

Mimo wszystkich starań, zarówno legendarnemu Ea, jak i założonemu przezeń Bractwu nie udało się wyzwolenie rasy ludzkiej. Starożytne teksty mezopotamskie, egipskie oraz biblijne podają, że „wąż” został bardzo szybko zwyciężony przez inne ugrupowania Nadzorców. Biblia informuje nas, że wąż został pokonany, zanim ukończył swoją misję. Nie udało mu się przekazać Adamowi i Ewie „owocu” z drugiego „drzewa”. Ea (którego symbolem jest również wąż) został wygnany z Ziemi i był intensywnie oczerniany przez swoich przeciwników, aby nigdy więcej nie mógł zyskać szerokiej popularności u ludzi. Jego tytuł „Księcia Ziemi” zmieniono na „Księcia Ciemności”. Ludziom wmówiono, że jego jedynym celem było zagarnięcie wszystkich dusz i że to on jest winny całego zła dziejącego się na Ziemi.

 

Mimo swojego pozytywnego stosunku do ludzi Ea wcale nie był przedstawiany przez Sumerów jako święty. Wcale tak nie było. Mezopotamskie teksty mówią, że posiadał szereg wad. Można by go określić jako geniusza, który potrafił wiele zrobić i jednocześnie niefrasobliwie przewidywać konsekwencje swoich czynów. Tworząc rasę robotników (Homo sapiens) nie doprowadził tego dzieła do należytego końca, dając wrogom potężne narzędzie duchowej represji.

 

Były to wybrane fragmenty z książki Williama Bramley’a „Bogowie Edenu”.

 

 

Na całym świecie znajdujemy przykłady starożytnych kultów węża jako siły pozytywnej. Teologowie Zachodu zawsze używali biblijnej opowieści, aby przedstawić węża jako szatana.

 

A oto inne fragmenty – odnalezione i wybrane przeze mnie – dotyczące mitologicznego węża:

 

Azteckie mity, opisują stworzenie człowieka przez upierzonego węża. Także starożytni Majowie czcili upierzonego węża. Na Haiti, legendy o wężach sięgają czasów stworzenia świata. Również w Ameryce Północnej wąż stanowił nieodłączny element kultury rdzennych mieszkańców. Wąż dominował w sztuce Indian Hohokam. Na dalekim wschodzie, także znajdujemy wężowych bogów. Rdzenna ludzkość Australii troskliwie przechowuje legendy o wężu w mitach dotyczących stworzenia Ziemi.

 

Zadziwiające jest to, że w wielu mitologicznych opowieściach z rozmaitych kręgów kulturowych wspomina się „niebiańskich wężów”, które latały i działały w przestworzach, a także na Ziemi. W przekazach różnych ludów są określane jako „dawcy kultury”. Bez wątpienia nie chodzi o g a d y.

 

Warto zauważyć, że w mistycznym dziele egipskim Księga Zmarłych zawiera również wzmianki o bitwie, jaka rozegrała się między rządzącymi „bogami”-Nadzoracmi i „wężem”. W hymnach śpiewanych ku czci egipskich „bogów” czytamy:

Twój wróg, Wąż, szczezł w ogniu. Wąż Sebua padł na twarz, jego przednie kończyny są związane łańcuchami, tylne zaś odjęte zostały mu przez przez Ra. Synowie Buntu nigdy już nie powstaną. (The Book of the Dead,University Books, The New Hyde Park, 1960, str.343-3440)

 

Egipcjanie często przedstawiali swoich „bogów” jako postacie o zwierzęcych głowach lub obliczach. W wyżej przytoczonym cytacie Wąż posiadał cztery kończyny. W późniejszym czasie stał się on symbolem ciemności. Zanim jednak stworzono ten mit, Wąż zawsze występował jako niebezpieczny wróg rządzących „bogów”. Następcy Węża znani byli pod nazwą „Synowie Buntu” i dążyli do zniszczenia głównego „boga”-Nadzorcy i ustanowienia w jego miejsce dominacji „Węża” na Ziemi.

 

Liczne przytoczone wyżej przykłady trudno uznać za przejawy kultu szatana. Jeśli wąż wyobraża szatana, to może teologowie wyjaśnią dlaczego do dziś jest symbolem medycyny?

 

Na przykład w Starożytnym Egipcie spośród wielu zwierząt otaczanych kultem, najświętszym i najczęściej przedstawiany był wąż. Także Faraonowie często nosili emblemat w formie węża nad czołem.

Wobec naszej wrodzonej niechęci do węży tym bardziej intryguje nas, dlaczego zostały one uznane przez starożytne cywilizacje za święte symbole. Jeśli zastanowimy się nad azteckim upierzonym wężem, możemy dojść do wniosku, że pióra symbolizują boską umiejętność latania. W najdawniejszych czasach wąż nie budził negatywnych skojarzeń. Przeciwnie, był symbolem dobra – boga Ea (Enki), stwórcy ludzkości, tego samego boga, który ocalił ludzkość przed Potopem.

 

Tylko Biblii zawdzięczamy skojarzenie węża ze złem. Opowieść o Ogrodzie Edenu stanowi polityczny paszkwil jednego boga przeciw drugiemu.

 

źródło

Enki stawał w obronie nowego ziemskiego lu­du

 

 

Fragmenty ksiazki Van Helsinga  – „Ręce precz od tej ksiazki „

 

 

„… Enki dobrze odniósł się do swego dzieła. Teksty mezopotamskie przedstawiają Enkiego jako tego, który w rodzie istot pozaziemskich stawał w obronie nowego ziemskiego lu­du. Protestował on przeciwko wielu okrucieństwom, jakie spotykały ludzi ze strony innych istot pozaziemskich, między innymi za sprawą jego przyrodniego brata Enlila. Z tabliczek wynika, że Enki nie chciał zniewolenia człowieka, ale został w tej kwestii przegłosowany…”

 

„…Założycielem „Bractwa Węża” był buntowni­czy z natury, ale i twórczy książę Enki. W tekstach czytamy, że Enki i jego ojciec Anu mieli rozległą wiedzę w za­kresie etyki i wiedzę duchową, która znalazła odzwierciedlenie w biblijnej opowieści o Adamie i Ewie. Enki został uznany winnym w tym sensie, że dał człowiekowi wiedzę o pochodzeniu rodu ludzkiego, o jego stwórcach (isto­tach pozaziemskich) i jego wolności, a zarazem pomógł człowiekowi osiągnąć wolność ducha…”

 

„…Enki, który pomógł niewolnikom staç się nową rasą, namówił ich do spożycia owego owocu, ponoç wystąpił nie przeciwko Bogu, tak jak czyta­my w Biblii, lecz przeciw okrutnym czynom pozaziemskich „bogów”, a także swego ojca, króla istot pozaziem­skich…”

 

„…Mimo dobrych chęci Enkiemu i „Bractwu Węża” zapewne nie powiodło się wyzwolenie człowieka. Tabliczki mezopotamskie mówią o tym, że „Wąż” („Bractwo Węża”) w krótkim czasie uległ przewadze innych frakcji rzą­dzącej elity istot pozaziemskich. Enki został wygnany na Ziemię i bezwzględnie oczerniony przez swoich wro­gów, aby nigdy już nie mógł zyskaç sobie zwolenników. Zmieniono jego tytuł: „Władcę Ziemi” zastąpił „Władca Ciemności” – Enki okazuje się upadłym „synem jutrzenki” (jakże to spadłeś z niebios, /Jaśniejący, Synu Ju­trzenki? /Jakże runąłeś na ziemię, / ty, który podbiłeś narody?) on właśnie, jako najpiękniejsza i najpotężniej­sza istota w swoich czasach, jawi się jako ten, który niesie światło; był nosicielem światła dla Germanów, Gre­cy znali go pod imieniem Heliosa albo Fosforosa, jego łacińskie imię brzmiało: Luciferus. Został więc utożsa­miony z diabłem! Przedstawiano go jako śmiertelnego wroga istoty najwyższej, w tym 
przypadku: jego ojca, dowódcy statku kosmicznego, ale mieszkańcom Ziemi wmawiano, że był wrogiem ich stwórcy (co zresztą niecałkiem mijało się z prawdą). Zapewniano ludzi, że całe zło świata pochodzi od nie­go i że pragnie on ich duchowego zniewolenia…”

 

 

 

Więcej przeczytacie Państwo, w poniższych fragmentach książki…

 

 

Sumeryjska lista królów stanowi chronologiczny wykaz wład­ców, miast i wydarzeń. Imię pierwszego „boga” na Ziemi, który zaplanował pojawienie się pierwszej – „boskiej” -królewskiej dynastii dla Eridu oraz czterech pozostałych miast, jest niestety nieczytelne. Różne teksty wykazują jednak zgodność w tym punkcie i nazywają Enkiego „panem lądu”, w języku akadyjskim zwany jest EA (pan głę­bin). Nosił on przydomek Nudimmud (ten, który potrafi coś stworzyç). Był to mędrzec, propagator kultury, znako­mity przyrodnik, nauczyciel oraz inżynier. Rodzicami Enkiego byli: Anu (An), władca Nibiru i bogini Numma. Jako pierwsze miejsce zamieszkania wykazał on obszar przylegający do bagien i zapowiedział: Tutaj osią-
dziemy. Teren, który Enki objął we władanie, stał się sie­dzibą monarchy i głównym miejscem kultu. Wieloletnie wydobywanie złota w bardzo trudnych warunkach – na obszarze Abzu (nisko położonego obozowiska) – sprawi­ło, że narastało niezadowolenie ludu Anunnald. Gdy do obozu przybył Enilii, brat Enkiego, wybuchło powstanie. Robotnicy nie chcieli dłużej pracowaç… Między innymi dlatego, że w okresie pracy na Ziemi byli narażeni na ziemską grawitację, a tym samym na starzenie się. 

 

(…)
Doszło do narady „bogów”, na którą przybył także wielki władca Nibiru, Anu, i stanął po stronie społeczności Anunnaki. Ale oto Enki znalazł rozwiązanie: trzeba stworzyç prymitywnego robotnika, lulu. Lud Anunnaki przystał na to.
Z sumeryjskich zapisów wynika jedno­znacznie, iż pierwszy człowiek został stworzony sztucznie, i to w jednym tylko celu: czekała go praca na rzecz „bogów”. Miał byç ich niewolnikiem i właśnie dlate­go nazwany został przez Sumerów lulu amelu (co oznacza: prymitywny robotnik).

 

Wcześniej gdy lud Anunnaki znalazł się w epoce lodowcowej na Ziemi, w okolicy, w której nastąpiło lądowanie, na­tknął się zapewne na ów zdegenerowany typ istoty ludzkiej. Ale przedstawiciele nauk przyrodniczych po dziś dzień nie potrafią sobie tego wytłumaczyć, zwłaszcza że wykształcenie się gatunku Homo sapiens, czyli czło­wieka, z naczelnych dokonało się w bardzo krótkim czasie. Brak wyjaśnienia owego przejścia od jednej fazy rozwoju ewolucyjnego do drugiej specjaliści określają jako missing link – brakujące ogniwo. 

 

Powróçmy jednak do kraju Sumerów i do ludu Anunnaki. Szukali oni rozwiązania pewnego problemu, jaki stwarzali członkowie społeczności. Rozwiązaniem okazał się prymitywny mieszkaniec tej właśnie okolicy. O jego losach tabliczki Sumerów informują dokładnie. Odnajdujemy zarazem ogniwo pośrednie w łańcuchu ewolucyjnym: pomiędzy gatunkiem Homo erectus a Homo sapiens.
Z tabliczek można się dowiedzieç, że pierwszy człowiek- robotnik (Adam) został stworzony sztucznie przez bogów ludu Anunnaki. Doszło więc do manipulacji, której następstwem było ogromne przyspieszenie rozwoju tego typu istoty ludzkiej.
Według dawnych tekstów, twórczy pomysł pochodził od Enkiego (Ea), a zrodził się on, gdy Enki dowiedział się, że podjęto decyzję o ukształtowaniu postaci zwanej Adamo. Prymitywny człowiek, którego Anunnaki zna­leźli w swojej okolicy, wydał się im odpowiednim materiałem na nowego niewolnika.
Stworzenie nowego niewolnika nie udało się od razu, eksperymentowano więc. Wczytując się w kolejne starożytne przekazy, dowiadujemy się, że Anunnaki potrzebowali wiele czasu na znalezienie właściwego „ob­razu”, czyli odpowiedniej mieszanki genetycznej. Od ich własnych początków do pojawienia się pierwszego „Adama” minął długi czas.
Nie zapominajmy zresztą o tym, że i w naszej hipernowoczesności naukowcom, którzy zainteresowali się manipulacjami genetycznymi i klonowaniem, przychodzi podejmowaç wiele, bardzo wiele prób, zanim uzyska­ją „doskonały” wynik – mając tę świadomość, dopatrzymy się sensu w starożytnych przekazach. Bogowie ludu Anunnaki mieli pewno takie same trudności, jak my, którzy żyjemy dzisiaj. Oni też potrzebowali sporo czasu na próby, które pozwoliłyby uzyskaç „doskonały” efekt.(42)

 

Dla nas szczególnie ważne jest to, że Enki dobrze odniósł się do swego dzieła. Teksty mezopotamskie przedstawiają Enkiego jako tego, który w rodzie istot pozaziemskich stawał w obronie nowego ziemskiego lu­du. Protestował on przeciwko wielu okrucieństwom, jakie spotykały ludzi ze strony innych istot pozaziemskich, między innymi za sprawą jego przyrodniego brata Enlila. Z tabliczek wynika, że Enki nie chciał zniewolenia człowieka, ale został w tej kwestii przegłosowany. Ludzie, traktowani przez swych panów po prostu jak zwie­rzęta juczne, byli narażeni na przejawy okrucieństwa. Ponadto w inskrypcjach mowa jest o głodzie, chorobach i czymś, co dziś określamy jako wojnę biologiczną. Gdy owo ludobójstwo nie spowodowało jednak wystarcza­jącego spadku liczebności ludzi, postanowiono ich zgładzić poprzez potop, także w nadziei na to, że będzie można się pozbyç istot „niecałkiem udanych” – mieszańców, mutantów i zwierzoludzi.
Dziś wielu archeologów potwierdza, że przed tysiącami lat na Bliskim Wschodzie nastąpił potop, o którym czytamy zresztą nie tylko w źródłach już tu wspomnianych, ale i w mitach Indian północnoamerykańskich.
Według tekstów sumeryjskich, Enki opowiedział pewnemu Mezopotamczykowi imieniem Utnapisztim o pla­nie, jaki uknuli jego pozaziemscy pobratymcy, i poradził mu zbudowaç okręt, aby z pewną ilością złota, z ro­dziną, trzodą, kilkoma rzemieślnikami oraz dziką zwierzyną wypłynął na morze.
Podobnie jak wiele innych opowieści starotestamentowych, historia Noego ma swoje źródło w dawniej­szych tekstach mezopotamskich. Żydzi zmieniali tylko imiona, a z licznych bogów” powstał „jedyny Bóg – Pan” wyznawców judaizmu.

 

Wśród zwierząt czczonych przez człowieka żadne nie miało tak wielkiej wymowy symbolicznej i takiej rangi, jak wąż, a to dlatego, że był on znakiem pewnej grupy, która wywarła niemały wpływ na wczesne kultury obu pół­kul. Grupę tę stanowiło bractwo uczonych pragnących upowszechniaç wiedzę i sprzyjaç osiąganiu przez ludzi duchowej wolności – „Bractwo Węża”. Walczyło ono ze zniewoleniem istot rozumnych i usiłowało wyzwoliç ludz­kość spod jarzma pozaziemskiego. (Starotestamentowe określenie węża brzmi: nahasz, a wywodzi się ono ze źródłosłowu NHSH i oznacza tyle, co rozszyfrowywaç, wykrywaç). Założycielem „Bractwa Węża” był buntowni­czy z natury, ale i twórczy książę Enki. W tekstach czytamy, że Enki i jego ojciec Anu mieli rozległą wiedzę w za­kresie etyki i wiedzę duchową, która znalazła odzwierciedlenie w biblijnej opowieści o Adamie i Ewie. Enki został uznany winnym w tym sensie, że dał człowiekowi wiedzę o pochodzeniu rodu ludzkiego, o jego stwórcach (isto­tach pozaziemskich) i jego wolności, a zarazem pomógł człowiekowi osiągnąć wolność ducha. W ogrodzie E.DIN, który dla społeczności Anunnaki był sadem i w którym pracowali także niewolnicy z gatunku Homo sa­piens, obowiązywał zakaz zjadania owoców z pewnej jabłoni – z drzewa wolności. 
Dlaczego było to zakazane? Jakież to niebezpieczeństwo kryło się w jabłku?
Wczytajmy się w krótki fragment Starego Testamentu, aby sprawdziç, co na ten temat mówi Biblia. W Księ­dze Rodzaju znajdujemy ten oto passus: A wąż byt bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądow
Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: „Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszyst­kich drzew tego ogrodu?” Niewiasta odpowiedziała wężowi: „Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko
0 owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu. Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go do­ 
tykaç, abyście nie pomarli”. Wtedy rzekł wąż do niewiasty: „Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spo-
żyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło”. (Rdz. 3,1-5)
Każdemu, kto uważa Stary Testament za ważny dla siebie, już choçby ten fragment powinien daç do my­ślenia: otóż jego „Bóg” kłamie! Adam i Ewa nie umarli… 

 

Spożywanie tego owocu i – w efekcie – „poznanie” dobra i zła miały ogromne znaczenie, bo dawały ludziom możliwość rozmnażania się – dzięki osiągnięciu statusu istot świadomych. Wcześniej ludzie byli tylko hybryda­mi, powstałymi z krzyżowania dwóch odmiennych ras i, jak wszystkie hybrydy, istotami bezpłodnymi. Mezopo-tamista Zacharia Sitchin interpretuje sumeryjski tekst jako świadczący o uznaniu człowieka za mieszańca ga­tunków:
Anunnaki i Homo erectus, za poprzednika gatunku Homo sapiens.
Społeczności Anunnaki ludzka chęć rozmnażania się nie była oczywiście na rękę, zależało bowiem owym istotom na zachowaniu kontroli nad swoim eksperymentem. Wiedza, jaką uzyskali ówcześni ludzie przez zje­dzenie owocu, nie miała charakteru naukowego, sprowadzała się do poznania możliwości płodzenia, wydoby­cia się ze statusu bezpłodnych hybryd i stania się rasą istot zdolnych do posiadania potomstwa. Anunnaki by­li tą ambicją bardzo rozgniewani i dlatego wypędzono ludzi z ogrodu E.DIN. Enki, który pomógł niewolnikom staç się nową rasą, namówił ich do spożycia owego owocu, ponoç wystąpił nie przeciwko Bogu, tak jak czyta­my w Biblii, lecz przeciw okrutnym czynom pozaziemskich „bogów”, a także swego ojca, króla istot pozaziem­skich. 

 
Mimo dobrych chęci Enkiemu i „Bractwu Węża” zapewne nie powiodło się wyzwolenie człowieka. Tabliczki mezopotamskie mówią o tym, że „Wąż” („Bractwo Węża”) w krótkim czasie uległ przewadze innych frakcji rzą­dzącej elity istot pozaziemskich. Enki został wygnany na Ziemię i bezwzględnie oczerniony przez swoich wro­gów, aby nigdy już nie mógł zyskaç sobie zwolenników. Zmieniono jego tytuł: „Władcę Ziemi” zastąpił „Władca Ciemności” – Enki okazuje się upadłym „synem jutrzenki” (jakże to spadłeś z niebios, /Jaśniejący, Synu Ju­trzenki? /Jakże runąłeś na ziemię, / ty, który podbiłeś narody?) on właśnie, jako najpiękniejsza i najpotężniej­sza istota w swoich czasach, jawi się jako ten, który niesie światło; był nosicielem światła dla Germanów, Gre­cy znali go pod imieniem Heliosa albo Fosforosa, jego łacińskie imię brzmiało: Luciferus. Został więc utożsa­miony z diabłem! Przedstawiano go jako śmiertelnego wroga istoty najwyższej, w tym 
przypadku: jego ojca, dowódcy statku kosmicznego, ale mieszkańcom Ziemi wmawiano, że był wrogiem ich stwórcy (co zresztą niecałkiem mijało się z prawdą). Zapewniano ludzi, że całe zło świata pochodzi od nie­go i że pragnie on ich duchowego zniewolenia. 

 

Według naukowych danych dzieje ludzkości rozpoczęły się 3800 lat p.n.e. w państwie sumeryjskim. Wcze­śniej byliśmy jakoby zbiorowością obrośniętych dzikusów i barbarzyńców. Tyle, że nasuwają się tu pewne wątpliwości. Oto na przykład przyjęło się datowanie Sfinksa na 2500 rok p.n.e. i uznawanie faraona Chefrena za tego, który zainicjował jego budowę. Tymczasem R.A. Schwaller, matematyk i orientalista, jak też egiptolog John Anthony West jednoznacznie wykazali, że wzory erozyjne na powierzchni Sfinksa mogły powstaç tylko w następstwie działania wody. Z ich badań wynikło, iż nie piasek i nie wiatr przyczyniły się do powstania wzo­rów erozyjnych, lecz spowodowała je woda płynąca na głębokości 70 m. Westowi udało się wyliczyç, że Sfinks musiałby przez co najmniej 1000 lat byç narażony na ciągłe opady deszczu, ażeby mogły powstaç ta­kie ślady erozji. Geologia i archeologia mają więc w tej kwestii całkowicie rozbieżne poglądy. Sahara liczy so­bie aż 7-9 tysięcy lat, a to oznacza, że Sfinks istnieje co najmniej 8-10 tysięcy lat. Nasz świat nauki utrzymuje wszakże, iż w owych czasach nie było na tamtym obszarze kultur wysoko rozwiniętych i na pewno nie takich, które potrafiłyby wznieść coś takiego jak Sfinks; zresztą nawet przy dzisiejszej technice niełatwo byłoby zbu­dowaç Sfinksa.

 

Czy owi goście opuścili nas na zawsze, czy raczej powrócą? A może niektórzy z. nich w ogóle nie opuszczali Ziemi? Czyżby władcy tego świata uzgodnili, że nadal mogą – jak dawniej – eksploatowaç różne surowce
Czy owe istoty przybywają na Ziemię tylko po to, żeby zabieraç złoto? Można przy­puszczaç, że Anunnaki zjawili się na Ziemi dla złota i pozyskiwali je przez tysiące lat. Nie zależało im na za­władnięciu Ziemią, bo przecież za każdym razem powracali na swoją planetę! Nie oni są więc dla nas, ludzi, groźni. Zresztą póki przebywają na Ziemi, starzeją się, co było powodem buntu robotników Anunnaki. 
Ale tymczasem Ziemia została zaludniona. Przyjmijmy, że państwo i ja należymy do społeczności Anunna­ki. Stwierdzamy teraz, po dłuższej nieobecności na Ziemi, że to i owo się tutaj zmieniło. Zwłaszcza w ciągu ostatnich stu lat człowiek dokonał dużego postępu w technice i sam już podróżuje w kosmosie. Posiada bom­by atomowe, radar i dysponuje innymi wynalazkami, które nie pozwalają nam po prostu wylądować tutaj, by wydobywaç materiał, którego pilnie potrzebujemy. Co robiç? Zawładnąć tą planetą? Nie warto. Na cóż nam ona? Tutaj zbyt szybko się starzejemy. Pozostaje więc tylko jedno wyjście – zawrzeç układ z kimś, kto może nam pomóc w uzyskaniu tego, czego potrzebujemy, a potem znowu zniknąć. Prawdopodobnie będziemy mu­sieli zaproponowaç coś od siebie – dojdzie do swoistej wymiany. Czy zaoferujemy jakąś technologię?

 

(…)

 

Od Ninhursag:

Enki pomógł w wyzwoleniu Istot Ludzkich, za co został wygnany z Królestwa Niebiańskiego… Naraził się swemu Ojcu Anu i całemu rodowi Annunaki – ale mimo to podjął decyzję o POMOCY LUDZIOM… Co przypłacić ogronmną ceną…

W KRÓTCE CAŁA PRAWDA UJRZY SŁOŃCE…

 

 

Biblijne anioły to tak naprawdę przybysze z kosmosu

Stygmatyk, który wierzy w UFO

Stygmatyk, który wierzy w UFO

 

Maryja wyjaśniła mi także mesjanistyczną naturę obcych. Chodzi o to, że biblijne anioły to tak naprawdę przybysze z kosmosu, którzy doglądają ewolucji człowieka. Pochodzą oni z innych układów gwiezdnych i poruszają się dzięki technologii, która z naszego punktu widzenia jest jak science-fiction. W Biblii ich pojazdy opisane zostały jako „cudowne chmury” lub „ogniste rydwany”.

 

Giorgio Bongiovanni – kontrowersyjny stygmatyk opowiedział o swych ranach, misji i proroctwach na zbliżający się trudny czas. Rozmawiał Piotr Cielebiaś.

Czy nadal posiada pan stygmaty? Co się stało ze słynnym krwawym krzyżem na czole? Pierwsze rany pojawiły się u pana w związku z objawieniami maryjnymi. Czy otrzymał pan wówczas od Matki Boskiej jakieś specjalne przesłanie?

 

Od 2 września 1989 r., a więc od prawie 24 lat, noszę na ciele – dokładnie na dłoniach, stopach i klatce piersiowej – rany męki Pańskiej, które krwawią prawie codziennie. Miałem też krwawy krzyż na czole, ale gdy zająłem się dziennikarstwem śledczym poprosiłem Matkę Bożą, żeby mi go usunęła, ale pozostawiła towarzyszący mu ból. Nie chciałem łączyć osobistych doznań z moją misją.

Podczas pierwszego objawienia Maryja opowiedziała mi o trzeciej tajemnicy fatimskiej, którą przekazała wizjonerom w 1917 r., prosząc bym ją ujawnił, ponieważ Kościół zataił jej prawdziwą treść. Powiedziała mi też, że w przeszłym wcieleniu byłem Franciszkiem – jednym z fatimskich wizjonerów, który przedwcześnie zmarł. Moja misja miała być dopełnieniem jego życia. Matka Boska kazała mi jechać do Fatimy, gdzie miałem otrzymać „znak”, który stanowiłby dla innych dowód na moje słowa i misję. Sam nie przypuszczałem wtedy, że będą to stygmaty.

Prawdziwa trzecia tajemnica fatimska mówi o samounicestwieniu ludzkości i ogólnoświatowej wojnie nuklearnej. Już podczas objawień w 1917 r. Maryja zapowiedziała, że w XX stuleciu człowiek stworzy potężną broń – broń jądrową. Oczywiście była to przestroga, która nie musiała się wypełnić, gdyby ludzie w porę się opamiętali, jednak obecnie nasza rasa może w ciągu kilku sekund zniszczyć planetę przy pomocy szaleńczej siły, którą sama stworzyła.

Maryja wyjaśniła mi także mesjanistyczną naturę obcych. Chodzi o to, że biblijne anioły to tak naprawdę przybysze z kosmosu, którzy doglądają ewolucji człowieka. Pochodzą oni z innych układów gwiezdnych i poruszają się dzięki technologii, która z naszego punktu widzenia jest jak science-fiction. W Biblii ich pojazdy opisane zostały jako „cudowne chmury” lub „ogniste rydwany”.

Matka Boża nakazała mi, bym obudził ducha w ludziach, którzy są zaślepieni przez materializm lub zaprzedali się Złemu, albowiem zbliża się „dzień sądu”. Mówiła, że boskie miłosierdzie nie jest niewyczerpane, a proces zbawienia, który rozpoczął się po zstąpieniu Jezusa na Ziemię powoli dobiega końca. Punktem krytycznym będzie jego ponowne przyjście, o którym mówią Ewangelie. Za nim przybędą TE istoty, ponieważ są one jego anielską eskortą. Według słów Maryi, ludzie będą naocznymi świadkami lądowania milionów ich statków „z wielką mocą i chwałą” – jak pisze Mateusz Ewangelista.

Maryja dodała, że nadszedł czas powrotu Jezusa, ale nikt nie zna dnia ani godziny i nie można się na to przygotować. Dziś wielu ludzi, widząc to, co dzieje się na świecie, traci wiarę. Patrząc na nękające Ziemię kryzysy i katastrofy dochodzą oni do wniosku, że Boga nie ma. Nim jednak objawi się on ludziom, na niebie pojawi się znak – wielki krzyż. Będzie to sygnał dla wszystkich mieszkańców globu. Dla wielu ludzi będzie to okres niepokoju, ale gdy dojdzie do sądu nad duszami, wszystkie wojny zostaną wstrzymane. Okaże się wtedy, kto będzie godzien wejść do Królestwa Pokoju, które Jezus ustanowi na Ziemi.

Na koniec Matka Boża poleciła mi, abym ujawnił światu oblicze Antychrysta – światu, gdzie wszędzie czai się zło, korupcja i gdzie grupy przestępcze przekupują polityków i duchownych. By walczyć z tym procederem powołałem do życia pismo „ANTIMAFIA Duemila”, w którym staram się uczulać ludzi na te problemy.

A jak to jest być stygmatykiem? Czy zjawisko to można wyjaśnić naukowo? Co o pańskich ranach mówili lekarze?

Jak wspomniałem, od 2 września 1989 r. moje życie radykalnie się zmieniło. Poświęcam je w całości misji, którą powierzyła mi Matka Boża i jej Syn. Żyję w nieustannym cierpieniu, które zaostrza się, gdy rany krwawią, a ja ponownie przeżywam mękę Pańską. Może mnie to spotkać w każdym miejscu. Raz zdarzyło mi się to nawet w samolocie.

Gdy się to zaczyna, czuję „wewnętrzne wezwanie”. Widzę twarz z Całunu Turyńskiego – szaty grobowej Chrystusa przechowywanej w katedrze w Turynie, na której odcisnęła się jego twarz (relikwię badała nawet agencja NASA). Twarz ukazuje mi się otoczona jasnością, mówi do mnie i przekazuje informacje. Mówi, że praca jest ważniejsza od modlitwy, dlatego założyłem Międzynarodowe Stowarzyszenie Funima – organizację non-profit, która pomaga najbardziej bezbronnym i najsłabszym istotom na planecie – dzieciom.

Akceptując misję musiałem stłumić w sobie własną wolę i podporządkować się Bogu, który obdarzył mnie znakiem, jaki każdy może zobaczyć. Mówiły o nim media na całym świecie, choć sam staram się nie obnosić ze stygmatami. Nie jestem już takim człowiekiem, jak dawniej – nie mogę poświęcać się rodzinie, jeździć na wakacje, oglądać filmów czy czytać książek. Nie mam życia prywatnego, ale raduje mnie to, że służę Panu i jego Aniołom, i w pełni akceptuję cierpienie, którym mnie obdarzył, bo biorę przez to udział w męce Chrystusa.

My, stygmatycy, jesteśmy częścią planu Zbawiciela. Jezus przez stulecia przypominał o sobie, obdarzając różnych ludzi znakami swojej męki. Ludzkie ciało jest symbolem jego konania na krzyżu i choć ma nietrwałą naturę, daje nadzieję życia: „Nie zostawię was sierotami. Przyjdę po was” – mówi Jezus w Ewangelii św. Jana.

Choć badało mnie wielu ekspertów z całego świata, w tym psycholodzy i psychiatrzy, nie wykryto u mnie żadnych odchyleń od normy. Hematolodzy i chirurdzy, którzy pobrali próbki krwi ze stygmatów i porównali ją z krwią naczyniową ustalili, że ta pierwsza krzepnie dużo szybciej, nie jest podatna na infekcje i emituje niezwykłą różaną woń. Ziemska nauka, nadal bardzo ograniczona, nie potrafi wyjaśnić zagadki stygmatów, ponieważ nie zwraca uwagi na ich duchowy wymiar i analizuje je tylko przez pryzmat medycznej przypadłości.

Pana misja rozpoczęła się w Fatimie. Dlaczego pańskim zdaniem Kościół nie ujawnił całej prawdy o trzeciej tajemnicy fatimskiej? Czy jej opublikowana treść rozmija się z tym, co usłyszeli w 1917 r. mali wizjonerzy?

13 maja 2000 r., przy okazji beatyfikacji dwójki nieżyjących pastuszków – świadków objawienia fatimskiego – Hiacynty i Franciszka, Jan Paweł II powiedział, że zamierza ujawnić trzecią tajemnicę przekazaną przez Maryję. Kościół ogłosił jej „oficjalną” treść, ale nie ujawnił najważniejszej części, która dotyczyła III wojny światowej, katastrof naturalnych, przybycia istot pozaziemskich oraz ponownego przyjścia Chrystusa. Prawdziwa trzecia tajemnica mówi też o korupcji za murami Watykanu, podziale w łonie Kościoła oraz o boskiej karze, dużo dotkliwszej od potopu, w której życie straci dwie-trzecie ludzkości.

Niestety, jedyna żyjąca świadek objawień w Fatimie, siostra Łucja dos Santos, wolała ugiąć się pod naciskiem kościelnych władz i wybrała milczenie. To dlatego Matka Boska płacze teraz krwawymi łzami i wybrała do głoszenia swojej nowiny mnie – świeckiego człowieka, ponieważ nie obowiązują mnie żadne przysięgi. Nie da się mnie uciszyć czy przekupić. Mówię jak jest – nie przepuszczam prawdy przez żadne filtry.

Pojawiło się wiele publikacji na temat objawień w Fatimie, według których nie był to cud, a raczej spotkanie z inną, wyższą inteligencją, być może o rodowodzie pozaziemskim. Zwracano uwagę na fakt, że wiele elementów tych wydarzeń przypomina współczesne spotkania z UFO. Co pan o tym sądzi?

Gdy objawiła mi się Maryja zauważyłem, że wyłania się ona z wnętrza jasnej kuli. Nie ja jedyny o tym mówię. Istnieje wielu świadków, którzy podczas objawień widzieli, a nawet sfotografowali kule światła. Pojawiają się one, ponieważ wysoko rozwinięte istoty przemieszczają się z jednego kosmosu do drugiego dzięki urządzeniom, które składają się z tej samej materii, co ich ciała. Kiedy przybywają do naszego fizyczno-materialnego wymiaru mogą sprawiać, że ich pojazdy stają się widoczne dla ludzkich oczu dzięki procesowi materializacji – zestalania energii. Nauka obcych jest dla nas niczym science-fiction i jest w pełnej harmonii z prawami kosmosu, pozwalając im na kontrolę żywych komórek.

Za swój cel uznaje pan niedopuszczenie do unicestwienia Ziemi. Co siły, z którymi się pan kontaktuje mówią o obecnej sytuacji na naszej planecie? Jakie jest ich zdanie na temat konfliktu koreańskiego, syryjskiego, terroryzmu, kryzysu ekonomicznego i innych problemów? Jaki będzie finał tych wydarzeń?

Odkąd człowiek nauczył się wykorzystywać energię jądrową i prowadzić nad nią testy i badania, istoty z kosmosu starają się nas od tego odciągnąć, zarówno przez bezpośredni kontakt z politykami i głowami kościołów, jak i poprzez swoich wysłanników – ludzi, którzy przestrzegają przed wypływającym z tego zagrożeniem. Egoistyczne interesy władzy przeważają jednak nad zasadami moralnymi i niestety dziś nasza planeta to tykająca bomba zegarowa, która może wybuchnąć dosłownie w każdej chwili.

Sytuacja na Ziemi jest krytyczna i nieodwracalna, ponieważ za światową polityką i ekonomią stoi lobby osób, które zaprzedały dusze Złemu – potędze, którą nazywam „Antychrystem” i którą unicestwić może jedynie wcielony Jezus.

Wieczni rywale, wielkie mocarstwa – USA i Rosja, skupiają wokół siebie grupę krajów, które za wszelką cenę chcą dysponować bronią jądrową. Przy Stanach Zjednoczonych stoi Izrael, Wielka Brytania, Francja, Pakistan i Indie, przy Rosji – Chiny, Korea Północna, Iran i kraje Bliskiego Wschodu. Korea już zagroziła rozpętaniem trzeciej wojny. Chiny szachują USA swoją gospodarczą dominacją. Izrael z kolei wiele razy ogłaszał gotowość do ataku na Iran, a następny ogólnoświatowy konflikt może zacząć się, gdy zamiast tego skieruje on swe rakiety na Syrię.

Stoimy zatem w obliczu poważnego kryzysu. Jeśli dojdzie do wojny jądrowej, rozpocznie się czas apokalipsy, przed którym kosmiczne istoty ostrzegają od 50 lat i o czym wspomina też Matka Boża.

Na zanieczyszczanie planety przez człowieka, który niszczy swoją rodzicielkę, Matka Ziemia, która jest rodzajem makroorganizmu, reaguje wstrząsami sejsmicznymi i innymi katastrofami. Siła żywiołów rzuci na kolana żyjących w zobojętnieniu, niezważających na swe czyny ludzi i sama postara się zniwelować zło potęg, które dążą do rozpętania kolejnej wojny.

Ludzie niestety nie boją się już Boga i wierzą, że to oni posiadają nad wszystkim supremację, że znajdują się w centrum kosmosu, podczas gdy tak naprawdę są tylko małym zagubionym we wszechświecie pyłkiem. Człowiek uczy się miłości, solidarności i braterstwa tylko w okresie, gdy sam cierpi. Bóg zdejmuje wtedy z jego oczu zasłonę materializmu i pokazuje cudowne znaki: stygmaty, płaczące figury, jaśniejące kule czy symbole zakodowane w kręgach zbożowych. Dzięki temu ludzie mogą powrócić na swą duchową ścieżkę. Co więcej, przed kolejnym przyjściem Chrystusa, Bóg objawi się całej ludzkości.

Istoty z kosmosu inspirowały i wpływały na wielu naukowców, filozofów, polityków, wojskowych czy przywódców religijnych, kierując ludźmi, by rozwijali wartości, które mogą pomóc przetrwać naszej cywilizacji. Ukazywali oni cuda i znaki w uniwersalnej formie, jednak ich nawoływanie trafia w próżnię. Sam mówię o tym od wielu lat, także w środkach masowego przekazu w największych krajach świata, takich jak Rosja czy USA, kierując przy okazji swoje słowa do przywódców religijnych i politycznych.

Garstka rządzących i zaślepione masy mogą skazać miliony ludzi na nuklearny holokaust. Jeśli się on rozpocznie, przybysze z kosmosu zatrzymają go w ciągu ośmiu minut. Potem, dokonując inwazji na Ziemię, zabiorą z niej miliony ludzi – szczególnie dzieci, które mają w sobie „gen duchowości” (są to osoby pokojowe, uduchowione, prawe; posiadają takie cechy, o których mówił Jezus w „Kazaniu na górze”). Należy zapewnić im bezpieczeństwo, aby mogli potem ponownie zasiedlić planetę, która zostanie poddana „wielkiemu oczyszczeniu”.

Czym jest ów „mroczny moment”, do którego zbliża się ludzkość? Co z przyszłością Kościoła?

Dojdzie do niego, ponieważ człowiek nieustannie przeciwstawia się boskiemu prawu, zmierzając w kierunku samounicestwienia i zapominając, że celem naszych kolejnych wcieleń jest postęp duchowy – ewolucja i osiąganie wiedzy – stanu jedności między człowiekiem a Bogiem.

Kościół Katolicki był niegdyś szafarzem „powszechnych prawd”, ale manipulował nimi przez wieki, wpuszczając w swe szeregi Szatana. Kiedy Jezus wróci jako sędzia, najpierw wezwie przed swoje oblicze przedstawicieli Kościoła, zrobi wielką czystkę, oddzieli to, co zepsute i przywróci ubogi kościół, o którym nauczają misjonarze i duchowni z ulicy.

Kim dokładnie są owi „przybysze”, o których pan ciągle wspomina? Czy to mieszkańcy innych wymiarów? Czego chcą od ludzi?

Kosmos zamieszkują różne byty, żyjące w różnych wymiarach. My, Ziemianie, jesteśmy na najniższym stopniu ewolucji – w wymiarze trzecim, gdzie duch musi dokonywać kilkukrotnej inkarnacji w celu zyskania doświadczenia i wiedzy, dzięki którym staje się człowiekiem-aniołem.

Ale prawdziwi aniołowie to nie tylko istoty eteryczne – to także żywe stworzenia, tyle że dużo bardziej zaawansowane od nas pod względem rozwoju naukowego i świadomości, żyjące w innych wymiarach. Przybywają, aby pomagać nam w rozwoju i działać jako łącznicy z jeszcze wyższymi wymiarami.

Istoty te są częścią Międzygwiezdnej Konfederacji, są „misjonarzami kosmosu”. Byty z piątego wymiaru i wyższych nie potrzebują już ciał fizycznych i mają formę czystej energii – ciała astralnego. Są to istoty ze światła, które w tradycji katolickiej nazywamy aniołami bądź archaniołami. Pochodzą z kosmosu. Musicie bowiem wiedzieć, że „niebo” istnieje naprawdę. Nie jest to jakieś abstrakcyjne miejsce, ale realny obszar we wszechświecie. Nadrzędnym archaniołem, głową istot ze światła, jest właśnie Jezus. Istota zwana Ojcem – Adonai, żyje w siódmym wymiarze. To czysty duch.

Ale na szczycie drabiny wymiarów jest jeszcze coś, co nazywam „Omni” – twórcza boska inteligencja, kosmiczny duch, który tworzy życie i całe nieskończone uniwersum. On istniał zawsze i jest tożsamy z tym, co nazywamy „Duchem Świętym”.

Jest nawet miejsce w Ewangelii, gdzie Jezus mówi o hierarchii kosmosu. Kiedy Piłat zapytał go, czy jest on królem żydowskim, odpowiedział: „Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd”. Odnosił się tu do konkretnych istot, które odwiedzają naszą planetę, ale nas nie atakują. Ich wizyty przyczyniają się do wzrostu świadomości wśród ludzi i przygotowują nas na nadchodzące zdarzenia. Przy okazji obcy starają się uświadomić człowiekowi, jak niebezpieczne jest sprzeciwianie się naturze poprzez tworzenie broni jądrowej.

Z kolei obce istoty o negatywnym usposobieniu nie mają możliwości podróżowania po kosmosie i przemierzania wielkich odległości. Potrzeba bowiem do tego zaawansowanej technologii, a żeby ją wypracować, trzeba też ewolucji moralnej w zakresie uniwersalnych zasad miłości, pokoju i sprawiedliwości.

Cywilizacja, która dba jedynie o rozwój naukowy jest kandydatką do autodestrukcji. To właśnie dzieje się z ludzkością. Wszystkie książki czy filmy na temat UFO promują wizerunek wrogich obcych – najeźdźców z kosmosu. Inni mówią nawet, że kosmici to wymysł tajnych służb mający na celu informacyjną manipulację społeczeństwem. Być może władza ukrywa prawdę na ten temat dlatego, że chce trzymać ludzi w stałym poczuciu strachu…

Spotykał się pan z wieloma światowymi przywódcami. Co chciał pan im przekazać? Jak reagowali na stygmaty i wiadomość od Maryi?

Jestem „posłańcem”, a moim zadaniem jest dostarczenie wiadomości od niebiańskich istot, której potwierdzeniem są znaki na moim ciele. Każdy człowiek obdarzony jest jednak wolną wolą – obstaje przy Bogu, albo przy Złym. Na tym kończy się moja rola. Kiedy ludzie staną jednak na Sądzie Ostatecznym, nie będą mogli powiedzieć, że nie byli napominani.

Pamiętam m.in. spotkanie z Michaiłem Gorbaczowem w Madrycie. Przedstawiła mnie mu królowa Zofia. 18 lutego 2011 r., kiedy publicznie skrytykował on rosyjską władzę i oligarchów, napisałem do niego list, że to, co zrobił było jak „głos mędrca wołającego na pustyni”…

A co z życiem w kosmosie? Czy uważa pan, że niedługo skontaktują się z nami obcy? To chyba najważniejsza część przekazu Giorgio Bongiovanniego. Czy będą oni do nas przyjaźnie nastawieni?

Ludzkość musi przygotować się na to, że w przyszłości zostanie częścią wielkiej kosmicznej rodziny. Człowiek będzie podróżował po kosmosie i poznawał inne formy życia. Żyjemy, żeby odkrywać, uczyć się i rozwijać swoją cywilizację, ale żeby móc to kontynuować na wyższym stadium, musimy przejść przemianę, wejść na wyższy poziom i zrównać się z aniołami – przejść duchową szkółkę, która uczy uniwersalnych wartości i pozwala dostrzec wszechobecność Boga.

Moim celem jest ujawnianie intencji przedstawicieli innej cywilizacji. Ma to pomóc przygotować się ludzkości na spotkanie z istotami, które możemy uważać za „starszych braci” dbających o nasz rozwój. Trzeba jednak pamiętać, że w naszym społeczeństwie zagnieździły się złe siły w postaci polityków, którzy przekonują ludzi, że pozaziemianie to istoty wrogie, chcące podbić planetę.

Obcy jednak są doskonale świadomi tego, że konsekwencje pierwszego kontaktu z nimi mogą mieć dla naszej cywilizacji traumatyczne następstwa, dlatego manifestują się oni jedynie przed wybranymi ludźmi. Chcą najpierw sprawdzić, jak to zniesiemy.

Jak ludzie reagują na pana słowa? Czy pamięta pan swoją wizytę w Polsce? Czy w pana wizjach pojawia się coś na temat naszego kraju?

Osoby, które zrozumiały moje słowa, zmieniły swe życie. Przebudziły się w masie ludzi czczących wartości doczesne i wybrały życie, choć niekoniecznie musiały słuchać mnie, ponieważ nikogo nie nawracam, ani nie założyłem żadnego stowarzyszenia religijnego.

Polska jest z kolei częścią Matki Ziemi i dlatego również z tego kraju pochodzić będą dusze, które wybrał Chrystus…

 

źródło:http://strefatajemnic.onet.pl/teorie-spiskowe/stygmatyk-ktory-wierzy-w-ufo,2,5534055,artykul.html

 

Anunnaki

 

„BOGOWIE   KTÓRZY   PRZYBYLI   NA   ZIEMIĘ Z KOSMOSU”


Anu  miał dwoch synów i córkę…

Syn pierworodny o imieniu   ENKI   (znany ludzkości jako Duch Świety),  syn dziedzic o imieniu   ENLIL    (znany ludzkości jako Jezus)   oraz córka   NINHURSAG    (Ninti, Mammi, w Egipcie Izyda)  to z Niej zrodziła się pierwsza Istota Ludzka  (po manipulacji naszymi genami DNA) –   ADAMU  –  Biblijny Adam…

Z połączenia genów prymitywnego małpoluda  (Homo erectus)  z rejonu Abzu,  z  genami rasy Annunaki…

* Adamu – Ziemianin

 

 

Adam – niewolnik stworzony do posłuchu.

Z oczywistych powodów biblijna opowieść o stworzeniu człowieka jest punktem spornym debaty między kreacjonistami a ewolucjonistami, dyskutowanym szczególnie zaciekle w chwilach jej kulminacji – niekiedy w sądach, zawsze zaś w komisjach, radach i ławach szkolnych. Jak była już o tym mowa, konflikt ten ucichłby na dobre, gdyby obie strony jeszcze raz przeczytały Biblię (w oryginale hebrajskim): gdyby ewolucjoniści uznali naukowe podstawy Genesis, a kreacjoniści uświadomili sobie, co ów tekst naprawdę mówi. Gdy odłoży się na bok naiwne mniemanie niektórych, że w relacji stworzenia “dni” Księgi Genesis są dosłownie okresami dwudziestu czterech godzin, a nie erami czy fazami, kolejność wydarzeń przedstawiona w Biblii nie pozostawia wątpliwości – jak powinno to jasno wynikać z poprzednich rozdziałów – że jest to opis ewolucji, zgodny z ustaleniami współczesnej nauki. Problemem nie do przezwyciężenia jest uporczywe twierdzenie kreacjonistów, że my, ludzie, Homo sapiens, zostaliśmy od razu stworzeni przez “Boga”, bez żadnych ewolucyjnych poprzedników. “Ukształtował Pan Bóg człowieka z prochu ziemi i tchnął w nozdrza jego dech życia, a wtedy stał się człowiek istotą żywą”. Tak brzmi opowieść o stworzeniu człowieka podana w rozdziale 2 (werset 7) Księgi Genesis (według angielskiej wersji Biblii króla Jakuba) – i w to właśnie mocno wierzą gorliwi kreacjoniści. Gdyby przestudiowali tekst hebrajski – który ostatecznie jest oryginałem – odkryliby przede wszystkim, że akt stworzenia przypisany jest pewnym Elohim – liczba mnoga tego terminu powinna być tłumaczona jako “bogowie”, a nie “Bóg”. Po drugie, uświadomiliby sobie, że cytowany werset wyjaśnia też, dlaczego “Adam” został stworzony: “Ponieważ nie było żadnego Adama do uprawy ziemi: Są to dwie ważne – i rozsadzające tradycyjną egzegezę – wskazówki do zrozumienia, kto i po co stworzył człowieka. Inny problem pojawia się w rozdziale pierwszym Genesis (26-27), gdzie podana jest inna, wcześniejsza wersja stworzenia człowieka. Najpierw (według Biblii króla Jakuba) rzekł Bóg: “Uczyńmy człowieka na obraz nasz, podobnego do nas”; potem powiedziane jest: “I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich”. Biblijna relacja komplikuje się dalej w następującej w rozdziale 2 opowieści, według której “Adam” był sam, dopóki Bóg nie obdarzył go partnerką, stworzoną z żebra Adama. Podczas gdy kreacjoniści mogliby mieć duże trudności w próbie rozsądzenia, która z tych wersji jest zasadą sine qua non, wciąż pozostaje problem liczby mnogiej. Myśl o stworzeniu człowieka pochodzi od istoty mnogiej, która zwraca się do słuchaczy, mówiąc: “Uczyńmy Adama na obraz nasz, podobnego do nas”. O co – muszą sobie zadać pytanie ci, którzy wierzą w Biblię – tutaj chodzi? Zarówno orientaliści, jak i bibliści wiedzą obecnie, że Księga Genesis jest zredagowanym przez kompilatorów streszczeniem znacznie wcześniejszych i daleko bardziej szczegółowych tekstów zapisanych w Sumerze. Teksty te, z podaniem wszystkich źródeł, przejrzane i szeroko cytowane w książce o Dwunastej Planecie, odsyłają stworzenie człowieka do Anunnaki. Z długiego tekstu, zwanego Atra Hasis, dowiadujemy się, że wydarzyło się to, gdy szeregowi astronauci, którzy przybyli na Ziemię wydobywać złoto, zbuntowali się. Mordercza praca w kopalniach złota w Afryce południowej stała się nie do zniesienia. Enlil, ich dowódca, wezwał władcę Nibiru, swego ojca Anu, na Zgromadzenie Wielkich Anunnaki i zażądał surowych kar dla buntującej się załogi. Ale Anu był bardziej wyrozumiały. “O co my ich oskarżamy?” – zapytał, gdy wysłuchał skarg buntowników. “Ich praca była ciężka, ich niedola wielka!” Czy jest jakiś inny sposób otrzymywania złota? – zastanawiał się głośno. Tak – powiedział inny syn, Enki (brat przyrodni Enlila i jego rywal), utalentowany główny naukowiec Anunnaki. Można uwolnić Anunnaki od nieznośnej harówki przydzielając tę trudną pracę komuś innemu: stwórzmy prymitywnego robotnika! Pomysł ten trafił do przekonania zgromadzonym Anunnaki. Im dłużej go omawiali, tym głośniej domagali się takiego prymitywnego robotnika, “Adamu”, aby wyręczył ich w ciężkiej pracy. Zastanawiali się jednak, jak można stworzyć istotę wystarczająco inteligentną, by potrafiła posługiwać się narzędziami i wykonywać rozkazy. W jaki sposób osiągnięto ów cel stworzenia, czyli “zrodzenia” prymitywnego robotnika.” Czy było to w ogóle wykonalne? Sumeryjski tekst unieśmiertelnił odpowiedź, jakiej udzielił Enki nie dowierzającym Anunnaki, którzy widzieli w stworzeniu Adamu rozwiązanie problemu przygniatającej ich pracy: “Stworzenie, którego nazwę wymieniliście – ISTNIEJE!” Nie jest jednak gotowe do czekających je zadań – dodał. – Aby to sprawić: “Obleczcie je w obraz bogów”. W tych słowach leży klucz do rozwiązania zagadki stworzenia człowieka, magiczna różdżka, która usuwa konflikt między ewolucjonizmem a kreacjonizmem. Anunnaki, Elohim z wersetów biblijnych, nie stworzyli człowieka z niczego. Ta istota była już na Ziemi, i była produktem ewolucji. Aby podnieść ją do wymaganego poziomu możliwości i inteligencji, trzeba było tylko “oblec ją w obraz bogów”, obraz samych Elohim. Stworzenie, które już istniało, nazwijmy dla uproszczenia małpoludem. Przewidziany przez Enki proces polegał na “obleczeniu” istniejącej istoty w “obraz” – wewnętrzną, genetyczną strukturę – Anunnaki; innymi słowy Enki chciał podnieść istniejącego małpoluda za pomocą manipulacji genetycznej. Wyprzedzając w ten sposób pochopnie ewolucję, chciał powołać do istnienia “człowieka” – Homo sapiens. Termin “Adamu”, który jest oczywistą inspiracją do ukucia biblijnego imienia “Adam”, oraz termin “obraz” użyty w tekście sumeryjskim, co zostało bez zmiany powtórzone w tekście biblijnym, nie są jedynym tropem wskazującym na sumeryjskie/mezopotamskie pochodzenie historii stworzenia człowieka, jaką znamy z Genesis. Stosowanie w Biblii zaimka w liczbie mnogiej oraz opis grupy Elohim osiągającej porozumienie i w rezultacie podejmującej odpowiednie działanie także przestaje być zagadkowe, gdy weźmiemy pod uwagę źródła mezopotamskie. W źródłach tych czytamy, że zgromadzeni Anunnaki postanowili zrealizować ów projekt i wyznaczyli do tego, idąc za radą Enki, Ninti – przełożoną służb medycznych: “Poproszono boginię, żeby przyszła, położną bogów, mądrą Mami, [mówiąc:] “Stwórz robotników! Stwórz prymitywnego robotnika, który może dźwigać jarzmo! Niech on dźwiga jarzmo nałożone przez Enlila, niech robotnik ponosi trud bogów!”.

Trudno powiedzieć z pewnością, czy to właśnie z tekstu Atra Hasis, z którego pochodzą wyżej cytowane wersy, czy ze znacznie wcześniejszych tekstów sumeryjskich redaktorzy Genesis zaczerpnęli materiał do swojej skróconej wersji. Mamy tu jednak zarysowane tło wypadków, które doprowadziły do poszukiwania prymitywnego robotnika, mamy zgromadzenie bogów, propozycję konkretnego działania i decyzję podjęcia tego działania, mającego na celu stworzenie robotnika. Jedynie uświadamiając sobie źródło biblijnego tekstu, możemy zrozumieć biblijną opowieść o Elohim-Wzniosłych, “bogach” – mówiących: “Uczyńmy człowieka na obraz nasz, podobnego do nas”, aby zaradzić sytuacji, w której “nie było żadnego Adama do uprawy ziemi”. W Dwunastej Planecie była mowa o tym, że dopóki Biblia nie zaczęła relacjonować genealogii i historii Adama, konkretnej osoby, Księga Genesis nazywa nowo powstałą istotę ogólnym terminem Adam. Nie wymienia przez to osoby zwanej Adam, lecz określa gatunek, dosłownie “Ziemianin”, bo właśnie takie jest znaczenie słowa “Adam”. Pochodzi ono z tego samego źródłosłowu, co Adamah – “Ziemia”. Można tu jednocześnie zauważyć pewną grę słów; dam, bowiem oznacza “krew” i odzwierciedla, jak wkrótce zobaczymy, sposób, w jaki Adam został “wyprodukowany”. Sumerowie określali “człowieka” terminem LU. W swym źródle słowo to nie oznacza jednak “istoty ludzkiej”, lecz raczej “robotnika, sługę”, w połączeniu zaś z nazwami zwierząt wyraża pojęcie “udomowiony”. Język akadyjski, w którym napisano tekst Atra Hasis (i z którego wyrastają wszystkie języki semickie), stosuje na oznaczenie nowo stworzonej istoty termin lulu, co znaczy, podobnie jak w sumeryjskim, “człowiek”, ale komunikuje przy tym pojęcie “zmieszania”. Tak więc słowo lulu w swym pełnym znaczeniu wyraża “mieszańca”. Zwraca przez to uwagę na sposób, w jaki Adam – “Ziemianin”, a także “Ten z krwi” – został stworzony. Liczne teksty w różnym stanie przetrwania czy fragmentacji znaleziono na tabliczkach glinianych w Mezopotamii. W “Dwunastej Planecie” zostały przejrzane “mity” innych ludów o stworzeniu człowieka, zarówno ze Starego, jak Nowego Świata; wszystkie one zachowały w pamięci proces zmieszania pierwiastka boskiego z ziemskim. W połowie przypadków pierwiastek boski określa się jako “esencję” pochodzącą z krwi boga, pierwiastek ziemski zaś jako “glinę”. czyli “muł”. Nie może być wątpliwości, że wszystkie te podania próbują opowiedzieć tę samą historię, ponieważ wszystkie mówią o Pierwszej Parze. Nie ma wątpliwości, że pochodzą z Sumeru; w sumeryjskich tekstach znajdujemy najstaranniej opracowane opisy i wielką liczbę szczegółów dotyczących tego cudownego czynu: zmieszania “boskich” genów Anunnaki z “ziemskimi” genami małpoludów przez zapłodnienie jaja samicy małpoluda. Było to zapłodnienie in vitro – w szklanej kolbie, jak przedstawia ten proces wizerunek na pieczęci cylindrycznej. A więc, jak powtarzam, odkąd współczesna nauka i medycyna dokonała wyczynu zapłodnienia in vitro, Adam był pierwszym dzieckiem z probówki. Jest powód, by przypuszczać, że gdy Enki wysunął swoją zaskakującą sugestię stworzenia prymitywnego robotnika metodą manipulacji genetycznej, był już przekonany, że dokonanie tego jest możliwe. Jego propozycja zaangażowania Ninti do tego zadania także nie była przypadkowym pomysłem. Przygotowując grunt dla nadchodzących wypadków, tekst Atra Hasis zaczyna historię człowieka na Ziemi od wyznaczenia zadań dowódcom Anunnaki. Gdy rywalizacja między dwoma przyrodnimi braćmi, Enlilem i Enki, nasiliła się niebezpiecznie, Anu zarządził losowanie. W rezultacie Enlil objął zarząd nad starymi osadami i przejął kontrolę nad działaniami prowadzonymi w E.DIN (biblijny Eden), Enki zaś wyruszył do Afryki nadzorować AB.ZU, kraj kopalni. Jako że był wybitnym naukowcem, Enki nie zaniedbywał badań miejscowej flory i fauny; interesowały go też skamieliny, kopalne szczątki, jakie mniej więcej 300 000 lat później odkrywał Leakeys i inni paleontolodzy w Afryce południowo-wschodniej. Podobnie jak współcześni naukowcy, także Enki zapewne zastanawiał się nad przebiegiem ewolucji na Ziemi. Doszedł do wniosku – czytamy w sumeryjskich tekstach – że z tego samego “nasienia życia”, które przyniósł ze sobą Nibiru ze swej dalekiej niebiańskiej siedziby, rozwinęło się życie na obu planetach; znacznie wcześniej na Nibiru, a później na Ziemi, gdy ta druga została zasiana podczas zderzenia. Stworzeniem, które z pewnością fascynowało go najbardziej, był małpolud – istota przewyższająca inne formy naczelnych, hominid poruszający się już w postawie wyprostowanej i posługujący się ostrymi kamieniami, protoczłowiek – nie w pełni jeszcze rozwinięty. Enki zapewne nie oparł się pokusie wypróbowania swych sił w intrygującej “zabawie w Boga” i przystąpił do eksperymentów z manipulacją genetyczną. Dobierając sobie pomocnika, Enki poprosił Ninti, aby przybyla do Afryki i pozostała przy nim. Oficjalny powód był racjonalny; Ninti była przełożoną służb medycznych, jej imię znaczyło “Pani Życie” (później przezwano ją Mammi, źródło uniwersalnej mamy/matki). Z pewnością istniała potrzeba działalności służby medycznej w trudnych warunkach pracy w kopalniach. Ale był jeszcze inny powód: od samego początku Enlil i Enki starali się pozyskać względy Ninti, jako że obaj pragnęli męskiego potomka od przyrodniej siostry, którą dla nich była. Wszyscy troje byli dziećmi Anu, władcy Nibiru, ale z różnych matek; a według praw sukcesji Anunnaki (przyjętych później przez Sumerów i odnotowanych w biblijnych opowieściach o patriarchach) syn urodzony przez przyrodnią siostrę z tej samej królewskiej linii miał pierwszeństwo do legalnego dziedziczenia, bez względu na to, czy był pierworodnym. Sumeryjskie teksty opisują gorącą miłość, jakiej oddawali się Enki i Ninti (jednakże bez pomyślnych rezultatów: wszystkie dzieci z ich związku były dziewczynkami); a więc było coś więcej niż tylko wzgląd naukowy w motywach, jakie skłoniły Enki do wezwania Ninti i przydzielenia jej odpowiedniego zadania. Wiedząc to wszystko i czytając teksty o stworzeniu, nie powinniśmy być zdziwieni, że Ninti oświadczyła po pierwsze, że nie może wykonać tego w pojedynkę, musi więc otrzymać radę i pomoc od Enki; po drugie zaś, że próba stworzenia musi się odbyć w Abzu, gdzie są dostępne odpowiednie materiały i urządzenia. Tych dwoje przeprowadzało razem eksperymenty zapewne już przedtem, znacznie wcześniej, nim na zgromadzeniu Anunnaki padła sugestia “stworzenia Adamu na nasz obraz”. Niektóre starożytne wizerunki przedstawiają “ludzi-byków” w towarzystwie nagich małpoludów lub ludzi-ptaków. Sfinksy (byki lub lwy z ludzkimi głowami), które zdobiły wiele starożytnych świątyń, były może czymś więcej niż płodami wyobraźni. Gdy Berossus, kapłan babiloński, spisywał dla Greków kosmogonię sumeryjską i opowieści o stworzeniu, opisał okres, w którym “pojawiali się ludzie z dwoma skrzydłami” lub mający “jedno ciało, ale dwie głowy”, albo jednocześnie z męskimi i żeńskimi organami, jak też “z nogami i rogami kóz”, oraz inne wierzęco-hominidalne krzyżówki. To, że stwory te nie były wybrykiem natury, lecz powstały w rezultacie zamierzonych eksperymentów Enki i Ninti, wynika w sposób oczywisty z sumeryjskich tekstów. Teksty te opisują, jak tych dwoje stworzyło istotę, która nie miała ani męskich, ani żeńskich organów, człowieka, który nie mógł zatrzymać moczu, kobietę niezdolną do rodzenia dzieci i osobników z innymi rozlicznymi wadami. Ostatecznie, nie bez nuty złośliwości w swym wyzywającym oświadczeniu, Ninti – jak zapisano to w tekstach -powiedziała: “Jak dobre albo jak złe jest ciało człowieka? Jak serce mi podpowiada, Mogę uczynić jego los dobrym lub złym”.

Osiągnąwszy poziom, na którym manipulacja genetyczna była dostatecznie udoskonalona, aby zdeterminować dobre lub złe cechy cielesne, Enki i Ninti poczuli, że mogliby się podjąć przeprowadzenia eksperymentu wieńczącego ich dotychczasowe wysiłki: zmieszania genów hominidów, małpoludów, nie z genami innych stworzeń ziemskich, lecz z genami samych Anunnaki. Wyzyskując całą wiedzę jaką zgromadzili, tych dwoje Elohim wtrąciło się w proces ewolucji, przyspieszając go. Człowiek współczesny tak czy inaczej z pewnością rozwinąłby się w końcu na Ziemi, podobnie jak rozwinęli się pochodzący z tego samego “nasienia życia” Anunnaki na Nibiru. Lecz od stadium hominidów do poziomu rozwoju Anunnaki sprzed 300 000 lat prowadziła wciąż długa droga, zajmująca ogromnie dużo czasu. Gdyby w przeciągu 4 mld lat proces ewolucyjny na Nibiru zaczął się tylko o 1% tego czasu wcześniej, ewolucja na Nibiru wyprzedzałaby ewolucję na Ziemi o 40 mln lat. Czy Anunnaki przyśpieszyli pochopnie proces ewolucji na naszej planecie o milion czy dwa miliony lat? Nikt nie może powiedzieć z pewnością, ile czasu potrzebowałby Homo sapiens, by rozwinąć się naturalnie na Ziemi z wczesnych form hominidów, ale 40 mln lat byłoby okresem na pewno wystarczająco długim. Wezwany do zrealizowania misji “uformowania służących dla bogów” – “aby dokonało się wielkie dzieło mądrości”, mówiąc słowami starożytnych tekstów – Enki wydał Ninti następujące instrukcje: “Domieszaj do rdzenia glinę z fundamentu ziemi, dokładnie nad Abzu, i nadaj jej kształt rdzenia. Znając młodych Anunnaki, którzy doprowadzą tę glinę do właściwego stanu, zrobię, co trzeba”.

W “Dwunastej Planecie” zanalizowałem etymologię sumeryjskich i arkadyjskich terminów, które zwykle tłumaczone są jako “glina” lub “muł”, i wykazałem, że pochodzą one z sumeryjskiego TI.IT, dosłownie “to, co jest z życiem”, nabywając następnie pochodnych znaczeń: “glina”, “muł”, a także “jajo”. A więc pierwiastkiem ziemskim w procesie “oblekania” istoty, która już istniała, w “obraz bogów” było żeńskie jajo tej istoty – komórka płciowa małpoluda. Wszystkie teksty opisujące to wydarzenie wyjaśniają, że Ninti polegała na kompetencjach Enki, spodziewając się, iż dostarczy on pierwiastek ziemski, czyli jajo żeńskiego małpoluda z Abzu w Afryce południowo – wschodniej. W powyższym cytacie rzeczywiście podana jest specyficzna lokalizacja: nie ten sam rejon, w którym były kopalnie (zidentyfikowany w “Dwunastej Planecie” jako Rodezja Południowa, obecnie, Zimbabwe), lecz miejsce “nad” nim, położone bardziej na północ. Na tym obszarze, jak wykazały to niedawne odkrycia, faktycznie wyłonił się Homo sapiens. Zadaniem Ninti było dostarczenie pierwiastków “boskich”. Potrzebne były dwa ekstrakty pochodzące od jednego z Anunnaki; starannie wybrano na ten cel młodego “boga”. Według instrukcji Enki, Ninti miała otrzymać krew boga oraz sziru; przez zanurzenie w “oczyszczającej kąpieli” miano uzyskać ich “esencje”. Z krwi zamierzano pobrać coś, co teksty określają terminem TE.E.MA, tłumaczonym w najlepszym wypadku jako “osobowość”, co wyraża sens tego słowa: jest to coś, co sprawia, że osoba ma indywidualność i odróżnia się od każdej innej. Jednak słowo “osobowość” pozbawione jest naukowej precyzji tego terminu, który w języku sumeryjskim znaczył “to, co jest domem tego, co wiąże pamięć”. Nazywamy to dzisiaj “genem”.

Drugi element, dla którego wybrano młodego Anunnaki, sziru, powszechnie tłumaczony jest jako “ciało”. Z czasem słowo to w zróżnicowanym zakresie swej konotacji nabrało znaczenia “ciało”, ale we wczesnym sumeryjskim odnosiło się do płci czy do organów płciowych; podstawowym znaczeniem jego źródłosłowu było “wiązać”, “to, co wiąże”. Ekstrakt sziru wzmiankowany jest w innych tekstach, traktujących o potomstwie pochodzącym ze związków Anunnaki z ludźmi, jako kasru; wydzielina męskiego członka, co oznacza “nasienie”, spermę. Te dwa boskie ekstrakty miały być starannie zmieszane przez Ninti w kąpieli oczyszczającej, i jest pewne, że epitet luLu (“mieszaniec”), jakim obdarzono później prymitywnego robotnika, pochodził od tej mieszającej procedury. Posługując się współczesną terminologią, nazwalibyśmy go hybrydem. Cały ten proces musiał przebiegać w warunkach ścisle higienicznych. Jeden z tekstów zaznacza nawet, że Ninti umyła ręce, zanim dotknęła “gliny”. Odbywało się to w specjalnym budynku, nazywanym po arkadyjsku Bit Szimti, co, pochodząc od sumeryjskiego SHI.IM.TI, znaczyło dosłownie “dom, gdzie tchnienie życia jest zaczerpywane” – będąc niewątpliwie źródłem biblijnego stwierdzenia, że po uformowaniu Adama z gliny Elohim “tchnął w nozdrza jego dech życia”. Tym biblijnym terminem, tłumaczonym czasem jako “dusza” raczej niż “dech życia”, jest nephesh. Identyczny termin pojawia się w akadyjskim opisie tego, co wydarzyło się w “domu, gdzie dech życia jest zaczerpywany”, po ukończeniu procesu oczyszczania i ekstrakcji: “Bóg, który oczyszcza napishtu, Enki, przemówił. Usiadł przed nią [Ninti] i jej podpowiadał. Gdy wyrecytowała słowa magiczne, przyłożyła swoją rękę do gliny”.

Wizerunek na pieczęci cylindrycznej może dobrze zilustrować ów starożytny tekst. Ukazuje siedzącego Enki, “podpowiadającego” Ninti (dającą się rozpoznać dzięki swemu symbolowi, pępowinie), za którą stoją kolby – “probówki”. Zmieszanie “gliny” ze wszystkimi wymaganymi ekstraktami i “esencjami” nie oznaczało jeszcze końca procedury. Jajo żeńskiego małpoluda zapłodnione w “oczyszczającej kąpieli” spermą młodego Anunnaki złożono następnie do “formy”, w której “wiązanie” miało dojść do końcowego skutku. Ponieważ ta część procesu jest opisana później w związku z determinowaniem płci opracowywanej istoty, można przypuszczać, że taki był właśnie cel owej fazy “wiązania”. Nie jest powiedziane, jak długo zapłodnione jajo przebywało w tym stadium w “formie”, ale wiadomo dokładnie, co należało zrobić potem. Zapłodnione i odpowiednio przygotowane jajo miało być implantowane w macicy – lecz nie żeńskiego małpoluda. Miało być implantowane w macicy “bogini”, żeńskiego Anunnaki! Jedynie w tym przypadku, co jest oczywiste, można było osiągnąć pożądany rezultat. Czy eksperymentatorzy, Enki i Ninti, mogli być pewni, że po wszystkich próbach i błędach, jakie popełnili usiłując stworzyć hybrydy, otrzymają tym razem doskonałego lulu, implantując zapłodnione i spreparowane odpowiednio jajo w macicy jednej z Anunnaki? Czy nie zachodziła obawa, że bogini urodzi potwora, a jej życie będzie śmiertelnie zagrożone? Rzecz jasna, nie mogli mieć absolutnej pewności; i jak bywa to często w przypadku naukowców, którzy przeprowadzają niebezpieczne eksperymenty najpierw na świnkach morskich, potem zaś na ochotnikach, Enki obwieścił zebranym Anunnaki, że jego własna żona, Ninki (“pani ziemi”), podjęła się dobrowolnie tego zadania. “Ninki, moja bogini-żona – oświadczył – wykona tę pracę”; miała ona zdeterminować los nowej istoty: Nowo narodzonego los orzekniecie; Ninki zwiąże z nim obraz bogów; “człowiek” jest tym, kim będzie”.

Żeńskie Anunnaki, wybrane do roli bogiń narodzin, gdyby eksperyment się powiódł, powinny, według zaleceń Enki, pozostać na miejscu i obserwować przebieg całej operacji. Teksty wyjawiają, że nie był to prosty, gładko przebiegający proces narodzin: “Boginie narodzin trzymane były razem. Ninti siedziała, licząc miesiące. Zbliżał się dziesiąty miesiąc rozstrzygnięcia, dziesiąty miesiąc nadszedł – czas otwarcia łona upłynął”. Dramatu stworzenia człowieka dopełniła, jak się okazuje, ciąża przenoszona; wymagało to medycznej interwencji. Świadoma sytuacji Ninti “nakryła głowę” i przyrządem, którego kształt jest na glinianej tabliczce zamazany, “uczyniła otwarcie”. A wtedy “to, co było w łonie, wyszło”. Porywając na ręce nowo narodzone dziecko, była przejęta radością. Podniosła je w górę, aby wszyscy mogli zobaczyć i wykrzyknęła triumfalnie: “Stworzyłam! Moje ręce to zrobiły!”. Urodził się pierwszy Adam. Pomyślne narodziny Adama – samego, jak oznajmia początkowa wersja biblijna – potwierdziły prawidłowość procedury i otworzyły drogę do kontynuacji tego przedsięwzięcia. Przygotowano teraz odpowiednią ilość “zmieszanej gliny”, aby spowodować ciążę u czternastu bogiń narodzin jednocześnie: “Ninti oderwała czternaście kawałków gliny, Siedem złożyła po prawej stronie, Siedem złożyła po lewej stronie. W środku umieściła formę”. Metodami inżynierii genetycznej zdeterminowano płeć noworodków, miało od razu przyjść teraz na świat siedmiu chłopców i siedem dziewczynek. Na innej tabliczce glinianej czytamy, że: “Dwakroć siedem bogiń narodzin się zebrało, Mądrych i uczonych. Siedem urodziło męskie niemowlęta. Siedem urodziło żeńskie niemowlęta. Boginie narodzin przyniosły Dech tchnienia życia”.

Nie ma zatem konfliktu między różnymi biblijnymi wersjami stworzenia człowieka. Najpierw Adam został stworzony sam, potem zaś, w następnej fazie, Elohim rzeczywiście stworzyli pierwszych ludzi: “mężczyznę i niewiastę”. W tekstach o stworzeniu nie mówi się, ile razy powtórzono proces “masowej produkcji” prymitywnych robotników. W innych źródłach czytamy, że Anunnaki domagali się głośno większej ich liczby i że w końcu Anunnaki z Edin – Mezopotamii – wyruszyli do Abzu w Afryce i przemocą uprowadzili ze sobą tłumy prymitywnych robotników, żeby obarczyć ich pracą fizyczną w Mezopotamii. Dowiadujemy się też, że z czasem Enki, chcąc uwolnić się od konieczności nieustannego angażowania bogiń narodzin, przedsięwziął następną manipulację genetyczną, aby umożliwić hybrydycznym ludziom samodzielne rozmnażanie się…

żródło:Z.Sitchin – Genesis Jeszcze Raz

AN KANA TE – LITTLE GRANDMOTHER – Kiesha Crowther