Enki stawał w obronie nowego ziemskiego lu­du

 

 

Fragmenty ksiazki Van Helsinga  – „Ręce precz od tej ksiazki „

 

 

„… Enki dobrze odniósł się do swego dzieła. Teksty mezopotamskie przedstawiają Enkiego jako tego, który w rodzie istot pozaziemskich stawał w obronie nowego ziemskiego lu­du. Protestował on przeciwko wielu okrucieństwom, jakie spotykały ludzi ze strony innych istot pozaziemskich, między innymi za sprawą jego przyrodniego brata Enlila. Z tabliczek wynika, że Enki nie chciał zniewolenia człowieka, ale został w tej kwestii przegłosowany…”

 

„…Założycielem „Bractwa Węża” był buntowni­czy z natury, ale i twórczy książę Enki. W tekstach czytamy, że Enki i jego ojciec Anu mieli rozległą wiedzę w za­kresie etyki i wiedzę duchową, która znalazła odzwierciedlenie w biblijnej opowieści o Adamie i Ewie. Enki został uznany winnym w tym sensie, że dał człowiekowi wiedzę o pochodzeniu rodu ludzkiego, o jego stwórcach (isto­tach pozaziemskich) i jego wolności, a zarazem pomógł człowiekowi osiągnąć wolność ducha…”

 

„…Enki, który pomógł niewolnikom staç się nową rasą, namówił ich do spożycia owego owocu, ponoç wystąpił nie przeciwko Bogu, tak jak czyta­my w Biblii, lecz przeciw okrutnym czynom pozaziemskich „bogów”, a także swego ojca, króla istot pozaziem­skich…”

 

„…Mimo dobrych chęci Enkiemu i „Bractwu Węża” zapewne nie powiodło się wyzwolenie człowieka. Tabliczki mezopotamskie mówią o tym, że „Wąż” („Bractwo Węża”) w krótkim czasie uległ przewadze innych frakcji rzą­dzącej elity istot pozaziemskich. Enki został wygnany na Ziemię i bezwzględnie oczerniony przez swoich wro­gów, aby nigdy już nie mógł zyskaç sobie zwolenników. Zmieniono jego tytuł: „Władcę Ziemi” zastąpił „Władca Ciemności” – Enki okazuje się upadłym „synem jutrzenki” (jakże to spadłeś z niebios, /Jaśniejący, Synu Ju­trzenki? /Jakże runąłeś na ziemię, / ty, który podbiłeś narody?) on właśnie, jako najpiękniejsza i najpotężniej­sza istota w swoich czasach, jawi się jako ten, który niesie światło; był nosicielem światła dla Germanów, Gre­cy znali go pod imieniem Heliosa albo Fosforosa, jego łacińskie imię brzmiało: Luciferus. Został więc utożsa­miony z diabłem! Przedstawiano go jako śmiertelnego wroga istoty najwyższej, w tym 
przypadku: jego ojca, dowódcy statku kosmicznego, ale mieszkańcom Ziemi wmawiano, że był wrogiem ich stwórcy (co zresztą niecałkiem mijało się z prawdą). Zapewniano ludzi, że całe zło świata pochodzi od nie­go i że pragnie on ich duchowego zniewolenia…”

 

 

 

Więcej przeczytacie Państwo, w poniższych fragmentach książki…

 

 

Sumeryjska lista królów stanowi chronologiczny wykaz wład­ców, miast i wydarzeń. Imię pierwszego „boga” na Ziemi, który zaplanował pojawienie się pierwszej – „boskiej” -królewskiej dynastii dla Eridu oraz czterech pozostałych miast, jest niestety nieczytelne. Różne teksty wykazują jednak zgodność w tym punkcie i nazywają Enkiego „panem lądu”, w języku akadyjskim zwany jest EA (pan głę­bin). Nosił on przydomek Nudimmud (ten, który potrafi coś stworzyç). Był to mędrzec, propagator kultury, znako­mity przyrodnik, nauczyciel oraz inżynier. Rodzicami Enkiego byli: Anu (An), władca Nibiru i bogini Numma. Jako pierwsze miejsce zamieszkania wykazał on obszar przylegający do bagien i zapowiedział: Tutaj osią-
dziemy. Teren, który Enki objął we władanie, stał się sie­dzibą monarchy i głównym miejscem kultu. Wieloletnie wydobywanie złota w bardzo trudnych warunkach – na obszarze Abzu (nisko położonego obozowiska) – sprawi­ło, że narastało niezadowolenie ludu Anunnald. Gdy do obozu przybył Enilii, brat Enkiego, wybuchło powstanie. Robotnicy nie chcieli dłużej pracowaç… Między innymi dlatego, że w okresie pracy na Ziemi byli narażeni na ziemską grawitację, a tym samym na starzenie się. 

 

(…)
Doszło do narady „bogów”, na którą przybył także wielki władca Nibiru, Anu, i stanął po stronie społeczności Anunnaki. Ale oto Enki znalazł rozwiązanie: trzeba stworzyç prymitywnego robotnika, lulu. Lud Anunnaki przystał na to.
Z sumeryjskich zapisów wynika jedno­znacznie, iż pierwszy człowiek został stworzony sztucznie, i to w jednym tylko celu: czekała go praca na rzecz „bogów”. Miał byç ich niewolnikiem i właśnie dlate­go nazwany został przez Sumerów lulu amelu (co oznacza: prymitywny robotnik).

 

Wcześniej gdy lud Anunnaki znalazł się w epoce lodowcowej na Ziemi, w okolicy, w której nastąpiło lądowanie, na­tknął się zapewne na ów zdegenerowany typ istoty ludzkiej. Ale przedstawiciele nauk przyrodniczych po dziś dzień nie potrafią sobie tego wytłumaczyć, zwłaszcza że wykształcenie się gatunku Homo sapiens, czyli czło­wieka, z naczelnych dokonało się w bardzo krótkim czasie. Brak wyjaśnienia owego przejścia od jednej fazy rozwoju ewolucyjnego do drugiej specjaliści określają jako missing link – brakujące ogniwo. 

 

Powróçmy jednak do kraju Sumerów i do ludu Anunnaki. Szukali oni rozwiązania pewnego problemu, jaki stwarzali członkowie społeczności. Rozwiązaniem okazał się prymitywny mieszkaniec tej właśnie okolicy. O jego losach tabliczki Sumerów informują dokładnie. Odnajdujemy zarazem ogniwo pośrednie w łańcuchu ewolucyjnym: pomiędzy gatunkiem Homo erectus a Homo sapiens.
Z tabliczek można się dowiedzieç, że pierwszy człowiek- robotnik (Adam) został stworzony sztucznie przez bogów ludu Anunnaki. Doszło więc do manipulacji, której następstwem było ogromne przyspieszenie rozwoju tego typu istoty ludzkiej.
Według dawnych tekstów, twórczy pomysł pochodził od Enkiego (Ea), a zrodził się on, gdy Enki dowiedział się, że podjęto decyzję o ukształtowaniu postaci zwanej Adamo. Prymitywny człowiek, którego Anunnaki zna­leźli w swojej okolicy, wydał się im odpowiednim materiałem na nowego niewolnika.
Stworzenie nowego niewolnika nie udało się od razu, eksperymentowano więc. Wczytując się w kolejne starożytne przekazy, dowiadujemy się, że Anunnaki potrzebowali wiele czasu na znalezienie właściwego „ob­razu”, czyli odpowiedniej mieszanki genetycznej. Od ich własnych początków do pojawienia się pierwszego „Adama” minął długi czas.
Nie zapominajmy zresztą o tym, że i w naszej hipernowoczesności naukowcom, którzy zainteresowali się manipulacjami genetycznymi i klonowaniem, przychodzi podejmowaç wiele, bardzo wiele prób, zanim uzyska­ją „doskonały” wynik – mając tę świadomość, dopatrzymy się sensu w starożytnych przekazach. Bogowie ludu Anunnaki mieli pewno takie same trudności, jak my, którzy żyjemy dzisiaj. Oni też potrzebowali sporo czasu na próby, które pozwoliłyby uzyskaç „doskonały” efekt.(42)

 

Dla nas szczególnie ważne jest to, że Enki dobrze odniósł się do swego dzieła. Teksty mezopotamskie przedstawiają Enkiego jako tego, który w rodzie istot pozaziemskich stawał w obronie nowego ziemskiego lu­du. Protestował on przeciwko wielu okrucieństwom, jakie spotykały ludzi ze strony innych istot pozaziemskich, między innymi za sprawą jego przyrodniego brata Enlila. Z tabliczek wynika, że Enki nie chciał zniewolenia człowieka, ale został w tej kwestii przegłosowany. Ludzie, traktowani przez swych panów po prostu jak zwie­rzęta juczne, byli narażeni na przejawy okrucieństwa. Ponadto w inskrypcjach mowa jest o głodzie, chorobach i czymś, co dziś określamy jako wojnę biologiczną. Gdy owo ludobójstwo nie spowodowało jednak wystarcza­jącego spadku liczebności ludzi, postanowiono ich zgładzić poprzez potop, także w nadziei na to, że będzie można się pozbyç istot „niecałkiem udanych” – mieszańców, mutantów i zwierzoludzi.
Dziś wielu archeologów potwierdza, że przed tysiącami lat na Bliskim Wschodzie nastąpił potop, o którym czytamy zresztą nie tylko w źródłach już tu wspomnianych, ale i w mitach Indian północnoamerykańskich.
Według tekstów sumeryjskich, Enki opowiedział pewnemu Mezopotamczykowi imieniem Utnapisztim o pla­nie, jaki uknuli jego pozaziemscy pobratymcy, i poradził mu zbudowaç okręt, aby z pewną ilością złota, z ro­dziną, trzodą, kilkoma rzemieślnikami oraz dziką zwierzyną wypłynął na morze.
Podobnie jak wiele innych opowieści starotestamentowych, historia Noego ma swoje źródło w dawniej­szych tekstach mezopotamskich. Żydzi zmieniali tylko imiona, a z licznych bogów” powstał „jedyny Bóg – Pan” wyznawców judaizmu.

 

Wśród zwierząt czczonych przez człowieka żadne nie miało tak wielkiej wymowy symbolicznej i takiej rangi, jak wąż, a to dlatego, że był on znakiem pewnej grupy, która wywarła niemały wpływ na wczesne kultury obu pół­kul. Grupę tę stanowiło bractwo uczonych pragnących upowszechniaç wiedzę i sprzyjaç osiąganiu przez ludzi duchowej wolności – „Bractwo Węża”. Walczyło ono ze zniewoleniem istot rozumnych i usiłowało wyzwoliç ludz­kość spod jarzma pozaziemskiego. (Starotestamentowe określenie węża brzmi: nahasz, a wywodzi się ono ze źródłosłowu NHSH i oznacza tyle, co rozszyfrowywaç, wykrywaç). Założycielem „Bractwa Węża” był buntowni­czy z natury, ale i twórczy książę Enki. W tekstach czytamy, że Enki i jego ojciec Anu mieli rozległą wiedzę w za­kresie etyki i wiedzę duchową, która znalazła odzwierciedlenie w biblijnej opowieści o Adamie i Ewie. Enki został uznany winnym w tym sensie, że dał człowiekowi wiedzę o pochodzeniu rodu ludzkiego, o jego stwórcach (isto­tach pozaziemskich) i jego wolności, a zarazem pomógł człowiekowi osiągnąć wolność ducha. W ogrodzie E.DIN, który dla społeczności Anunnaki był sadem i w którym pracowali także niewolnicy z gatunku Homo sa­piens, obowiązywał zakaz zjadania owoców z pewnej jabłoni – z drzewa wolności. 
Dlaczego było to zakazane? Jakież to niebezpieczeństwo kryło się w jabłku?
Wczytajmy się w krótki fragment Starego Testamentu, aby sprawdziç, co na ten temat mówi Biblia. W Księ­dze Rodzaju znajdujemy ten oto passus: A wąż byt bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądow
Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: „Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszyst­kich drzew tego ogrodu?” Niewiasta odpowiedziała wężowi: „Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko
0 owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu. Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go do­ 
tykaç, abyście nie pomarli”. Wtedy rzekł wąż do niewiasty: „Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spo-
żyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło”. (Rdz. 3,1-5)
Każdemu, kto uważa Stary Testament za ważny dla siebie, już choçby ten fragment powinien daç do my­ślenia: otóż jego „Bóg” kłamie! Adam i Ewa nie umarli… 

 

Spożywanie tego owocu i – w efekcie – „poznanie” dobra i zła miały ogromne znaczenie, bo dawały ludziom możliwość rozmnażania się – dzięki osiągnięciu statusu istot świadomych. Wcześniej ludzie byli tylko hybryda­mi, powstałymi z krzyżowania dwóch odmiennych ras i, jak wszystkie hybrydy, istotami bezpłodnymi. Mezopo-tamista Zacharia Sitchin interpretuje sumeryjski tekst jako świadczący o uznaniu człowieka za mieszańca ga­tunków:
Anunnaki i Homo erectus, za poprzednika gatunku Homo sapiens.
Społeczności Anunnaki ludzka chęć rozmnażania się nie była oczywiście na rękę, zależało bowiem owym istotom na zachowaniu kontroli nad swoim eksperymentem. Wiedza, jaką uzyskali ówcześni ludzie przez zje­dzenie owocu, nie miała charakteru naukowego, sprowadzała się do poznania możliwości płodzenia, wydoby­cia się ze statusu bezpłodnych hybryd i stania się rasą istot zdolnych do posiadania potomstwa. Anunnaki by­li tą ambicją bardzo rozgniewani i dlatego wypędzono ludzi z ogrodu E.DIN. Enki, który pomógł niewolnikom staç się nową rasą, namówił ich do spożycia owego owocu, ponoç wystąpił nie przeciwko Bogu, tak jak czyta­my w Biblii, lecz przeciw okrutnym czynom pozaziemskich „bogów”, a także swego ojca, króla istot pozaziem­skich. 

 
Mimo dobrych chęci Enkiemu i „Bractwu Węża” zapewne nie powiodło się wyzwolenie człowieka. Tabliczki mezopotamskie mówią o tym, że „Wąż” („Bractwo Węża”) w krótkim czasie uległ przewadze innych frakcji rzą­dzącej elity istot pozaziemskich. Enki został wygnany na Ziemię i bezwzględnie oczerniony przez swoich wro­gów, aby nigdy już nie mógł zyskaç sobie zwolenników. Zmieniono jego tytuł: „Władcę Ziemi” zastąpił „Władca Ciemności” – Enki okazuje się upadłym „synem jutrzenki” (jakże to spadłeś z niebios, /Jaśniejący, Synu Ju­trzenki? /Jakże runąłeś na ziemię, / ty, który podbiłeś narody?) on właśnie, jako najpiękniejsza i najpotężniej­sza istota w swoich czasach, jawi się jako ten, który niesie światło; był nosicielem światła dla Germanów, Gre­cy znali go pod imieniem Heliosa albo Fosforosa, jego łacińskie imię brzmiało: Luciferus. Został więc utożsa­miony z diabłem! Przedstawiano go jako śmiertelnego wroga istoty najwyższej, w tym 
przypadku: jego ojca, dowódcy statku kosmicznego, ale mieszkańcom Ziemi wmawiano, że był wrogiem ich stwórcy (co zresztą niecałkiem mijało się z prawdą). Zapewniano ludzi, że całe zło świata pochodzi od nie­go i że pragnie on ich duchowego zniewolenia. 

 

Według naukowych danych dzieje ludzkości rozpoczęły się 3800 lat p.n.e. w państwie sumeryjskim. Wcze­śniej byliśmy jakoby zbiorowością obrośniętych dzikusów i barbarzyńców. Tyle, że nasuwają się tu pewne wątpliwości. Oto na przykład przyjęło się datowanie Sfinksa na 2500 rok p.n.e. i uznawanie faraona Chefrena za tego, który zainicjował jego budowę. Tymczasem R.A. Schwaller, matematyk i orientalista, jak też egiptolog John Anthony West jednoznacznie wykazali, że wzory erozyjne na powierzchni Sfinksa mogły powstaç tylko w następstwie działania wody. Z ich badań wynikło, iż nie piasek i nie wiatr przyczyniły się do powstania wzo­rów erozyjnych, lecz spowodowała je woda płynąca na głębokości 70 m. Westowi udało się wyliczyç, że Sfinks musiałby przez co najmniej 1000 lat byç narażony na ciągłe opady deszczu, ażeby mogły powstaç ta­kie ślady erozji. Geologia i archeologia mają więc w tej kwestii całkowicie rozbieżne poglądy. Sahara liczy so­bie aż 7-9 tysięcy lat, a to oznacza, że Sfinks istnieje co najmniej 8-10 tysięcy lat. Nasz świat nauki utrzymuje wszakże, iż w owych czasach nie było na tamtym obszarze kultur wysoko rozwiniętych i na pewno nie takich, które potrafiłyby wznieść coś takiego jak Sfinks; zresztą nawet przy dzisiejszej technice niełatwo byłoby zbu­dowaç Sfinksa.

 

Czy owi goście opuścili nas na zawsze, czy raczej powrócą? A może niektórzy z. nich w ogóle nie opuszczali Ziemi? Czyżby władcy tego świata uzgodnili, że nadal mogą – jak dawniej – eksploatowaç różne surowce
Czy owe istoty przybywają na Ziemię tylko po to, żeby zabieraç złoto? Można przy­puszczaç, że Anunnaki zjawili się na Ziemi dla złota i pozyskiwali je przez tysiące lat. Nie zależało im na za­władnięciu Ziemią, bo przecież za każdym razem powracali na swoją planetę! Nie oni są więc dla nas, ludzi, groźni. Zresztą póki przebywają na Ziemi, starzeją się, co było powodem buntu robotników Anunnaki. 
Ale tymczasem Ziemia została zaludniona. Przyjmijmy, że państwo i ja należymy do społeczności Anunna­ki. Stwierdzamy teraz, po dłuższej nieobecności na Ziemi, że to i owo się tutaj zmieniło. Zwłaszcza w ciągu ostatnich stu lat człowiek dokonał dużego postępu w technice i sam już podróżuje w kosmosie. Posiada bom­by atomowe, radar i dysponuje innymi wynalazkami, które nie pozwalają nam po prostu wylądować tutaj, by wydobywaç materiał, którego pilnie potrzebujemy. Co robiç? Zawładnąć tą planetą? Nie warto. Na cóż nam ona? Tutaj zbyt szybko się starzejemy. Pozostaje więc tylko jedno wyjście – zawrzeç układ z kimś, kto może nam pomóc w uzyskaniu tego, czego potrzebujemy, a potem znowu zniknąć. Prawdopodobnie będziemy mu­sieli zaproponowaç coś od siebie – dojdzie do swoistej wymiany. Czy zaoferujemy jakąś technologię?

 

(…)

 

Od Ninhursag:

Enki pomógł w wyzwoleniu Istot Ludzkich, za co został wygnany z Królestwa Niebiańskiego… Naraził się swemu Ojcu Anu i całemu rodowi Annunaki – ale mimo to podjął decyzję o POMOCY LUDZIOM… Co przypłacić ogronmną ceną…

W KRÓTCE CAŁA PRAWDA UJRZY SŁOŃCE…

 

 

Reklamy

Genesis Jeszcze Raz

 

 

GENESIS JESZCZE RAZ  –  ZECHARIA SITCHIN

STWORZENIE  CZŁOWIEKA

ADAM: NIEWOLNIK STWORZONY DO POSŁUCHU

Z oczywistych powodów biblijna opowieść o stworzeniu człowieka jest punktem spornym debaty między kreacjonistami a ewolucjonistami, dyskutowanym szczególnie zaciekle w chwilach jej kulminacji – niekiedy w sądach, zawsze zaś w komisjach, radach i ławach szkolnych. Jak była już o tym mowa, konflikt ten ucichłby na dobre, gdyby obie strony jeszcze raz przeczytały Biblię (w oryginale hebrajskim): gdyby ewolucjoniści uznali naukowe podstawy Genesis, a kreacjoniści uświadomili sobie, co ów tekst naprawdę mówi.

Gdy odłoży się na bok naiwne mniemanie niektórych, że w relacji stworzenia „dni” Księgi Genesis są dosłownie okresami dwudziestu czterech godzin, a nie erami czy fazami, kolejność wydarzeń przedstawiona w Biblii nie pozostawia wątpliwości – jak powinno to jasno wynikać z poprzednich rozdziałów – że jest to opis ewolucji, zgodny z ustaleniami współczesnej nauki. Problemem nie do przezwyciężenia jest uporczywe twierdzenie kreacjonlstów, że my, ludzie, Homo sapiens sapiens, zostaliśmy od razu stworzeni przez „Boga”, bez żadnych ewolucyjnych poprzedników. „Ukształtował Pan Bóg człowieka z prochu ziemi i tchnął w nozdrza jego dech życia, a wtedy stał się człowiek istotą żywą”. Tak brzmi opowieść o stworzeniu człowieka podana w rozdziale 2 (werset 7) Księgi Genesis (według angielskiej wersji Biblii króla Jakuba) – i w to właśnie mocno wierzą gorliwi kreacjoniści.

Gdyby przestudiowali tekst hebrajski – który ostatecznie jest oryginałem – odkryliby przede wszystkim, że akt stworzenia przypisany jest pewnym Elohim – liczba mnoga tego terminu powinna być tłumaczona jako „bogowie”, a nie „Bóg”. Po drugie, uświadomiliby sobie, że cytowany werset wyjaśnia też, dlaczego „Adam” został stworzony: „Ponieważ nie było żadnego Adama do uprawy ziemi:” Są to dwie ważne – i rozsadzające tradycyjną egzegezę – wskazówki do zrozumienia, kto i po co stworzył człowieka.

Inny problem pojawia się w rozdziale pierwszym Genesis (26-27), gdzie podana jest inna, wcześniejsza wersja stworzenia człowieka. Najpierw (według Biblii króla Jakuba) rzekł Bóg: „Uczyńmy człowieka na obraz nasz, podobnego do nas”; potem powiedziane jest: „I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich”. Biblijna relacja komplikuje się dalej w następującej w rozdziale 2 opowieści, według której „Adam” był sam, dopóki Bóg nie obdarzył go partnerką, stworzoną z żebra Adama.

Podczas gdy kreacjoniści mogliby mieć duże trudności w próbie rozsądzenia, która z tych wersji jest zasadą sine qua non, wciąż pozostaje problem liczby mnogiej. Myśl o stworzeniu człowieka pochodzi od istoty mnogiej, która zwraca się do słuchaczy, mówiąc: „Uczyńmy Adama na obraz nasz, podobnego do nas”. O co – muszą sobie zadać pytanie ci, którzy wierzą w Biblię – tutaj chodzi?

Zarówno orientaliści, jak i bibliści wiedzą obecnie, że Księga Genesis jest zredagowanym przez kompilatorów streszczeniem znacznie wcześniejszych i daleko bardziej szczegółowych tekstów zapisanych w Sumerze. Teksty te, z podaniem wszystkich źródeł, przejrzane i szeroko cytowane w Dwunastej Planecie, odsyłają stworzenie człowieka do Anunnaki. Z długiego tekstu, zwanego Atra Hasis, dowiadujemy się, że wydarzyło się to, gdy szeregowi astronauci, którzy przybyli na Ziemię wydobywać złoto, zbuntowali się. Mordercza praca w kopalniach złota w Afryce południowej stała się nie do zniesienia. Enlil, ich dowódca, wezwał władcę Nibiru, swego ojca Anu, na Zgromadzenie Wielkich Anunnaki i zażądał surowych kar dla buntującej się załogi. Ale Anu był bardziej wyrozumiały. „O co my ich oskarżamy?” – zapytał, gdy wysłuchał skarg buntowników. „Ich praca była ciężka, ich niedola wielka!” Czy jest jakiś inny sposób otrzymywania złota? – zastanawiał się głośno.

Tak – powiedział inny syn, Enki (brat przyrodni Enlila i jego rywal), utalentowany główny naukowiec Anunnaki. Można uwolnić Anunnaki od nieznośnej harówki przydzielając tę trudną pracę komuś innemu: stwórzmy prymitywnego robotnika!

Pomysł ten trafił do przekonania zgromadzonym Anunnaki. Im dłużej go omawiali, tym głośniej domagali się takiego prymitywnego robotnika, Adamu, aby wyręczył ich w ciężkiej pracy. Zastanawiali się jednak, jak można stworzyć istotę wystarczająco inteligentną, by potrafiła posługiwać się narzędziami i wykonywać rozkazy. W jaki sposób osiągnięto ów cel stworzenia, czyli „zrodzenia” prymitywnego robotnika? Czy było to w ogóle wykonalne?

Sumeryjski tekst unieśmiertelnił odpowiedź, jakiej udzielił Enki nie dowierzającym Anunnaki, którzy widzieli w stworzeniu Adamu rozwiązanie problemu przygniatającej ich pracy:

„Stworzenie, którego nazwę wymieniliście –
ISTNIEJE!”

Nie jest jednak gotowe do czekających je zadań – dodał. – Aby to sprawić:

„Obleczcie je w obraz bogów”.

W tych słowach leży klucz do rozwiązania zagadki stworzenia człowieka, magiczna różdżka, która usuwa konflikt między ewolucjonizmem a kreacjonizmem. Anunnaki, Elohim z wersetów biblijnych, nie stworzyli człowieka z niczego. Ta istota była już na Ziemi, i była produktem ewolucji. Aby podnieść ją do wymaganego poziomu możliwości i inteligencji, trzeba było tylko „oblec ją w obraz bogów”, obraz samych Elohim.

Stworzenie, które już istniało, nazwijmy dla uproszczenia małpoludem Przewidziany przez Enki proces polegał na „obleczeniu” istniejącej istoty w „obraz” – wewnętrzną, genetyczną strukturę – Anunnaki; innymi słowy Enki chciał podnieść istniejącego małpoluda za pomocą manipulacji genetycznej. Wyprzedzając w ten sposób pochopnie ewolucję, chciał powołać do istnienia „człowieka” – Homo sapiens.

Termin Adamu, który jest oczywistą inspiracją do ukucia biblijnego imienia „Adam”, oraz termin „obraz” użyty w tekście sumeryjskim; co zostało bez zmiany powtórzone w tekście biblijnym, nie są jedynym tropem wskazującym na sumeryjskie/mezopotamskie pochodzenie historii stworzenia człowieka, jaką znamy z Genesis. Stosowanie w Biblii zaimka w liczbie mnogiej oraz opis grupy Elohim osiągającej porozumienie i w rezultacie podejmującej odpowiednie działanie także przestaje być zagadkowe, gdy weźmiemy pod uwagę źródła mezopotamskie.

W źródłach tych czytamy, że zgromadzeni Anunnaki postanowili zrealizować ów projekt i wyznaczyli do tego, idąc za radą Enki, Ninti – przełożoną służb medycznych:

„Poproszono boginię, żeby przyszła,
położną bogów, mądrą Mami,
[mówiąc:]
ťStwórz robotników!
Stwórz prymitywnego robotnika,
który może dźwigać jarzmo!
Niech on dźwiga jarzmo nałożone przez Enlila,
niech robotnik ponosi trud bogów!Ť”

Trudno powiedzieć z pewnością, czy to właśnie z tekstu Atra Hasis, z którego pochodzą wyżej cytowane wersy, czy ze znacznie wcześniejszych tekstów sumeryjskich redaktorzy Genesis zaczerpnęli materiał do swojej skróconej wersji. Mamy tu jednak zarysowane tło wypadków, które doprowadziły do poszukiwania prymitywnego robotnika, mamy zgromadzenie bogów, propozycję konkretnego działania i decyzję podjęcia tego działania, mającego na celu stworzenie robotnika. Jedynie uświadamiając sobie źródło biblijnego tekstu, możemy zrozumieć biblijną opowieść o Elohim Wzniosłych, „bogach” – mówiących: „Uczyńmy człowieka na obraz nasz, podobnego do nas”, aby zaradzić sytuacji, w której „nie było żadnego Adama do uprawy ziemi”.

W Dwunastej Planecie była mowa o tym, że dopóki Biblia nie zaczęła relacjonować genealogii i historii Adama, konkretnej osoby, Księga Genesis nazywa nowo powstałą istotę ogólnym terminem Adam. Nie wymienia przez to osoby zwanej Adam, lecz określa gatunek, dosłownie „Ziemianin”, bo właśnie takie jest znaczenie słowa „Adam”. Pochodzi ono z tego samego źródłosłowu, co Adamah – „Ziemia”. Można tu jednocześnie zauważyć pewną grę słów; dam bowiem oznacza „krew” i odzwierciedla, jak wkrótce zobaczymy, sposób, w jaki Adam został „wyprodukowany”.

Sumerowie określali „człowieka” terminem LU. W swym źródle słowo to nie oznacza jednak „istoty ludzkiej”, lecz raczej „robotnika, sługę”, w połączeniu zaś z nazwami zwierząt wyraża pojęcie „udomowiony”. Język akadyjski, w którym napisano tekst Atra Hasas (i z którego wyrastają wszystkie języki semickie), stosuje na oznaczenie nowo stworzonej istoty termin lulu, co znaczy, podobnie jak w sumeryjskim, „człowiek”, ale komunikuje przy tym pojęcie „zmieszania”. Tak więc słowo lulu w swym pełnym znaczeniu wyraża „mieszańca”. Zwraca przez to uwagę na sposób, w jaki Adam – „Ziemianin”, a także „Ten z krwi” – został stworzony.

Liczne teksty w różnym stanie przetrwania czy fragmentacji znaleziono na tabliczkach glinianych w Mezopotamii. W Dwunastej Planecie zostały przejrzane „mity” innych ludów o stworzeniu człowieka, zarówno ze Starego, jak Nowego Świata; wszystkie one zachowały w pamięci proces zmieszania pierwiastka boskiego z ziemskim. W połowie przypadków pierwiastek boski określa się jako „esencję” pochodzącą z krwi boga, pierwiastek ziemski zaś jako „glinę”, czyli „muł”. Nie może być wątpliwości, że wszystkie te podania próbują opowiedzieć tę samą historię, ponieważ wszystkie mówią o Pierwszej Parze. Nie ma wątpliwości, że pochodzą z Sumeru; w sumeryjskich tekstach znajdujemy najstaranniej opracowane opisy i wielką liczbę szczegółów dotyczących tego cudownego czynu: zmieszania „boskich” genów Anunnaki z „ziemskimi” genami małpoludów przez zapłodnienie jaja samicy małpoluda.

Było to zapłodnienie in vitro – w szklanej kolbie, jak przedstawia ten proces wizerunek na pieczęci cylindrycznej (il. 51). A więc, jak powtarzam, odkąd współczesna nauka i medycyna dokonała wyczynu zapłodnienia in vitro, Adam był pierwszym dzieckiem z próbówki…

Dołączona grafika

Jest powód, by przypuszczać, że gdy Enki wysunął swoją zaskakującą sugestię stworzenia prymitywnego robotnika metodą manipulacji genetycznej, był już przekonany, że dokonanie tego jest możliwe. Jego propozycja zaangażowania Ninti do tego zadania także nie była przypadkowym pomysłem.

Przygotowując grunt dla nadchodzących wypadków, tekst Atra Hasis zaczyna historię człowieka na Ziemi od wyznaczenia zadań dowódcom Anunnaki. Gdy rywalizacja między dwoma przyrodnimi braćmi, Enlilem i Enki, nasiliła się niebezpiecznie, Anu zarządził losowanie. W rezultacie Enlil objął zarząd nad starymi osadami i przejął kontrolę nad działaniami prowadzonymi w E.DIN (biblijny Eden), Enki zaś wyruszył do Afryki nadzorować AB.ZU, kraj kopalni. Jako że był wybitnym naukowcem, Enki nie zaniedbywał badań miejscowej flory i fauny; interesowały go też skamieliny, kopalne szczątki, jakie mniej więcej 300 000 lat później odkrywał Leakeys i inni paleontolodzy w Afryce południowo-wschodniej. Podobnie jak współcześni naukowcy, także Enki zapewne zastanawiał się nad przebiegiem ewolucji na Ziemi. Doszedł do wniosku – czytamy w sumeryjskich tekstach – że z tego samego „nasienia życia”, które przyniósł ze sobą Nibiru ze swej dalekiej niebiańskiej siedziby, rozwinęło się życie na obu planetach; znacznie wcześniej na Nibiru, a później na Ziemi, gdy ta druga została zasiana podczas zderzenia.

Stworzeniem, które z pewnością fascynowało go najbardziej, był małpolud – istota przewyższająca inne formy naczelnych, hominid poruszający się już w postawie wyprostowanej i posługujący się ostrymi kamieniami, protoczłowiek – nie w pełni jeszcze rozwinięty. Enki zapewne nie oparł się pokusie wypróbowania swych sił w intrygującej „zabawie w Boga” i przystąpił do eksperymentów z manipulacją genetyczną.

Dobierając sobie pomocnika, Enki poprosił Ninti, aby przybyła do Afryki i pozostała przy nim. Oficjalny powód był racjonalny; Ninti była przełożoną służb medycznych, jej imię znaczyło „Pani Życie” (później przezwano ją Mammi, źródło uniwersalnej mamy/matki). Z pewnością istniała potrzeba działalności służby medycznej w trudnych warunkach pracy w kopalniach. Ale był jeszcze inny powód: od samego początku Enlil i Enki starali się pozyskać względy Ninti, jako że obaj pragnęli męskiego potomka od przyrodniej siostry, którą dla nich była. Wszyscy troje byli dziećmi Anu, władcy Nibiru, ale z różnych matek; a według praw sukcesji Anunnaki (przyjętych później przez Sumerów i odnotowanych w biblijnych opowieściach o patriarchach) syn urodzony przez przyrodnią siostrę z tej samej królewskiej linii miał pierwszeństwo do legalnego dziedziczenia, bez względu na to, czy był pierworodnym. Sumeryjskie teksty opisują gorącą miłość, jakiej oddawali się Enki i Ninti (jednakże bez pomyślnych rezultatów: wszystkie dzieci z ich związku były dziewczynkami); a więc było coś więcej niż tylko wzgląd naukowy w motywach, jakie skłoniły Enki do wezwania Ninti i przydzielenia jej odpowiedniego zadania.

Wiedząc to wszystko i czytając teksty o stworzeniu, nie powinniśmy być zdziwieni, że Ninti oświadczyła po pierwsze, że nie może wykonać tego w pojedynkę, musi więc otrzymać radę i pomoc od Enki; po drugie zaś, że próba stworzenia musi się odbyć w Abzu, gdzie są dostępne odpowiednie materiały i urządzenia. Tych dwoje przeprowadzało razem eksperymenty zapewne już przedtem, znacznie wcześniej, nim na zgromadzeniu Anunnaki padła sugestia „stworzenia Adamu na nasz obraz”. Niektóre starożytne wizerunki przedstawiają „ludzi-byków” w towarzystwie nagich małpoludów (il. 52) lub ludzi-ptaków (il. 53). Sfinksy (byki lub lwy z ludzkimi głowami), które zdobiły wiele starożytnych świątyń, były może czymś więcej niż płodami wyobraźni; gdy Berossus, kapłan babiloński, spisywał dla Greków kosmogonię sumeryjską i opowieści o stworzeniu, opisał okres, w którym „pojawiali się ludzie z dwoma skrzydłami” lub mający ” jedno ciało, ale dwie głowy”, albo jednocześnie z męskimi i żeńskimi organami jak też „z nogami i rogami kóz”, oraz inne zwierzęco-hominidalne krzyżówki.

Dołączona grafika

Dołączona grafika

To, że stwory te nie były wybrykiem natury, lecz powstały w rezultacie zamierzonych eksperymentów Enki i Ninti, wynika w sposób oczywisty z sumeryjskich tekstów. Teksty te opisują, jak tych dwoje stworzyło istotę, która nie miała ani męskich, ani żeńskich organów, człowieka, który nie mógł zatrzymać moczu, kobietę niezdolną do rodzenia dzieci i osobników z innymi rozlicznymi wadami. Ostatecznie, nie bez nuty złośliwości w swym wyzywającym oświadczeniu, Ninti – jak zapisano to w tekstach – powiedziała:

„Jak dobre albo jak złe jest ciało człowieka?
Jak serce mi podpowiada,
Mogę uczynić jego los dobrym lub złym”.

Osiągnąwszy poziom, na którym manipulacja genetyczna była dostatecznie udoskonalona, aby zdeterminować dobre lub złe cechy cielesne, Enki i Ninti poczuli, że mogliby się podjąć przeprowadzenia eksperymentu wieńczącego ich dotychczasowe wysiłki: zmieszania genów hominidów, małpoludów, nie z genami innych stworzeń ziemskich, lecz z genami samych Anunnaki. Wyzyskując całą wiedzę, jaką zgromadzili, tych dwoje Elohim wtrąciło się w proces ewolucji, przyspieszając go. Człowiek współczesny tak czy inaczej z pewnością rozwinąłby się w końcu na Ziemi, podobnie jak rozwinęli się pochodzący z tego samego „nasienia życia” Anunnaki na Nibiru. Lecz od stadium hominidów do poziomu rozwoju Anunnaki sprzed 300 000 lat prowadziła wciąż długa droga, zajmująca ogromnie dużo czasu. Gdyby w przeciągu 4 mld lat proces ewolucyjny na Nibiru zaczął się tylko 0 1% tego czasu wcześniej, ewolucja na Nibiru wyprzedzałaby ewolucję na Ziemi o 40 mln lat. Czy Anunnaki przyśpieszyli pochopnie proces ewolucji na naszej planecie o milion czy dwa miliony lat? Nikt nie może powiedzieć z pewnością, ile czasu potrzebowałby Homo sapiens, by rozwinąć się naturalnie na Ziemi z wczesnych form hominidów, ale 40 mln lat byłoby okresem na pewno wystarczająco długim.

Wezwany do zrealizowania misji „uformowania służących dla bogów” „aby dokonało się wielkie dzieło mądrości”, mówiąc słowami starożytnych tekstów – Enki wydał Ninti następujące instrukcje:

„Domieszaj do rdzenia glinę
z fundamentu ziemi,
dokładnie nad Abzu,
i nadaj jej kształt rdzenia.
Znając młodych Anunnaki, którzy doprowadzą
tę glinę do właściwego stanu, zrobię, co trzeba”.

W Dwunastej Planecie zanalizowałem etymologię sumeryjskich i akadyjskich terminów, które zwykle tłumaczone są jako „glina” lub „muł”, i wykazałem, że pochodzą one z sumeryjskiego TI.IT, dosłownie „to, co jest z życiem”, nabywając następnie pochodnych znaczeń: „glina”, „muł”, a także „jajo”. A więc pierwiastkiem ziemskim w procesie „oblekania” istoty, która już istniała, w „obraz bogów” było żeńskie jajo tej istoty – komórka płciowa małpoluda.

Wszystkie teksty opisujące to wydarzenie wyjaśniają, że Ninti polegała na kompetencjach Enki, spodziewając się, iż dostarczy on pierwiastek ziemski, czyli jajo żeńskiego małpoluda z Abzu w Afryce południowowschodniej. W powyższym cytacie rzeczywiście podana jest specyficzna lokalizacja: nie ten sam rejon, w którym były kopalnie (zidentyfikowany w Dwunastej Planecie jako Rodezja południowa, obecnie Zimbabwe) lecz miejsce „nad” nim, położone bardziej na północ. Na tym obszarze, jak wykazały to niedawne odkrycia, faktycznie wyłonił się Homo sapiens…

Zadaniem Ninti było dostarczenie pierwiastków”boskich”. Potrzebne były dwa ekstrakty pochodzące od jednego z Anunnaki; starannie wybrano na ten cel młodego „boga”. Według instrukcji Enki, Ninti miała otrzymać krew boga oraz sziru; przez zanurzenie w „oczyszczającej kąpieli” miano uzyskać ich „esencje”. Z krwi zamierzano pobrać coś, co teksty określają terminem TE.E.MA, tłumaczonym w najlepszym wypadku jako „osobowość”, co wyraża sens tego słowa: jest to coś, co sprawia, że osoba ma indywidualność i odróżnia się od każdej innej. Jednak słowo „osobowość” pozbawione jest naukowej precyzji tego terminu, który w języku sumeryjskim znaczył „to, co jest domem tego, co wiąże pamięć”. Nazywamy to dzisiaj „genem”.

Drugi element, dla którego wybrano młodego Anunnaki, sziru, powszechnie tłumaczony jest jako „ciało”. Z czasem słowo to w zróżnicowanym zakresie swej konotacji nabrało znaczenia „ciało”, ale we wczesnym sumeryjskim odnosiło się do płci czy do organów płciowych; podstawowym znaczeniem jego źródłosłowu było „wiązać”, „to, co wiąże”. Ekstrakt sziru wzmiankowany jest w innych tekstach, traktujących o potomstwie pochodzącym ze związków Anunnaki z ludźmi, jako kisru; wydzielina męskiego członka, co oznacza „nasienie”, spermę.

Te dwa boskie ekstrakty miały być starannie zmieszane przez Ninti w kąpieli oczyszczającej, i jest pewne, że epitet lulu („mieszaniec”), jakim obdarzono później prymitywnego robotnika, pochodził od tej mieszającej procedury. Posługując się współczesną terminologią, nazwalibyśmy go hybrydem.

Cały ten proces musiał przebiegać w warunkach ściśle higienicznych. Jeden z tekstów zaznacza nawet, że Ninti umyła ręce, zanim dotknęła „gliny”. Odbywało się to w specjalnym budynku, nazywanym po akadyjsku Bit Szimti, co, pochodząc od sumeryjskiego SHI.IM.TI, znaczyło dosłownie „dom, gdzie tchnienie życia jest zaczerpywane” – będąc niewątpliwie źródłem biblijnego stwierdzenia, że po uformowaniu Adama z gliny Elohim „tchnął w nozdrza jego dech życia”. Tym biblijnym terminem, tłumaczonym czasem jako „dusza” raczej niż „dech życia”, jest nephesh. Identyczny termin pojawia się w akadyjskim opisie tego, co wydarzyło się w „domu, gdzie dech życia jest zaczerpywany”, po ukończeniu procesu oczyszczania i ekstrakcji:

„Bóg, który oczyszcza napishtu, Enki,
przemówił.
Usiadł przed nią [Nimi] i jej podpowiadał.
Gdy wyrecytowała słowa magiczne, przyłożyła
swoją rękę do gliny”.

Wizerunek na pieczęci cylindrycznej (il. 54) może dobrze zilustrować ów starożytny tekst. Ukazuje siedzącego Enki, „podpowiadającego” Ninti (dającą się rozpoznać dzięki swemu symbolowi, pępowinie), za którą stoją kolby-„probówki”.

Dołączona grafika

Zmieszanie „gliny” ze wszystkimi wymaganymi ekstraktami i „esencjami” nie oznaczało jeszcze końca procedury. Jajo żeńskiego małpoluda zapłodnione w „oczyszczającej kąpieli” spermą młodego Anunnaki złożono następnie do „formy”, w której „wiązanie” miało dojść do końcowego skutku. Ponieważ ta część procesu jest opisana później w związku z determinowaniem płci opracowywanej istoty, można przypuszczać, że taki był właśnie cel owej fazy „wiązania”.

Nie jest powiedziane, jak długo zapłodnione jajo przebywało w tym stadium w „formie”, ale wiadomo dokładnie, co należało zrobić potem. Zapłodnione i odpowiednio przygotowane jajo miało być implantowane w macicy – lecz nie żeńskiego małpoluda. Miało być implantowane w macicy „bogini”, żeńskiego Anunnaki! Jedynie w tym przypadku, co jest oczywiste, można było osiągnąć pożądany rezultat.

Czy eksperymentatorzy, Enki i Ninti, mogli być pewni, że po wszystkich próbach i błędach, jakie popełnili usiłując stworzyć hybrydy, otrzymają tym razem doskonałego lulu, implantując zapłodnione i spreparowane odpowiednio jajo w macicy jednej z Anunnaki? Czy nie zachodziła obawa, że bogini urodzi potwora, a jej życie będzie śmiertelnie zagrożone?

Rzecz jasna, nie mogli mieć absolutnej pewności; i jak bywa to często w przypadku naukowców, którzy przeprowadzają niebezpieczne eksperymenty najpierw na świnkach morskich, potem zaś na ochotnikach, Enki obwieścił zebranym Anunnaki, że jego własna żona, Ninki („pani ziemi”), podjęła się dobrowolnie tego zadania. „Ninki, moja bogini-żona – oświadczył – wykona tę pracę”; miała ona zdeterminować los nowej istoty:

„Nowo narodzonego los orzekniecie;
Ninki zwiąże z nim obraz bogów;
ťczłowiekŤ jest tym, kim będzie”.

Żeńskie Anunnaki, wybrane do roli bogiń narodzin, gdyby eksperyment się powiódł, powinny, według zaleceń Enki, pozostać na miejscu i obserwować przebieg całej operacji. Teksty wyjawiają, że nie był to prosty, gładko przebiegający proces narodzin:

„Boginie narodzin trzymane były razem.
Ninti siedziała, licząc miesiące.
Zbliżał się dziesiąty miesiąc rozstrzygnięcia,
dziesiąty miesiąc nadszedł –
czas otwarcia łona upłynął”.

Dramatu stworzenia człowieka dopełniła, jak się okazuje, ciąża przenoszona; wymagało to medycznej interwencji. Świadoma sytuacji Ninti „nakryła głowę” i przyrządem, którego kształt jest na glinianej tabliczce zamazany, „uczyniła otwarcie”. A wtedy „to, co było w łonie, wyszło”. Porywając na ręce nowo narodzone dziecko, była przejęta radością. Podniosła je w górę, aby wszyscy mogli zobaczyć (jak przedstawia to il. 51), i wykrzyknęła triumfalnie:

„Stworzyłam!
Moje ręce to zrobiły!”
Urodził się pierwszy Adam.

Pomyślne narodziny Adama – samego, jak oznajmia początkowa wersja biblijna – potwierdziły prawidłowość procedury i otworzyły drogę do kontynuacji tego przedsięwzięcia. Przygotowano teraz odpowiednią ilość „zmieszanej gliny”, aby spowodować ciążę u czternastu bogiń narodzin jednocześnie:

„Ninti oderwała czternaście kawałków gliny,
Siedem złożyła po prawej stronie,
Siedem złożyła po lewej stronie;
W środku umieściła formę”.

Metodami inżynierii genetycznej zdeterminowano płeć noworodków; miało od razu przyjść teraz na świat siedmiu chłopców i siedem dziewczynek. Na innej tabliczce glinianej czytamy, że

„Dwakroć siedem bogiń narodzin się zebrało,
Mądrych i uczonych.
Siedem urodziło męskie niemowlęta,
Siedem urodziło żeńskie niemowlęta;
Boginie narodzin przyniosły
Dech tchnienia życia”.

Nie ma zatem konfliktu między różnymi biblijnymi wersjami stworzenia człowieka. Najpierw Adam został stworzony sam; potem zaś, w następnej fazie, Elohim rzeczywiście stworzyli pierwszych ludzi: „mężczyznę i niewiastę”.

W tekstach o stworzeniu nie mówi się, ile razy powtórzono proces „masowej produkcji” prymitywnych robotników. W innych źródłach czytamy, że Anunnaki domagali się głośno większej ich liczby i że w końcu Anunnaki z Edin – Mezopotamii – wyruszyli do Abzu w Afryce i przemocą uprowadzili ze sobą tłumy prymitywnych robotników, żeby obarczyć ich pracą fizyczną w Mezopotamii. Dowiadujemy się też, że z czasem Enki, chcąc uwolnić się od konieczności nieustannego angażowania bogiń narodzin, przedsięwziął następną manipulację genetyczną, aby umożliwić hybrydycznym ludziom samodzielne rozmnażanie się; historia ta jest jednak tematem następnego rozdziału.

Uprzytomnienie sobie, że te starożytne teksty dotarły do nas mostem czasu ciągnącym się wstecz przez tysiąclecia, wzbudza podziw dla dawnych skrybów, którzy zapisywali, kopiowali i tłumaczyli najwcześniejsze teksty – świadomi lub równie często nieświadomi tego, co pierwotnie oznaczał ten czy inny termin techniczny, zawsze jednak trzymając się wiernie tradycji, wymagającej jak najdokładniejszego i precyzyjnego tłumaczenia kopiowanych tekstów.

Na szczęście w ostatniej dekadzie XX wieku, erze powszechnej informacji, dobrodziejstwa współczesnej nauki są po naszej stronie. „Mechanizmy” reprodukcji komórki i rozmnażania się człowieka, funkcjonowanie i kod genów jako przyczyna wielu dziedzicznych chorób i ułomności – wszystko to i wiele innych procesów biologicznych zostało dzisiaj zrozumiane; zapewne jeszcze niecałkowicie, lecz w wystarczającym stopniu abyśmy mogli ocenić tę starożytną opowieść pod względem jej naukowej wartości.

Dysponując całą wiedzą współczesnej nauki, jaki werdykt moglibyśmy wydać co do rzetelności starożytnej informacji? Czy starożytni fantazjowali, zmyślali nieprawdopodobieństwa? Czy współczesna nauka mogłaby potwierdzić realność tych procedur i procesów, opisywanych z taką dbałością o terminologię?

Z pewnością mogłaby potwierdzić; w taki sam sposób postępowalibyśmy dzisiaj – a ściślej mówiąc, postępujemy już w ostatnich latach.

Wiemy dziś, jak spowodować, żeby ktoś „powstał” lub coś „powstało na „obraz” i „podobieństwo” istniejącej istoty (drzewa, myszy czy człowieka); nowe stworzenie musi mieć geny swego stworzyciela, inaczej wyłoni się ktoś zupełnie inny. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu nauka wiedziała na ten temat tylko tyle, że istnieją, ukryte w każdej żywej komórce, garnitury chromosomów, które przekazują zarówno fizyczne, jaki i psychiczne cechy potomstwu. Teraz jednak wiemy, że chromosomy są zaledwie łodygami, do których są doczepione długie łańcuchy DNA. Dysponując tylko czterema nukleotydami, DNA może składać niezliczone kombinacje, zawierające w krótkich lub długich odcinkach szeregi sygnalizatorów chemicznych, wysyłających instrukcje „nie działaj” lub „działaj” (albo „powstrzymaj działanie”). Produkowane są enzymy, które zachowują się jak intryganci, wyzwalając procesy chemiczne i posyłając RNA do roboty; tworzą się w ten sposób białka budujące ciało i mięśnie, powstają miriady zróżnicowanych komórek żyjącej istoty, uaktywnia się układ odpornościowy, a także, oczywiście, uruchamia się mechanizm prokreacji, dzięki któremu potomstwo zachowuje obraz i podobieństwo.

Za inicjatora genetyki jako nauki uważa się obecnie Gregora Johana Mendla, austriackiego mnicha, który eksperymentując z krzyżówkami roślin opisał cechy dziedziczne pospolitego grochu w studium opublikowanym w 1866 roku. Pewien rodzaj inżynierii genetycznej praktykowany był naturalnie w ogrodnictwie (w hodowli kwiatów, warzyw i drzew owocowych) za pomocą techniki zwanej szczepem, polegającej na łączeniu części rośliny o pożądanych cechach z inną rośliną, naciętą w tym celu tak, aby mogła przyjąć dodawany element. Technikę szczepu próbowano później stosować w królestwie zwierząt, nie uzyskano jednak zadowalających rezultatów, ponieważ system immunologiczny organizmu przyjmującego odrzucał obce ciało.

Następnym krokiem, który wzbudził przez chwilę wielkie zainteresowanie opinii publicznej, była technika zwana klonowaniem. Jako że każda komórka – powiedzmy ludzka komórka – zawiera wszystkie informacje genetyczne potrzebne do reprodukcji człowieka, można jej użyć do zapłodnienia żeńskiego jaja, tworząc w ten sposób osobnika identycznego z dawcą komórki. Teoretycznie, klonowanie umożliwia powołanie na świat dowolnej liczby Einsteinów lub, nie daj Bóg – Hitlerów.

Eksperymenty z klonowaniem zaczęto przeprowadzać najpierw na roślinach, traktując to jako ulepszoną metodę szczepu; sam termin klonowanie pochodzi od greckiego słowa klon, co oznacza „gałązkę”. Z początku przeszczepiano jedną komórkę rośliny-dawcy do rośliny przyjmującej. Później rozwinięto tę technikę do tego stopnia, że nie potrzebowano żadnej rośliny przyjmującej; wystarczyło odżywiać wyselekcjonowaną komórkę trzymając ją w specjalnym roztworze, do czasu aż zaczęła rosnąć, dzielić się i formować w końcu całą roślinę. W latach siedemdziesiątych jedną z nadziei, jakie pokładano w tej technice, było stworzenie w probówkach całych lasów drzew, identycznych z wybranym egzemplarzem, a następnie wyekspediowanie ich na działkę w wybranym miejscu, aby je tam zasadzić i kultywować.

Zastosowanie tej metody w świecie zwierząt okazało się bardziej problematyczne. Po pierwsze, klonowanie jest rozmnażaniem bezpłciowym. U zwierząt, które zapładniają jajo plemnikiem, komórki rozrodcze (jajo i plemnik) różnią się od wszystkich innych komórek tym, że nie zawierają pełnych par chromosomów (łodyg z zaczepionymi nitkami genów), lecz tylko jedną część garnituru. A zatem w zapłodnionym jaju człowieka (zygocie) czterdzieści sześć chromosomów, które składają się na pełny garnitur dwudziestu trzech par, pochodzi w połowie od matki (z jej gamety – komórki jajowej), w połowie zaś od ojca (z jego gamety – plemnika). Klonowanie polega na chirurgicznym usunięciu chromosomów z gamety żeńskiej i zastąpieniu ich kompletnym zestawem par chromosomów, nie z plemników, lecz z jakiejkolwiek innej komórki ludzkiej. Jeśli jajo przetrwa ten zabieg, umieszczane jest w macicy; jeśli się zagnieździ, powstaje zarodek, a potem dziecko – identyczne z osobą, od której pobrano wszczepioną komórkę.

Były jeszcze inne problemy związane z tą metodą, zbyt techniczne, by Je tu wyszczególniać; ale powoli je przezwyciężano w miarę postępów W zrozumieniu procesów genetycznych, zwiększania liczby eksperymentów i ulepszania narzędzi. Jednym z intrygujących odkryć, jakie miało wpływ na skuteczność eksperymentów, było zaobserwowanie faktu, że im młodsze jest źródło transplantowanego jądra komórki, tym większe szanse są powodzenia. W roku 1977 naukowcom brytyjskim udało się sklonować żaby z komórek kijanki; procedura wymagała usunięcia jądra z komórki żaby i wstawienie na to miejsce jądra komórki kijanki. Dokonano tego metodami mikrochirurgii; o sukcesie operacji przesądził rozmiar omawianej komórki, znacznie większy niż, powiedzmy, ludzkiej. W latach 1980-1981 naukowcy chińscy i amerykańscy donieśli o sklonowaniu ryby podobnymi metodami; eksperymentowano także na muchach.

Gdy zdecydowano się włączyć do tych doświadczeń ssaki, wybrano myszy i króliki, ze względu na ich krótki cykl rozrodu. Problem z ssakami polegał nie tylko na stopniu złożoności ich komórek i jąder tych komórek, wynikał też z konieczności zagnieżdżenia zapłodnionego jaja w macicy. Osiągano lepsze rezultaty, gdy jądra nie usuwano z jaja chirurgicznie, lecz naświetlano promieniami radioaktywnymi; jeszcze lepszą metodą okazało się chemiczne „eksmitowanie” jądra i chemiczne wprowadzanie nowego. Procedura ta opracowana przez J. Dereka Bromhalla z Uniwersytetu w Oksfordzie, dokonującego eksperymentów na komórkach jajowych królika, stała się znana jako fuzja chemiczna.

Inne doświadczenia, jakie w tym zakresie robiono na myszach, zdawały się wskazywać, że jajo ssaków, aby mogło zostać zapłodnione i zacząć się dzielić, a co ważniejsze, zacząć proces różnicowania (wykształcania wyspecjalizowanych komórek, które stają się różnymi częściami ciała), potrzebuje czegoś więcej niż tylko garnituru chromosomów dawcy. Eksperymentujący w Yale Clement L. Markert doszedł do wniosku, że to coś, co wyzwala te procesy, zawarte jest w plemniku. Istnieje poza chromosomami; „plemnik może wprowadzać jakiś niezidentyfikowany bodziec, który stymuluje rozwój zapłodnionego jaja”.

Żeby nie dopuścić do zmieszania się chromosomów męskiej gamety z chromosomami komórki jajowej (co byłoby raczej normalnym zapłodnieniem, nie klonowaniem), jądro gamety żeńskiej musi być usunięte chirurgicznie przed wprowadzeniem nowego zestawu chromosomów i „pobudzeniem” go środkami fizycznymi lub chemicznymi do podwojenia swojego składu. Jeśli wprowadza się chromosomy z plemnika, embrion, który się rozwinie, może być męski lub żeński; jeśli zaś transplantuje się i podwaja chromosomy z komórki jajowej, płód zawsze będzie żeński. W czasie gdy Markert kontynuował swoje eksperymenty nad metodami przeszczepiania jąder komórek, dwaj inni naukowcy (Peter C. Hoppe i Karl Illmensee) ogłosili w 1977 roku, że w Jackson Laboratory w Bar Harbor, Maine, doszło do pomyślnego przyjścia na świat siedmiu myszy „z jednej myszy-wzorca”. Stało się to jednak w przebiegu procesu, jaki należałoby nazwać partenogenezą, „dzieworództwem” raczej niż klonowaniem, ponieważ eksperymentatorzy spowodowali podwojenie oryginalnego składu chromosomów w komórce jajowej samicy myszy. Trzymali to jajo z pełnym garniturem chromosomów w pewnych roztworach, a potem, gdy komórka podzieliła się kilka razy, wprowadzili ją do macicy myszy. W dodatku przyjmująca jajo mysz musiała być inną samicą, nie tą, której komórkę pobrano do doświadczenia.

Niemałe poruszenie wywołała opublikowana na początku 1977 roku książka, mająca być rzekomo relacją o tym, jak pewien ekscentryczny amerykański milioner, dręczony obsesją śmierci, poszukiwał nieśmiertelności planując powielenie swojej osoby w postaci klona. Książka głosiła, że jądro komórki pobranej od milionera umieszczono w komórce jajowej kobiety, która zgłosiła się na ochotnika i po stosownym okresie urodziła szczęśliwie chłopca. Gdy ukazała się książka, dziecko miało ponoć czternaście miesięcy. Choć napisana w charakterze autentycznej relacji, opowieść ta spotkała się z niedowierzaniem. Powodem sceptycyzmu społeczności naukowej nie była niemożliwość samego wyczynu – prawie wszyscy zainteresowani zgadzali się, że opanowanie techniki klonowania ludzi jest tylko kwestią czasu. Wątpliwości dotyczyły sprawców; nie chciano wierzyć, żeby jakiemuś nieznanemu zespołowi na Karaibach się to udało, gdy najlepsi badacze mogli się pochwalić jedynie dzieworództwem myszy. Nieprawdopodobny wydawał się też fakt sklonowania osobnika dorosłego, wszystkie eksperymenty wykazywały bowiem, że im starsza komórka dawcy, tym mniejsze widoki na sukces.

W powszechnej świadomości straszliwych krzywd wyrządzonych ludzkości przez hitlerowskie Niemcy inspirowane ideologią „rasy panów” wizja możliwości klonowania wybranych jednostek w charakterze narzędzi zbrodni jest szczególnie przerażająca (jest to temat bestselleru Iry Levina The Boys from Brasil); wystarczająco, żeby ostudzić zapał badaczy doskonalących techniki manipulacji genetycznej. Niemniej głośnemu pytaniu: „Czy człowiek powinien odgrywać rolę Boga?” przeciwstawiono alternatywne: „Czy nauka powinna odgrywać rolę małżonka?” Zaowocowało to fenomenem „dzieci z probówki”.

Badania prowadzone na Uniwersytecie Teksaskim A & M w 1976 roku wykazały, że jest możliwe usunięcie zarodka ssaka (w tym przypadku pawiana) w przeciągu pierwszych pięciu dni po zapłodnieniu i reimplantowanie go w macicy innej samicy pawiana, co prowadzi do prawidłowej ciąży i porodu. Inni badacze opracowali metody pobierania komórek jajowych od małych ssaków i zapładniania tych komórek w probówkach. Te dwie techniki, przeszczepienie zarodka i zapłodnienie in vitro, zastosowano w operacji, która w lipcu 1978 roku przeszła do historii medycyny, gdy w Oldham w Anglii północno-zachodniej, w District General Hospital urodziła się Louise Brown. Pierwsze z wielu innych dzieci z probówki zostało poczęte w naczyniu szklanym, nie przez rodziców, lecz technikami zastosowanymi przez lekarzy Patricka Steptoe’a i Roberta Edwardsa. Dziewięć miesięcy wcześniej użyli narzędzia z własnym źródłem światła i pobrali dojrzałą komórkę jajową z jajnika pani Brown. Zanurzone w kąpieli składników odżywczych, pobrane jajo zostało „zmieszane” – jak wyraził się dr Edwards – ze spermą męża pani Brown. Gdy doszło do skutecznego zapłodnienia, przeniesiono komórkę jajową do naczynia z innymi odżywkami, gdzie zaczęła się dzielić. Po pięćdziesięciu godzinach podzieliła się na osiem komórek; w tej fazie implantowano zarodek w macicy pani Brown. Pod ścisłą obserwacją i fachową opieką embrion rozwijał się prawidłowo; ukoronowaniem tego wyczynu było cesarskie cięcie. Małżonkowie, którzy dotychczas nie mogli mieć dziecka z powodu nieprawidłowej funkcji jajników żony, mieli teraz normalną córkę.

„Mamy dziewczynkę, jest doskonała!” – krzyczeli ginekolodzy, którzy wykonali cesarskie cięcie i podnieśli dziecko.

„Stworzyłam, moje ręce to zrobiły!” – wykrzyknęła Ninti, gdy po cesarskim cięciu wzięła na ręce Adama eon wcześniej…

Długą drogę prób i błędów przebytą przez Enki i Ninti przypominał też fakt, że ów „przełom” w medycynie, na temat którego media oszalały (il. 55), dokonał się po dwunastu latach udanych i nieudanych eksperymentów; w tym czasie zarodki, a nawet dzieci, okazywały się defektywne. Odkrywając, iż dodanie surowicy krwi do mieszanki odżywek i spermy jest warunkiem powodzenia przedsięwzięcia, lekarze i badacze zapewne byli nieświadomi tego, że postępują według tych samych procedur, które stosowali Enki i Ninti…

Dołączona grafika

Chociaż to osiągnięcie przyniosło nową nadzieję kobietom bezpłodnym (otworzyło też drogę do macierzyństwa zastępczego, zamrażania embrionów, banków spermy oraz nowych powikłań prawnych), było tylko przysłowiową „dziesiątą wodą po kisielu” w porównaniu z dokonaniami Enki i Ninti. Nie obyło się też bez użycia technik, o jakich czytaliśmy w starożytnych tekstach – naukowcy angażujący się w przeszczepianie jąder komórek odkryli na przykład, że dawca musi być młody, co podkreślają teksty sumeryjskie.

Najbardziej widoczną różnicą między wariantami zapłodnienia zewnętrznego a procedurami opisywanymi przez starożytne teksty jest to, że w tym pierwszym przypadku imituje się naturalny proces prokreacji: zapładnia się spermą mężczyzny kobiecą komórkę jajową, która następnie rozwija się w macicy. W przypadku stworzenia Adama zmieszano materiał genetyczny dwóch różnych (i raczej niepodobnych) gatunków, aby otrzymać nową istotę, sytuującą się gdzieś pośrodku między swymi „rodzicami”.

W ostatnich latach nauka współczesna poczyniła znaczne postępy w tego rodzaju manipulacji genetycznej. Z pomocą coraz bardziej wyrafinowanego oprzyrządowania, komputerów i miniaturyzowanych wciąż instrumentów naukowcy potrafią „czytać” kod genetyczny organizmów żywych włącznie z kodem człowieka. Stało się już możliwe nie tylko odczytywanie „liter” A-G-C-T z DNA i A-G-C-U genetycznego „alfabetu”, lecz także rozpoznawanie trzyliterowych „słów” kodu (jak AGG, AAT, GCC, GGG – i tak dalej w miriadach kombinacji). Rozróżnia się też segmenty nitek DNA, które formują geny, determinujące na przykład kolor oczu, wzrost lub przenoszące chorobę dziedziczną. Naukowcy odkryli również, że niektóre ze „słów” kodu spełniają funkcję sygnału, wskazującego kiedy proces replikacji komórek ma się zacząć, a kiedy skończyć. Stopniowo naukowcy wypracowali sposób transkrypcji kodu genetycznego na alfabet komputera i nauczyli się rozpoznawać w wydrukach (il. 56) znaki „stop” i „idź”. Następnym krokiem było żmudne rozszyfrowywanie funkcji każdego segmentu, czyli genu – których prosta bakteria E. coli ma około 4000, człowiek zaś dobrze ponad 100 000. Zamierza się teraz sporządzić „mapę” kompletnego zespołu struktury genetycznej człowieka („genomu”); ogrom tego zadania i zakres zgromadzonej już wiedzy można ocenić, uprzytamniając sobie, że gdyby pobrać wszystkie cząsteczki DNA z wszystkich komórek człowieka i włożyć je do pudełka, pudełko nie musiałoby by większe niż kostka lodu; lecz gdyby rozciągnąć poskręcane nitki DNA w linii prostej, linia ciągnęłaby się przez 75 mln km…

Dołączona grafika

Mimo tych zawiłości, stało się możliwe przecinanie za pomocą enzymów nitek DNA w dowolnym miejscu, usuwanie „zdań”, które tworzą gen, a nawet wstawianie obcego genu w DNA; można usuwać tymi technikami cechy niepożądane (powodujące np. chorobę) czy dodawać konkretną cechę (jak np. gen hormonu wzrostu). Postępy w zrozumieniu tej fundamentalnej chemii życia i sterowaniu jej procesami zostały uhonorowane w 1980 roku, gdy przyznano nagrodę Nobla w dziedzinie chemii Walterowi Gilbertowi z Harvardu i Federickowi Sangerowi z Cambridge za opracowanie szybkich metod odczytywania dużych segmentów DNA; nagrodę Nobla otrzymał też Paul Berg z Uniwersytetu Stanforda za pionierską pracę w zakresie „łączenia genów”. Innym terminem używanym na określenie tej procedury jest „technologia rekombinacji DNA”, jako że łączenie DNA polega na wprowadzaniu nowych segmentów DNA, zmieniających postać genu.

Te możliwości otworzyły drogę do terapii genowej – usuwania lub poprawiania w ludzkich komórkach genów powodujących choroby czy ułomności dziedziczne. Rozwinęła się też biogenetyka: techniki manipulacji genetycznej skłaniające myszy czy bakterie do produkowania żądanych substancji (jak insulina) na potrzeby medycyny. Takie osiągnięcia technologii rekombinacji są możliwe, ponieważ wszelki DNA we wszystkich żywych organizmach na Ziemi ma tę samą strukturę, a więc nitka DNA bakterii przyjmie (zrekombinuje się) segment DNA człowieka. (Co więcej, amerykańscy i szwajcarscy badacze donieśli w lipcu 1984 0 odkryciu segmentów DNA, które występują zarówno u ludzi, jak u much, glist, kur i żab – co jest dalszym potwierdzeniem, że wszelkie życie na Ziemi powstało z jednego źródła.)

Hybrydy, takie jak muły, które są krzyżówką osła z koniem, mogą się zrodzić z parzenia tych zwierząt, ponieważ mają podobne chromosomy (hybrydy jednak nie mogą się rozmnażać). Owca i koza, choć są dość bliskimi krewnymi, nie mogą się parzyć, chociaż ich genetyczne pokrewieństwo umożliwiło na drodze eksperymentów stworzenie (w roku 1983) formy mieszanej (il. 57) kozoowcy – owcy obrośniętej wełnistą sierścią, lecz z kozimi rogami na głowie. Takie mieszane, czyli „mozaikowe” istoty nazywane są chimerami od potwora z greckiej mitologii – Iwa z łbem kozy na grzbiecie i ogonem smoka (il. 58). Skrzyżowanie owcy z kozą uzyskano techniką „fuzji komórek”, zlania zarodka owcy z zarodkiem kozy we wczesnej fazie podziału, kiedy każdy z nich składał się z czterech komórek; połączone komórki umieszczono w inkubatorze z odżywkami. Gdy embrion się rozwinął, wszczepiono go do macicy owcy, która przyjęła rolę matki zastępczej.

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dokonując fuzji komórek, nawet jeśli potomstwo będzie zdolne do życia, nigdy nie można przewidzieć wyniku; jest to całkowicie kwestią przypadku, które geny trafią na te, a nie inne chromosomy i jakie cechy – „obrazy” i „podobieństwa” zostaną przejęte z komórki dawcy. Raczej nie ulega wątpliwości, że potwory w greckiej mitologii, włącznie ze sławnym Minotaurem z Krety (pół bykiem, pół człowiekiem), były wspomnieniami opowieści przekazanych Grekom przez Berossusa, kapłana babilońskiego; jego zaś źródłem były teksty sumeryjskie, dotyczące błędnych eksperymentów Enki i Ninti, którzy produkowali wszelkie typy chimer.

Postępy w genetyce skierowały biotechnologię na inne tory niż nieprzewidywalne kreowanie chimer przedsięwzięte przez Enki i Ninti; nauka współczesna poszła alternatywną – choć trudniejszą – drogą. Technologia rekombinacji umożliwia wyszczególnienie i celowy wybór cech, jakie mają być usunięte lub dodane przez wycięcie albo połączenie segmentów nitek DNA. Kamieniami milowymi na drodze postępu inżynierii genetycznej były udane próby wszczepienia genów bakterii w rośliny, żeby uodpornić te drugie na pewne choroby, a później (w roku 1980) wszczepienie szczególnych genów bakterii w materiał genetyczny myszy. W roku 1982 geny wzrostu szczura wprowadzono w kod genetyczny myszy (dokonały tego zespoły pod kierownictwem Ralpha L. Brinstera z Uniwersytetu Pensylwańskiego i Richarda D. Palmitera z Instytutu Medycznego Howarda Hughesa), czego rezultatem było przyjście na świat „potężnej myszy”, dwukrotnie większej od normalnej. W 27 lipca 1985 roku napisano w „Nature”, że w kilku ośrodkach naukowych eksperymentatorom udało się wszczepić funkcjonujące ludzkie geny wzrostu w kod genetyczny królików, świń i owiec. A 17 września 1987 roku („New Scientist”) naukowcy szwedzcy w podobny sposób stworzyli superłososia. Do tej pory przeszczepiano w takich „transgenowych” rekombinacjach geny wnoszące obce cechy między bakteriami, roślinami i ssakami. Mając na uwadze terapię chorób, opracowano nawet techniki sztucznego wytwarzania związków, które doskonale naśladują określone funkcje genów.

U ssaków zapłodniona komórka jajowa musi być w końcu implantowana w macicy matki zastępczej – według tekstów sumeryjskich funkcję tę przydzielano „boginiom narodzin”. Zanim można było to zrobić, należało znaleźć sposób wprowadzenia pożądanych cech genetycznych dawcy do komórki jajowej żeńskiego biorcy. Najbardziej rozpowszechnioną metodą jest mikroiniekcja, polegająca na tym, że pobiera się już zapłodnioną gametę żeńską i wszczepia określoną cechę; po krótkim okresie inkubacji w szklanym naczyniu komórkę implantuje się w macicy matki zastępczej (próbowano tej techniki na myszach, świniach i innych ssakach). Jest to trudna procedura, nastręczająca wiele problemów; niewielki odsetek prób kończy się pomyślnie – jakkolwiek bywa skuteczna. Inną techniką jest wyzyskanie wirusów, które zgodnie ze swoją naturą atakują komórki i zlewają się z ich materiałem genetycznym: skomplikowanymi metodami wszczepia się w wirusy wybrane geny, które mają przeniknąć do komórki. Nie można jednak przewidzieć, w jakim miejscu wszczepiony gen połączy się chromosomem, dlatego rezultatem tej techniki są najczęściej chimery.

W czerwcu 1989 zespół naukowców włoskich pod kierownictwem Corrado Spadafory z Instytutu Technologii Biomedycznej w Rzymie ogłosił w „Cell”, że udało im się użyć plemnika jako nośnika nowego genu. Opisana procedura polegała na przełamaniu naturalnej odporności plemników wobec innych genów, a następnie namoczeniu ich w roztworze zawierającym nowy materiał genetyczny, który wniknął w ich jądra. Te zmienione plemniki użyto do zapłodnienia samicy myszy; potomstwo urodziło się z nowym genem w chromosomach (w tym przypadku był to pewien enzym bakteryjny).

Użycie najbardziej naturalnego medium – plemników – do wprowadzenia nowego materiału genetycznego do komórki jajowej zdumiało społeczność naukową swą prostotą i trafiło na czołówki gazet (nawet w „The New York Times”). Później, 11 sierpnia 1989, doniesiono w „Science” o wspólnym sukcesie innych naukowców, którzy posłużyli się tą samą techniką. Wszyscy badacze zaangażowani w technologie rekombinacji przyznali, że po pewnych modyfikacjach i ulepszeniach ta nowa technika – najprostsza i najbardziej naturalna – rokuje największe nadzieje.

Niektórzy wskazali na to, że zdolność plemników do przyjęcia obcego DNA była sugerowana już w 1971 roku, po eksperymentach z plemnikami królika. Niewielu sobie uświadamia, że tę technikę opisano jeszcze wcześniej w tekstach sumeryjskich, relacjonujących stworzenie Adama przez Enki i Ninti, którzy zmieszali w probówce komórkę jajową żeńskiego małpoluda ze spermą młodego Anunnaki w roztworze zawierającym też surowicę krwi.

W 1987 roku dziekan antropologii na Uniwersytecie we Florencji wywołał burzę protestów duchownych i humanistów, gdy ujawnił, że dokonuje się zaawansowanych eksperymentów, które mogą doprowadzić do „stworzenia nowej rasy niewolników, antropoidów zrodzonych z samicy szympansa i człowieka”. Jeden z moich fanów przysłał mi wycinek prasowy na ten temat, opatrzony jego komentarzem: „No cóż, Enki, historia się powtarza!”

Myślę, że jest to najlepsze podsumowanie osiągnięć współczesnej mikrobiologii.

OSY, MAŁPY I PATRIARCHOWIE BIBLIJNI

Wiele z tego, co działo się na Ziemi, włącznie z najwcześniejszymi wojnami, wyniknęło z prawa sukcesji Anunnaki, pozbawiającego pierworodnego syna dziedzictwa, jeśli władcy urodził się syn z przyrodniej siostry.

Te reguły dziedziczenia, przyjęte przez Sumerów, odnajdujemy w historiach patriarchów hebrajskich. Biblia relacjonuje, że Abraham (który pochodził z miasta Ur, sumeryjskiej stolicy) poprosił swoją żonę Sarę (imię to znaczyło „księżniczka”), żeby podawała się za jego siostrę, a nie żonę, gdy spotkają cudzoziemskich królów. Choć nie było to w pełni prawdą, nie było też kłamstwem, bo, jak wyjaśnia Księga Genesis 20, 12: „ona jest naprawdę siostrą moją, jest córką ojca mojego, choć nie córką matki mojej; pojąłem ją za żonę”.

Sukcesorem Abrahama nie był syn pierworodny, Ismael, zrodzony z niewolnicy Hagar, lecz Izaak, syn siostry przyrodniej Abrahama, Sary, choć urodził się znacznie później.

Ścisłe przestrzeganie tych praw dziedziczenia w starożytności na wszystkich dworach królewskich, czy to w Egipcie Starego Świata, czy w imperium Inków Nowego Świata, sugeruje jakiś argument „związku krwi” (czyli genetyczny), co wydaje się dziwne i niezrozumiałe w świetle poglądu, że płodzenie dzieci przez osoby blisko spokrewnione jest rzeczą niewskazaną.

Czy Anunnaki wiedzieli o czymś, czego nie odkryła jeszcze nauka współczesna?

W 1980 roku grupa prowadzona przez Hannah Wu z Uniwersytetu Waszyngtońskiego zaobserwowała, że samice małp, mając do wyboru wielu samców, wolały się parzyć z przyrodnimi braćmi. „Uderzającą rzeczą w tym eksperymencie jest fakt – stwierdzono w raporcie – że ci wybierani przyrodni bracia pochodzili od tego samego ojca, lecz z różnych matek:” Magazyn „Discovery” (grudzień 1988) doniósł o badaniach wykazujących, że „samce os kopulują zwykle z siostrami”. Jako że jeden samiec zapładnia wiele samic, partnerkami są siostry przyrodnie: ten sam ojciec, ale różne matki.

Wygląda na to, że w prawie dziedziczenia Anunnaki było coś więcej niż kaprys.

fragment książki pt: Genesis jeszcze raz

Dwunasta Planeta – Kroniki Ziemi

ZECHARIA SITCHIN

DWUNASTA PLANETA

(Księga pierwsza kronik Ziemi)

[Wydawnictwo Prokop, Warszawa 1996, Tytuł oryginału: „The 12th Planet”, 1976]

Paradoksem historii jest fakt, że im bardziej oddalamy się w czasie od zamierzchłych epok, tym więcej o nich wiemy.

Dwieście lat temu, gdy Europa odkrywała Egipt, nikt nie przypuszczał, że przed tą najstarszą, jak sądzono, cywilizacją istniała kultura wyższa, wszechstronniejsza: kultura Sumera, którego instytucje społeczne okazały się duchowo znacznie bliższe Europie niż kultura Egiptu.

Do niedawna sądzono, że Homo sapiens wyszedł z laboratorium ewolucji 40 000 lat temu. Dziś wiemy, że co najmniej 250 000 lat przed nami żyli na Ziemi ludzie wyglądający jak my. Ich pojawienie się po dziś dzień spowija mgła tajemnicy.

Wieloletnie studia genialnego amerykańskiego orientalisty zaowocowały pasjonującą choć kontrowersyjną książką. Badania cywilizacji Sumera i wszechstronna analiza zabytków piśmiennictwa najstarszych kultur Bliskiego Wschodu skłoniły autora do wysunięcia śmiałej hipotezy, że powstanie i rozwój człowieka byłyby niemożliwe bez interwencji istot wyższych. Bogowie starożytności, przez jahwistycznych i kompilatorów a później chrześcijańskich redaktorów Biblii i skazani na. niebyt, nie tylko istnieją: to właśnie oni umożliwili Ludziom wyjście ze stanu dzikości.

Dwunasta Planeta może drażnić osoby wyznające tradycyjny pogląd, że we Wszechświecie prócz Stwórcy istnieje tylko człowiek. Książka ta zgorszy również wyznawców darwinizmu, teorii pokutującej w szkołach i encyklopediach.

Dwunasta planeta Układu Słonecznego, Marduk, co 3600 lat zbliża się do Ziemi, przelatując między Marsem a Jowiszem, „badając ukrytą wiedzę […], widząc wszystkie sfery I Wszechświata”. Bo Marduk:

„Ponad wodami zakreślił orbitę;

Gdzie światło i ciemność się łączą.

Tam są najdalsze jego granice”.

Czy więc co 3600 lat możemy oczekiwać wizyt biblijnych Nefilim, „ludzi ognistych rakiet”, naszych prawdziwych stwórców i twórców ziemskiej cywilizacji?

12. STWORZENIE CZŁOWIEKA

Twierdzenie, po raz pierwszy zapisane i przekazane przez Sumerów, że „człowiek” został stworzony przez Nefilim, na pierwszy rzut oka zdaje się kolidować zarówno z teorią ewolucji, jak i z judeochrześcijańskimi dogmatami opartymi na Biblii. W gruncie rzeczy jednak informacje zawarte w tekstach sumeryjskich – i tylko te informacje – mogą potwierdzić słuszność teorii ewolucji z jednej strony, z drugiej zaś prawdę biblijnej opowieści i unaocznić, że w istocie nie ma żadnego konfliktu między nimi.

W eposie „Gdy bogowie, jak ludzie…”, a także w innych odnośnych tekstach i pojawiających się wzmiankach Sumerowie opisywali człowieka jako stworzenie boskie uczynione rozmyślnym aktem woli, a jednocześnie ogniwo w łańcuchu ewolucji zaczynającej się od niebiańskich wypadków opisanych w „Eposie o stworzeniu”. Trzymając się przekonania, że przed stworzeniem człowieka na Ziemi byli tylko Nefilim, sumeryjskie teksty utrwalały kolejne (takie jak incydent między Enlilem a Ninlil) przykłady wydarzeń, które miały miejsce w czasie, „gdy człowiek nie był jeszcze stworzony, gdy Nippur zamieszkiwali sami bogowie”. Równocześnie teksty te opisywały stworzenie Ziemi, rozwój jej flory i fauny w kategoriach, jakie odpowiadają obiegowym teoriom ewolucji.

Sumeryjskie teksty twierdzą, że kiedy Nefilim po raz pierwszy przybyli na Ziemię, sztuka uprawy zbóż, sadownictwa i hodowli bydła nie była jeszcze znana na tej planecie. Relacja biblijna również przedstawia stworzenie człowieka w szóstym „dniu”, czyli fazie ewolucyjnego procesu. Księga Genesis utrzymuje też, że we wcześniejszym etapie ewolucji:

 

„[…] jeszcze nie było żadnego krzewu polnego na ziemi

ani nie wyrosło żadne ziele polne […]

i nie było człowieka, który by uprawiał rolę”.

 

Wszystkie teksty sumeryjskie są zgodne, że bogowie stworzyli człowieka, aby wykonywał ich pracę. Wyjaśnienia tej decyzji można się doszukać w słowach, jakie według relacji „Eposu o stworzeniu” wypowiedział Marduk:

 

„Dam światu pokornego prymitywa;

Będzie się nazywał »człowiek«.

Stworzę prymitywnego robotnika;

Będzie powołany do służby bogom,

żeby mogli odetchnąć”.

 

Same terminy, jakimi Sumerowie i Akadowie określali „człowieka”, świadczą o jego statusie i przeznaczeniu: był lulu („prymitywny”), był lulu amelu („prymitywnym robotnikiem”), był awilurn („pracownikiem”). To, że człowiek został stworzony do służby dla bogów, przyjmowane było przez starożytnych jako fakt najzupełniej naturalny. W czasach biblijnych bóstwo było „panem”, „królem”, „władcą”, „mistrzem”. Termin tłumaczony powszechnie jako „kult” oznaczał tak naprawdę avod („pracę”). Starożytny i biblijny człowiek nie „czcił” swojego boga: on dla niego pracował.

Biblijne Bóstwo, jak bogowie w sumeryjskich relacjach, stworzyło człowieka, dopiero gdy zasadziło ogród i wyznaczyło tam człowiekowi miejsce pracy:

 

„I wziął Pan Bóg człowieka

i osadził go w ogrodzie Eden,

aby go uprawiał i strzegł”.

 

Dalej Biblia opisuje Bóstwo „przechadzające się po ogrodzie w powiewie dziennym”, skoro nowa istota była tam i pielęgnowała ogród Eden. Jak bardzo wersja ta odstaje od sumeryjskich tekstów, które opisują bogów domagających się krzykiem odpoczynku, wytchnienia i robotników mogących zdjąć z nich ciężar pracy?

W wersjach sumeryjskich decyzja o stworzeniu człowieka została podjęta przez bogów na zgromadzeniu. Księga Genesis celowo sławiąca dokonania jednego Bóstwa – na określenie „Boga” posługuje się liczbą mnogą – Elohim (dosłownie „bóstwa”) i przytacza zdumiewające słowa:

 

„Potem rzekł Elohim:

Uczyńmy człowieka na obraz nasz,

podobnego do nas”.

 

Do kogo to pojedyncze, lecz mnogie Bóstwo się zwracało i kto był tym „my”, na którego mnogi obraz i mnogie podobieństwo miał być stworzony człowiek? Genesis nie udziela odpowiedzi na to pytanie. Potem, kiedy Adam i Ewa spożyli owoc z drzewa poznania, Elohim wystosowało ostrzeżenie do tych samych nie nazwanych kolegów: „Oto człowiek stał się taki jak my: zna dobro i zło”.

Jako że biblijna historia stworzenia, tak jak inne opowieści o początkach w Księdze Genesis, wywodzi się z sumeryjskich oryginałów, odpowiedź jest oczywista. Kondensując wielu bogów w jednym Bóstwie Najwyższym, biblijna opowieść jest tylko odpowiednio zredagowaną wersją sumeryjskich sprawozdań ze zgromadzeń bogów.

Stary Testament dołożył wszelkich starań, by wyjaśnić, że człowiek ani nie jest bogiem, ani nie pochodzi z nieba. „Niebo jest niebem Pana, synom zaś ludzkim dał ziemię.” Nowa istota otrzymała imię „Adam”, ponieważ została stworzona z adama, prochu ziemi. Był on, innymi słowy, „śmiertelnikiem”.

Nie otrzymawszy tylko pewnej „wiedzy” i boskiej długości życia, Adam pod każdym innym względem był stworzony na obraz (selem) i podobieństwo (dmut) jego stworzyciela/li. Użycie tych dwóch terminów w tekście miało rozproszyć wszelkie wątpliwości co do podobieństwa człowieka do Boga/ów zarówno fizycznego, jak też emocjonalnego, zewnętrznego i wewnętrznego.

Na wszystkich starożytnych przedstawieniach bogów i ludzi fizyczne podobieństwo jest ewidentne. Chociaż biblijna przestroga przed oddawaniem czci pogańskim wizerunkom stała się przyczyną przekonania, że Bóg hebrajski nie ma ani obrazu, ani podobieństwa, nie tylko Księga Genesis, lecz także inne biblijne przekazy zaświadczają o czymś przeciwnym. Bóg starożytnych Hebrajczyków mógł być widziany twarzą w twarz, można się było z nim mocować, można go było słyszeć i rozmawiać z nim; miał głowę i stopy, ręce i palce, i biodra. Biblijny Bóg i jego wysłannicy wyglądali i zachowywali się jak ludzie – bo człowiek został stworzony, aby wyglądał i zachowywał się jak bogowie.

Ale w tej niezmiernej prostocie leży wielka tajemnica. Jakim cudem nowe stworzenie mogło być prawdziwą fizyczną, mentalną i emocjonalną repliką Nefilim? Jak naprawdę został stworzony człowiek?

Świat Zachodu długo przywiązany był do poglądu, że stworzony z rozmysłem człowiek został wprowadzony na Ziemię, by podporządkował sobie i zdominował wszystkie pozostałe stworzenia. Potem, w listopadzie 1859 roku, angielski przyrodnik, Charles Darwin, ogłosił traktat zatytułowany O powstawaniu gatunków przez dobór naturalny, czyli przetrwaniu lepszych ras w walce o byt. Będąca podsumowaniem blisko trzydziestu lat badań, książka ta dodawała do wcześniejszych rozważań o naturalnej ewolucji pojęcie naturalnej selekcji jako konsekwencji walki wszystkich gatunków – tak roślin, jak i zwierząt – o byt.

Świat chrześcijański poruszony został wcześniej, gdy począwszy od 1788 roku uznani geolodzy zaczęli wyrażać opinię, że Ziemia ma już bardzo wiele lat, znacznie, znacznie więcej niż przybliżone 5500 lat hebrajskiego kalendarza. Teoria ewolucji sama w sobie nie była jeszcze wybuchowa: badacze już wcześniej zauważyli taki proces, a greccy uczeni nie później niż w IV wieku prz. Chr. zbierali dane dotyczące ewolucji życia zwierzęcego i roślinnego.

Eksplodującą bombą Darwina była konkluzja, że wszystkie żyjące istoty – włącznie z człowiekiem – są produktami ewolucji. Człowiek, co było sprzeczne z wyznawaną wtedy wiarą, nie powstał w wyniku spontanicznego aktu stworzenia.

Początkowa reakcja Kościoła była gwałtowna. Ale kiedy naukowe fakty dotyczące prawdziwego wieku Ziemi, ewolucji, genetyki i innych biologicznych i antropologicznych badań ujrzały światło dzienne, krytycyzm Kościoła złagodniał. Ostatecznie wyglądało na to, że nawet słowa Starego Testamentu odbierają tej biblijnej historii szanse obrony; jak bowiem Bóg nie mający ciała mógł powiedzieć w swej uniwersalnej samotności: „Uczyńmy człowieka na obraz nasz, podobnego do nas”?

Ale czy naprawdę nie jesteśmy niczym więcej niż „nagimi małpami”? Czy małpa stoi za nami na odległość ewolucyjnego ramienia, a wiewiórecznik to po prostu człowiek, który kiedyś zgubi ogon i się wyprostuje?

Jak wspomnieliśmy na początku tej książki, współcześni naukowcy zaczynają kwestionować te proste teorie. Ewolucja może wyjaśnić ogólny przebieg wypadków, jaki spowodował rozwój życia i jego form na Ziemi od najprostszego jednokomórkowca do człowieka. Ewolucja jednak nie wytłumaczy pojawienia się Homo sapiens, co nastąpiło właściwie w ciągu jednej nocy w porównaniu z milionami lat wymaganymi przez ewolucję, bez żadnych śladów wcześniejszych form, jakie wskazywałyby na stopniową przemianę Homo erectus.

Hominidy są produktem ewolucji. Ale Homo sapiens powstał w wyniku nagłego, rewolucyjnego wydarzenia. Pojawił się w niewytłumaczalny sposób mniej więcej 300 000 lat temu, miliony lat za wcześnie.

Uczeni nie znajdują na to wyjaśnienia. My je znajdujemy. Sumeryjskie i babilońskie teksty znajdują. Stary Testament znajduje.

Homo sapiens – człowiek współczesny – został stworzony przez starożytnych bogów.

Mezopotamskie teksty wypowiadają się na szczęście jasno odnośnie czasu, kiedy człowiek został stworzony. Historia o mozole Anunnaki i ich buncie informuje nas, że „przez 40 okresów ponosili trud, dzień i noc”; długie lata ich ciężkiej pracy dramatyzują powtarzane wersety:

 

„Przez 10 okresów ponosili trud;

Przez 20 okresów ponosili trud;

Przez 30 okresów ponosili trud;

Przez 40 okresów ponosili trud”.

 

Starożytny tekst na wyrażenie „okresu” używa terminu ma iwiększość uczonych przetłumaczyło to jako „rok”. Termin ten jednak konotuje „coś, co się kończy, a potem znów zaczyna”. Dla ludzi na Ziemi jeden rok równa się jednemu całkowitemu obiegowi Ziemi wokół Słońca. Jak już wykazaliśmy, orbita planety Nefilim wyznaczała sar, czyli 3 600 lat ziemskich.

Po czterdziestu sar, czyli 144 000 latach ziemskich, jakie upłynęły od wylądowania, Anunnaki zaprotestowali: „Dość!” Jeśli, jak wywnioskowaliśmy, Nefilim wylądowali po raz pierwszy na Ziemi jakieś 450 000 lat temu, to stworzenie człowieka miało miejsce około 300 000 lat temu!

Nefilim nie stworzyli ssaków ani naczelnych, ani hominidów. „Adam” nie należał do rodziny człowiekowatych, lecz był istotą, która jest naszym przodkiem – pierwszym Homo sapiens. Nefilim stworzyli człowieka, jakiego znamy współcześnie.

Kluczem do zrozumienia tego przełomowego faktu jest opowieść o drzemiącym Enki, którego obudzono, by powiedzieć mu, że bogowie postanowili uformować adamu, a on ma znaleźć środki. Odpowiedział:

 

„Stworzenie, którego nazwę wymieniliście –

ISTNIEJE!”

 

I dodał: „Obleczcie go – stworzenie, które już istnieje – w obraz bogów”.

Mamy tutaj zatem odpowiedź na zagadkę. Nefilim nie „stworzyli” człowieka z niczego; ściśle mówiąc, wzięli istniejące stworzenie i dobrali się do niego, by je „oblec” w „obraz bogów”.

Człowiek jest produktem ewolucji; ale człowiek współczesny, Homo sapiens, to dzieło „bogów”. Ponieważ kiedyś, około 300 000 lat temu, Nefilim wzięli małpoluda (Homo erectus) i wszczepili w niego swój własny obraz i własne podobieństwo.

Teoria ewolucji i bliskowschodnie opowieści o stworzeniu człowieka bynajmniej nie kolidują ze sobą. Raczej wyjaśniają i uzupełniają się wzajemnie. Bez inwencji Nefilim człowiek współczesny byłby bowiem miliony lat w tyle na drzewie ewolucji.

Przenieśmy się wstecz i spróbujmy wyobrazić sobie okoliczności i zdarzenia, tak jak przebiegały.

Wielki interglacjał, jaki zaczął się około 435 000 lat temu przyniósł wraz z ociepleniem klimatu gwałtowny rozwój roślinności, a co za tym idzie, wielkie ożywienie świata zwierzęcego. Przyśpieszył też pojawienie się i rozprzestrzenienie rozwiniętej małpy człekokształtnej, Homo erectus.

Nefilim widzieli nie tylko dominujące ssaki, lecz także przedstawicieli naczelnych – a wśród nich małpy człekokształtne. Czy nie jest możliwe, że wędrujące grupy Homo erectus, zwabione widokiem ognistych obiektów wznoszących się w niebo, podchodziły bliżej? Czy nie jest możliwe, że Nefilim obserwowali, napotykali czy nawet chwytali te interesujące okazy naczelnych?

To, że Nefilim i małpy człekokształtne się spotykali, potwierdza kilka starożytnych tekstów. Sumeryjska opowieść traktująca o czasach pierwotnych głosi:

 

„Kiedy ludzie zostali stworzeni,

Nie znali smaku chleba,

Nie znali ubrań ni stroju;

Rwali trawę ustami jak owce;

Pili wodę z rowu”.

 

Zwierzęcy „człowiek” opisany jest też w „Gilgameszu”. Tekst opowiada, jaki był „urodzony na stepach” Enkidu, nim go ucywilizowano:

 

„Obrośnięty włosem na całym ciele,

Włosy ma na głowie bujne jak kobieta […],

Nie zna ani ludzi, ani kraju;

Odziany jest jak mieszkaniec pól zielonych;

Pasie się na trawie z gazelami;

Wśród dzikich zwierząt się rozpycha

przy wodopoju;

Wśród roju stworzeń w wodzie

raduje się jego serce”.

 

Akadyjski tekst opisuje nie tylko zwierzęcego człowieka; opisuje też spotkanie z taką istotą:

 

„Teraz myśliwy, który łapie w sidła,

spotkał go przy wodopoju.

Gdy myśliwy go ujrzał,

twarz mu stężała […],

serce zadrżało, chmura powlekła mu twarz,

bo przejął go smutek do głębi”.

 

Chodziło tu o coś więcej niż tylko reakcję lękową myśliwego na widok „dzikusa”, „barbarzyńcy z czeluści stepu”; jako że ten „dzikus” mieszał szyki myśliwemu:

 

„Zasypywał doły, które wykopałem,

wyrywał moje sidła, które zastawiłem;

sprawiał, że bestie i zwierzyna stepowa

wymykały mi się z rąk”.

 

Nie trzeba nam lepszego opisu małpoluda: owłosiony, kosmaty, wędrujący nomada, który „nie zna ani ludzi, ani kraju”, odziany w liście, „mieszkaniec pól zielonych”, żywiący się trawą i żyjący wśród zwierząt. Wykazuje jednak znaczną inteligencję, bo wie, jak niszczyć sidła i zasypywać doły-pułapki zastawione na zwierzęta. Innymi słowy, chronił swoich zwierzęcych przyjaciół przed obcymi myśliwymi. Znaleziono wiele pieczęci cylindrycznych, które przedstawiają kudłatego małpoluda wśród kompanów (il. 149).

Il. 149

Potem, odczuwając potrzebę siły roboczej i rozglądając się za prymitywnym robotnikiem mogącym tę potrzebę zaspokoić, Nefilim spostrzegli gotowe rozwiązanie: udomowić odpowiednie zwierzę.

„Zwierzę” było dostępne – ale jego natura stanowiła problem. Z jednej strony Homo erectus był zbyt inteligentny i dziki, żeby stać się posłusznym zwierzęciem pociągowym. Z drugiej, nie nadawał się do zadań, jakie miał wykonywać. Trzeba mu było zmienić budowę ciała – musiał być zdolny do posługiwania się narzędziami Nefilim, chodzić i schylać się jak oni, by zastąpić bogów na polach i w kopalniach. Musiał być bardziej „rozgarnięty” – nie jak bogowie, wystarczająco jednak, żeby rozumieć mowę, komendy i wyznaczone mu zadania. Chodziło o zręczność i pojętność, cechy konieczne do tego, by być zdyscyplinowanym i użytecznym amelu – niewolnikiem.

Jeśli, jak starożytne świadectwa i współczesna nauka zdają się potwierdzać, życie na Ziemi wykiełkowało z życia na Dwunastej Planecie, ewolucja na Ziemi powinna przebiegać tak, jak na Dwunastej Planecie. Z pewnością były mutacje, zmiany, przyśpieszenia i opóźnienia powodowane warunkami lokalnymi; ale ten sam kod genetyczny, ta sama „chemia życia” znaleziona we wszystkich żyjących roślinach i zwierzętach na Ziemi prowadziła rozwój form ożywionych na naszej planecie w tym samym kierunku, co na planecie Nefilim.

Obserwując rozmaite przejawy życia na Ziemi, Nefilim i ich główny naukowiec, Ea, nie potrzebowali wiele czasu, by zorientować się, co zaszło: podczas niebiańskiej kolizji ich planeta zasiała Ziemię swoim życiem. Dostępna istota była zatem autentycznie spokrewniona z Nefilim – chociaż mniej rozwinięta.

Stopniowy proces udomowienia przez hodowlę i selekcję pokoleń mijałby się z celem. Potrzebny był szybki proces, umożliwiający „masową produkcję” nowych robotników. Przedstawiono więc ten problem Ea, który znalazł natychmiast odpowiedź: „wszczepić” obraz bogów istocie już istniejącej.

Metodą, jaką zalecał Ea, chcąc gwałtownie przyspieszyć ewolucyjny rozwój Homo erectus, była, jak sądzimy, manipulacją genetyczna.

Wiemy obecnie, że złożony proces biologiczny, w jakim żywy organizm reprodukuje się tworząc potomstwo podobne do rodziców, umożliwia kod genetyczny. Wszystkie żywe organizmy – owsik, paproć czy człowiek – zawierają w swoich komórkach chromosomy, mikroskopijne, pałeczkowate ciałka przechowujące komplet dziedzicznych instrukcji, właściwych danemu organizmowi. Gdy komórka męska (plemnik) zapładnia komórkę żeńską, dwa zestawy chromosomów łączą się, a potem dzielą, by utworzyć nowe komórki, które mają w sobie pełny zestaw cech komórek rodziców.

Sztuczna inseminacja, nawet ludzkiego żeńskiego jaja, jest obecnie możliwa. Prawdziwym wyzwaniem jest sztuczne łączenie różnych gatunków. Nauka współczesna przeszła długą drogę od pierwszych krzyżówek zbóż czy kojarzenia psów eskimoskich z wilkami, albo „stworzenia” muła (sztuczna krzyżówka klaczy konia z ogierem osła), do zdolności manipulowania reprodukcją samego człowieka.

Metoda nazywana klonowaniem (od greckiego słowa klon – „gałązka”) stosuje wobec zwierząt tę samą regułę, jakiej podlega szczep pobrany z rośliny celem rozmnożenia setek podobnych roślin. Zastosowanie tej techniki u zwierząt zostało zademonstrowane po raz pierwszy w Anglii, kiedy dr John Gurdon zastąpił jądro zapłodnionego jaja żaby jądrem pobranym z innej komórki tej samej żaby. Ukształtowanie się normalnych kijanek dowiodło, że jajo rozwija się, dzieli i wydaje potomstwo bez względu na to, skąd otrzymuje prawidłowy zestaw dobranych chromosomów.

Institute of Society, Ethics and Life Sciences w Hastings-on-Hudson poinformował o eksperymentach, które wykazały, że istnieją już techniki klonowania istot ludzkich. Możliwe jest teraz pobranie materiału genetycznego z każdej ludzkiej komórki (niekoniecznie rozrodczej) i wszczepienie jej zestawu dwudziestu trzech chromosomów w żeńskie jajo, co spowoduje poczęcie i urodzenie „określonego z góry” osobnika. Podczas normalnego poczęcia łańcuchy chromosomów ojca i matki łączą się, aby się rozdzielić na pary dwudziestu trzech chromosomów, by stworzyć możliwość przypadkowych kombinacji. Potomstwo klonowane jest jednak dokładną repliką źródła nie rozszczepionego zespołu chromosomów. Posiedliśmy już – napisał dr W. Gaylin w „The New York Times” – „straszną wiedzę, jak tworzyć dokładne kopie istot ludzkich” – nieograniczoną liczbę Hitlerów czy Mozartów, albo Einsteinów (jeśli zachowaliśmy jądra ich komórek).

Tymczasem sztuka inżynierii genetycznej nie ogranicza się do jednej metody. Badania w wielu krajach udoskonaliły proces nazywany „fuzją komórek”, umożliwiający zlewanie materiału genetycznego różnych komórek zamiast składania chromosomów w pojedynczej komórce. W wyniku tego procesu komórki z różnych źródeł mogą być zespolone w „superkomórkę” zawierającą w sobie dwa jądra i podwójny zestaw par chromosomów. Gdy taka komórka się dzieli, rozszczepiona mieszanina chromosomów może utworzyć wzór inny od istniejącego w każdej komórce przed połączeniem. W rezultacie mogą powstać dwie nowe komórki; każda genetycznie kompletna, lecz z nowym zestawem kodów genetycznych, zupełnie innym niż komórki przodka.

Oznacza to, że jądra komórek organizmów nie dających się dotąd połączyć – powiedzmy, kury i myszy – można zlać ze sobą, żeby utworzyć komórki z nowatorską mieszanką genetyczną, dającą światu nowe zwierzęta, które nie są ani kurami, ani myszami, jakie znamy. Bardziej wysubtelniony, proces ów umożliwia nam też selekcję cech, które chcielibyśmy użyczyć jakiejś formie życia, wszczepiając je w kombinowaną, czyli „fuzjowaną” komórkę.

Doprowadziło to do otwarcia szerokiego pola „transplantacji genetycznej”. Możliwe jest teraz pobranie z jakiejś bakterii pojedynczego, specyficznego genu i wprowadzenie go do zwierzęcej czy ludzkiej komórki, co wyposaży potomstwo w daną osobliwość.

Trzeba założyć, że Nefilim – 450 000 lat temu zdolni do podróży kosmicznych – byli, jak my dziś, zaawansowani w dziedzinie nauk biologicznych. Trzeba też założyć, że byli świadomi możliwości połączenia dwóch wyselekcjonowanych zestawów chromosomów, by nastąpił żądany skutek. Czy był to proces pokrewny klonowaniu, fuzji komórek, transplantacji genetycznej, czy metody jeszcze nam nie znane – znali te procesy i mogli je przeprowadzać nie tylko w próbówkach, lecz także na żywych organizmach.

Znajdujemy wzmianki o takim mieszaniu dwóch źródeł życia w starożytnych tekstach. Według Berossusa, bóstwo Belus („pan”) – nazywane też Deus („bóg”) – wydało na świat „odrażające istoty, stworzone z dwojakiej zasady”:

 

„Pojawiali się ludzie z dwoma skrzydłami, niektórzy z czterema i z dwiema twarzami. Mieli jedno ciało, ale dwie głowy; jedną mężczyzny, drugą kobiety. Niektóre organy mieli także podwójne, męskie i żeńskie.

Widziano inne ludzkie postacie z nogami i rogami kóz. Niektórzy mieli końskie kopyta; inni mieli końskie kończyny i zady, ale z przodu byli ukształtowani jak ludzie; przypominali centaury. Wylęgały się tam również byki z głowami ludzi; i psy o czworakich ciałach z ogonami ryb. Także konie z głowami psów; ludzie też i inne zwierzęta z głowami i ciałami koni, z ogonami ryb. Krótko mówiąc, były tam stworzenia z członkami ciała każdego gatunku zwierząt […].

W świątyni Belusa w Babilonie były rysunki tych stworów”.

 

Zaskakujące szczegóły tej opowieści mogą kryć w sobie ważną prawdę. Nie można wykluczyć, że zanim uciekli się do stworzenia istoty na swój własny obraz, Nefilim próbowali opracować „sfabrykowanego posługacza” eksperymentując i szukając innych możliwości: ukształtowania jakiegoś hybrydalnego zwierza-małpoluda. Niektóre z tych sztucznych stworzeń mogły przetrwać przez pewien czas, jednakże były niewątpliwie bezpłodne. Zagadkowe byki-ludzie i lwy-ludzie (sfinksy), jakie zdobiły miejsca świątyń na starożytnym Bliskim Wschodzie, mogły wyjść nie z pracowni artystów obdarzonych wyobraźnią, lecz z biologicznych laboratoriów Nefilim – nieudane eksperymenty uwiecznione ręką malarza i rzeźbiarza (il. 150).

Il. 150

Także sumeryjskie teksty mówią o zdeformowanych ludziach stworzonych przez Enki i boginię matkę (Ninhursag) w trakcie prób ukształtowania doskonałego prymitywnego robotnika. Jeden z tekstów relacjonuje, że Ninhursag, której zadaniem było „związać z miksturą krój bogów”, upiła się i „wołała do Enki”:

 

„Jak dobre albo jak złe jest ciało człowieka?

Jak serce mi podpowiada,

Mogę uczynić jego los dobrym albo złym”.

 

Potem, według tekstu złośliwie – lecz prawdopodobnie metodą prób i błędów nie dało się tego uniknąć – Ninhursag stworzyła człowieka, który nie mógł zatrzymać moczu, kobietę, która nie mogła rodzić dzieci, istotę, która nie miała ani męskich, ani żeńskich organów. Razem wziąwszy, Ninhursag powołała na świat sześciu zdeformowanych czy ułomnych ludzi. Enki obarczono odpowiedzialnością za niedoskonałe stworzenie człowieka z chorymi oczami, drżącymi rękami, dysfunkcją wątroby i wadą serca; inny zapadał na choroby związane z wiekiem starczym i tak dalej.

Ale ostatecznie, doskonały człowiek był skutkiem wieńczącym te usiłowania – Enki nazwał go Adapą; Biblia, Adamem; nasi uczeni: Homo sapiens. Ta istota była tak bardzo spokrewniona z bogami, że jeden z tekstów zaznacza nawet, iż bogini matka dała swojemu stworzeniu, człowiekowi, „taką skórę, jaką mają bogowie” – gładkie, bezwłose ciało, zupełnie inne niż ciało obrośniętego sierścią małpoluda.

Uzyskawszy taki wynik, Nefilim byli genetycznie zgodni z córkami ludzkimi; mogli brać je za żony i mieć z nimi dzieci. Taka zgodność istniała jednak tylko dlatego, że człowiek rozwinął się z tego samego „nasienia życia” co Nefilim. Teksty starożytne to poświadczają.

Człowiek, według mezopotamskich i biblijnych pojęć, powstał w wyniku zmieszania pierwiastka boskiego – boskiej krwi, czyli „istoty” – z „mułem” Ziemi. Sam termin lulu wyrażający „człowieka”, komunikując znaczenie „prymitywny” znaczył dosłownie „ten, który został zmieszany”. Wezwana do ukształtowania człowieka, bogini matka „umyła ręce, zaczerpnęła glinę, zmieszała ją w stepie”. (Fascynująca w tym opisie jest wzmianka o sanitarnych środkach ostrożności przedsięwziętych przez boginię. „Umyła ręce.” I w innych tekstach o stworzeniu spotykamy się z takimi klinicznymi zaleceniami i procedurami.)

Użycie ziemskiej „gliny” zmieszanej z boską „krwią” w celu stworzenia prototypu człowieka jest faktem zdecydowanie ustalonym przez mezopotamskie teksty. Tekst relacjonujący, jak Enki został wezwany do „dokonania pewnego dzieła mądrości” – zużytkowania wiedzy naukowej – stwierdza, że Enki nie widział wielkiego problemu w wypełnieniu tej misji. „Ukształtować służących dla bogów”? „To się da zrobić!” oznajmił. Potem wydał instrukcje bogini matce:

 

„Domieszaj do rdzenia glinę

z fundamentu ziemi,

dokładnie nad Abzu

i nadaj jej kształt rdzenia.

Znając młodych bogów, którzy doprowadzą

tę glinę do właściwego stanu,

zrobię, co trzeba”.

 

Drugi rozdział Genesis podaje taką techniczną wersję:

 

„I Jahwe, Elohim ukształtował Adama

z prochu ziemi

i tchnął w nozdrza jego dech życia.

Wtedy Adam otrzymał żywą duszę”.

 

Hebrajskim terminem tłumaczonym powszechnie jako „dusza” jest nephesh, nieuchwytny „duch”, jaki pobudza żyjące stworzenie i najwyraźniej opuszcza je, gdy ono umiera. Nieprzypadkowo Pentateuch (pięć pierwszych ksiąg Starego Testamentu) napomina wielokrotnie, żeby nie rozlewać ludzkiej krwi i nie spożywać krwi zwierząt, „gdyż krew to nephesh”. Biblijne wersje stworzenia człowieka zrównują w ten sposób nephesh („duch”, „dusza”) z krwią.

Stary Testament podaje jeszcze inną wskazówkę co do roli krwi w stworzeniu człowieka. Termin adama (zktórego zostało ukute imię Adam) pierwotnie oznaczał nie jakąkolwiek ziemię czy glebę, lecz glebę specyficznie ciemnoczerwoną. Tak jak analogiczne akadyjskie słowo adamatu („ciemnoczerwona ziemia”), hebrajski termin adama pochodzi od słów wyrażających krew: adamu, dam. Gdy Księga Genesis nazywa istotę stworzoną przez Boga „Adamem”, posługuje się ulubioną przez Sumerów grą słów. „Adam” mógł znaczyć „ten, kto jest z ziemi” (istota ziemska-śmiertelnik), „stworzony z ciemnoczerwonej gleby” i „stworzony z krwi”.

Ten sam związek między zasadniczym pierwiastkiem żywych stworzeń a krwią istnieje w mezopotamskich relacjach o stworzeniu człowieka. Przypominający szpital dom, dokąd Ea i bogini matka udali się, by powołać na świat człowieka, nazywany był domem shimti; większość uczonych tłumaczy to jako „dom, gdzie wyznacza się losy”. Ale termin shimti wyraźnie pochodzi od sumeryjskiego SHI.IM.TI, co, sylaba po sylabie, znaczy „dech-wiatr-życie”. Bit shimti oznaczał dosłownie „dom, gdzie tchnienie życia jest zaczerpywane”. Jest to właściwie identyczne z oznajmieniem biblijnym.

Akadyjskim słowem tłumaczącym sumeryjski SHI.IM.TI było napishtu – dokładna paralela biblijnego terminu nephesh. A nephesh, czyli napishtu, było tym nieuchwytnym „czymś” we krwi.

Gdy Stary Testament udziela jedynie skąpych wskazówek, teksty mezopotamskie wypowiadają się na ten temat bez niedomówień. Nie tylko stwierdzają, że krew była potrzebna do mieszanki, z której ukształtowano człowieka; wyszczególniają, że musiała to być krew boga, boska krew.

Kiedy bogowie postanowili stworzyć człowieka, ich przywódca oświadczył: „Zgromadzę krew, powołam kości”. Sugerując, że krew ma być wzięta od określonego boga, Ea powiedział: „Niech prymitywy ukształtowane będą według jego wzoru”. Wybierając boga,

 

„Z jego krwi ukształtowali człowieka;

nałożyli nań służbę, uwolnili bogów […].

Byka to praca przechodząca ludzkie pojęcie”.

 

Według epickiej opowieści „Gdy bogowie, jak ludzie…” bogowie wezwali wtedy boginię narodzin (boginię matkę Ninhursag) i poprosili ją o wykonanie tego zadania:

 

„Skoro bogini narodzin jest obecna,

Niech bogini narodzin ukształtuje potomstwo.

Skoro matka bogów jest obecna,

Niech bogini narodzin ukształtuje lulu;

Niech robotnik poniesie trud bogów.

Niech bogini stworzy lulu amelu

Niech on dźwiga jarzmo”.

 

W analogicznym starobabilońskim tekście zatytułowanym „Stworzenie człowieka przez boginię matkę”, bogowie wzywają „położną bogów, mądrą Mami” i mówią do niej:

 

„Ty jesteś matką-łonem,

Możesz stworzyć człowieka.

A zatem stwórz lulu, niech poniesie jarzmo!”

 

W tym miejscu tekst „Gdy bogowie, jak ludzie…” i jego odpowiedniki przystępują do szczegółowego opisu rzeczywistego stworzenia człowieka. Przyjmując tę „robotę”, bogini (zwana tutaj NIN.TI – „pani, która daje życie”) stawia jakieś wymagania i łamie sobie język nad jakimiś nazwami potrzebnych jej chemikaliów („bitumy Abzu”) do „oczyszczenia”, i do „gliny Abzu”.

Czymkolwiek były te materiały, Ea nie miał kłopotu ze zrozumieniem jej potrzeb; zgadzając się, powiedział:

 

„Przygotuję kąpiel oczyszczającą.

Niech jeden bóg da krew […].

Z jego ciała i krwi

niech Ninti zmiesza glinę”.

 

By nadać człowiekowi formę ze zmieszanej gliny, potrzebne też było jakieś żeńskie wsparcie, jakaś ciąża, czyli realizacja porodu. Enki zaofiarował usługi własnej żony:

 

„Ninki, moja bogini-żona

zajmie się tą pracą.

Siedem bogiń narodzeń

będzie w pobliżu do pomocy”.

 

Następująca po zmieszaniu „krwi” z „gliną” faza porodowa miała być końcowym akordem aktu nadania boskiego „piętna” owemu stworzeniu.

 

„Nowo narodzonego los orzekniecie;

Ninki zwiąże z nim obraz bogów;

»Człowiek« jest tym, kim będzie”.

 

Wizerunki na asyryjskich pieczęciach mogły być zamierzonymi ilustracjami tych tekstów – ukazują, jak bogini matka (jej symbolem była przecinarka do pępowiny) i Ea (którego pierwotnym symbolem był półksiężyc) przygotowują mikstury recytując słowa magiczne i przynaglając się wzajemnie do pośpiechu (il. 151, 152).

Il. 151

Il. 152

Zaangażowanie żony Enki, Ninki, w stworzenie pierwszego udanego okazu człowieka przypomina nam o historii Adapy, którą omawialiśmy w poprzednim rozdziale:

 

„W tamtych dniach, w tamtych latach

Mędrzec z Eridu, Ea,

stworzył go jako wzorzec człowieka”.

 

Uczeni przypuszczają, że wzmianki o Adapie jako o „synu” Ea są echem tak wielkiej miłości boga do tego człowieka, że Enki postanowił go zaadoptować. Ale w tym samym tekście Anu odnosi się do Adapy jako do „ludzkiego potomka Enki”. Okazuje się, że wplątanie żony Enki w proces stworzenia Adapy, „wzorcowego Adama”, zaowocowało jakimś genealogicznym związkiem między nowym człowiekiem a jego bogiem: to Ninki była w ciąży z Adapą!

Ninki pobłogosławiła nowemu stworzeniu i zaprezentowała je Ea. Niektóre pieczęcie przedstawiają boginię, która trzyma przed sobą nowo narodzoną istotę, mając po jednej stronie drzewo życia, a po drugiej naczynia laboratoryjne (il. 153).

Il. 153

Istota, która została tak zrodzona, o czym często się napomyka w mezopotamskich tekstach, jako „wzorcowy człowiek”, czyli „matryca”, najwyraźniej usatysfakcjonowała bogów, bo hałaśliwie domagali się duplikatów. Ten pozornie mało ważny szczegół rzuca jednak światło nie tylko na proces, w jakim ludzkość została „stworzona”, lecz także na sprzeczne w innym ujęciu informacje zawarte w Biblii.

Według pierwszego rozdziału Genesis:

 

„I stworzył Elohim Adama na obraz swój.

Na obraz Elohim stworzył go.

Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich”.

 

W rozdziale 5, zwanym „Księgą potomków Adama”, czytamy:

 

„Kiedy Elohim stworzył Adama,

na podobieństwo Elohim uczynił go.

Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich

oraz błogosławił im i nazwał ich Adamem,

gdy zostali stworzeni”.

 

Mówi się nam jednym tchem, że Bóstwo stworzyło na swój obraz i podobieństwo tylko jedną istotę Adama w jaskrawej sprzeczności, że mężczyzna i kobieta zostali oboje stworzeni jednocześnie. Ta sprzeczność zarysowuje się jeszcze ostrzej w drugim rozdziale Genesis, który wyraźnie informuje, że Adam był sam przez jakiś czas, zanim Bóstwo zesłało na niego sen i ukształtowało z jego żebra kobietę.

Owa sprzeczność, stanowiąca zagadkę dla uczonych i teologów, znika, gdy uświadomimy sobie, że teksty biblijne są kondensacją oryginalnych, sumeryjskich źródeł. Źródła te mówią, że po próbach „zmieszania” małpoluda ze zwierzętami mających na celu stworzenie prymitywnego robotnika, bogowie doszli do wniosku, iż jedyną krzyżówką, jaka przyniesie zadowalający rezultat, będzie połączenie małpoluda z samymi Nefilim. Po kilku nieudanych doświadczeniach powstał „wzorcowy” Adapa-Adam. Na początku był tylko sam Adam.

Gdy Adapa-Adam okazał się stworzeniem właściwym, posłużył jako wzorzec genetyczny, czyli „matryca” do tworzenia duplikatów, duplikaty te zaś były nie tylko męskie, lecz męskie i żeńskie. Jak wykazaliśmy to wcześniej, biblijne „żebro”, z którego ukształtowano kobietę, było grą słów zasadzoną na sumeryjskim ti („żebro” i „życie”) – potwierdzającą, że Ewa została stworzona z „esencji życiowej” Adama.

Mezopotamskie teksty zdają nam relację naocznego świadka z wytworzenia początkowych kopii Adama.

Zastosowano się do poleceń Enki. W domu shimti – gdzie dech życia jest „wtłaczany” – zebrało się czternaście bogiń, bogini matka i Enki. Dostarczono „esencji” boga, przygotowano „kąpiel oczyszczającą”. „Enki oczyścił glinę w jej obecności; nie ustawała w recytowaniu słów magicznych.”

 

„Bóg, który oczyszcza napishtu, Ea, przemówił.

Usiadł przed nią i jej podpowiadał.

Gdy wyrecytowała słowa magiczne,

Przyłożyła swoją rękę do gliny”.

 

Jesteśmy teraz wtajemniczani w szczegółowy proces stworzenia człowieka. W obecności czternastu bogiń narodzin:

 

„Ninti oderwała czternaście kawałków gliny;

Siedem złożyła po prawej stronie,

Siedem złożyła po lewej stronie.

W środku umieściła formę.

[…] włosy […],

[…] przecinarkę do pępowiny.

 

Wyraźnie widać, że boginie narodzin podzielone zostały na dwie grupy. „Zgromadziło się dwakroć siedem bogiń narodzin, mądrych i uczonych” – wyjaśnia dalej tekst. W ich łonach bogini matka umieściła „zmieszaną glinę”. Są wzmianki o procedurze chirurgicznej – usunięciu czy zgoleniu włosów, przygotowaniu instrumentu chirurgicznego – przecinarki. Teraz pozostawało tylko czekać:

 

„Boginie narodzin trzymane były razem.

Ninti siedziała licząc miesiące.

Zbliżał się dziesiąty miesiąc rozstrzygnięcia;

Dziesiąty miesiąc nadszedł;

Czas otwarcia łona upłynął.

Zrozumienie odbiło się na jej twarzy:

Nakryła głowę, wykonała pracę akuszerki.

Opasała się w talii, pobłogosławiła.

Wyciągnęła kształt; forma była żywa”.

 

Wygląda na to, że dramatu stworzenia człowieka dopełniła ciąża przenoszona. Dziewięć miesięcy minęło i zaczął się dziesiąty miesiąc. „Czas otwarcia łona upłynął.” Rozumiejąc powagę sytuacji, bogini matka „wykonała pracę akuszerki”. To, że przystąpiła do jakiejś chirurgicznej operacji, wynika jaśniej z analogicznego tekstu (mimo jego fragmentaryczności):

 

„Ninti […] liczy miesiące […].

Przeznaczonych miesięcy wymienili dziesięć.

Przyszła pani, której ręce otwierają.

[…] otworzyła łono.

Jej twarz rozjaśniła radość.

Głowę miała nakrytą;

[…] uczyniła otwarcie.

To, co było w łonie, wyszło”

 

Przejęta radością, bogini matka wydała okrzyk.

 

„Stworzyłam!

Moje ręce to zrobiły!”

 

Jak dokonano stworzenia człowieka?

Tekst „Gdy bogowie, jak ludzie…” zawiera fragment, mający na celu wyjaśnienie, dlaczego „krew” boga musiała być zmieszana z „gliną”. Wymagany „boski” pierwiastek nie był po prostu spływającą krwią boga, lecz czymś bardziej zasadniczym i trwałym. Dowiadujemy się, że wybrany bóg miał TE.E.MA – termin, który wiodące autorytety w tym przedmiocie (W. G. Lambert i A. R. Miliard z Uniwersytetu Oksfordzkiego) tłumaczą jako „osobowość”. Ten starożytny termin jest jednak bardziej specyficzny; oznacza dosłownie „to, co jest domem tego, co wiąże pamięć”. Ten sam termin pojawia się dalej w wersji akadyjskiej jako etemu, co jest tłumaczone jako „duch”.

W obu przykładach mamy do czynienia z tym „czymś” we krwi boga, przechowującym jego indywidualność. Wszystko to, w naszym głębokim przekonaniu, zmierza okrężnymi drogami do stwierdzenia, że celem starań Ea, gdy przepuścił boską krew przez szereg „oczyszczających kąpieli”, były boskie geny.

Powiedziane jest też, dlaczego ten boski pierwiastek został całkowicie zmieszany z pierwiastkiem ziemskim:

 

„W glinie bóg i człowiek będą związani,

doprowadzeni razem do jedności;

Tak, że do końca dni

ciało i dusza,

która w bogu dojrzała,

będzie związkiem pokrewieństwa;

A jej znakiem będzie zwiastun życia.

Tak, żeby nie było zapomniane,

Niech „dusza” nosi więzy pokrewieństwa”.

 

Mocne słowa, niezbyt rozumiane przez uczonych. Tekst stwierdza, że krew boga została wmieszana w glinę tak, żeby związać genetycznie boga i człowieka „do końca dni”, żeby zarówno ciało („obraz”), jak i dusza („podobieństwo”) bogów zostały odciśnięte w człowieku pokrewieństwem, którego nigdy nie będzie można zerwać.

Epos o Gilgameszu relacjonuje, że kiedy bogowie postanowili stworzyć sobowtóra częściowo boskiego Gilgamesza, bogini matka zmieszała „glinę” z „esencją” boga Ninurty. Dalej niepospolita siła Enkidu przypisywana jest „esencji” Anu, jaką nosił w sobie, przyswoiwszy ten pierwiastek za pośrednictwem Ninurty, wnuka Anu.

Akadyjski termin kisir odnosi się do „esencji”, „koncentracji”, jaką posiadali bogowie niebios. E. Ebeling podsumował próby zrozumienia dokładnego znaczenia kisir konstatując, że jako „esencja, czy w jakimś innym odcieniu znaczeniowym, mógł się stosować równie dobrze do bóstw, jak do pocisków z nieba”. E. A. Speiser zgodził się, że ów termin oznaczał też „coś, co zeszło z nieba”. Na jego konotację „zdaje się wskazywać używanie tego terminu w kontekstach medycznych”.

Wracamy do jednego, prostego słowa tłumaczenia: gen.

Świadectwo starożytnych tekstów, mezopotamskich i biblijnych, sugeruje, że obrana metoda połączenia dwóch zestawów genów – boga i Homo erectus – wymagała zastosowania genów męskich jako pierwiastka boskiego i genów żeńskich jako pierwiastka ziemskiego.

Zapewniając raz za razem, że Bóstwo stworzyło Adama na swój obraz i swoje podobieństwo, Księga Genesis opisuje dalej narodziny syna Adama, Seta, następującymi słowami:

 

„Adam żył sto trzydzieści lat

i miał potomka

na podobieństwo swoje, na obraz swój,

i nazwał go Set”.

 

Ta sama terminologia została użyta w opisie stworzenia Adama przez Bóstwo. Ale Set z pewnością urodził się Adamowi w wyniku procesu biologicznego – zapłodnienia żeńskiego jaja męskim plemnikiem Adama, czego następstwem było poczęcie, ciąża i poród. Identyczna terminologia świadczy o identycznym procesie i jedyna możliwa konkluzja jest taka, że i Adam został powołany na świat przez Bóstwo przez zapłodnienie żeńskiego jaja męskim plemnikiem boga.

Jeżeli „glina”, w którą został wmieszany boski pierwiastek, była pierwiastkiem ziemskim – co podkreślają wszystkie teksty – wtedy nieodparcie nasuwa się wniosek, że męski plemnik boga – jego materiał genetyczny – został umieszczony w jaju żeńskiego małpoluda!

Akadyjskim terminem wyrażającym „glinę” – czy raczej „glinę formierską” – jest tit; w pisowni oryginalnej TI.IT („to, co jest z życiem”). Po hebrajsku tit znaczy „błoto”; ale jego synonimem jest bos, wyraz z tego samego źródłosłowu, co bisa („bagno”) i besa („jajo”).

W historii stworzenia na każdym kroku spotykamy grę słów. Zauważyliśmy podwójne i potrójne znaczenie słowa „Adam” – adama-adamtu-dam. Epitet określający boginię matkę, NIN.TI, znaczył zarówno „pani od życia”, jak też „pani od żebra”. Dlaczego zatem gra słów bos-bisa-bela („glina-błoto-jajo”) nie miałaby wyrażać żeńskiego jaja?

Jajo samicy Homo erectus zapłodnione genami boga zostało wszczepione w łono małżonki Ea; a kiedy otrzymano „wzorzec”, duplikaty wszczepiono w łona bogiń narodzin, by przeszły proces ciąży i porodu:

 

„Dwakroć siedem bogiń narodzin się zebrało,

Mądrych i uczonych;

Siedem urodziło męskie niemowlęta,

Siedem urodziło żeńskie niemowlęta.

Bogini narodzin przyniosła

Dech tchnienia życia.

Dobrano je w pary,

Dobrano je w pary w jej obecności.

Stworzeniami tymi byli ludzie

Stworzenia bogini matki”.

 

Homo sapiens został stworzony.

Starożytne legendy i mity, informacje biblijne i współczesną naukę można pogodzić w jeszcze jednym aspekcie. Mezopotamskie teksty, co jest zgodne z wynikami badań współczesnych archeologów – wskazujących, że człowiek ewoluował i narodził się w Afryce południowowschodniej – sugerują, iż stworzenie człowieka miało miejsce w Apsu – świecie podziemi, gdzie znajdował się kraj kopalni. W analogii do Adapy, „wzorca” mężczyzny, niektóre teksty wymieniają „świętą Amamę”, ziemską kobietę, „której siedziba była w Apsu”.

W tekście „Stworzenie człowieka”, Enki wydaje następujące polecenie bogini matce: „Domieszaj do rdzenia glinę z fundamentu ziemi, dokładnie nad Abzu”. Hymn opiewający twórcze poczynania Ea, który „Apsu zbudował jako swoje mieszkanie”, zaczyna się tak:

 

„Boski Ea w Apsu

oderwał kawałek gliny,

stworzył Kullę, by odbudował świątynie”.

 

Hymn wymienia dalej specjalistów budowlanych, a także sprawujących pieczę nad „obfitymi płodami gór i morza”, którzy zostali stworzeni przez Ea – wszyscy, jak wynika to z tekstu, z „gliny” pobranej w Abzu – kraju kopalni w świecie podziemi.

Teksty wyjaśniają, że kiedy Ea budował ceglany dom nad wodą w Eridu, w Abzu zbudował dom zdobiony drogocennymi kamieniami i srebrem. To właśnie tam narodziło się jego stworzenie, człowiek:

 

„Pan AB.ZU, król Enki […]

Zbudował swój dom ze srebra i lapis-lazuli;

Jak iskrzące światło, srebro i lapis-lazuli

Ojciec uformował odpowiednio w Abzu.

Stworzenia o jasnym obliczu,

Rodząc się z Abzu,

Stały wszystkie wokół Pana Nudimmuda”.

 

Można nawet wywnioskować z różnych tekstów, że stworzenie człowieka wywołało rozłam wśród bogów. Wyglądało na to, że przynajmniej z początku nowi prymitywni robotnicy nie opuszczali kraju kopalni. W rezultacie Anunnaki harujący w Sumerze właściwym pozbawieni byli korzyści płynących z tej siły roboczej. Zagadkowy tekst zatytułowany przez uczonych: „Mit o kilofie” jest zapisem wydarzeń, jakie doprowadziły do tego, że Anunnaki będący w Sumerze pod kontrolą Enlila otrzymali przydział czarnogłowych.

Usiłując przywrócić „normalny porządek”, Enlil podjął niebywałą akcję zerwania kontaktów między niebem (Dwunastą Planetą czy statkami kosmicznymi) a ziemią oraz przedsięwziął drastyczne środki przeciw miejscu, „gdzie pleniło się ciało”.

 

„Pan

Sprawił, że stało się to, co powinno się stać.

Pan Enlil,

Którego decyzje są niezmienne,

Zaprawdę od ręki rozłączył niebo od ziemi,

Tak że stworzeni mogli wyjść z ukrycia;

Zaprawdę od ręki rozłączył niebo od ziemi.

Przeciął »więź niebo-ziemia«,

Tak że stworzeni mogli przybyć

Z miejsca-gdzie-ciało-się-pleniło”.

 

Przeciw „krajowi kilofa i taczki” Enlil skonstruował cudowną broń AL.A.NI („topór, który wyzwala siłę”). Ta broń miała „ząb”, który, „jak jednorożny wół” niszczył grube mury. Z opisów wynika, że była to potężna wiertarka zamontowana na pojeździe przypominającym buldożer, który miażdżył wszystko na swej drodze:

 

„Dom, który buntuje się przeciw panu,

dom, który nie jest posłuszny panu,

AL.A.NI czyni posłusznym panu.

Złych […], miażdży szczyty ich roślin;

Wyrywa korzenie, rozdziera koronę”.

 

Wyposażywszy swoją broń w „rozłupywacz ziemi”, Enlil uderzył:

 

„Pan zawezwał AL.A.NI, wydał mu rozkazy.

Założył na niego rozłupywacz ziemi, jak koronę na głowę,

I skierował go do miejsca-gdzie-ciało-się-pleniło.

W dziurze ukazała się głowa człowieka;

Z ziemi przedzierali się ludzie do Enlila.

Pan patrzył na czarnogłowych niewzruszonym okiem”.

 

Pełni wdzięczności Anunnaki zgłosili zapotrzebowanie na prymitywnych robotników i nie tracąc czasu zaprzęgli ich do pracy:

 

„Anunnaki podeszli do niego,

Unieśli ręce w pozdrowieniu,

Kojąc serce Enlila prośbami.

Prosili go o czarnogłowych.

czarnogłowym wręczyli kilof”.

 

Także Genesis mówi, że „Adama” stworzono na zachodzie i przywiedziono na wschód, do Mezopotamii, do pracy w ogrodzie Eden:

 

„Potem Bóg Jahwe

zasadził ogród w Edenie, na wschodzie […].

I wziął człowieka

i osadził go w ogrodzie Eden,

aby go uprawiał i strzegł”.

AN KANA TE – LITTLE GRANDMOTHER – Kiesha Crowther